



|
Zabudowa Łasztowni
* * *
"Gryf" - kupić czy nie kupić, oto jest pytanie
Nie możemy kupić od skarbu państwa Portu Rybackiego "Gryf" - oznajmił radnym Krzysztof Nowak, zastępca prezydenta Szczecina. - Serce miasta pozostanie z jedną komorą - zauważa radny Tomasz Hinc z PiS i chce zobaczyć opinię prawników, którą wspierał się Nowak
Port Rybacki "Gryf" to spółka skarbu państwa gospodarująca na 22 hektarach Łasztowni. Resort skarbu wystawił ją na sprzedaż. Wartość udziałów oszacowana została na 4,8 mln zł, chociaż końcowa cena może być nawet dziesięć razy wyższa. "Gryf" to bowiem łakomy kąsek ze względu na atrakcyjną lokalizację w sercu Łasztowni - dzielnicy, która ma być w przyszłości wizytówką Szczecina.
We wtorek radni z komisji budżetu i finansów rozmawiali z zastępcą prezydenta Krzysztofem Nowakiem na temat możliwości kupna przez Szczecin udziałów w "Gryfie". Nie ma takiej możliwości - oświadczył radnym Nowak.
Tak ma wynikać z opinii prawnej, którą zleciło miasto, rozpatrując możliwość udziału w przetargu na zakup Stoczni Szczecińskiej. Według Nowaka ową opinię można również przyłożyć do przypadku Portu Rybackiego "Gryf". Zastępca prezydenta przekonywał radnych, że ustawa o samorządzie gminnym nie pozwala miastu na zaangażowanie się w biznesowe przedsięwzięcie, które nie ma związku z zadaniami gminy. Szczecin może mieć spółkę eksploatującą autobusy, ale nie spółkę, która zajmuje się przechowywaniem mrożonych ryb.
Serce miasta pozostanie z jedną komorą - zauważył smutno Tomasz Hinc. Ta "jedna komora" to część Łasztowni w rejonie nabrzeża Starówka, która jest już we władaniu miasta. Hinc poprosił Nowaka o udostępnienie mu opinii prawników. Na posiedzeniu komisji ich jednak nie dostał.
Chcę się z nimi zapoznać, bo uważam, że przy odpowiednim zaangażowaniu i chęci władz miasta przejęcie "Gryfa" mogłoby być możliwe - powiedział później "Gazecie" Hinc. To zbyt ważny dla rozwoju Szczecina kawałek miasta, by nie starać się o wejście w jego posiadanie.
Ministerstwo Skarbu Państwa czeka na oferty inwestorów do końca miesiąca. Uchwalony już plan zagospodarowania przestrzennego pozwala zachować na tym terenie funkcje przemysłowe, chociaż dopuszcza przekształcenie w funkcje ogólnomiejskie. To otwiera drogę prywatnemu nabywcy do sprzedaży części nieużytkowanego obecnie terenu, przeniesienie za te pieniądze spółki w inne miejsce, a następnie sprzedaż pozostałej części majątku na Łasztowni.
Opracowanie: "Andrzej Kraśnicki jr", "Gazeta Wyborcza", 3 listopada 2009 roku
* * *
Wyspa niemiejska
Przez dwa lata prezydent Szczecina próbował przejąć spółkę Port Rybacki „Gryf”. Teraz, gdy firma ma być wystawiona na sprzedaż, twierdzi, że miasto nie ma dość pieniędzy i możliwości prawnych, by taką inwestycję przeprowadzić. Liczy jednak na rozsądek przyszłych inwestorów
Nie możemy wchodzić w zakup udziałów spółki Port Rybacki „Gryf” - przekonuje Piotr Krzystek, prezydent Szczecina. Prawo nam nie pozwala.
Dalsze losy Portu Rybackiego są kluczowe dla przyszłości rewitalizacji całej Łasztowni. Jedyna część dawnego „Gryfa”, która przetrwała zmiany własnościowe w polskim rybactwie dalekomorskim, ma na wyspie ogromne tereny. Część wykorzystuje na własne potrzeby - jest tam chłodnia, ma stanąć nowa. Resztę, w tym zabudowania historycznej rzeźni, podnajmuje. W tym miejscu, według planów prezydenta Krzystka, potwierdzonych właśnie uchwalonym planem zagospodarowania przestrzennego, ma być nowe centrum miejskie. Obok budynków biurowych i handlowych staną także obiekty użyteczności publicznej. Kiedy? To zależy m.in. od nowych właścicieli spółki.
Przez dwa lata prezydent Krzystek, ze swym zastępcą Krzysztofem Nowakiem zabiegali, by wpisać „Gryfa” na listę firm przeznaczonych do komunalizacji. „Kurier” przekonywał wówczas, że przeszkodą jest ustawa o samorządzie uniemożliwiająca miastu prowadzenie działalności chłodniczej. Nie było też jasne, co gmina w przyszłości chciała zrobić z grupą pracowników Portu Rybackiego. Skarb Państwa zamiast więc komunalizować firmę, zdecydował o jej prywatyzacji z przeznaczeniem dla inwestora branżowego. Nie wiadomo jednak, czy taki będzie zainteresowany rewitalizacją, czy raczej utrzyma lub rozwinie działalność przeładunkową, korzystając np. z atrakcyjnego nabrzeża.
Dla inwestorów, którzy pojawiali się w Szczecinie w czasie hossy, przeniesienie chłodni nie stanowiło problemu - twierdzi Krzystek. Mam nadzieję, że i tacy pojawią się teraz. Liczę na racjonalność przedsiębiorców. Gdy się okaże, że rewitalizacja tego miejsca im się opłaci, z pewnością to zrobią. Jeśli utrzymają obecny profil, przyznaję, że proces zmian na Łasztowni nie będzie tak szybki, jakbyśmy tego oczekiwali.
Wyjściem mógłby być zakup spółki np. przez miejską firmę zajmującą się rewitalizacją - Szczecińskie Centrum Renowacyjne. Władze spółki deklarują zainteresowanie, jeśli otrzymają pieniądze z budżetu. Zachęca niska nominalna wartość akcji Portu Rybackiego, określona na nieco ponad 4,5 mln zł.
Rzeczywista wartość sięga dziesiątków milionów - przekonuje prezydent. Szczecina nie stać na taki wydatek. Zasilenie SCR czy innej spółki wymagałoby ogromnych środków z budżetu miasta. A to jest już pomoc publiczna. Niedozwolona w tym wypadku.
Opracowanie: "Artur Ratuszyński", "24Kurier.pl", 2 listopada 2009 roku
* * *
Irlandzki inwestor na Śródodrzu
Deweloper, spółka Cetonia, chce budować na Kępie Parnickiej i Wyspie Zielonej
Z przedstawicielami irlandzkiej spółki deweloperskiej spotkał się zastępca prezydenta Szczecina Krzysztof Nowak. Biuro prasowe Urzędu Miasta poinformowało, że przedstawiciele spółki potwierdzili swoje zainteresowanie zabudową działek zgodnie z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego dla Kępy Parnickiej i Wyspy Zielonej. Teraz pracuje nad sposobem zabudowy działek które, jak podkreśla magistrat, mają być zagospodarowane w uzgodnieniu z władzami Szczecina.
"Zamiarem inwestora jest realizacja projektu zabudowy, który sprawi, że ta część Śródodrza stanie się atrakcyjnym terenem dla mieszkańców Szczecina i osób odwiedzających miasto" - czytamy w oświadczeniu szefa biura prasowego Urzędu Miasta Piotra Landowskiego.
Cetonia Sp. z o.o., spółka kontrolowana przez Monahan Family Partnership, z siedzibą w Irlandii kupiła dwie działki na Kępie Parnickiej 2 października tego roku od spółki Howard Waterside Sp. z o.o.
Opracowanie: "mg", "Gazeta Wyborcza", 29 października 2009 roku
* * *
Łasztownia i Wyspa Grodzka. Jaki port jachtowy
Pomosty dla 120 jachtów, a na Wyspie Grodzkiej tereny rekreacyjne - taka będzie nowa przystań na Łasztowni. Konkurs na wizję architektoniczną przystani rozstrzygnięty
Swe wizje przedstawiło 12 zespołów architektów. Zwyciężyli krakowianie z firmy Podczaszy Pracownia Architektoniczna. Ten projekt jest inny niż wszystkie, inny od typowych marin w Europie - tłumaczył wczoraj wybór Zbigniew Andruszkiewicz, przewodniczący jury.
Krakowski projekt zakłada powstanie na Duńczycy - między nabrzeżem Starówka a Wyspą Grodzką - zespołu pływających, betonowych pomostów krytych drewnem, tworzących trzy małe porty. Jeden z nich przylega do nabrzeża Starówka, pozostałe dwa - do wyspy. Na Wyspę Grodzką będzie można dostać się kładką nad Duńczycą. Od strony wyspy projektanci widzą też pływający slip (mała pochylnia) umożliwiający wodowanie niewielkich jednostek - np. kajaków. Pomosty zaplanowane zostały także od strony Wałów Chrobrego. W nowej marinie ma też być stacja paliw dla jachtów i łodzi motorowych.
Druga część projektu obejmuje południową część Wyspy Grodzkiej, która pozostanie oazą zieleni. Ma się tam znaleźć miejsce do grilowania, boisko, korty, plac do gry w piłkę siatkową.
Zaletą projektu przystani jest to, że można go zrealizować niezależnie od tego, czy Wyspa Grodzka zostanie zagospodarowana - tłumaczył "Gazecie" Andruszkiewicz.
Prezydent Piotr Krzystek zapowiedział w poniedziałek, że wodna część projektu będzie szybko zrealizowana. Początek prac możliwy jest jesienią 2010 lub wiosną 2011 roku - stwierdził prezydent.
Szczecin chce sfinansować inwestycję wspierając się funduszami unijnymi z puli Interreg, czyli dla projektów transgranicznych. Umożliwi to podpisane już porozumienie z niemieckim powiatem Ucker-Randow. Koszty inwestycji, szacowane na kilkanaście milionów złotych, będą znane po wykonaniu projektu wykonawczego (przygotuje go autor zwycięskiej koncepcji, który zgarnął też nagrodę w wysokości 25 tys. zł). UE może pokryć 85 proc. wydatków. Pomosty mają być gotowe na kolejny finał zlotu żaglowców w 2013 r.
Zagospodarowanie południowej części wyspy to osobny, dodatkowy wydatek. Na razie nie wiadomo jednak, kiedy ta część projektu zostanie zrealizowana.
Wszystkie prace można przez miesiąc oglądać w holu środkowego skrzydła Urzędu Miasta. Zwycięski projekt ma numer 6.
Drugie miejsce zdobył projekt szczecińskiej firmy Dedeco, trzecie - firmy Atkins Limited.
Opracowanie: "Andrzej Kraśnicki jr", "Gazeta Wyborcza", 26 października 2009 roku
* * *
Oto plan dla Łasztowni
Wiemy już, jak ma wyglądać w przyszłości portowa dzielnica Szczecina. Dokument, który pozwoli zmienić oblicze Łasztowni i wyspy naprzeciw Wałów Chrobrego, przegłosują w poniedziałek radni
Plan zagospodarowania przestrzennego Łasztowni i Wyspy Grodzkiej to jeden z najważniejszych dokumentów, jaki w ostatnich latach trafił pod obrady rady miasta. Dopiero po jego uchwaleniu będzie można szukać inwestorów gotowych wziąć udział w przemianie tej zaniedbanej części miasta.
Znów będzie Most Kłodny
Pierwsze, co rzuca się w oczy w dokumencie przygotowanym przez Biuro Planowania Przestrzenego, to nowy most prowadzący na Łasztownię. Przeprawa ma powstać tuż przy Trasie Zamkowej, a więc niemal dokładnie tam, gdzie do 1945 stał Most Kłodny. Od strony Starego Miasta przeprawa ma "wchodzić" na poziom ulicy Jana z Kolna. Tu powstanie rondo. I jeszcze jedna rewolucja (która zostanie zawarta już w planie dla Starego Miasta): można będzie zburzyć dwie zjazdowe nitki Trasy Zamkowej. To te, którymi można obecnie zjechać na ul. Jana z Kolna jadąc od strony centrum. Dzięki temu odsłonięty zostanie widok na basztę, odbudowane kamienice, a "ślimaki" Trasy przestaną dominować nad okolicą.
Wróćmy na Łasztownię
Planiści przygotowali tu miejsca pod trzy inwestycje publiczne: Muzeum Morskie, teatr i operę. Muzeum powstanie tuż przy nabrzeżu Starówka. Budynek nie może być wyższy niż 14 metrów. Chodzi o to, by nie zasłonił efektownej panoramy Wałów Chrobrego, którą widzą wjeżdżający do centrum Trasą Zamkową.
Nieco w głębi Łasztowni, w pobliżu potężnego, naziemnego schronu, jest miejsce na nowy teatr. Sam schron pozostanie. Może spełniać funkcje wystawiennicze lub zostać częściowo obudowany przezroczystą konstrukcją mieszczącą pomieszczenia biurowe.
Miejsce na operę i inne instytucje kulturalne zostało przygotowane w północnej części Wyspy Grodzkiej. Zapisy w planie mówią o konieczności przeprowadzenia konkursu architektonicznego. Obiekt, wraz z położonymi nieco w głębi Wałami Chrobrego, będzie "witał" wpływających do Szczecina od strony północy.
Pozostała część wyspy to plac ze schodami do rzeki, pływająca scena, nadwodny bulwar, port jachtowy i zabudowa mieszkaniowa, ale z funkcjami usługowymi w parterze i pierwszym piętrze. Wyspa zostanie połączona z Łasztownią stałym mostem.
Domy na wodzie
Sercem dzisiejszej Łasztowni jest stara rzeźnia i magazyny o niezwykle malowniczej architekturze. Tego nie wolno będzie zniszczyć. XIX-wieczna zabudowa idealnie nadaje się na przewidziane w planie centrum-kulturalno rozrywkowe. Puby, restauracje, małe sale koncertowe - nie trzeba wielkiej wyobraźni, by już dziś, przechadzając się tą częścią Łasztowni, odkryć niezwykły potencjał tego miejsca. Nowa zabudowa wzdłuż pobliskich wybrzeży ma mieć nowoczesną architekturę.
Przenieśmy się teraz w rejon istniejącego gmachu Izby Celnej
W jego sąsiedztwie, na powierzchni 1,5 hektara planiści dopuszczają centrum handlowe. Opracowali listę obostrzeń, które mają sprawić, że nie wyrośnie w tym miejscu nic podobnego do Galaxy. Np. wejścia do sklepów muszą znajdować się także od strony ulic, obiekt musi przecinać pasaż, z zewnątrz nie może to być jednolity kloc - cztery fronty muszą być rozdrobnione i różnorodne. Sklepy mogą mieć powierzchnię do 1400 m kw., ale te z branży spożywczej tylko do 400 m kw. Inwestor ma też obowiązek budowy części rekreacyjnej z basenem.
Plan sięga też terenów wzdłuż Parnicy i Kanału Zielonego. Tu także dopuszczona będzie zwarta zabudowa, a na samej wodzie możliwe będzie zacumowanie pływających domów.
Miejsca parkingowe dla całego tego obszaru to przede wszystkim przestrzeń pod Trasą Zamkową. Ma zostać zabudowana parkingowcami. Ich architektura wtopić się ma w normalną zabudowę. Nie może więc to być betonowy klocek, tak jak parkingowiec przy Galaxy.
Port się wycofa
Największą ciekawostką planu jest obszar obecnego portu wolnocłowego. Zarząd Morskich Portów Szczecin i Świnoujście poinformował miejskich planistów, że w przyszłości zamierza wycofać się z tego rejonu (bardziej na wschód). Niezwykle malownicze magazyny i zabudowa z przełomu XIX i XX wieku to skryty dziś za ogrodzeniem portu skarb. Planiści widzą już także nową funkcję dominującego nad Łasztownią żelbetowego, długiego magazynu. Świetnie nadaje się na lofty.
Kiedy nowa wizja dzielnicy portowej zmaterializuje się? Realizacja podobnego przedsięwzięcia w Hamburgu zajęła ponad 20 lat.
Czekamy na opinie. Czy podobają się państwu pomysły planistów? Piszcie: listy@szczecin.agora.pl
Opracowanie: "Andrzej Kraśnicki jr", "Gazeta Wyborcza", 26 października 2009 roku
* * *
Ewakuacja na lata
Działalność przemysłowa będzie na Łasztowni wygaszana etapami przez wiele lat i firmy będą miały czas na przenosiny w inny rejon portu – podczas wczorajszego spotkania uspakajał przedsiębiorców prezydent Szczecina Piotr Krzystek. Nadal mają oni jednak sporo obaw co do swojego dalszego funkcjonowania
Niepokój firm działających na terenie Łasztowni wzbudziła przedstawiona przez Miasto koncepcja zagospodarowania tej wyspy. Zakłada ona, że jej tereny mają utracić funkcję przemysłowo na rzecz miejskiej. Na Łasztowni i sąsiedniej Wyspie Grodzkiej powstać ma m.in. port jachtowy, opera, Muzeum Morskie, centrum kongresowe, galerie, kawiarnie i restauracje. Rewitalizacja ma też objąć Kępę Parnicką i Wyspę Zieloną.
Taka zmiana oznacza, że z terenu Łasztowni będzie musiało wyprowadzić się wiele działających tam obecnie firm. Podczas wczorajszego spotkania w siedzibie Bussiness Club Szczecin obawy przedsiębiorców próbował łagodzić prezydent Krzystek. Podkreślał, że rewitalizacja tego obszaru odbywać się będzie etapami i zajmie od 15 do 30 lat.
Jest dla nas bardzo ważne, żeby przedsiębiorcy mieli jasno określoną perspektywę czasu, do którego mogą tam funkcjonować. Chodzi o to, żeby mieli tu jak najlepsze warunki do rozwoju, do czasu, gdy ich firmy znajdą miejsce gdzie indziej. Mamy deklaracje Zarządu Morskich Portów Szczecin i Świnoujście, że ten proces będzie uzgadniany z przenoszonymi firmami. Pojawią się też nowe tereny do wykorzystania na północy Szczecina, gdy zostanie wykonane obejście zachodnie miasta. Deklarujemy tu chęć współpracy – zapewniał prezydent.
Przedstawiciele firm prowadzących działalność na Łasztowni zwracali jednak uwagę na to, że dziś nie za bardzo mają gdzie się przenosić. W porcie brakuje bowiem terenów z głębokowodnymi nabrzeżami, które są zdolne do przyjmowania dużych statków. Dlatego liczą oni, że w najbliższych latach nie będą musieli się przeprowadzać.
Wierzymy w to, że przynajmniej przez 10 – 15 lat damy szansę rozwoju na Łasztowni portowi i biznesowi z nim związanemu – mówił Zbigniew Antonowicz, prezes Portu Rybackiego Gryf.
Podczas spotkania podnoszona była też sprawa planów budowy na Łasztowni nowego magazynu chłodniczego, którym sprzeciwia się Miasto.
Naszym zdaniem najlepiej, gdyby on stanął gdzie indziej i do tego zachęcamy Port Rybacki Gryf. Można jednak na Łasztowni postawić lekki obiekt, który będzie potem mógł być przeniesiony w inne miejsce – uważa Piotr Krzystek.
Zdaniem Cezarego Sylwestrzaka, przewodniczącego Zachodniopomorskiego Oddziału Krajowej Izby Gospodarki Morskiej, nowoczesny magazyn z regulowaną temperaturą wcale nie musi kolidować z nową koncepcją zabudowy Łasztowni.
On nie będzie miał żadnego szkodliwego wpływu na środowisko. Przeładunki odbywają się w nim w układzie poziomym i nie generują hałasu - podkreślał Cezary Sylwestrzak.
Opracowanie: "mak", "Kurier Szczeciński", 29 lipca 2009 roku
* * *
Miasto kpi z inwestora. Komentarz
Daleki jestem od tego, by plany zagospodarowania układać w stu procentach pod życzenia inwestora. Jak to się jednak stało, że poważny, bądź co bądź, biznesmen nie miał wcześniej szans na przedstawienie swoich pomysłów i uwag radnym?
Spółka Eko Park należąca do potężnej grupy kapitałowej Sobiesława Zasady kupiła rozpadające się stare fabryki stojące nad brzegiem Odry przy ulicy Kolumba. Ma też puste obecnie działki pomiędzy nimi. Zapowiada kupno kolejnych sąsiednich nieruchomości. Firma zainwestowała w opracowanie koncepcji zagospodarowania i rewitalizacji tych terenów, angażując do tego pracownię znanego architekta i urbanisty Stanisława Fiszera. Podczas poniedziałkowej sesji rady miasta okazało się, że przygotowany przez miejskich planistów plan zagospodarowania przestrzennego tego terenu nie do końca pasuje inwestorowi. Diabeł tkwi w szczegółach - tłumaczył Tomasz Skórczyński, dyrektor pionu inwestycji Eko Park.
Daleki jestem od tego, by plany zagospodarowania układać w stu procentach pod życzenia inwestora. Jak to się jednak stało, że poważny, bądź co bądź, biznesmen nie miał wcześniej szans na przedstawienie swoich pomysłów i uwag radnym? Dlaczego bez żadnych dyskusji miejscy planiści koncepcje Eko Park odrzucili?
W poniedziałek na sesji usłyszałem jedynie kpiące uwagi prezydenta Piotra Krzystka, który pokrzykując ze swojego fotela starał się dowieść, że Eko Park w skali całego uchwalanego planu ma niecały promil terenu. Jakby nie rozumiał, że ten promil, a w praktyce kilka działek, decyduje o wizerunku całej szczecińskiej Wenecji!
Czułem zażenowanie, gdy kolejni radni PO, niemający najwyraźniej pojęcia o sprawie, po prostu obrażali inwestora.
Powinien pan interesować się tym, co się dzieje w mieście - wytykała radna Judyta Lemm, która chyba nie usłyszała, że trzy tygodnie wcześniej na dyskusję o planie z radnymi nikt firmy Eko Park nie zaprosił.
Mogło powstać wrażenie, że mamy do czynienia z poważną firmą - drwił szef klubu Tomasz Grodzki, gdy usłyszał o "promilach". Tak oto w czasach kryzysu i w mieście ponoć bardzo otwartym na inwestycje włodarze od strony praktycznej pokazali, jak rozmawia się z przedsiębiorcami.
Tomasz Skórczyński powiedział mi we wtorek, że nie względy ambicjonalne, ale rachunek ekonomiczny zdecyduje, czy jego firma nie wycofa się z ulicy Kolumba.
Oby tak się stało. Jednak radni PO i prezydent Piotr Krzystek na poniedziałkowej sesji rady miasta pokazali, że inwestora w Szczecinie traktuje się nie jak partnera, ale jak natręta.
Opracowanie: "Andrzej Kraśnicki jr ", "Gazeta Wyborcza", 30 czerwca 2009 roku
* * *
Szczecin wraca nad Odrę. Nareszcie
Historyczny dzień dla nadodrzańskich dzielnic Szczecina. Radni mają zatwierdzić plany pozwalające realnie myśleć o inwestycjach nad Odrą
Na poniedziałkowej sesji rady miasta (rozpoczęła się w południe) szczecińscy radni zajmą się dwoma „miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego”. Pierwszy dotyczy położonej vis a vis dworca głównego Kępy Parnickiej i połączonej z nią od strony południowej Wyspy Zielonej. Drugi - nadodrzańskich brzegów Gocławia i Golęcina.
Nowe serce miasta
Kępa Parnicka i Wyspa Zielona to jedne z bardziej atrakcyjnych terenów inwestycyjnych w mieście. Blisko centrum, wokół woda i mnóstwo zieleni. Wraz z położoną bardziej na północ Łasztownią to tzw. Śródodrze - obszar, który w przyszłości ma być nowym sercem Szczecina.
Inwestorzy od dawna interesują się tymi terenami. Część zaczęła już skupować nieruchomości, a operująca w południowej części Kępy stocznia rzeczna zmieniła się w spółkę mającą ambicje deweloperskie. Konkretne zamierzenia inwestycyjne paraliżował jednak brak miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego: dokumentu określającego co, gdzie i jak można zbudować.
Plan zagospodarowania tej części Śródodrza nie budzi większych kontrowersji. Jego projekt przedstawialiśmy już w "Gazecie". Wieżowce będą mogły powstać tylko w dwóch miejscach. To działki przy linii kolejowej przecinającej północny kawałek kępy i druga położona nieco na wschód. Pozostała zabudowa wyspy ma być już dużo niższa. Od strony Odry budynki mogą mieć 16-18 m. W głębi działek dopuszczalna jest wysokość od 24 do 36 m. Serce Kępy Parnickiej nie będzie jednak betonową pustynią. Plan rezerwuje szeroki, przypominający rozciągniętą literę "S" pas zieleni przecinający kępę z północy na południe. Dziki, leśny charakter południowej części wyspy zostanie utrzymany, chociaż przetnie ją most na estakadach. Poza tym jedyną możliwą inwestycją będą drewniane kładki pozwalające zagłębić się w tę małą, szczecińską Amazonię.
Żeby więcej nie straszyły
Nieco w cieniu tej uchwały pozostaje druga - tak naprawdę nie mniej ważna dla przywrócenia miastu rzeki. Gocław i Golęcin, te cieszące się niezbyt dobrą sławą dzielnice Szczecina, mają olbrzymi atut i atrakcję zarazem: tereny zielone, które łączą się z rzeką i to nie poprzez wysokie nabrzeże jak na Wałach Chrobrego. Tu naprawdę można stanąć nad samą rzeką i dotknąć wody. Sąsiedztwo rzeki i jeziora Dąbie sprawia, że to także idealne miejsce do lokalizowania przystani i portów jachtowych. Czas na to najwyższy, by widoczne od strony rzeki rzędy ohydnych, postawionych na dziko garaży z krzywymi pomostami nie straszyły więcej wpływających do miasta żeglarzy (jak w 2007 r., gdy na jednej z takich "marin" wisiał transparent "Marina Golęcin wita The Tall Ships' Races").
"Rekreacja nadwodna stanowi istotny wkład planu w nową wizję miasta" - można przeczytać w opisowej części planistycznego dokumentu.
Czy plan faktycznie ma szansę zmienić wizerunek i charakter północnych dzielnic Szczecina?
Tak, ale zupełnie nie rozumiem pomysłu na zagospodarowanie terenów dawnej stoczni jachtowej Teligi - mówi Piotr Kęsik, radny SLD, reprezentujący północne dzielnice Szczecina.
Plan dopuszcza utrzymanie przemysłowego charakteru tego obszaru, chociaż z wyjątkiem terenu należącego do Urzędu Morskiego cały pas wybrzeża Odry jest w najbliższym sąsiedztwie obszarem przeznaczonym na rekreację.
Opracowanie: "Andrzej Kraśnicki jr ", "Gazeta Wyborcza", 29 czerwca 2009 roku
* * *
Jakie są plany na wyspy Śródodrza
W poniedziałek głosowanie nad planem zagospodarowania Kępy Parnickiej i Wyspy Zielonej. Zaraz po wakacjach radni zajmą się Wyspą Grodzką i Łasztownią. Jak mają wyglądać wyspy Śródodrza w przyszłości?
Planiści miejscy trzy lata pracowali nad nowym planem zagospodarowania wysp Śródodrza. Chcieli, by każda z wysp miała swój charakter, odmienny od sąsiednich.
Kępa Parnicka i Wyspa Zielona
Mają stanowić szczeciński Manhattan z wieżowcami, hotelami, apartamentowcami. Ale Wyspa Zielona to też dzika puszcza, która ma być zachowana w swym niemal dziewiczym stanie - oznaczona na planie jako zieleń leśna. W obu basenach pomiędzy Kępą Parnicką i Wyspą Zieloną mają powstać mariny.
Wszystkie - zaznaczone na naszym planie kolorem niebieskim - obszary mogą być przeznaczone na wybudowanie domów mieszkalnych, hoteli, apartamentowców. Nie dopuszcza się tu przemysłu, magazynów i przeładunku. Partery powinny być przeznaczone na lokale usługowe. Budynki muszą mieć minimum 16-18 m wysokości, maksymalnie - (w wybranych miejscach) nawet do 80 m. Przy czym wszystkie kondygnacje powyżej 18 m muszą być odsunięte od jezdni.
W południowej części Kępy Parnickiej przewidywane jest przedszkole. W centralnej - duży, zielony skwer, gdzie dopuszczalne są tymczasowe stragany, ryneczki, punkty gastronomiczne i miejsca na imprezy plenerowe.
Na Wyspie Jaskółczej, położonej tuż przy ul. Kolumba, proponowane jest rozszerzenie usług edukacyjnych oraz gastronomia i nabrzeża sportowe.
U zbiegu ulic Kolumba i Tamy Pomorzańskiej mogłaby powstać megamarina z miejscami noclegowymi na nabrzeżu, kawiarenkami i restauracjami. Wszystkie nabrzeża wysp muszą być powszechnie dostępne. Na większości zaplanowano bulwary i możliwość cumowania.
Łasztownia i Wyspa Grodzka
Plany są niemal gotowe i pod głosowanie radnych mają trafić tuż po wakacjach. Zacznijmy od Wyspy Grodzkiej. Przed zagospodarowaniem trzeba podnieść jej poziom o metr. Większość jej obszaru powinna stanowić zieleń i tereny rekreacyjne. W jej sercu zaplanowano miejsce na skate park, plac zabaw, ścianki wspinaczkowe, mini lądowisko lub fontannę.
Wszystkie oznaczone zielonym kolorem obszary przewidują usługi turystyczne i zielone. Pozostawiono jednak możliwość wybudowania tu budynków o wysokości 18, a nawet 24 m. Najbardziej śmiałym i odległym w czasie wydaje się pomysł wybudowania nowej opery (u szczytu wyspy od strony północnej). Tuż obok cumowałaby ruchoma scena.
Wyspa miałaby być skomunikowana z miastem od strony Łasztowni poprzez most Grodzki przerzucony ponad rzeką Duńczycą.
Na części nabrzeża Starówka na Łasztowni ma powstać muzeum morskie. Tuż za nim w starej rzeźni mogłoby powstać centrum kulturalno-wystawiennicze, a jeszcze bliżej Basenu Zachodniego zespół teatrów dramatycznych. W dotychczasowym obiekcie ma pozostać Urząd Celny, a w jego sąsiedztwie zaplanowano wielkopowierzchniową galerię handlową ze sklepami do 400 m kw. Obok galerii jest miejsce na kolejne przedszkole (szacuje się, że na wszystkich wyspach Śródodrza zamieszka co najmniej 6 tys. ludzi).
Obszar zaznaczony kolorem jasnozielonym to usługi portowe, ale ta funkcja ma być stopniowo wygaszana. Port ma się przenosić na Ostrów Grabowski, a jego tereny na Łasztowni zagospodarowywane w sposób komercyjny na biurowce, hotele, galerie, usługi rekreacyjno-kulturalne.
Łasztownia - tak jak dotychczas - ma być skomunikowana z resztą miasta przebudowanym i poszerzonym mostem Długim oraz nowym - planowanym mostem Kłodnym. Pod Trasą Zamkową jest miejsce na wielopoziomowy parking.
Pomyślano także o historycznych nazwach ciągów komunikacyjnych. Oprócz mostu Kłodnego (który jednak był w innym miejscu niż przewiduje plan) obecna ul. Energetyków miałaby zmienić nazwę na Starą Łasztową. Miałaby powstać też ul. Spichrzowa.
Opracowanie: "Mariusz Rabenda", "Gazeta Wyborcza", 29 czerwca 2009 roku
* * *
Plan na lata
Gdyby stworzyć ranking planów zagospodarowania przestrzennego Szczecina, to ten jest jednym z najważniejszych. W poniedziałek na sesję RM Szczecina trafia projekt planu zagospodarowania Łasztowni oraz Wyspy Zielonej i Kępy Parnickiej. By koncepcje urbanistów zostały wcielone w życie potrzeba dziesiątków lat i setek milionów złotych
Sposób zagospodarowania terenów Łasztowni, Kępy Parnickiej i Wyspy Zielonej od kilku lat rozgrzewa umysły szczecinian, wywołuje dyskusje w mediach i między specjalistami. Od połowy lat 90. niemal regularnie odbywały się warsztaty koncepcyjne, przedstawiające pomysły rewitalizacji brzegów Odry. Poważne rozmowy na ten temat zainicjowała grupa architektów i inżynierów skupiona wokół Grzegorza Ferbera, szczecińskiego architekta i zwolennika zmiany oblicza tej części Szczecina. To oni publicznie pokazali, jak może Śródodrze wyglądać. Proces faktycznych zmian przez całe lata blokował brak planu zagospodarowania przestrzennego dla tego obszaru miasta. Bez tego dokumentu nie można rozpoczynać nowych inwestycji - budować w miejscu magazynów portowych i zaniedbanych budynków - biurowców i apartamentów.
Obecny projekt planu zagospodarowania przestrzennego powstał w innych niż poprzednie standardach. Bardzo dużo czasu miejscy urbaniści spędzili na wysłuchiwaniu pomysłów potencjalnych inwestorów. Najbardziej zaawansowana współpraca była skutkiem pojawiania się w Szczecinie irlandzkiego dewelopera - Howard Holding. Choć firma raczej nie odegra większej roli przy zagospodarowaniu Kępy Parnickiej i Wyspy Zielonej, to zostawiła po sobie koncepcję renomowanego, holenderskiego zespołu urbanistycznego: West 8. Holendrzy zaproponowali, by naprzeciw Dworca Głównego PKP powstała nowa dzielnica z zieloną przestrzenią publiczną. Pomysł po poprawieniu i dostosowaniu do polskich realiów stał się integralną częścią projektu. Dla drugiej strony szczecińscy urbaniści mają kilka rozwiązań. Będzie więc osiedle mieszkaniowe i tereny zabudowane komercyjnie. Na Wyspie Grodzkiej ma w przyszłości stanąć przyciągający uwagę budynek Opery. Z ostatecznej wersji projektu zniknęła planowana intensywna zabudowa Wyspy, to efekt krytyki ekspertów Miejskiej Komisji Urbanistyczno-Architektonicznej. W Starej Rzeźni mają być galerie, centra wystawiennicze, a obok kawiarnie restauracje i nowe Muzeum Morskie. Na samym cyplu Łasztowni centrum kongresowe. Wiadomo, że nowa dzielnica docelowo ma mieć ok. 12 tys. mieszkańców i na jej potrzeby trzeba w znacznym stopniu zmienić układ komunikacyjny.
Opracowanie: "Artur Ratuszyński", "Kurier Szczeciński", 25 czerwca 2009 roku
* * *
Jak będą wyglądały wyspy na Odrze
Jak będą zagospodarowane dwie wyspy naprzeciw dworca Szczecin Główny - o tym zadecydują radni pod koniec czerwca. Ale poznali już szczegóły przygotowane przez miejskich planistów
Przy tym planie pracowali najlepsi praktycy z pracowni architektonicznych - twierdzi Krzysztof Nowak, wiceprezydent Szczecina. Biura zostały wynajęte przez inwestorów zainteresowanych terenami wysp. Miasto oficjalnie przyznaje, że uwzględniało wymagania firm: Howard, Invest Nieruchomości i Eko Park.
Z firmą Howard mieliśmy podpisany list intencyjny, że jeżeli kupią 8,5 hektara na Kępie Parnickiej, będziemy współpracować przy planie zagospodarowania przestrzennego. Howard ma do tej pory 2,7 ha - zapewnia Krzysztof Nowak. Nie mamy wobec tej firmy żadnych zobowiązań.
Planiści nie zgodzili się na zbudowanie wielkiego centrum handlowego na Wyspie, nie ma też mowy o parkingowcu. Walczyli o zmniejszenie wysokości budynków. Wieżowce powstaną tylko w dwóch miejscach. Mogą mieć nawet 80 metrów wysokości. Pozostała zabudowa wyspy ma być już dużo niższa. Od strony Odry budynki mogą mieć od 12 do 18 m. W głębi działek dopuszczalna jest wysokość od 24 do 36 m.
Dopuszczamy dużą zabudowę mieszkaniową. To ukłon w stronę inwestora - przyznaje Janusz Nekanda Trepka, który był głównym planistą. To oznacza duże wydatki dla miasta. Zaplanowaliśmy tu przedszkole, szkołę a także dodatkowy most.
Obecnie jadąc na Kępę Parnicką musimy minąć wiadukt nad ul. Heyki. Zdecydowanie ogranicza on wjazd wyższych samochodów. Dlatego naprzeciw dworca głównego zostanie zbudowany nowy most. Koszty tej inwestycji powinno pokryć miasto.
Na Kępie Parnickiej będzie także trochę miejsca na zieleń. Plan rezerwuje szeroki pas parku, który będzie miał kształt litery S. Wyspa Zielona zabudowana będzie tylko w swojej północnej część południowa nadal ma być oazą zieleni. Mają tu być tylko ciągi spacerowe i punkty widokowe, służące do obserwacji przyrody.
Wzdłuż nabrzeży będą bulwary spacerowe i niewielkie mariny. Przewidziano także możliwość cumowania pływających domów. Po drugiej stronie Odry jedna z warszawskich firm developerskich zamierza odtworzyć ulicę Kolumba, nie bez powodu nazywany "szczecińską Wenecją”.
Wyrastające z wody stuletnie, fabryczne budynki pięknie się prezentują. Będą miały szanse na przywrócenie dawnej świetności. Projekt przewiduje zrobienie z ul. Kolumba deptaka, po którym będą mogły jeździć tylko tramwaje. Ruch samochodowy miałby przenieść się na nową ulice biegnącą wzdłuż torów kolejowych.
Opracowanie: "Ynona Husaim-Sobecka", "Głos Szczeciński", 22 czerwca 2009 roku
* * *
Śmiałe wizje Śródodrza i inwestorzy
Plany zagospodarowania Wyspy Grodzkiej i Łasztowni są gotowe do zatwierdzania przez radę miasta. Koncepcja nie podoba się jednak Miejskiej Komisji Urbanistyczno-Architektonicznej. Czy będzie zmieniana?
MKUA zarzuca miastu zbyt gęstą zabudowę wysp, złe skomunikowanie, nadmierne zabudowanie i pozbawienie zieleni Wyspy Grodzkiej (to wyspa naprzeciw Wałów Chrobrego) oraz brak architektonicznej spójności tej wyspy z Wałami Chrobrego. Pisaliśmy o tym we wtorkowej "Gazecie".
Łasztownia - zdaniem urbanistów - jest niepotrzebnie przedzielona na dwie części jezdnią, która ma być przedłużeniem mostu Kłodnego. Plan zakłada jego powstanie w sąsiedztwie Trasy Zamkowej. Opinia MKUA będzie brana pod uwagę przez radnych, którzy będą zatwierdzali plan, ale nie musi być wiążąca. Plan zostanie wyłożony do publicznej oceny w lipcu. Na powakacyjnej sesji miasto chce go uchwalić. Co o nim sądzą wiceprezydent Krzysztof Nowak i przedstawiciel jednego z inwestorów na terenie Łasztowni?
Rozmowa z inwestorem
Mariusz Rabenda: Jakie tereny na Łasztowni należą do was?
Grzegorz Kawecki (wiceprezes SGI Baltis): Dawny obszar Lodimeksu, gdzie była chłodnia oraz po drugiej stronie ulicy - niedaleko Urzędu Celnego. Na tym pierwszym terenie już rozpoczęliśmy przygotowania pod inwestycję, wyburzając stare obiekty. Czekamy z niecierpliwością na uchwalenie miejscowych planów zagospodarowania, aby rozpocząć budowę.
Co tam chcecie zbudować?
W miejscu dawnej chłodni czterogwiazdkowy hotel oraz budynki mieszkalne. Prowadzimy zaawansowane rozmowy z dwoma operatorami, którzy mieliby nim zarządzać. Zaś przy Urzędzie Celnym biurowiec klasy A.
Miejscy planiści przyznają, że konsultowali się z inwestorami, tworząc plany.
To prawda. Zgłaszaliśmy swoje pomysły i miasto się do nich odnosiło. Nie zgadzaliśmy się na nieuzasadnione place nieistniejące w przeszłości czy plan budowy drogi na należącej w stu procentach do nas działce. Teren kupiliśmy z myślą o zabudowie atrakcyjnymi obiektami i te ograniczenia powodowałyby straty zarówno dla miasta, jak i naszej firmy.
Jak wysoka będzie zabudowa?
Ze względów technologicznych nie da się tam stawiać bardzo wysokich gmachów. Wg projektu planu zabudowa nie może przekraczać ok. 30 m wysokości. Przy Urzędzie Celnym budynki muszą być jeszcze niższe.
Czy ten plan was satysfakcjonuje?
Każdy deweloper kupując nieruchomość, chce ją zabudować w optymalnym stopniu. Ten projekt planu jest dobrym kierunkiem do kompromisu. Wierzymy, że miasto rozumie nasze cele, a my jako firma szczecińska chcemy budować obiekty mogące być reprezentacyjnymi dla miasta.
Rozmowa z wiceprezydentem
Mariusz Rabenda: Urbaniści zarzucają wam nadmierną chęć komercjalizacji Wyspy Grodzkiej i Łasztowni. Wszystko chcecie sprzedać?
Krzysztof Nowak (wiceprezydent miasta ds. gospodarczych): A co my niby mielibyśmy sprzedawać? Przecież na Łasztowni prawie cała ziemia jest w prywatnych rękach. Do miasta należy jedynie nabrzeże Starówka, stara rzeźnia i to wszystko. Reszta jest albo rozparcelowana, albo niezbędna do zbudowania dróg.
Jednak to miasto, tworząc plan, decyduje o tym, na co można pozwolić właścicielom działek.
Tak, ale pamiętajmy, że możemy decydować w takim zakresie, by ktoś tam w ogóle cokolwiek zbudował. Pamiętamy, jak przed rokiem była awantura o to, że nie pozwalamy stawiać wysokich budynków na Kępie Parnickiej. Przeprowadziliśmy wiele rozmów z właścicielami gruntów i firmami zainteresowanymi inwestowaniem na tym terenie. Powstał z tego kompromis, ale jest to ciągle autorski plan miasta. Jeśli coś tam powstanie, będzie takie, jak my chcieliśmy. Uważam, że jest to dobry plan.
Ale dominować będzie tam mieszkaniówka i biura. To nie przyciągnie szczecinian w ten rejon na spacery, a miało to być "żyjące" miejsce.
I będzie żyło. Tuż przy planowanym moście Kłodnym jest miejsce na Muzeum Morskie, dalej w budynku starej rzeźni chcielibyśmy, aby powstały galerie i obiekty wystawiennicze, a w sąsiedztwie zaplanowaliśmy zespół teatrów dramatycznych. Wokół tego, jestem przekonany, powstaną kafejki. Natomiast na północy Łasztowni na terenach należących do Portu Rybackiego "Gryf" proponujemy centrum kongresowe.
Co z marinami, o których mówiło się, odkąd rozpoczęto prace nad planem?
I są zaplanowanie po obu stronach Duńczycy [kanał oddzielający Wyspę Grodzką od Łasztowni - red.]. Chcemy, by powstały tam mariny z prawdziwego zdarzenia, włącznie z zapleczem dla żeglarzy.
Urbaniści stwierdzili, że Wyspę Grodzką chcecie zbyt intensywnie zabudować.
Kompletnie się z tym nie zgadzam. Cała wyspa to tereny miejskie, więc tu mogliśmy sobie pozwolić na dowolność. W planie, który prezentowaliśmy w listopadzie, zabudowane miało być ok. 70 proc. powierzchni wyspy. W najnowszej wersji - właśnie po konsultacjach z MKUA - do zabudowy zostawiliśmy może 30 proc. Reszta ma być parkiem. Zabudowę proponujemy w dwóch miejscach. W jednym mógłby powstać pawilon z jakimś lokalem, kawiarnią, natomiast na północnej części jedyny duży obiekt - to gmach Opery. Chcielibyśmy, aby tak jak w Sydney czy Kopenhadze opera była takim symbolem Szczecina, doskonale widocznym od strony wody. Ta koncepcja może się spełnić za wiele lat, ale trzeba mieć śmiałe wizje.
A gdzie scena, na której mogłyby się odbywać koncerty i widowiska obserwowane z Wałów Chrobrego?
Na planie jej nie ma, bo w naszej koncepcji scena ma być pływająca. Można by ją zakotwiczać w różnych miejscach, zależnie od potrzeb.
Opracowanie: "Mariusz Rabenda", "Gazeta Wyborcza", 2 czerwca 2009 roku
* * *
Urbaniści alarmują: idea Śródodrza zagrożona
Po co ludzie mieliby chodzić na wyspy Śródodrza, skoro będą tam tylko biura i mieszkania? - pytają specjaliści z Miejskiej Komisji Urbanistyczno-Architektonicznej. Wystawili negatywną ocenę miejskim planom zagospodarowania Łasztowni i Wyspy Grodzkiej. Czy radni wezmą tę krytykę pod uwagę? Nie muszą
Planiści miejscy trzy lata pracowali nad nowym planem zagospodarowania Łasztowni i Wyspy Grodzkiej. Teraz ich dzieło - jak każą przepisy - ocenili fachowcy z MKUA.
Nasza ocena tego planu jest negatywna. To nie oznacza, że druzgocąco skrytykowaliśmy wszystko. Jest to materiał, który można zmodyfikować i poprawić - twierdzi Sławomir Wunsch, przewodniczący komisji, reprezentujący w niej Stowarzyszenie Architektów Polskich. Generalnie plan przeznacza te tereny pod budownictwo mieszkaniowe i biura, a miało to być przecież miejsce, gdzie chętnie będą chodzić szczecinianie. Po co? Do czyjegoś mieszkania czy biura?
MKUA zarzuca miejskiej koncepcji, że chce skomercjalizować część Wyspy Grodzkiej i podzielić ją jezdnią. Specjaliści sugerują: "Najlepszym rozwiązaniem jest uczynienie z niej ogólnodostępnego parku będącego zielonym oddechem dla Wałów Chrobrego, przyszłych mieszkańców Łasztowni (gdzie praktycznie nie ma zieleni rekreacyjnej) i obiektu kultury, planowanego w jej północnej części. Jednocześnie winno tam znaleźć się miejsce na scenę pływającą wraz z odpowiednim zapleczem. Takie zagospodarowanie Wyspy Grodzkiej najlepiej też odpowiada idei Szczecina, jako miasta pływających ogrodów propagowanej przez władze miasta".
Tymczasem w koncepcji miasta nie ma żadnej relacji pomiędzy Wyspą Grodzką a Wałami Chrobrego - zarzuca Wunsch.
Równie wiele zarzutów pada w kontekście Łasztowni. To dobrze, że miasto chce z niej usunąć przemysł, ale zastąpienie go mieszkalnictwem i biurami nie spowoduje, że będziemy chcieli tam przychodzić - mówi Wunsch.
Urbaniści z MKUA przychylają się do pomysłu utworzenia nowej pierzei rzecznej, opartej na historycznych dokumentach. Nie podoba im się pomysł odtworzenia dawnego budynku w sąsiedztwie urzędu celnego oraz odtwarzania dawnych elewacji ul. Władysława IV w rejonie Trasy Zamkowej. Mają też pretensje o to, że miasto chce przerzucić most na Łasztownię w sąsiedztwie Trasy Zamkowej. Ich zdaniem doprowadzi to do niepotrzebnego podziału nabrzeża Łasztowni na dwie części.
Problem leży w tym, że urbaniści wydają opinię w oparciu o to, co im się wydaje - odpiera zarzuty Janusz Nekanda-Trepka, szef zespołu, który opracował plany. Tymczasem my pracowaliśmy w porozumieniu z potencjalnymi inwestorami i plan jest kompromisem między chęciami, a zobowiązaniami wobec nich.
Według Nekandy-Trepki, poza drogami, prawie cała ziemia na Łasztowni jest w prywatnych rękach. To grunt, gdzie postawienie przysłowiowego kiosku z gazetami wymaga palowania, więc nie możemy żądać by inwestorzy zbudowali tylko to, co my byśmy chcieli - mówi Nekanda-Trepka. Może byśmy chcieli, by tam ktoś postawił wielkie koło młyńskie, tyle że nikt nam tego nie zaproponował.
Nekanda-Trepka mówi wprost, że opinia MKUA trafi ad acta (bo jej tylko opinią, nie trzeba zawartych w niej sugestii wdrażać). Plan uwzględni jedynie poprawki zaproponowane przez Zarząd Morskich Portów Szczecin-Świnoujście, który chce przekazać część terenu Wolnego Obszaru Celnego pod budowę hotelu i biurowca.
Potem plan przegłosują szczecińscy radni. Być może już na pierwszej, powakacyjnej sesji.
Co to jest MKUA
Miejską Komisję Urbanistyczno-Architektoniczną powołuje prezydent na trzyletnią kadencję. Przynajmniej połowa jej członków musi być rekomendowana przez środowisko branżowe. Komisja opiniuje m.in. plany zagospodarowania przestrzennego gminy stanowiące lokalne prawo. To na podstawie tych planów wiadomo, jaka inwestycja może być prowadzona na danym obszarze, czy może tam powstać np. stacja benzynowa, sklep, czy budynki mieszkalne. Negatywne bądź pozytywne opinie tej komisji są rozpatrywane przez radnych podczas uchwalania planów, tym samym mogą mieć wpływ na ich przyjęcie lub odrzucenie.
Opracowanie: "Mariusz Rabenda", "Gazeta Wyborcza", 1 czerwca 2009 roku
* * *
Kępa Parnicka pochłonie miliony złotych
Zagospodarowanie położonej przed dworcem PKP wyspy zależeć będzie nie tylko od inwestorów. Sporo pieniędzy musi też wydać miasto - przyznają planiści, którzy opracowali plan zagospodarowania wyspy
Projekt miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego Kępy Parnickiej i połączonej z nią groblą Wyspy Zielonej jest obecnie na etapie konsultacji społecznych. W poniedziałek po południu koncepcja zagospodarowania tej części Śródodrza omawiana była na spotkaniu w Urzędzie Miasta. Przyszli: studenci, architekci, urbaniści i właściciele nieruchomości objętych planem.
Projekt omawialiśmy w "Gazecie" dwa tygodnie temu. Przypomnijmy w skrócie: na wyspach ma dominować zabudowa wysokości od 18 do 26 m, ale w sąsiedztwie torów kolejowych od strony Łasztowni dopuszczalna jest budowa dwóch wysokich wieżowców (jeden od 50 do 70 m, drugi od 60 do 80 m). Najbardziej zauważalny jest jednak przypominający rozciągniętą literę S pas zieleni, który ma przecinać Kępę na linii północ-południe. Właśnie te dość śmiałe koncepcje rozlokowania przestrzeni publicznej mogą być dla miasta najbardziej kłopotliwe. Aby je zrealizować, trzeba będzie wykupić część prywatnych działek. Obecnie miasto ma ich na Kępie symboliczną ilość.
Miasto dla uzyskania tak oryginalnego i interesującego rozwiązania jest w stanie wyłożyć pieniądze - zapewniał Janusz Nekanda-Trepka z Biura Planowana Przestrzennego w Urzędzie Miasta, powołując się na decyzję kolegium prezydenckiego. To zaś oznacza, że po uchwaleniu planu trzeba będzie podjąć "męskie decyzje" budżetowe.
Nie wiadomo jednak na razie, ile miasto musiałoby wyłożyć na wykup nieruchomości. W dziesiątkach milionów złotych należy na pewno liczyć wydatki związane z budową nowych mostów. Obecnie jedyna droga na Kępę Parnicką prowadzi pod wąskim i niskim wiaduktem kolejowym. Kolej do jego przebudowy się nie pali. Według Nekandy-Trepki to kwestia nawet 20 lat.
Zbigniew Paszkowski, były główny architekt miasta, zauważył, że należy liczyć się z nierównomierną zabudową Kępy, przez co całe lata będzie to nieustanny plac budowy.
Zaczynaliśmy plan przy bardzo dobrej koniunkturze, kończymy w kryzysie - przyznał Nekanda-Trepka.
Według planisty szansą jest jednak atrakcyjność wysp. Przypomniał, że po sąsiedzku, na Łasztowni, mimo że jeszcze plan nie jest uchwalony, jeden z inwestorów wyburzył już budynek Centrali Rybnej, przygotowując się do postawienia hotelu.
Przy okazji dyskusji o planie wyszło na jaw, że w rejonie ul. Kolumba i Zapadłej, na terenach przeznaczonych pod obwodnicę śródmiejską, rozlokowane są małe firmy, których właściciele kupili pod nie działki od miasta. Teraz to samo miasto na tym terenie planuje budowę drogi. Jak to możliwe? Według Nekandy-Trepki urzędnicy nie mogli odmówić sprzedaży działek, bo nie było wtedy ani aktualnego studium (planu ogólnego zagospodarowania), ani szczegółowego planu. Nie pomogło nawet to, że most przez Odrę w rejonie ul. Zapadłej powracał w różnych koncepcjach od lat 60. Budowa mostu to teraz kwestia co najmniej 10 lat. Jeśli do niej dojdzie, miasto będzie musiało wykupić nieruchomości, przedsiębiorcy nie wykluczają też ubiegania się o odszkodowania.
Opracowanie: "Andrzej Kraśnicki jr", "Gazeta Wyborcza", 28 kwietnia 2009 roku
* * *
Plan dla śródodrza z dwoma wieżowcami
Budynki wyższe niż Pazim będą mogły powstać na Kępie Parnickiej vis-a-vis dworca PKP. Dominować ma jednak niższa zabudowa. Od wtorku można oglądać nowy plan zagospodarowania tej części Szczecina
Kępa Parnicka i połączona z nią Wyspa Zielona to jedne z bardziej atrakcyjnych terenów inwestycyjnych w mieście. Blisko centrum, wokół woda i mnóstwo zieleni. Wraz z położoną bardziej na północ Łasztownią to tzw. śródodrze - obszar, który w przyszłości ma być nowym sercem Szczecina. Inwestorzy od dawna interesują się tymi terenami. Część zaczęła już skupować nieruchomości, a operująca w południowej części kępy stocznia rzeczna zmieniła się w spółkę mającą ambicje deweloperskie. Konkretne zamierzenia inwestycyjne paraliżował jednak brak miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego: dokumentu określającego co, gdzie i jak można zbudować. Od wtorku projekt takiego planu już jest. Do 4 maja można go oglądać w Biurze Planowania Przestrzennego Urzędu Miejskiego przy ul. Szymanowskiego 2 i zgłaszać swoje ew. uwagi. We wtorek "Gazeta" jako pierwsza zapoznała się z dokumentem. To trzy wielkie arkusze i teczka z opisem poszczególnych kawałków obejmujących Kępę Parnicką, Wyspę Zieloną i nabrzeże wzdłuż ul. Kolumba ze szczecińską "Wenecją".
Najistotniejsza jest wysokość dopuszczalnej zabudowy. Właśnie to budziło największe emocje wśród potencjalnych inwestorów, którym zależy na wysokich obiektach. Stanęło na tym, że wieżowce będą mogły powstać tylko w dwóch miejscach. To działki przy linii kolejowej przecinającej północny kawałek kępy. Jeden z wieżowców będzie mógł mieć wysokość od 50 do 70 m. W planie znalazł się zapis zobowiązujący inwestora do tego, by najwyższa kondygnacja była dostępna dla wszystkich i by znalazł się tam punkt widokowy. Nieco na wschód może stanąć z kolei wieżowiec mający od 60 do 80 m.
Pozostała zabudowa wyspy ma być już dużo niższa. Od strony Odry budynki mogą mieć od 12 do 18 m. W głębi działek dopuszczalna jest wysokość od 24 do 36 m. Serce Kępy Parnickiej nie będzie jednak betonową pustynią. Plan rezerwuje szeroki, przypominający rozciągniętą literę "S" pas zieleni przecinający kępę z północy na południe. Istotną zmianą w stosunku do pierwotnych planów jest rezygnacja z budowy zjazdów i wjazdów z Wyspy Zielonej na nowy most mający powstać na przedłużeniu śródmiejskiej obwodnicy. Dziki, leśny charakter południowej części wyspy zostanie utrzymany, chociaż przetnie ją most na estakadach. Poza tym jedyną możliwą inwestycją będą drewniane kładki pozwalające zagłębić się w tą małą, szczecińską Amazonię.
Plan umożliwia zbudowanie nowych mostów. Obecnie Kępa Parnicka i Wyspa Zielona są połączone z resztą miasta tylko przez Most Zielony. Na planie jest miejsce pod odbudowę Mostu Dworcowego oraz nowego mostu łączącego ul. Heyki z Kolumba a także przeprawy na Wyspę Pucką.
Plan jest gotowy, ale jeszcze nie obowiązuje. Po tzw. konsultacjach społecznych (czyli zebraniu wszystkich uwag i publicznej dyskusji) pod koniec czerwca trafi do rady miasta. Dopiero po jego uchwaleniu będzie obowiązującym dokumentem.
Opracowanie: "Andrzej Kraśnicki jr", "Gazeta Wyborcza", 14 kwietnia 2009 roku
* * *
Plany zabudowy Łasztowni to klapa
Prezydent poprosił trzy biura projektowe ze Szczecina, Wrocławia i Poznania o recenzje do tworzonego planu zagospodarowania Łasztowi i Wyspy Grodzkiej. Chaotyczna zabudowa, zła komunikacja – to tylko niektóre z uwag
Po opinie zewnętrzne sięgnęliśmy dlatego, że Śródodrze jest niezwykle ważne z punktu widzenia rozwoju miasta – mówi Piotr Landowski z Biura Promocji i Informacji. Zależy nam na tym, aby przedstawiony projekt planu był sporządzony w oparciu o opinie jak największego grona specjalistów, co nie znaczy, że wszystkie spostrzeżenia i wnioski będą i muszą być zaakceptowane w ostatecznej wersji planu.
Opinie były różne. Te, które udało nam się poznać przed publikacją na stronie urzędu miasta, która ma pojawić się wkrótce, nie są niestety przychylne.
Recenzję wygłosiliśmy na zamkniętym spotkaniu z prezydentem Szczecina – mówi Zbigniew Maćków z pracowni projektowej z Wrocławia. Opinia jest bardzo szczegółowa i napisana fachowym językiem. Mówiąc bardzo ogólnie nasza opinia jest dość krytyczna. Mamy wiele uwag i w zasadzie niewiele pozytywnych komentarzy. Naszym zdaniem przy takim planie, jaki na razie sporządzono nie ma szans by szczecińska Łasztownia spełniała swoje zadanie i była żywą, przyciągającą mieszkańców częścią miasta. Zaplanowana zabudowa jest chaotyczna i nie są rozwiązane podstawowe problemy komunikacyjne. Pozostaje jeszcze problem zabytków, które znajdują się na tym terenie a powinny być wplecione w resztę zabudowy. Tego dobrze nie przemyślano.
Szczecińscy architekci poproszeni o opinię za mocną stronę planu uznali sposób podejścia do zabytków zachowanych na Łasztowi. Chodzi o rzeźnię miejską i port wolnocłowy. Nowa zabudowa wzdłuż nabrzeża na odcinku od Mostu Długiego do Trasy Zamkowej (vis-a-vis Podzamcza) pozwali na odtworzenie klimatu przestrzeni po obu stronach Odry oraz zachowanie przebiegu ul. Władysława IV, która jest jedynym istniejącym śladem po fortyfikacjach nowożytnych. Uważają jednak, że niewykorzystano relacji kompozycyjnych i widokowych po obu stronach Odry oraz źle zagospodarowano Wyspę Grodzką.
Wyspa ta powinna uzyskać reprezentacyjny charakter, obiekt użyteczności publicznej, np. usługi kultury z zielenią towarzyszącą i zachować wizerunek wyspy w zieleni rekreacyjnej, który wyróżnia ją spośród pozostałych wysp – wyjaśniają fachowcy. Tymczasem rozwiązania projektowe autorów planu niwelują odrębność jej charakteru, poprzez przeznaczenie większości powierzchni wyspy pod zabudowę komercyjną oraz wprowadzenie na jej teren funkcji mieszkaniowej.
Zarzuty dotyczą także rozwiązań komunikacyjnych, przede wszystkim proponowanego tzw. Mostu Kłodnego (w rejonie Trasy Zamkowej), który ma połączyć lewobrzeżną część miasta z Łasztownią. Skrzyżowanie takie uniemożliwia zbliżenie zabudowy Podzamcza do Odry.
Fachowcom nie podoba się także zagospodarowanie przestrzeni w pobliżu Trasy Zamkowej, Starówki oraz wzdłuż Basenu Zachodniego. Brakuje tam odpowiedniej rezerwy terenu pod rozbudowę muzeum morskiego.
Urzędnicy podkreślają, że opinie ekspertów odnoszą się wyłącznie do proponowanych zapisów planu, który wciąż jest opracowywany i nie jest jeszcze zatwierdzony.
Opracowanie: "Anna_M", "Moje Miasto", 12 lutego 2009 roku
* * *
Łasztownia. Gryf znowu chce budować chłodnię
To oznacza utrzymanie działalności przemysłowej w tym miejscu i koniec marzeń o pełnej rewitalizacji najstarszej części portu
Port Rybacki Gryf zajmuje 22 hektary w najbardziej malowniczej części Łasztowni. Według ostatnich planów miał zostać skomunalizowany, czyli trafić w ręce miasta. To miało otworzyć drogę do przeniesienia Gryfa w inne miejsce i na rewitalizacji tych terenów. Wiadomo już, że z powodów prawnych komunalizacja nie jest możliwa.
Ministerstwo Skarbu Państwa nie wie jeszcze, co zrobić ze spółką, ale prawdopodobnie poszuka dla niej inwestora branżowego, czyli działającego w branży chłodniczej. Rozważana jest też inna koncepcja - Gryf pozostaje spółką skarbu państwa a z inwestycją (i prywatyzacją) czeka na lepsze czasy. W obu przypadkach oznacza to, że plany zupełnej zmiany charakteru trójkąta między Basenem Zachodnim, Trasą Zamkową a nabrzeżem Starówka są nierealne. Wschodnia część tego trójkąta utrzyma charakter przemysłowy.
Prężnie działająca spółka musi mieć dostęp do nabrzeża. Mrożone ryby, które trafiają do chłodni firmy, transportowane są do Szczecina statkami. Gryf ma pełne obłożenie, a wokół firmy działa ok. 20 firm zajmujących się handlem rybami. Te z kolei współpracują z przedsiębiorstwami transportowymi i rzeszą innych spółek.
Potencjał Szczecina jako polskiego centrum handlu mrożoną żywnością jest większy, ale ze względu na wielkość naszej chłodni ograniczony - mówi Zbigniew Antonowicz, prezes Portu Rybackiego Gryf.
Dlatego już poprzednie zarządy firmy planowały budowę nowego obiektu. Wzbudziło to ogromne kontrowersje. Na wizualizacji widać było wysoki, duży, biały budynek, dominujący nad najstarszą częścią portu. Zupełnie nie pasował do koncepcji rewitalizacji starych magazynów stojących wzdłuż nabrzeża Starówka i przemiany tej części portu w turystyczną oazę z Muzeum Morskim na czele. Hasło komunalizacji Gryfa wstrzymało te plany, co będzie teraz?
Gryf musi mieć nową chłodnię, ale na pewno nie taką, jaką zobaczyli kiedyś szczecinianie - mówi Antonowicz. Najnowsza koncepcja zakłada budowę nowego obiektu wzdłuż nabrzeża Bułgarskiego, częściowo w miejscu starej chłodni. Nie będzie wyższa niż istniejąca w tym miejscu zabudowa. Nie chodzi tylko o estetykę, ale przede wszystkim o ekonomię - mówi Antonowicz. Wysoka chłodnia to koszty transportu między piętrami.
Jednocześnie Gryf jest gotów pozbyć się większości terenu, który posiada. Firma widzi swoją działalność na wąskim pasie wzdłuż nabrzeża. Resztę mogłaby sprzedać, a zyski przeznaczyć właśnie na budowę chłodni. Na to jednak potrzebna jest zgoda resortu finansów. Wstępna kiedyś już była, ale została cofnięta, kiedy pojawił się temat komunalizacji. Ta "reszta" to m.in. kompleks zabytkowych magazynów, które tworzą cały klimat tej części portu. Na sprzedaż wystawiony zostałby także cypel, na którym obecnie jedna z firm dzierżawiących teren, buduje konstrukcje stalowe. To jeden z najpiękniejszych fragmentów Łasztowni, skąd można obserwować pracę portu.
Ponieważ przyszłość Gryfa nie jest do końca jasna, władze Szczecina wstrzymują się z komentarzem.
Opracowanie: "Andrzej Kraśnicki jr", "Gazeta Wyborcza", 9 stycznia 2009 roku
* * *
Śródodrze odpływa - bez dróg i bez planów
Jeden ze sztandarowych punktów prezydenckiej wizji Szczecina jako „pływającego ogrodu”... odpływa. Miasto niemal od początku zaczyna projektować skrzyżowanie na ulicy Energetyków, które miało skomunikować obie części Śródodrza. Na dodatek zapowiadane przez wiceprezydenta Krzysztofa Nowaka plany zagospodarowania przestrzennego będą, ale później.
Plany zagospodarowania zarówno Łasztowni jak i Kępy Parnickiej zostały opracowane - twierdzi Piotr Landowski, z biura prasowego UM Szczecina. Jednak z powodu zmiany przepisów prawa, muszą zostać dodatkowo zaopiniowane. Należy zbadać jak realizacja funkcji wskazanych w planie może oddziaływać na środowisko. Z tego powodu przekazanie planów do Rady Miasta musi być przesunięte. Zakładamy, że nastąpi to w I kwartale br.
Bez aktualnego planu zagospodarowania wysp Śródodrza nie ma realnych szans na rozpoczęcie jakichkolwiek inwestycji w tym rejonie. Wszyscy inwestorzy i ci już nieśmiało obecni i potencjalni chcą wiedzieć ostatecznie co miasto zamierza. Wielokrotnie już Krzysztof Nowak, z-ca prezydenta Szczecina zapowiadał, że miasto kończy opracowywanie planu dla całego obszaru. I wielokrotnie już obiecywane terminy były przesuwane. Najpierw dlatego, że miasto zdecydowało się zaprojektować bardziej ambitną wersję układu drogowego Kępy Parnickiej i Wyspy Zielonej. Następne opóźnienia wywołane zostały przez postawę przedstawicieli Howard Holding, irlandzkiej firmy wskazywanej przez gminę jako główny gospodarz inwestycji po stronie Kępy. Kolejny poślizg spowodowały zmiany uregulowań prawnych.
Decyzja podjęta przez władze miasta na przełomie 2008 i 2009 roku przesuwa zagospodarowanie obu stron Śródodrza o lata. Szczecińscy urzędnicy chcą od nowa zaprojektować planowane skrzyżowanie na ul. Energetyków.
Dotychczasowy projekt powstał pod finał Tall Ships Races 2007, według naszych analiz, przy założonej urbanizacji tego terenu, skrzyżowanie w ciągu 3-5 lat kompletnie zostałoby zakorkowane - twierdzi Paweł Sikorski, dyr. Wydziału Inwestycji Miejskich UM w Szczecinie. Zlecamy opracowanie nowej koncepcji. Lepiej odpowiadającej potrzebom powstającej dzielnicy dla ponad 10 tysięcy szczecinian. Nie przesądzam jeszcze żadnej wersji, ale skłaniam się do dwupoziomowego skrzyżowania gdzie ruch między lewą i prawą częścią Szczecina będzie odbywał się górą, a przejazd między obiema stronami Śródodrza dołem. Z pewnością budowa nie ruszy w tym roku. Mam nadzieję, że na początku przyszłego będziemy mieć gotową nową dokumentację całego przedsięwzięcia.
Dyrektor WIM zapewnia, że nowy projekt nie oznacza, że stara dokumentacja wyląduje w koszu. Będziemy starali się wykorzystać jak najwięcej z dotychczasowego opracowania - mówi Sikorski.
Opracowanie: "Artur Ratuszyński", "Kurier Szczeciński", 6 stycznia 2009 roku
* * *
Śródodrze nie zniechęca
Nie zgadzam się, że Śródodrze "zniechęca" inwestorów. Wyklucza to przyjęty model współpracy nad planem, który gwarantuje, że będzie on jak najbardziej zbliżony do oczekiwań inwestorów, a jednocześnie zgodny z interesami miasta - pisze zastępca prezydenta miasta Krzysztof Nowak
Z uwagą przeczytałem artykuły redaktora Mariusza Rabendy "Śródodrze czeka i zniechęca inwestorów" i "Zamiast ronda dwa poziomy, a w przyszłości trzy mosty". Są w nich tezy, z którymi się nie zgadzam, pozwalam więc sobie na polemikę i proszę, aby potraktować moją wypowiedź jako głos w dyskusji o szczecińskim Śródodrzu i jego zagospodarowaniu.
Zacznę od rzeczy dla mnie najistotniejszej, a więc od ronda na ul. Energetyków. Nieprawdą jest, że miasto odstąpiło od jego budowy lub wstrzymało jego budowę "na bliżej nieokreślony czas", jak pisze w liście do redakcji Grzegorz Kawecki, wiceprezes zarządu SGI Baltis. To istotne, bo właśnie ten argument podnosi firma, aby poinformować, że zastanawia się nad sensem inwestowania na Śródodrzu. Przytoczę kilka faktów. 18 grudnia Rada Miasta uchwaliła budżet na 2009 r. Jest w nim ujęte zadanie "Przebudowa układu drogowego wysp Łasztowni i Kępy Parnickiej", czyli właśnie rondo na ul. Energetyków. Wartość zadania oszacowano na przeszło 48 mln zł, a termin realizacji określono na lata 2009-2012. Czas realizacji zadania jest więc ściśle określony. Można zapytać, dlaczego miasto nie przystąpiło do realizacji ronda w pierwotnie zaproponowanej wersji. Odpowiadam przewrotnie, że to m.in. efekt konsultacji z inwestorami zainteresowanymi zagospodarowaniem Śródodrza. To oczywiście nie zarzut, lecz stwierdzenie pewnego faktu, który postaram się teraz wyjaśnić.
Rondo nie wystarczy
Od kilkunastu miesięcy pracujemy nad planami zagospodarowania przestrzennego dla Śródodrza. W tym celu zbieramy opinie i wnioski firm (nie tylko SGI Baltis) wyrażających zainteresowanie inwestowaniem na Kępie Parnickiej czy też Łasztowni. Wyłania się z nich obraz nowej dzielnicy miasta, w której może zamieszkać nawet 12 tys. osób. Rondo w zaproponowanym kształcie, opracowanym głównie z myślą o regatach w 2007 r., nie zapewniłoby sprawnej obsługi komunikacyjnej Śródodrza i poprawy komfortu połączenia lewobrzeża z prawobrzeżem. Potrzebne są nowe, kompleksowe rozwiązania, które pozwolą dogodnie skomunikować całość wysp, a nie tylko wybrane ich fragmenty, wskazane przez tego czy innego inwestora. Mówiąc wprost: nie zrealizujemy inwestycji, która nie spełni swej roli. Lepiej jest ją przeprojektować, co chcemy rozpocząć w 2009 roku.
Istotna w kontekście wypowiedzi wiceprezesa SGI Baltis jest jeszcze jedna sprawa. Rondo zrealizowane w pierwotnej wersji nie usprawniłoby dojazdu do nieruchomości firmy. Projekt nie przewidywał żadnych lewoskrętów z ulicy Energetyków, zarówno dla jadących z prawobrzeża w ul. Celną, jak i dla jadących z centrum. Jaki więc będzie układ drogowy Łasztowni i Kępy Parnickiej? Odpowiedź na to pytanie otrzymamy, gdy wybierzemy koncepcję, a następnie projekt nowego rozwiązania komunikacyjnego (nie wiadomo, czy ronda). Być może będzie to układ dwupoziomowy.
Jedną rzecz muszę zaznaczyć wyraźnie, choć redaktor Mariusz Rabenda również o tym pisze w artykule "Zamiast ronda...". W powstającym planie zagospodarowania jego twórcy dostrzegają konieczność usprawnienia przejazdu przez Odrę. Postulują więc przebudowę lub poszerzenie mostu Długiego w dłuższej perspektywie czasowej. Wskazują też konieczność dodatkowej przeprawy z Łasztowni.
Plany są na ukończeniu
Drugim, równie ważnym wątkiem obu artykułów jest docelowe zagospodarowanie Śródodrza oraz teza, że miejsce to "zniechęca" inwestorów. Jak już wspomniałem, kwestia układu drogowego wysp powinna być rozwiązana do roku 2012. Stworzenie dzielnicy dla 12 tysięcy ludzi (przypominam, że są to informacje pochodzące od inwestorów) potrwa dłużej niż cztery lata. Nie sądzę więc, aby brak nowych rozwiązań drogowych już teraz tak bardzo "zniechęcał" inwestorów. Powód jest chyba inny. Może jednak chodzi o kryzys na rynkach finansowych? Nie mnie odpowiadać na to pytanie.
Moim obowiązkiem jest za to odnieść się do informacji na temat planów zagospodarowania wysp. Tworzymy je w głównej mierze "proinwestorsko". Przygotowując plany, zdecydowaliśmy się na bezpośrednią współpracę z właścicielami gruntów i potencjalnymi inwestorami zainteresowanymi zabudową. Mogą oni prawie na bieżąco brać udział w powstawaniu koncepcji planistycznych. Zgodnie z prawem nie musimy tak postępować i zgodnie z prawem nie musimy akceptować wszystkich pomysłów inwestorów. SGI Baltis zaproponowało budowę hotelu i ta propozycja została przyjęta. Zarzut, że z powodu braku planu stracił ważność list intencyjny SGI Baltis, podpisany z jednym z operatorów hotelowych, uważam za nieuzasadniony. Według planów firmy, hotel miał być zlokalizowany w znacznej części na gruncie miasta. Spółka nie posiadała i nadal nie posiada do tego terenu żadnych praw.
Co do innych przykładów przywołanych w artykułach, to wyjaśniam, że firma Howard Holdings może w niektórych miejscach myśleć o realizacji obiektów o wysokości od 50 do 80 metrów, a więc znacznie wyższych niż 11 pięter. Nie jest więc prawdą, że według opracowywanego planu zabudowa mogła być "najwyżej czterokondygnacyjna". Inna wymieniona firma - Genfer Homes - posiada co prawda decyzję o warunkach zabudowy, nie posiada za to gruntów, bo ich zwyczajnie nie nabyła (wbrew temu, o czym mowa w jednym z artykułów).
Zgadzam się więc, że plany zagospodarowania wysp są rzeczą niezbędną do rewitalizacji tej części miasta i są one już praktycznie na ukończeniu. Nie zgadzam się, że Śródodrze "zniechęca" inwestorów. Wyklucza to przyjęty model współpracy nad planem, który gwarantuje, że będzie on jak najbardziej zbliżony do oczekiwań inwestorów, a jednocześnie zgodny z interesami miasta.
To już nie są tylko słowa
Na zakończenie chciałbym nadmienić, że przez długie lata tylko mówiło się o Śródodrzu jako potencjalnym miejscu do inwestowania, ale nie pojawiały się tam żadne konkretne firmy. To za naszej kadencji terenem Śródodrza zainteresowała się między innymi firma Howard. To efekt naszych działań promocyjnych. Potrafiliśmy zachęcić potencjalnych inwestorów do rozpoczęcia działań w Szczecinie. Oprócz promocji, zadziałał potencjał Śródodrza, bo to miejsce nie "zniechęca" inwestorów. Wręcz przeciwnie.
Opracowanie: "Wiceprezydent Krzysztof Nowak", "Gazeta Wyborcza", 1 stycznia 2009 roku
* * *
Dwa poziomy i trzy mosty
W lutym miasto ogłosi przetarg na nową koncepcję skomunikowania Łasztowni i Kępy Parnickiej z centrum. - W rejonie ul. Energetyków wiele przemawia za rozwiązaniem dwupoziomowym - mówi Paweł Sikorski, dyrektor wydziału inwestycji miejskich
W poniedziałek w "Gazecie" napisaliśmy, że kolejny inwestor zastanawia się nad sensem inwestowania na Śródodrzu, które jest źle skomunikowane z miastem. Informacja o tym, że nie będzie ronda na ul. Energetyków, zaniepokoiła zwłaszcza szczecińskiego dewelopera SGI Baltis, który już rozpoczął prace przygotowujące teren do inwestycji. Na Łasztowni chce postawić zespół hotelowo-biurowy wraz z apartamentami (przy ul. Celnej) oraz biurowiec klasy A (przy ul. Zbożowej).
Miasto nic nie zrobiło w celu umożliwienia inwestycji na tym terenie. W tym roku miał być plan przestrzennego zagospodarowania tego terenu - nie będzie, powstanie może za pół roku. Teraz kolejna decyzja o rezygnacji z ronda sprawia, że teren traci na atrakcyjności - mówi Grzegorz Kawecki, wiceprezes SGI Baltis. Brak planu zagospodarowania sprawił, że już stracił ważność nasz list intencyjny podpisany z jednym z operatorów hotelowych. Mieliśmy zbudować dla niego ekskluzywny cztero - lub pięciogwiazdkowy hotel. Brak dogodnego układu komunikacyjnego stawia pod znakiem zapytania kolejne nasze plany.
Kawecki zapewnia przy tym, że SGI Baltis nie koryguje planów inwestycyjnych ze względu na recesję gospodarczą i nadal chce budować i ma pieniądze na to, by niemal z dnia na dzień ruszyć z inwestycją.
Miasto z kolei obiecuje, że wycofanie się z pomysłu zbudowania ronda nie oznacza, iż przebudowa dróg w tym rejonie pójdzie w zapomnienie.
Musimy tę koncepcję poprawić, bo rondo niewiele zmieniało w układzie komunikacyjnym - uważa Paweł Sikorski. Nawet gdyby powstało, drogi dojazdowe do niego pozostałyby te, które są. Przygotowujemy przetarg na nową koncepcję drogową w tym rejonie. Ogłosimy go na początku lutego.
Według pomysłu Biura Planowania Przestrzennego Śródodrze z centrum miałyby spinać trzy mosty - dwa (w tym Długi) prowadzące na Łasztownię oraz jeden na Kępę Parnicką (na wysokości kolejowego Dworca Głównego). Jednak sami urbaniści przyznają, że te koncepcje to pieśń przyszłości i nie wiadomo jak bardzo odległej. Dyrektor WIM obiecuje za to, że prace nad przebudową układu komunikacyjnego w rejonie ul. Energetyków będą prowadzone szybko.
Koncepcje powinny powstać w ciągu najwyżej 60 dni. Z nich wybierzemy najkorzystniejszą i jeszcze w 2009 r. będziemy chcieli zlecić wykonanie projektu budowlanego - mówi Sikorski.
Miasto nie będzie w przetargu na koncepcję określało, jakie rozwiązania chciałoby otrzymać. Urbaniści jednak sugerują, że naturalne ułożenie terenu wskazuje na węzeł dwupoziomowy.
Obecny stan dróg i połączeń nie zachęca do inwestowania - przyznaje Wiesław Makay z Biura Planowania Przestrzennego. Dlatego jak najszybciej powinno się przebudować tamte drogi.
Opracowanie: "Mariusz Rabenda", "Gazeta Wyborcza", 29 grudnia 2008 roku
* * *
Śródodrze bez ronda zniechęca inwestora
Kolejny inwestor zastanawia się nad sensem inwestowania na Śródodrzu. Pretekst - miasto odstąpiło od budowy ronda na ul. Energetyków. A prawda jest taka, że sytuację może poprawić tylko nowy most lub poszerzenie Długiego - pisze Mariusz Rabenda
Szczeciński deweloper SGI Baltis planował na Łasztowni postawić zespół hotelowo-biurowy wraz z apartamentami (przy ul. Celnej) oraz biurowiec klasy A (przy ul. Zbożowej). SGI Baltis już rozpoczął prace rozbiórkowe i przygotowuje teren pod budowę. Teraz, po zaniechaniu budowy ronda, zastanawia się, czy warto.
Bez ronda ani rusz
Budowa ronda na ul. Energetyków teoretycznie miała ułatwić skomunikowanie Łasztowni z centrum miasta. O sprawie mówiło się zwłaszcza przed ubiegłorocznym zlotem żaglowców. Potem pomysł odłożono na bok, by, jak napisaliśmy 9 grudnia w "Gazecie", ostatecznie z niego zrezygnować.
Rondo było pomysłem doraźnym. Miało powstać w celu usprawnienia komunikacji podczas finału zlotu wielkich żaglowców - uzasadnia decyzję odstąpienia od projektu Paweł Sikorski, dyrektor wydziału inwestycji miejskich. Jego powstanie to wydatek, który szacujemy na jakieś 40 mln zł. Efekty w usprawnieniu komunikacji nie byłyby tak duże, by wydawać takie pieniądze.
SGI Baltis ma jednak swoje argumenty. W liście do "Gazety" wiceprezes zarządu firmy Grzegorz Kawecki pisze: "Informacja, że Zarząd Miasta wstrzymał na bliżej nieokreśloną przyszłość budowę ronda przy ul. Energetyków, wprowadziła wątpliwość w sens naszych działań. W naszej ocenie, brak ronda skutecznie uniemożliwi ożywienie terenów tzw. Łasztowni. Grunty na niej położone mają bardzo utrudnioną komunikację z centrum miasta".
Rondo nic nie zmieni
Tylko czy tak jest rzeczywiście? Wiceprezes Kawecki wskazuje np. na brak lewoskrętów na ul. Energetyków. Zgoda - jadąc od strony miasta za mostem nie skręcimy w lewo do Urzędu Celnego ani gmachu Zarządu Portu. Czy jednak utrudnienie dojazdu w te rejony jest aż tak wielkie? Sześć lat pracowałem w porcie i nigdy nie narzekałem na dojazd na Łasztownię. Kompleks ulic: Celna, Bulwar Gdański, Floriana i Bytomska - jest rozległym - dwupoziomowym - węzłem doskonale skomunikowanym z ul. Energetyków. Nie zawsze trzeba skręcać w lewo, by dotrzeć do celu. Duży obszar tego węzła sprawia, że trasa od mostu Długiego w rejon Urzędu Celnego wynosi kilkaset metrów, ale nie ma tu nigdy korków ani kłopotów z dojazdem.
Lewoskręty powodują tamowanie ruchu. Dwa lata temu wprowadzono zakazy skrętów w lewo na ul. Krzywoustego i daje się z tym żyć. Po wybudowaniu ul. Struga można dojechać od centrum do obiektów położonych po lewej stronie, skręcając w prawo na wiadukt przy halach MTS. Skręty w lewo nie zawsze są więc udogodnieniem.
Fakt, że dojazdy nie są dość dobrze oznaczone. Jeszcze większym mankamentem jest zły stan nawierzchni - dotyczy to zwłaszcza Bulwaru Gdańskiego. Te dwa mankamenty można jednak usunąć w dość prosty, szybki sposób. Koszty byłyby niewielkie.
Na ul. Energetyków ruch odbywa się głównie w relacji prawobrzeże - centrum. Na wlotach od strony ul. Bytomskiej niewielkie korki tworzą się jedynie tuż po zakończeniu pracy przez pracowników portu. Sytuacja nie zmieni się nawet wtedy, gdy na terenach Łasztowni powstanie kilkaset mieszkań.
Co zmieni rondo? Nic. Korek w stronę centrum w godzinie szczytu i tak się ustawi. Z tą różnicą, że samochody jadące z prawobrzeża skutecznie zablokują także ruch na samym rondzie.
"Po co komu hotel, mieszkania i biurowiec bez możliwości sprawnej komunikacji z resztą miasta?" - pisze Grzegorz Kawecki i owszem ma rację, tyle że rondo usprawni tę komunikację tylko w godzinach poza szczytem. W szczycie goście hotelowi czy pracownicy biurowca utkną na drodze dolotowej do ronda.
Inwestorzy mają wątpliwości
Opinia SGI Baltis niepokoi z innego powodu. To kolejny inwestor, który po pierwszych deklaracjach zainteresowania Śródodrzem teraz zgłasza wątpliwości. Wcześniej zrobił to Howard Holdings, potężny irlandzki deweloper specjalizujący się w rewitalizacji terenów poprzemysłowych, który był wymieniany jako inwestor strategiczny dla Kępy Parnickiej. Jego entuzjazm osłabł, gdy opracowywany plan przestrzennego zagospodarowania dla Śródodrza zaczął rozmijać się z jego planami. Tu problemem była wysokość zabudowy - według opracowywanego planu zagospodarowania najwyżej czterokondygnacyjna (inwestor planował nawet 11 kondygnacji). Również na działkach kupionych przez norweską grupę kapitałową Genfer Homes na Kępie Parnickiej nic się nie dzieje.
Ci i inni inwestorzy ciągle czekają na plan przestrzennego zagospodarowania, który miał być gotowy do końca roku. Bez planu Śródodrze nie ruszy z miejsca. Bez sprawnej komunikacji nie wróci do miasta. Co na to władze Szczecina?
Paweł Sikorski mówi: - Zastanowimy się nad innym rozwiązaniem komunikacyjnym w tym miejscu. Nie tymczasowym, ale rzeczywiście usprawniającym komunikację.
Takim rozwiązaniem może być jedynie poszerzenie mostu Długiego lub budowa drugiego mostu w jego sąsiedztwie. Tylko jezdnie jednokierunkowe po dwa pasy ruchu - najlepiej z wydzielonym pasem ruchu dla tramwajów - sprawią, że dostęp do terenów Łasztowni będzie przyjazny. O tym "Gazeta" również pisała ("Bez nowego mostu nie ma szans na nowe Śródodrze", Gazeta Wyborcza, 25 marca 2008).
Opracowanie: "Mariusz Rabenda", "Gazeta Wyborcza", 28 grudnia 2008 roku
* * *
Ruszają prace przy odbudowie Łasztowni
Za kilka miesięcy będzie mogła rozpocząć się rewitalizacja Śródodrza. Na razie rusza wyburzanie 7 budynków na terenie przy ul. Celnej, gdzie ma powstać nowoczesna zabudowa.
Widoczna dla mieszkańców rozbiórka rozpocznie się na początku roku. Na razie organizujemy sobie front robót - mówi Krzysztof Murawski ze słupskiej firmy Herkules, która wygrała przetarg na prace rozbiórkowe. Bezpieczeństwo pracy przede wszystkim.
Na ul. Celną już zjeżdża sprzęt do wyburzeń i potężne kontenery na złom z odzysku. Na działce o powierzchni 14 tys. m kw. znajduje się 7 budynków przeznaczonych do rozbiórki. Teren prac znajduje się tuż za Mostem Długim, gdzie niegdyś działał Lodimex.
Gruz z budowy ulegnie recyklingowi, do czego posłużą maszyny do mielenia - informuje SGI Baltis, inwestor.
Rozbiórka ma się zakończyć w marcu przyszłego roku. Na terenie Lodimeksu planowana jest nowoczesna i przestronna zabudowa, wzorowana na zachodnioeuropejskich koncepcjach zagospodarowania nabrzeża. Dzięki temu ma być możliwe przywrócenie funkcji ogólnomiejskich tej części Śródodrza.
Jako firma wywodząca się ze Szczecina, dużą wagę przywiązujemy do nowoczesnego zagospodarowania przestrzeni miejskiej na wzór najlepszych projektów europejskich - mówi Grzegorz Kawecki, wiceprezes SGI Baltis.
Kiedy rozpocznie się zabudowa terenu, tego dokładnie nie wiadomo. Ze względu na trwające ustalenia firmy z miastem, w obecnej chwili dysponujemy jedynie informacjami na temat rozbiórki. Natomiast w miarę jak plany firmy będą już ostatecznie potwierdzone, będziemy mogli przekazać więcej informacji - wyjaśnia Barbara Matusik z On Board Public Relations, biura prasowego SGI. Projektowana jest prestiżowa zabudowa na miarę Szczecina.
Niemalże rok temu SGI zapowiadało, że na Kępie Parnickiej powstanie kompleks ekskluzywnych apartamentów i pięciogwiazdkowe usługi hotelowe. Łączna powierzchnia apartamentów różnej wielkości miałaby wynieść ok. 15 tys. metrów kwadratowych.
To będą lokale o najwyższym standardzie, ceny jednak na pewno nie będą "warszawskie" - mówił w styczniu Grzegorz Kawecki. Szczecin zasługuje na tego typu mieszkania, a ta część miasta jest niezwykle reprezentacyjna.
Opracowanie: "Maciej Janiak ", "Głos Szczeciński", 17 grudnia 2008 roku
* * *
Koniec marzeń o rondzie na Energetyków
Prezydent Piotr Krzystek zdecydował, że rondo w ciągu ulicy Energetyków nie będzie budowane. Wszystkiemu winien planowany remont ul. Struga.
Nie możemy zakorkować wjazdu do Szczecina - mówi Piotr Krzystek. Dwie prowadzone naraz inwestycje spowodują, że do centrum szczecinianie będą jechać nawet 2 godziny. Nie dopuścimy do tego.
Kiedy tak naprawdę ruszy przebudowa ul. Struga - wciąż nie wiadomo. Szczecin ma szanse na dofinansowanie z Unii Europejskiej. Cała inwestycja przez ministerstwo infrastruktury szacowana jest na 180 mln złotych, możemy dostać nawet 79 mln zł.
Cały czas dosyłamy do ministerstwa kolejne dokumenty - mówi Paweł Sikorski, dyrektor wydziału inwestycji miejskich. Nawet nie doszło do złożenia ostatecznego wniosku.
Prezydent ma nadzieję, że roboty ruszą jeszcze w tym roku. Załatwione są już wszystkie pozwolenia, wystarczy dostać pieniądze, by ogłosić przetarg.
Chcielibyśmy, by wykonawca wszedł na budowę chociaż pod koniec roku - dodaje Paweł Sikorski. To jednak od nas nie zależy.
Wstrzymanie budowy ronda w ciągu ul. Energetyków zaskoczyło nieco radnych. Najpierw zostali poinformowani, że projekt wymaga przeróbek, a potem, że w ogóle nie będzie realizowany.
Na jak długo odwleczono przebudowę ul. Energetyków? Co najmniej na 4 lata. Tyle ma trwać remont ul. Struga. Tymczasem władze Szczecina w połowie ubiegłego roku podpisały już umowę z firmą, która miała nadzorować prace budowlane.
Teraz ten kontrakt trzeba będzie jakoś rozwiązać - dodaje dyrektor wydziału inwestycji.
Nowe rondo miało umożliwić bezpieczny dojazd do Łasztowni. Tu prezydent Piotr Krzystek obiecywał szczecinianom zrobić serce miasta. Bez dojazdu nie uda się ożywić wyspy. Rondo miało także ułatwić drogę do portu. Powstałoby 700 metrów za Mostem Długim. Na skrzyżowaniu ulicy Energetyków z ulicą Św. Floriana zaprojektowano rondo z wyspą centralną o promieniu 15 metrów z sygnalizacją świetlną. W tym miejscu włączone do ruchu zostałyby ulice: Św. Floriana, Celna, Bytomska, Władysława IV i Bulwar Gdański. Te drogi również miały zostać przebudowane.
Opracowanie: "Ynona Husaim-Sobecka", "Głos Szczeciński", 16 grudnia 2008 roku
* * *
Nie będzie ronda na Łasztowni
Miało otworzyć Łasztownię na miasto. Teraz okazuje się, że korki byłyby nadal, tylko w innym miejscu. Po kilku latach planowania miasto rezygnuje z budowy ronda za mostem Długim na ul. Energetyków. Innych planów nie ma
Rondo planowane było na skrzyżowaniu z ul. Floriana. To, obok ul. Celnej, główna droga wjazdowa na Łasztownię. Przemysłowe tereny Łasztowni w dalekich i nieprecyzyjnych planach miasta jawią się jako nowa, reprezentacyjna dzielnica Szczecina. Do szybkiej przebudowy skrzyżowania ułatwiającego, jak zapewniano, skomunikowanie miasta z Łasztownią sygnał dały ubiegłoroczne regaty The Tall Ships' Races. Wtedy zabrakło czasu i determinacji. Z 10 mln zł, które dostał Szczecin na zlot, wybudowano centrum dowodzenia na Wyspie Grodzkiej, wyremontowano alejki i zbudowano oświetlenie w parku Żeromskiego, wykonano oświetlenie mostu Długiego, pogłębiono nabrzeża.
Mimo to jeszcze wiosną tego roku mówiło się, że budowa ronda ruszy w 2009 r. Wiadomo już, że nie ruszy.
Koncepcja, którą opracowano trzy czy cztery lata temu, była robiona głównie na potrzeby finału The Tall Ships' Races - wyjaśnia Paweł Sikorski, szef wydziału inwestycji Urzędu Miasta. Robiono ją nieco na szybko, bo pojawiły się pieniądze z budżetu państwa, które miasto dostało na przygotowanie infrastruktury pod zlot żaglowców.
Koncepcję, a dokładniej sześć wariantów dostosowania układu komunikacyjnego poprawiającego ruch zarówno w relacji ul. Energetyków - Wyszyńskiego, jak i dostępu do terenów na Łasztowni i Wyspie Puckiej wykonało biuro projektowe To-Max.
Wskazywaliśmy jako preferowane rozwiązanie najdalej idące. Wykorzystujące podpory pod kładki, opracowane jeszcze przez inż. Jerzego Łabudę, oraz już zbudowane odcinki dróg przy Urzędzie Celnym - wyjaśnia Ryszard Tomski, szef biura.
Koncepcję budowy ronda pozytywnie opiniowała policja. Bo była ona zgodna z przepisami i kanonami inżynierii drogowej - wyjaśnia Dariusz Zajdlewicz, szef szczecińskiej drogówki. Pod tym względem wydaliśmy opinię pozytywną. Zdaję sobie jednak sprawę, że o ile ułatwiłoby to dojazd na Łasztownię i Wyspę Pucką, to Energetyków na wprost byłaby i tak zapchana. Korek mógłby co najwyżej przesunąć się w kierunku ul. Gdańskiej.
Tomski podkreśla, że zbudowanie samego ronda nic tam nie pomoże. Do tematu trzeba podejść szerzej - mówi. Prędzej czy później będziemy musieli przebudować most Długi (po dwa pasy ruchu w każdym kierunku plus wydzielone torowisko), bo bez tego on się zawali. Od tej inwestycji nie uciekniemy i od mostu trzeba by zacząć rozważanie koncepcji komunikacyjnej. Na moście jest wąskie gardło.
Musimy to miejsce przeprojektować pod względem komunikacyjnym - przyznaje Paweł Sikorski. Przyznaję, że rozważamy wariant dwupoziomowy.
Rezygnacja z budowy ronda nie boli też Grzegorza Ferbera, wielkiego zwolennika ożywienia śródodrza.
To rondo było tylko szczegółem, a ważniejsza jest wizja - co miasto by tam chciało zrobić, a ja takiej wizji nie widzę - mówi Ferber. Dopiero, gdy będziemy wiedzieli, co ma powstać na Łasztowni i Wyspie Puckiej, powinniśmy do tego dostosować układ komunikacyjny, a nie wcześniej. Pomysł powstania tam muzeum morskiego niczego nie zmienia. To ledwie zagospodarowanie 4 tys. m kw. tego obszaru.
Informacja o rezygnacji z budowy ronda tylko trochę zmartwiła Grzegorza Kaweckiego, wiceprezesa firmy SGI Baltis, która planuje budowę hotelu lub biurowca przy ul. Energetyków oraz kompleksu apartamentowców.
Rezygnacja z budowy ronda nie będzie miała wpływu na nasze plany - mówi Kawecki. Jeśli do połowy przyszłego roku zostanie uchwalony plan zagospodarowania tych terenów, to pod koniec 2009 r. ruszymy z budową.
Opracowanie: "Mariusz Rabenda", "Gazeta Wyborcza", 8 grudnia 2008 roku
* * *
Serce Szczecina na Kępie Parnickiej i Wyspie Zielonej
Dwie wyspy położone na wprost dworca Szczecin Główny będą jedną z największych atrakcji miasta.
Na razie mają charakter przemysłowy, w ciągu najbliższych lat zmienią się w luksusową dzielnicę Szczecina z apartamentami, hotelami i biurami. Plan zagospodarowania obu wysp ma być gotowy do końca roku.
Przygotowaliśmy go w dwóch wariantach - mówi Krzysztof Nowak, wiceprezydent Szczecina. Pierwsza koncepcja zakłada, że irlandzka firma Howard Property Polska kupi tereny na Kępie Parnickiej. Możliwa byłaby wówczas zamiana na grunty miejskie, co pozwoliłoby zrobić inny układ komunikacyjny. Drugi wariant zakłada komunikację na bazie już istniejących dróg.
Większość Kępy Parnickiej jest w rękach prywatnych właścicieli. Tylko kilka hektarów należy do miasta. Znacznie prostsza jest sytuacja z Wyspą Zieloną. Tutaj tylko 6 ha jest w rękach stoczni.
Bardzo liczyliśmy na współdziałanie z firma Howard, planowaliśmy nawet zbudowanie mostu, który prowadziłby na wyspę od dworca - przyznaje Krzysztof Nowak. Zainteresowanie developerów tym terenem jest nadal bardzo duże. Wszyscy jednak czekają na uchwalenie planu zagospodarowania przestrzennego. Obie wyspy mają stać się luksusowymi osiedlami mieszkaniowymi z nowoczesnymi biurowcami i budynkami użyteczności publicznej. Miałyby to być przestronne, przeszklone apartamenty z wyeksponowaną zielenią. Bliżej brzegów, zabudowa byłaby niższa, w środku wyspy budynki mogłoby mieć 50-60 metrów wysokości, czyli nawet 20 pięter.
Planiści wyliczyli, że może tu zamieszkać ponad 7 tysięcy ludzi, choć pierwotne plany mówiły o nieco powyżej 3 tysięcy osób.
To będzie nowe serce miasta. Staramy się, zgodnie ze strategią Szczecina, odwrócić miasto w stronę wody, by wykorzystać nasze położenie - twierdzą architekci, którzy zajmują się planowaniem miasta.
Po drugiej stronie Odry jedna z warszawskich firm developerskich zamierza odtworzyć ulicę Kolumba, nie bez powodu nazywany "szczecińską Wenecją". Wyrastające z wody stuletnie, fabryczne budynki pięknie się prezentują. Będą miały szanse na przywrócenie dawnej świetności.
Pomysł podoba się szczecinianom, ale nie do końca wierzą, że plany uda się zrealizować.
Tu po Heyki, to jedynie szczury biegają - mówią mieszkańcy międzyodrza. Stara poprzemysłowa dzielnica z fatalnymi budami nad rzeką. Żeby to zagospodarować, trzeba mieć mnóstwo pieniędzy. Nawet na regaty nie udało się nic tu zrobić.
Najważniejszym problemem będzie jednak zorganizowanie dojazdu na wyspy. Najlepszy byłby most w okolicach dworca. Na pewno komunikację ułatwi rondo w ciągu ulicy Energetyków. Jego budowa ma się rozpocząć jeszcze w tym roku.
Chcemy wstępnie wyliczyć ile miasto musiałoby mieć pieniędzy, by wyspy zagospodarować. Wtedy będziemy mogli zdecydować, czy robimy to już, czy czekamy jeszcze cztery lata - twierdzi wiceprezydent.
Opracowanie: "Ynona Husaim-Sobecka", "Głos Szczeciński", 14 sierpnia 2008 roku
* * *
Połączyć Śródodrze - rondo na początek
W sierpniu Szczecin chce ogłosić przetarg na wykonawcę nowego ronda na ulicy Energetyków. Inwestycja warta ponad 34 miliony złotych ma być początkiem lepszego skomunikowania Śródodrza z resztą miasta. Docelowo, według planów magistratu, na wyspy będzie można wjechać trzema mostami, z których obecnie istnieje tylko jeden - Długi.
Zastosowaliśmy proste rozwiązanie - opisuje przyszłą budowę Krystyna Bartnik, wicedyrektor Wydziału Inwestycji Miejskich - Na ul. Energetyków powstanie małe rondo, zakwalifikowane jako skrzyżowanie. Dzięki temu będzie tam sygnalizacja świetlna. System świateł ma być sprzężony z sygnalizatorami na całej trasie od Basenu Górniczego do ul. Derdowskiego, co pozwoli kierowcom na płynny przejazd przez całe niemal miasto.
Zakres planowanych prac jest dużo większy niż tylko budowa ronda. Wymiana nawierzchni obejmie ul. Energetyków od Bulwaru Gdańskiego do Śląskiego oraz odcinki ulic: Celnej, Floriana, Władysława IV i Bytomskiej. Do przebudowy lub przełożenia są wszystkie niemal sieci: deszczowa, wodociągowa, teletechniczna, gazowa oraz cieplna. Na ul. Energetyków pozostaną po dwa pasy ruchu w obu kierunkach, ale przedzielający je tramwaj nie będzie jeździł po wydzielonym torowisku. Za to powstanie jezdnia dla pojazdów uprzywilejowanych, dzięki czemu nie będą, jak dotąd, stały w korkach.
Projektanci nie zapomnieli też o rowerzystach i pieszych. Wzdłuż ulicy oprócz chodników powstaną ścieżki rowerowe z czerwonego asfaltu. Tam, gdzie jest to możliwe, będą oddzielone od jezdni pasem zieleni. Piesi będą mieli także łatwiejsze przejście na drugą stronę ul. Energetyków. Na wysokości kościoła i przystanku stanie kładka.
Całość przedsięwzięcia ma być sfinansowana z budżetu miasta. Wartość prac oszacowano na ponad 34 mln zł. W czerwcu magistrat podpisał umowę z inżynierem kontraktu - Przedsiębiorstwem Budowy Tras Komunikacyjnych Trakt ze Szczecina. Firma ma czas do końca miesiąca na przejrzenie całej dokumentacji dotyczącej przetargu. Sama procedura przetargowa ma ruszyć już w sierpniu, a prace zacząć się późną jesienią. Według planów miasta, roboty zakończą się po 24 miesiącach.
Budowa ronda to początek zmian komunikacyjnych na Śródodrzu. Miasto w swoich planach ma jeszcze budowę dwóch mostów, które połączą planowane nowe dzielnice z lewobrzeżnym Szczecinem. Według założeń projektantów, jedno z tych połączeń ma powstać na wysokości dworca głównego PKP, a drugie przechodzić na Wyspę Zieloną z ulicy Zapadłej. Na razie wszystko jest tylko koncepcją - nie wiadomo kiedy owe mosty miałyby powstać i kto za nie zapłaci.
Opracowanie: "Artur Ratuszyński", "Kurier Szczeciński", 28 lipca 2008 roku
* * *
Śródodrze z widokiem na przeszłość
Nie wybijemy się ponad inne miasta budując las szklanych wieżowców - implantów. Pełno tego na świecie, zwłaszcza w obu Amerykach, Azji, a nawet w Afryce. Liczy się odrębność i niepowtarzalność
W związku z wywiadem udzielonym "Gazecie" przez prof. Stefana Kuryłowicza (07.07.2008), a także wcześniejszą prezentacją podczas seminarium "Śródmieście inaczej" [22 czerwca - red.] chciałabym zabrać polemiczny głos odnośnie głoszonych w obu przypadkach tez.
Na zakończenie swojego wystąpienia podczas seminarium (było ono prezentacją slajdów z Chin, obrazujących głównie konglomerat wysokościowców z Szanghaju ze wstawką z berlińskiego Potsdamer Platz) prof. Kuryłowicz stwierdził, że należy patrzeć w przyszłość, nie oglądać się wstecz, a wizja miasta nie może zależeć od pojedynczego człowieka...
W wywiadzie dla "Gazety" czytamy, że regulacje planistyczne ograniczające wysokość zabudowy to wstecznictwo i hamowanie rozwoju. Nikt nie ma prawa narzucać wizji miasta, można tylko tworzyć reguły gry, które wypełni życie...
***
Zacznę od drugiej kwestii: rozumując logicznie z wypowiedzi tej wynika, że bez wysokiej zabudowy nie ma rozwoju. To oznacza, że miasta stolice Helsinki i Sztokholm to zacofane, zapyziałe mieściny! A przecież to miasta oferujące warunki życia na najwyższym poziomie, atrakcyjne, przyjazne i tętniące życiem. Ponadto, to miasta dynamicznie się rozwijające, którym braku wizji nie można zarzucić - konsekwentnie realizują wizję miast zrównoważonych. Bo kraje nordyckie pozbawione są ekstrawagancji; liczy się umiar, walory użytkowe i jakość życia.
Miałam okazję zwiedzać szereg miast o wielkich aspiracjach, w tym ich najnowsze realizacje architektoniczno-urbanistyczne. Dzielnica szklanych wieżowców wokół Dworca Północnego w Brukseli, mimo że z atrakcyjną promenadą, i słynne Forum 2004 w Barcelonie, mimo że otoczone obiektami zaprojektowanymi przez "gwiazdy" architektury (Herzog&de Meuron, Josep Lluis Mateo) to bezludne pustynie, podczas gdy w historycznych centrach tych miast roi się od ludzi... A jestem pewna, że w obu prezentowanych przypadkach była wizja; o wizji Barcelony mogłabym napisać bardzo dużo, jednakże "Gazeta" to nie publikacja książkowa.
***
Co do kwestii pierwszej, to pytam: jaki mają związek przeludnione chińskie miasta, gdzie równa się z ziemią całe dzielnice z tradycyjną zabudową oferując w zamian perspektywę 30 m kw. w wieżowcu - z miastami europejskimi, borykającymi się ze zjawiskami kurczenia się, wyludniania się centrów i starzenia się społeczeństwa?
Zaprezentowano nam [podczas seminarium] kilka ujęć Potsdamer Platz jako pozytywny przykład nowego centrum Berlina, bez żadnego tła odnośnie założeń planistycznych wypełniania pustek po murze i scalania miasta, które Niemcy po zjednoczeniu ponownie uczyniły stolicą. Przesłanie prof. Kuryłowicza brzmi: nie oglądaj się do tyłu - a przykład Berlina to nic innego jak czerpanie z historii i oglądanie się wstecz! Mimo wielu dyskusji, a nawet sprzeciwu tych, co postrzegali Berlin jako tabula rasa i laboratorium do eksperymentów zwyciężyła doktryna krytycznej rekonstrukcji. Oznaczało to, że Berlin ma stać się ponownie miastem gęsto zabudowanym z pierzejowym układem ulic i placów. Nawiązując do klimatu przedwojennego Berlina, narzucono rygory odnośnie formy architektury (tzw. berliński styl), czyli: maksymalną wysokość zabudowy 22 m, z możliwością podwyższenia do 30 m pod warunkiem umieszczenia gzymsu na poziomie 22 m i wycofania wyżej położonych kondygnacji w głąb - w stosunku do fasady. Narzucono podział na parcele zgodny z szerokością historycznych działek lub odtworzenie tego podziału na elewacjach; narzucono nawet materiał elewacji - okładzinę kamienną o klarownej tektonice, a także pionowy układ okien. Zasady krytycznej rekonstrukcji z żelazną konsekwencją wdrażał - mimo wielu ataków i krytyki - emerytowany już minister budownictwa Landu Berlin Hans Stimmann. Potsdamer Platz nie jest traktowany powszechnie jako sukces; zarzuca się, że jest bardziej amerykański niż w berlińskim stylu, a tu właśnie zrobiono odstępstwo dopuszczając budynki wysokie (ponad 100 m) i zaproszono gwiazdy architektury do realizacji awangardowych projektów (Renzo Piano, Richard Rogers, Hans Kolhoff, Helmuth Jahn Giorgio Grassi). Sami berlińczycy wolą położony na styku między Berlin Mitte i dzielnicą Prenzlauer Berg trójkątny plac - Hackesche Markt (zyskał miano Soho Berlina), nie mówiąc już o obleganym Die Hackeschen Höfe. To poddany rewitalizacji kwartał zabudowy z unikatowym budynkiem w stylu art déco i ośmioma podwórkami, gdzie mieszczą się kawiarenki, butiki, kluby, pracownie artystów.
***
Teza, iż mamy patrzeć w przyszłość bez oglądania się wstecz, jest dla mnie świadectwem pychy. Zresztą historia pokazała nam, do czego prowadzi tego typu myślenie - modernizm odrzucał wszelkie przejawy nawiązywania do przeszłości i narodziły się blokowiska. Jako że historia lubi się powtarzać - modernizm odrodził się w postaci neomodernizmu i mamy kolejną falę mody na wieżowce. Nieważne jest uzasadnienie ekonomiczne, kompozycyjne czy demograficzne; lobby deweloperskie żeruje na kompleksach prowincjonalizmu i wmawia obywatelom - nie chcecie wysokościowców, więc jesteście zacofani...
Nie wybijemy się ponad inne miasta budując las szklanych wieżowców - implantów. Pełno tego na świecie, zwłaszcza w obu Amerykach, Azji, a nawet w Afryce. Liczy się odrębność i niepowtarzalność, liczy się glocal, czyli zaprzeczenie pozbawionych indywidualnych cech „nie-miast”. Inaczej będziemy „wśród niczego” lub też „nigdzie”...
Na zakończenie chciałabym zaapelować o dyskusję nt. ważnych przedsięwzięć w mieście, a także projektów planów miejscowych dotyczących ważnych miejsc, zanim zostaną udostępnione do opiniowania i uzgodnień. Niezależnie od wymaganej prawem jednorazowej dyskusji publicznej zorganizowanej podczas wyłożenia projektu planu do publicznego wglądu nic nie stoi na przeszkodzie, aby wcześniej odbywały się debaty z udziałem różnych środowisk i mieszkańców Szczecina. To tylko ułatwi zadanie, gdyż nie trzeba będzie ponawiać procedury w związku z wniesionymi zmianami po wyłożeniu projektu do publicznego wglądu, a może generować wzrost poczucia odpowiedzialności za miasto i rozwijać postawy obywatelskie. Może Śródodrze jest początkiem dobrej praktyki...
Opracowanie: "dr inż. arch. Helena Freino, adiunkt w Instytucie Architektury i Planowania Przestrzennego PS", "Gazeta Wyborcza", 16 lipca 2008 roku
* * *
Śródodrze - pora na decyzje
Szczecin stanął przed ogromną, realną szansą zagospodarowania terenów nadodrzańskich, co może znacznie poprawić wizerunek miasta, zahamować odpływ najaktywniejszych mieszkańców i nadać miastu nowe impulsy rozwojowe.
Planowanym przez deweloperów inwestycjom sprzyja oczekiwanie społeczne, polityczny konsensus w magistracie, a także podjęta przez Urząd Miejski współpraca planistyczna z właścicielami terenów i przyszłymi inwestorami. Aktualnym problemem stało się więc nie to, "co" zrobić z Międzyodrzem, ale " jak" powinien przebiegać proces jego zagospodarowania. Nadeszła pora na podjęcie przez miasto wiążących decyzji planistycznych i rozpoczęcia oczekiwanego rozwoju nadwodnego w duchu nowej marki Szczecina.
Dyskusje nad kształtem zagospodarowania terenów nadwodnych toczono już w wielu innych miastach, jak Hamburg, Rotterdam, Londyn (doki), Malmö, w których porty i przemysł wycofały się z obszarów śródmiejskich. Z tych doświadczeń wiadomo, że tereny nadwodne są inwestycyjnie kosztowne (nabrzeża, mosty, zabezpieczenia powodziowe), co utrudnia bilansowanie nakładów inwestycyjnych z uzyskanymi profitami z wybudowanej powierzchni użytkowej. Wiadomo też, że większości miast, w tym również Szczecina, nie stać na kosztowne inwestycje, jakie byłyby potrzebne, by transformacja terenów poportowych realizowana była wyłącznie z kasy miejskiej. Z tego względu tereny nadwodne są obszarami inwestycyjnymi, w którym powinno być realizowane partnerstwo pomiędzy Miastem a podmiotami deweloperskimi. Szczecin przyjął słuszną zasadę współpracy z dużymi inwestorami i deweloperami w kształtowaniu planów miejscowych: do dyskusji nad planem Kępy Parnickiej włączono śmiałą koncepcję deweloperską Howard Holding, wykonaną w renomowanej pracowni West 8 z Rotterdamu. Przyjęto pod dyskusję koncepcję duńskiej firmy FORM Arkitekter opracowanej dla Inwest Nieruchomości, właściciela 12 hektarów (po stoczni Odra) na Kępie Parnickiej i Wyspie Zielonej. Ta propozycja to budowa nowoczesnego city z budynkami do 100 m wysokości oraz połączenie Wyspy Zielonej z Lewobrzeżem nowym mostem, który firma zobowiązała się sfinansować.
Inwestorzy dążą do maksymalizacji zabudowy swojego terenu z jednoczesną próbą marginalizacji konkurencji. Miasto preferuje tendencje zachowawcze, w duchu "zrównoważonego rozwoju". Powstaje pytanie: czy należy bezkrytycznie dopuścić do realizacji rewolucyjnych wizji deweloperskich, czy też kontynuować politykę ograniczeń?
Planowanie miasta jest sztuką kompromisu pomiędzy dobrem ogółu dziś i w przyszłości, a wolą deweloperów, wynikającą z aktualnej koniunktury. Kompromis jest konieczny. Ten kompromis może mieć formę partnerstwa publiczno-prywatnego, w ramach którego powinny być zawierane umowy między miastem a poszczególnymi deweloperami, określające zakres ich obowiązków inwestycyjnych w zamian za przyzwolenia miasta na realizację wizji deweloperskich. Miasto nie może całkowicie poddać się presji deweloperskiej i uciekać przed odpowiedzialnością zadecydowania o wizji rozwoju przestrzennego. Musi swoją wizję rozwoju wypracować i - co najważniejsze - po dokonaniu niezbędnych konsultacji społecznych podejmować optymalne decyzje, bo taki jest obowiązek samorządu.
W kreowaniu wizji rozwoju i wynikających z niej decyzjach miasto powinno kierować się m.in. analizą wartości. Wartościami są np. historyczny krajobraz miasta, obiekty zabytkowe, historyczny układ przestrzenny, itd. Wartością jest wyjątkowość lokalizacji nadwodnej, portowa atmosfera, bulwary nadwodne, dla których powinna być zagwarantowana w planach miejscowych społeczna dostępność. Ważne jest utrzymanie specyficznej atmosfery Szczecina jako miasta stoczniowego i portowego. Trzeba rozróżniać klimaty pomiędzy poszczególnymi obszarami Międzyodrza, czego mogą nie zauważyć projektanci spoza Szczecina. Inna jest Łasztownia z objętymi ochroną konserwatorską budynkami po byłej rzeźni, inny obszar niezabudowanej, niezwykle wyeksponowanej z Wałów Chrobrego Wyspy Grodzkiej, inny Wyspy Zielonej, położonej nieco na uboczu, mogącej stworzyć hipernowoczesne postprzemysłowe przestrzenne ramy dla panoramy Szczecina bez szkody dla zachowania integralności przestrzeni historycznej.
Wartością miasta jest również jego dynamika rozwoju, możliwość adaptowania do nowych potrzeb. W kreowaniu planów zagospodarowania przestrzennego Międzyodrza jest też olbrzymie pole dla swobodnej działalności architektonicznej, gdzie nie ma żadnych przesłanek, by ograniczać inwencję twórczą, o ile wizje te nie naruszają strukturalnych zasad budowy miasta. Jeśli ograniczenia planistyczne nie wynikają z implementacji prawa, ochrony dziedzictwa kulturowego, przesłanek ekologicznych czy możliwości obsługi technicznej - to po co je tworzyć? Zezwalając na korzystne dla dewelopera warunki zabudowy, można wynegocjować też większy ich udział w budowie miejskiej infrastruktury. A w końcu jest przecież jeszcze prawo budowlane i warunki techniczne, które potrafią zbyt śmiałe wizje sprowadzić na ziemię. Pora na decyzje!
Opracowanie: "Zbigniew Paszkowski, prof. nadz. PS, architekt", "Gazeta Wyborcza", 15 lipca 2008 roku
* * *
A może Śródodrze jak łódź kanu?
Wały Chrobrego, Zamek, katedra to dziób łodzi, Odra to jej dno, na drugim końcu jesteśmy my - Wyspa Zielona. Tak przyszłą zabudowę Śródodrza widzi Inwest Nieruchomości, właściciel gruntów na Kępie Parnickiej i Wyspie Zielonej
Śródodrze to zespół wysp: Grodzka, którą widać z ławeczki na Wałach Chrobrego, zaraz za nią Łasztownia, która kończy się za Mostem Długim. Następna jest Kępa Parnicka, a ostatnia, którą widać z ul. Kolumba, to Wyspa Zielona.
W sumie ok. stu hektarów terenu pod inwestycje. Plan zagospodarowania przestrzennego dla tego miejsca, który wyznaczy co i gdzie będzie można zbudować, powstaje w Biurze Planowania Przestrzennego Miasta. Jeszcze w tym roku ma być gotowy.
O emocjach, jakie budzi, piszemy od tygodnia. Najostrzej propozycje miasta skrytykował Stefan Kuryłowicz, architekt, który ma zaprojektować kompleks budynków nad brzegiem Łasztowni. Jego koncepcja wysokiego, kilkunastopiętrowego hotelu, jest niezgodna z wizją miasta. Nad brzegami wysp ma być nisko, nie więcej niż kilka kondygnacji. Kuryłowicz nie chce ustąpić, będzie przekonywał planistów do swojego pomysłu. Z dotychczasowych ustaleń planu nie jest też zadowolony irlandzki deweloper Howard Holdings, który zamierza inwestować na Kępie Parnickiej.
Dziś głos kolejnego inwestora - Inwest Nieruchomości, który na Kępie Parnickiej i Wyspie Zielonej ma 12 ha, na których teraz funkcjonuje stocznia rzeczna.
Andrzej Łukomski, prezes Inwest Nieruchomości, Śródodrze widzi jak łódź kanu. Skąd to porównanie? Jej budowa jest charakterystyczna, z wyniesionymi ku górze dziobem i rufą, a to świetnie pasuje do jego wizji zabudowy wysp. Jeśli wysoka zabudowa, to tylko na dziobie i rufie. W środku musi być nisko, aby oba wysokie krańce były widoczne. Gdzie jest dziób i rufa łodzi?
Z jednej strony jest to skarpa staromiejska, z drugiej Wyspa Zielona, czyli my - tłumaczy Andrzej Łukomski. Jesteśmy na końcu, za nami już nic nie powstanie, niczego nie zasłonimy. To świetne miejsce na wysokie budynki. Myślimy o 50-metrowych, a być może nawet wyższych, jako akcenty. Rozciągał się będzie stamtąd przepiękny widok na perłę Szczecina, czyli skarpę staromiejską. Pomiędzy tymi krańcami wysokościowców być nie może, bo zasłonią wszystko i zakłócą tę przestrzeń. Oczekuję, że tak właśnie będzie wyglądał plan zagospodarowania Śródodrza.
Łukomski zastrzega jednak, że nie zamierza wymuszać na miejskich urbanistach żadnych rozwiązań: - Robimy to, na co pozwala prawo, czyli składamy wnioski do planu, prowadzimy z miastem rozmowy i korespondencję, licząc, że nasz głos będzie wysłuchany, a nasze propozycje w miarę możliwości uwzględnione.
Wniosek do planu zagospodarowania przestrzennego, który Inwest Nieruchomości złożył w magistracie, dotyczy tylko fragmentu, który posiada spółka, czyli skraju Kępy Parnickiej sąsiadującego z Wyspą Zieloną i sześciu hektarów Wyspy Zielonej. Jak miałby wyglądać ten kawałek Śródodrza? Spółka widzi tam zabudowę intensywną, średnio 8 kondygnacji, nowoczesną, dużo szkła, komercyjną i mieszkaniową, przy brzegach mariny, między budynkami szerokie arterie, do tego most łączący wyspy i przeprawa między Wyspą Zieloną a ul. Kolumba. Tę ostatnią Inwest Nieruchomości zobowiązał się sfinansować z własnej kieszeni (koszt: ok. 30 mln zł). Wysokościowce - skoncentrowane w głębi Wyspy Zielonej, przynajmniej 50 m wysokości.
Te pomysły nie pokrywają się z oczekiwaniami irlandzkiego dewelopera Howard Holdings, który też złożył swoją wizję zagospodarowania w magistracie (pisaliśmy o tym w "Gazecie" wczoraj). Howard wysoką zabudowę (11 kondygnacji) widzi w środku Kępy Parnickiej. A główne arterie, zamiast układać się rusztowo, wiją się u Irlandczyków wstęgami przez wyspę.
Łukomski uważa, że miasto powinno jednak pozostać przy rusztowej strukturze dróg.
Rozwiązania proponowane przez Howard Holdings naruszają strukturę własnościową na wyspie. Aby je zrealizować, potrzebne będą wywłaszczenia, nie obejdzie się bez protestów i konfliktów - argumentuje. - Poza tym infrastruktura podziemna jest podporządkowana podziałom prostopadłym, nie łukowym. To wszystko trzeba by przełożyć. Powinno to zrobić miasto. Moim zdaniem, spowoduje to niepotrzebne wydłużenie procedur. Na samych drogach niepotrzebnie stracimy kilka lat.
Upomina też miasto: - Jeśli firma prywatna chce kształtować to, co powinno robić miasto, to jest niezdrowe. To jasne, że inwestorom chodzi o to, żeby im się opłacało budować, dlatego ostatnie słowo powinno należeć do miasta. Jeśli każdy podmiot chciałby uwzględniać swoje interesy, to nigdy nic nie powstanie.
Opracowanie: "Kinga Konieczny", "Gazeta Wyborcza", 10 lipca 2008 roku
* * *
Miejska wizja Śródodrza niepokoi inwestorów
Rośnie presja deweloperów zainteresowanych Śródodrzem na miasto. We wtorek zapisy powstającego planu skrytykował irlandzki Howard Holdings. Wcześniej zrobił to architekt Stefan Kuryłowicz projektujący dla SGI Baltis
Howard Holdings to jeden z największych irlandzkich deweloperów specjalizujący się w rewitalizacji terenów poprzemysłowych i nawodnych. Chce budować na Kępie Parnickiej, jednej z wysp Śródodrza (vis-a-vis Dworca Głównego). Kupił kilka hektarów ziemi na wyspie, zakup kolejnych negocjował, ale na razie je zawiesił.
Śródodrze pozostanie na papierze, chyba że miasto będzie w stanie samo to, co tam zaplanowało, wybudować - Marek Paszucha, przedstawiciel Howard Holdings nie owija w bawełnę. Jego zdaniem propozycje zawarte w projekcie planu zagospodarowania dla Śródodrza to "blokada działań deweloperów". Howard nie będzie inwestował, jeśli mu to przyniesie straty.
O co konkretnie chodzi?
Kiedy Howard Holdings kupił pierwsze działki na Kępie Parnickiej i zgłosił w magistracie chęć inwestowania w Szczecinie, miasto zorganizowało specjalną konferencję prasową, podczas której inwestor został przedstawiony dziennikarzom. Spółka podpisała nawet z miastem list intencyjny w sprawie współpracy przy inwestowaniu, zatrudniła też holenderską pracownię urbanistyczną, która opracowała koncepcję zagospodarowania Kępy Parnickiej.
Koncepcja okazała się w stosunku do propozycji urbanistów miejskich rewolucyjna - całkiem inny układ ulic, wysoka zabudowa, w środkowej części wyspy przestrzeń publiczna w kształcie półksiężyca. W planie przygotowywanym przez miejskich urbanistów zabudowa jest niższa: 12-24 m, i kaskadowa - wysokość rośnie od brzegu wysp w jej głąb. Wieżowce sporadycznie, najwyżej 50 m.
Kiedy Howard zaprezentował swoją koncepcję w magistracie, zdaniem Paszuchy, nikt do niej nie zgłaszał zastrzeżeń.
Przy tej koncepcji opłacalność była taka, że mogliśmy nawet partycypować w kosztach infrastruktury - mówi Paszucha. - Przez trzy miesiące autorzy planu nie sygnalizowali nam negatywnego stanowiska w sprawie wniosków do planu. Żadne sygnały o przyjęciu do planu innej koncepcji do nas nie dotarły. Dopiero tuż przed planowanym podpisaniem przez nas umowy przyrzeczonej zakupu dwóch działek, otrzymaliśmy projekt planu. Okazało się, że jego autorzy przyjęli za podstawę swoją pierwotną wersję zabudowy, uwzględniwszy jedynie proponowaną przez nas ideę przestrzeni publicznej w kształcie półksiężyca, ale przemieścili ją tak, że znalazła się właśnie na działce, którą chcieliśmy kupić.
To znacznie ograniczyło możliwości zabudowy tej działki. Howard odstąpił od kupna.
Janusz Nekanda-Trepka, szef zespołu opracowującego plan zagospodarowania przestrzennego dla Śródodrza, nie zgadza się z zarzutami Howarda. Jego zdaniem nie może to być powodem "utrudnień we współpracy". Różnice pomiędzy wnioskiem złożonym przez Howard a koncepcją planu polegają na obniżeniu zabudowy od strony Odry o trzy kondygnacje (zamiast 11 jest 8), którą rekompensuje dopuszczona planem intensywność, większa niż we wniosku Howarda, w ten sposób jest utrzymana oczekiwana przez inwestora powierzchnia użytkowa - tłumaczy Nekanda-Trepka.
Opinia Howard Holdings to kolejna negatywna reakcja na projekt planu dla wysp powstający w Biurze Planowania Przestrzennego Miasta. Wczoraj powstający dokument skrytykował Stefan Kuryłowicz, jeden z najbardziej wziętych polskich architektów, który na zlecenie SGI Baltis ma zaprojektować kompleks budynków na sąsiedniej wyspie - Łasztowni. Kuryłowicz krytykuje pomysł odtworzenia tam skali historycznej zabudowy. Uważa, że zaproponowany plan Śródodrza jest "zachowawczy i nie stwarza żadnych możliwości nadania nowej wartości temu miejscu". Apelował też, aby przyszłości tak strategicznego dla miasta rejonu nie powierzać w ręce jednego człowieka.
Nekanda-Trepka tak komentuje wypowiedzi architekta: Z wypowiedzi pana Kuryłowicza wynika, że jakakolwiek koncepcja przestrzenna zawarta w planie będzie mu przeszkadzać w swobodnej realizacji "żywiołowego rozwoju" tej części Śródodrza.
Czy niezadowolenie inwestorów niepokoi miasto?
Tomasz Banach, dyrektor wydziału rozwoju miasta i funduszy pomocowych Urzędu Miasta: Negocjacje z Howard Holding trwają. Ze strony inwestora cały czas jest potwierdzenie zainteresowania inwestycją w Szczecinie.
Opracowanie: "Kinga Konieczny", "Gazeta Wyborcza", 8 lipca 2008 roku
* * *
Jakiej Łasztowni chcemy?
Po kilkunastu latach plan zagospodarowania przestrzennego dla Śródodrza wreszcie zostanie uchwalony. Sprosta oczekiwaniom - mieszkańców, inwestorów, architektów, urbanistów - czy rozczaruje?
Pierwsze reakcje już są. Zapisy powstającego planu skrytykował publicznie Stefan Kuryłowicz, jeden z najbardziej znanych polskich architektów, który na Łasztowni (dla spółki SGI Baltis) ma zaprojektować kompleks budynków z ekskluzywnym hotelem. Jego pomysł nie wpisuje się w myślenie o Łasztowni, jakie zaproponowali jej planiści. Kilkunastopiętrowy hotel jest za wysoki. Działka SGI Baltis jest nad brzegiem rzeki, a przy brzegu ma być nisko. Wysoko (ale też nie za bardzo) dopiero w głębi wyspy. Dlaczego tak? Planistom zależało, aby ci z głębi wyspy nie mieli zasłoniętego widoku na rzekę. Inna rzecz to przeszłość Łasztowni i zabytkowe zabudowania, które tam przetrwały. One determinują zapisy planu. Współczesna Łasztownia ma być reminiscencją przedwojennej.
Zdaniem Kuryłowicza, to jest błędne założenie: Nie ma potrzeby odtwarzania na Śródodrzu historycznej zabudowy. Tkwienie w przeszłości nie gwarantuje rozwoju.
Jego zdaniem nawet nasze najśmielsze pomysły nie są w stanie dorównać temu, co się zdarzy w przyszłości.
Z kolei znana szczecińska urbanistka Helena Freino broni niskiej zabudowy na Łasztowni: Szczecin to nie Szanghaj - odpowiada Kuryłowiczowi.
Ale dodaje, że na sąsiadującej z Łasztownią Kępie Parnickiej już wysoko być może - bo ta wyspa nie ma tradycji miejskich, jest też bliżej dworca PKP, dla którego przygotowane są śmiałe plany przebudowy, z dominantą w postaci 30-piętrowego biurowca. Do tego powinna nawiązywać zabudowa Kępy Parnickiej.
Sama Freino przyznaje jednak, że nie ma monopolu na pomysł dla Łasztowni i brak jej dyskusji o tym, jakie powinny być wyspy. Nie tylko wysokość budynków ma na myśli, ale rozwiązania urbanistyczne. Takiej dyskusji o Śródodrzu nie było.
Miasto nie miało strategii
Myślenie inwestorów, którzy zaczęli kupować ziemię na Śródodrzu bez jasności, co mogą na niej zbudować, ale z wiarą, że to się opłaci, zaskoczyło miejskich urbanistów kompletnie i obnażyło brak strategii co do tego fragmentu miasta. W magistracie przyjmowano deklaracje zainwestowania dużych pieniędzy z radością, jednocześnie oczekując, że to inwestor rozwiąże problem braku planu i całej infrastruktury, bez której na wyspach inwestować się nie da (choćby mosty, które powstać muszą, ale są piekielnie drogie, a miasto pieniędzy nie ma).
Jeszcze w ubiegłym roku wydawało się, że uda się mieć i dużego inwestora, i plan wysp w jednym, bez większego wysiłku. Na zwołanej wówczas w magistracie konferencji prasowej wiceprezydent Krzysztof Nowak przedstawił dziennikarzom wielkiego gracza na Śródodrzu, czyli Howard Holdings, który miał inwestować na całej Kępie Parnickiej i Wyspie Zielonej. Wprawdzie Howard Holdings mógł wtedy potwierdzić własność kilku hektarów gruntów i toczące się negocjacje w sprawie kolejnych bodaj kilkunastu, ale był pełen zapału. Zatrudnił holenderską pracownię urbanistyczną, która miała przygotować koncepcję zagospodarowania dla całej Kępy Parnickiej i Wyspy Zielonej. Zapowiadano warsztaty architektoniczne na temat wysp, sama koncepcja miała być publicznie pokazana. Do dziś się to nie stało. Ale podobno koncepcja jest - tyle że nie respektuje obecnego stanu prawnego gruntów, istniejącego układu ulic, jednym słowem jest "trudna do realizacji". Ale miasto próbuje nagiąć ją do potrzeb planu.
Od czasu konferencji Howard nie dokupił zapowiadanych gruntów. Zresztą nie tylko on od tamtego czasu stracił impet, przystopował cały rynek nieruchomości. Nowych transakcji na wyspach nie przybywa. Inwestorzy przeszli do defensywy - przestali kupować, czekają na kroki miasta. Są i tacy, którzy zrezygnowali.
Miasto zrozumiało wreszcie, że musi przejąć rolę lidera w tym przedsięwzięciu. Uchwalenie planu jest pierwszym, choć bardzo spóźnionym już, krokiem. Trzeba jednak pamiętać, że rola lidera, to nie tylko narzucanie i wymuszanie, ale też negocjowanie i korzystanie z wiedzy innych. Inwestorzy reprezentują własne interesy, niekoniecznie zbieżne z potrzebami miasta, trzeba to kontrolować - to oczywiste. Ale uznany inwestor, który zdecyduje się ulokować tu swoje pieniądze, zachęci innych. Znany architekt też działa jak magnes. Tu korzyści inwestora i miasta zazębiają się. Sprawny lider potrafi to wykorzystać. Oczekuję, że miasto takim liderem będzie
Rozmawiać warto
Moim zdaniem wciąż - mimo że plan zagospodarowania dla wysp jest już na ukończeniu - warto też dyskutować o tym, jaką Łasztownię, Kępę Parnicką, Wyspę Zieloną, czy Grodzką chcemy mieć. Projekt żyje wtedy, kiedy się o nim mówi. Gdy interesują się nim mieszkańcy, staje się bardziej miejski, oswojony, potrzebny. Dyskusja o wyglądzie wysp to też forma konsultacji społecznych. A skoro czołowi urbaniści i architekci, jak Freino i Kuryłowicz, inaczej widzą Śródodrze, to znaczy, że jest o czym rozmawiać. Choćby o wieżowcach, które Janusz Nekanda-Trepka, główny planista portu, nazywa nie istotą gospodarki przestrzennej, ale jej "wybrykiem", a na pomysł Stefana Kuryłowicza, czyli wysoki, szklany hotel nad brzegiem Łasztowni, nie znajduje uzasadnienia. Dlaczego trzeba wyspę bronić przed wysokościowcami? Czy wieżowiec jest sam w sobie zły? Czy to znaczy, że na Łasztowni nie ma miejsca na "wybryki"?
Opracowanie: "Kinga Konieczny" , "Gazeta Wyborcza", 6 lipca 2008 roku
* * *
Śródodrze. Ale jakie? Tradycyjne? Wysokie?
Łasztownia ma wyglądać jak przed wojną. Gęsta zabudowa, kilkupiętrowa. Wieżowce? Sporadycznie, najwyżej 50 m. Kępa Parnicka? Tu ma być nieco nowocześniej. Znamy już założenia urbanistyczne dla Śródodrza
Plan zagospodarowania przestrzennego dla terenów poportowych jest już na ukończeniu. Po wakacjach ma się nim zająć rada miasta.
Ogólnie mówiąc, wyspy Międzyodrza to ma być struktura śródmiejska, wielofunkcyjna. Typowe nowoczesne śródmieście - wyjaśnia Janusz Nekanda-Trepka z Biura Planowania Przestrzennego Miasta, główny projektant planu portu.
Sródodrze to w sumie 100 ha do zagospodarowania. Szacuje się, że jest tam miejsce na milion metrów kwadratowych powierzchni całkowitej obiektów, pół na pół mieszkaniówki i komercji. Ogromna większość to prywatny teren, miasto ma tam niewielki udział. Publiczne inwestycje zajmą zaledwie ok. 10 ha.
Zabudowa wysp ma być gęsta. Plan nie zakłada rezerwacji pod tereny zielone, bo wystarczą te, które już są - na wyspach Grodzkiej i Zielonej. Ze względu na trudne warunki geologiczne, parkingi mają powstawać na dwóch pierwszych kondygnacjach nadziemnych.
Generalna zasada zabudowy: widok na rzekę ma być dostępny dla wszystkich użytkowników wyspy, czyli tym z budynków w głębi nie może przysłaniać widoku wyższy obiekt tuż przy nabrzeżu.
Dlatego proponujemy, aby zabudowa miała wysokość narastającą - mówi Nekanda- Trepka. Przy brzegu niżej, a głębiej wyżej. Zabudowa wzdłuż nabrzeży może być pierzejowa, ale też niejednolita, jeśli chodzi o wysokość, oczywiście w ramach dopuszczonych limitów. Czyli: od 12 do 24 m. Tylko sporadycznie dopuszcza się wysokość 50 m.
Najsurowiej plan traktuje Łasztownię, która jest pod szczególnym nadzorem konserwatora zabytków, przede wszystkim z powodu zachowanej do dziś historycznej zabudowy Starej Rzeźni. Przyszłe budowle mają do tego charakteru nawiązywać.
Takie planowanie Śródodrza skrytykował publicznie przy okazji konferencji, która odbywała się dwa tygodnie temu w Szczecinie, znany polski architekt Stefan Kuryłowicz, który będzie projektował kompleks budynków na Łasztowni. Nie ma potrzeby odtwarzania historycznej zabudowy na Śródodrzu - uważa Kuryłowicz. Trzeba patrzeć przyszłościowo, tylko takie spojrzenie gwarantuje rozwój. Kuryłowicz zamierzał na brzegu na Łasztowni postawić około 30-metrowy hotel. W koncepcji pierzejowej taki się nie zmieści.
Budynki wysokie nie są istotą gospodarki przestrzennej - ocenia Nekanda-Trepka. To, co proponuje pan Kuryłowicz, nie ma żadnego uzasadnienia, wchodzi w kolizję z widokiem od strony Trasy Zamkowej.
Niskiej zabudowy na wyspach broni też szczecińska urbanistka Helena Freino: Ten gabaryt mi odpowiada, choć wiem, że dla wielu osób wysokościowce to synonim nowoczesności. Nie upieram się też, żeby kształtować zabudowę na wyspach, ściśle trzymając się historycznych uwarunkowań. Jednak na Łasztowni zespół rzeźni rzutuje na klimat, który tam powinien dominować. Jeśli już wysokie budynki, to na Kępie Parnickiej. Tę wyspę potraktowałabym liberalniej, tak aby była ona spójna z propozycjami przebudowy dworca PKP.
Opracowanie: "Kinga Konieczny" , "Gazeta Wyborcza", 3 lipca 2008 roku
* * *
Miasto bierze Łasztownię. Kosztem pracowników?
Przełom w sprawie zagospodarowania Łasztowni. Miasto dostanie brakujący element układanki pozwalający zagospodarować całą najstarszą część portu. Czy jednak kosztem 1200 miejsc pracy?
Chodzi o najbardziej atrakcyjną części Łasztowni. To obszar rozciągający się na północ od Trasy Zamkowej. Kilkadziesiąt hektarów otoczonych z trzech stron wodą, bezpośrednie sąsiedztwo portu, z drugiej strony widok na Wały Chrobrego, zabytkowe magazyny - takie zakątki w starych portach w zachodniej Europie są sercem miasta.
Dotychczasowe plany zagospodarowania miały jeden feler. Niemal dokładnie w połowie ta część Łasztowni miała zachować funkcje przemysłowe. Powód: działalność na 22 ha spółki Port Rybacki Gryf. Co gorsza, spółka planowała wybudowanie na swoim terenie wielkiego magazynu-chłodni, który kompletnie nie pasowałby do nowej wizji Śródodrza.
Teraz teoretycznie przeszkoda znika. Minister skarbu państwa zdecydował, że spółka skarbu państwa, jaką jest Port Rybacki Gryf, zostanie skomunalizowana. W 2009 r. udziały należące do państwa mają trafić w ręce władz Szczecina.
To dla nas spore zaskoczenie - przyznaje Anna Galor, prezes Portu Rybackiego Gryf.
Co miasto zrobi z firmą rozkładającą się na terenach, na które od dawna ma chrapkę? Szczegóły komunalizacji nie są jeszcze znane, decyzje zapadają na bieżąco, nie wiadomo jeszcze, jak będzie przebiegała procedura - kluczy Krzysztof Nowak, zastępca prezydenta Szczecina. Przyznaje jednak, że komunalizacja "sprzyja realizowaniu koncepcji przeznaczenia terenu Łasztowni na funkcje ogólnomiejskie".
O tym, że rezygnujemy z funkcji portowych na Łasztowni, wiadomo przecież nie od dziś - mówi Nowak.
W Gryfie nastroje nie są dobre. Dochodzą do mnie informacje, że po prostu znikniemy - mówi Anna Galor.
W środę cztery związki zawodowe działające w Gryfie wysłały do ministra skarbu protest. Domagają się w nim wycofania ich firmy z listy komunalizowanych spółek. Kluczowy argument to 1200 osób zatrudnionych w Gryfie, 60 w spółkach zależnych i firmach, które działają w tej części portu.
Czy firmie faktycznie grozi likwidacja? Krzysztof Nowak twierdzi, że trwają "intensywne" rozmowy z Portem Rybackim Gryf i Zarządem Portów Szczecin Świnoujście o przeniesieniu Gryfa gdzieś w głąb portu.
Faktycznie, takie rozmowy rozpoczęliśmy - mówi Anna Galor. Tyle że przeprowadzka kosztuje. Na inne nabrzeże trzeba by przenieść np. dźwigi. Sporo kosztować będzie też nowy magazyn-chłodnia, który jest, według zarządu Gryfa, warunkiem przetrwania firmy. Do tej pory spółka planowała, że sfinansuje go ze sprzedaży na wolnym rynku pięciohektarowego kawałka Łasztowni.
Na pozostałym terenie firma z nowym magazynem miała się dalej rozwijać. Do transakcji Gryf zaczął się już nawet przygotowywać. W sobotę rada nadzorcza miała zatwierdzić regulamin przetargu. Jednak władze Szczecina chcą tę transakcję zablokować. Wystosowaliśmy list do ministerstwa i do Gryfa z prośbą o wstrzymanie się ze sprzedażą gruntów ze względu na planowaną zmianę właściciela - mówi Krzysztof Nowak.
Miasto ma dość istotny argument. Wystawiając Łasztownię na przetarg, może zastrzec, że inwestor musi pod groźbą kar rozpocząć inwestycję np. w ciągu dwóch lat.
My, jako spółka, wystawiając nieruchomość na przetarg, takich zastrzeżeń robić nie możemy, miasto boi się, że grunty trafiłyby w ręce spekulantów - przyznaje Anna Galor.
Teoretycznie lepiej więc, by najpierw miasto dzięki komunalizacji Gryfa przejęło Łasztownię, a potem samo zajęło się sprzedażą nieruchomości inwestorom. Tylko czy miasto, już jako nasz właściciel, zostawi nam później chociaż część pieniędzy ze sprzedaży Łasztowni, tak by Gryf miał na przeprowadzkę i budowę nowej chłodni gdzieś w głębi portu? - pyta Anna Galor.
Miasto na razie takiej deklaracji nie złożyło. Trudno mi się na ten temat wypowiadać - mówi Nowak. Na razie wiemy, że mamy przejąć spółkę.
Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że będąc już właścicielem Gryfa władze Szczecina chcą rozważyć, czy budowa chłodni faktycznie ma sens.
Komentarz
Łasztownia tak, ale nie po trupach. Wyjście z sytuacji jest proste: miasto jako właściciel firmy sprzedaje Łasztownię inwestorom, ale odpowiednią część pieniędzy zostawia w Gryfie, pozwalając firmie kontynuować i rozwijać działalność w innym miejscu. Brak jasnej deklaracji, że tak się stanie, budzi zrozumiałe obawy w Gryfie, że władze Szczecina zmieceniem z powierzchni tysiąca miejsc pracy niezbyt się przejmują.
Andrzej Kraśnicki jr
Opracowanie: "Andrzej Kraśnicki jr, Kinga Konieczny" , "Gazeta Wyborcza", 14 maja 2008 roku
* * *
Nowe Śródodrze tylko z nowym mostem
Wielka zabudowa Łasztowni i Kępy Parnickiej może zakończyć się wielkim rozczarowaniem. Jeden zakorkowany most na kilkukilometrowym odcinku nie wystarczy do ożywienia tej części Szczecina. Musi powstać co najmniej jedna nowa przeprawa, która połączy Łasztownię z centrum - pisze Andrzej Kraśnicki jr
Lista inwestorów, którzy przypuścili szturm na śródmiejskie tereny Śródodrza, świadczy o tym, że legendarne już opowieści o konieczności przemiany nadodrzańskiej części miasta mogą stać się realne. Przecież norweski Genfer Homes czy też irlandzki Howard Holdings, których plany liczy się w miliardach euro, nie skupują tam działek, by dalej prowadzić bazę PKS. Bardzo konkretne są też zapowiedzi budowy hotelu w miejscu chłodni przy prawobrzeżnym przyczółku mostu Długiego. Na przeszkodzie stoi jedynie brak planów miejscowego zagospodarowania, ale prace nad dokumentami trwają i jeszcze w tym roku nastąpi ich finał. Czy aby na pewno to jedyna przeszkoda? Obawiam się, że nasze Śródodrze może spotkać los nowego Starego Miasta, które oddzielone od centrum barierą osiedla sypialni, wciąż pozostaje na uboczu. A przecież Łasztownię i Kępę Parnicką dzieli od centrum trudniejsza bariera: rzeka.
Ten most już nie wystarcza
Już teraz Śródodrze nie jest pustynią. Sam biurowiec Euroafriki to kilkaset osób. Jest jeszcze port, przychodnia, izba celna. To masa ludzi, dla których droga do centrum prowadzi przez most Długi. Jak tragicznie wygląda ruch na tej przeprawie, widać nie tylko w godzinach szczytu. Most skupiający w sobie fragment tranzytowej trasy przez Szczecin, jak i drogę "wewnętrzną" dla odrzańskich nabrzeży, jest wiecznie zakorkowany. Proszę zobaczyć, jak około godz. 16 wygląda kolejka pojazdów usiłująca wyjechać z Łasztowni na lewobrzeże. Sznur pojazdów na trzech pasach sięga Trasy Zamkowej, a coraz częściej Parnicy. Przedarcie się na ul. Wyszyńskiego zajmuje co najmniej 20 min. O skręceniu w kierunku Pomorzan nie ma mowy. Tzw. Ucho Sternickiego, czyli uliczna pętla umożliwiająca zjeżdżającym z mostu Długiego taki manewr, nie mieści wszystkich chętnych. I dzieje się to nie tylko w godzinach szczytu!
Most Długi już teraz nie zapewnia chociażby dostatecznej komunikacji między Śródodrzem a centrum. I nie wyręczy go Trasa Zamkowa, która przechodzi estakadą nad Łasztownią. Owszem, można spod izby celnej dostać się na lewy brzeg korzystając z trasy, ale najpierw trzeba pojechać w okolice Elektrowni Szczecin, by dopiero tam podziurawionym duktem pod Estakadą Pomorską zawrócić w stronę centrum.
Planów nie ma
Jak w tej sytuacji będzie wyglądać komunikacja, jeśli Śródodrze zacznie przybierać bardziej cywilizowany charakter, gdy zapełni się nowymi obiektami? Niestety, chodzą mi po głowie jedynie dość ponure wizje. I nie rozwiewa ich kreowana na uzdrowiciela komunikacyjnych problemów Łasztowni budowa ronda na ul. Energetyków. Zapewne łatwiej będzie na tę ulicę wjechać z bocznych uliczek Śródodrza, jednak korek na trasie do centrum pozostanie, a może być nawet większy (co nie zmienia faktu, że rondo jest potrzebne).
Sięgające naście lat w przyszłość plany zakładają, że nowy most powstanie na południowym krańcu Wyspy Zielonej, czyli hen za Kępą Parnicką, już na wysokości Pomorzan. Ma to być część nowej arterii przez Międzyodrze. Perspektywa dość odległa, a co istotniejsze, sama przeprawa od serca Łasztowni i miasta - również.
W nieco bliższej perspektywie mamy przebudowę dworca PKP i jego okolic. Wszelkie plany mówią o połączeniu tego nowego city z Kępą Parnicką, ale tylko kładką dla pieszych zlokalizowaną vis-a-vis dworca.
Jakoś to wszystko nie pasuje mi do pięknej idei zwrócenia Szczecina ku Odrze i ożywienia obu brzegów rzeki. Jeden zakorkowany most na kilkukilometrowym odcinku, na dodatek mało przyjazny jako szlak pieszy, raczej odstraszy niż skusi do odwiedzenia drugiego brzegu.
Od alei Fontann do rzeki
Rozwiązanie problemu jest dość oczywiste. Musi powstać co najmniej jedna nowa przeprawa. Taka, która będzie służyć bezpośredniej komunikacji Łasztownia-centrum. Można się zastanowić, czy jest sens budować obok Trasy Zamkowej, tyle że na poziomie bulwaru, nowy most Kłodny. Ciekawym rozwiązaniem byłaby jednak budowa mostu w zupełnie nowym miejscu: na przedłużeniu ul. Dworcowej, tam, gdzie między pocztą a starą drukarnią ulica schodzi wprost do Odry. Po przeciwnej stronie rzeki przeprawa kończyłaby się przy kanale Zielonym, tuż przy moście na Kępę Parnicką. To teraz zaniedbane, ale jednocześnie najbardziej malownicze miejsce na Śródodrzu. W tym miejscu most kiedyś zresztą był. Zaraz po wojnie tymczasowa, wojskowa konstrukcja zapewniała komunikację z Łasztownią.
Do takiego połączenia można powrócić. I to zakładając z góry, że byłaby to "lokalna" przeprawa do małego ruchu między brzegami Odry. Wystarczy przecież, by wpuszczać tam tylko pojazdy do 3,5 tony. Co ważne - taki most otworzyłby świetny szlak spacerowy i jednolity ciąg komunikacyjny. Zamiast ruchliwą ul. Wyszyńskiego z Bramy Portowej dochodzilibyśmy na Łasztownię przez o wiele bardziej kameralną i spokojniejszą ul. Dworcową z urokliwym pl. Tobruckim (i może w końcu także Sediną) po drodze. Od Dworcowej mamy też trzy kroki do kładki nad Wyszyńskiego, która wchodzi niemal na pl. Orła Białego, w przyszłości kolejną wizytówkę Szczecina. Wyobraźmy sobie ten spacerowy szlak w szerszej skali: al. Fontann, pl. Żołnierza, urokliwa, wąska ul. Tkacka, na której coraz więcej restauracji i kawiarni, pl. Orła Białego, katedra, kładka, ul. Staromiejska, która zachowała klimat przedwojennego miasta, pl. Tobrucki, strome zejście do rzeki, most z szerokimi chodnikami i w końcu Łasztownia z wąskim kanałem Zielonym, wzdłuż którego nad wodą można usiąść w letnim ogródku. Całość już teraz jest w miarę zwartym, interesującym szlakiem spacerowym, kończącym się na razie nad Odrą.
Zróbmy jak 150 lat temu
Dziś perspektywa budowy mostu może wydawać się szalona i nierealna. Zgodzę się z jednym: na pewno to drogie przedsięwzięcie. Tyle że nieuniknione. Zabudowa Łasztowni i Kępy Parnickiej będzie jednym z najważniejszych wydarzeń w dziejach miasta. Tak naprawdę ma przecież powstać nowa dzielnica i to taka, o której chcemy myśleć jako o wizytówce Szczecina. Mając takie ambicje nie zakładajmy, że wystarczy uchwalić plan, a resztę zapewnią mityczni inwestorzy. Nie da się tu uniknąć pewnego porównania z przeszłości. Kiedy 150 lat temu niemieccy gospodarze Szczecina postanowili zagospodarować Kępę Parnicką, to zanim podzielili ją na parcele i sprzedali, zbudowali most (Dworcowy). I to mając już nad Odrą most Długi i Kłodny.
Nie unikniemy budowy nowego mostu. Czasu na podjęcie decyzji jest niewiele. Chyba że już teraz zdecydujemy, że wystarczy nam tylko patrzenie na szklane domy na drugim, niedostępnym brzegu.
andrzej.krasnicki@szczecin.agora.pl
Przystanek Szczecin
Czy budowa mostu na wysokości ul. Dworcowej to dobry pomysł? Czy jest lepsze miejsce na nową przeprawę przez rzekę, która połączyłaby centrum z Łasztownią? Czy w grę może wchodzić inne rozwiązanie, niż budowa nowego mostu? Piszcie: listy@szczecin.agora.pl, dzwońcie: 091 481 83 18.
Opracowanie: "Andrzej Kraśnicki jr", "Gazeta Wyborcza", 24 marca 2008 roku
* * *
Na Łasztowni będzie ekskluzywnie
Pięciogwiazdkowy hotel, apartamenty i biurowce staną na wyspie po dwóch stronach ul. Energetyków.
Inwestycję chce zrealizować firma SGI Baltis. Apartamenty i budynek hotelowy zostaną wybudowane na półtorahektarowej działce przy ul. Celnej (po lewej stronie ul. Energetyków, jadąc w kierunku centrum). Ma to być ekskluzywna i reprezentacyjna w skali miasta inwestycja. Firma już prowadzi rozmowy z inwestorami zainteresowanymi prowadzeniem hotelu (ma być pięciogwiazdkowy) na Łasztowni.
W tej chwili mogę jedynie powiedzieć, że listy intencyjne zostały podpisane - Grzegorz Kawecki, wiceprezes SGI Baltis, nie chce zdradzać szczegółów.
Główny projektant inwestycji jest już wybrany. Nie będzie to firma szczecińska. Jednak jak zapowiada Kawecki, miejscowe pracownie projektowe też będą zaangażowane w przedsięwzięcie. Wysokość zabudowy nie jest jeszcze sprecyzowana. Wszystko zależy od planu zagospodarowania przestrzennego dla tego terenu, który narzuca, jakiego rodzaju i jakiej wysokości zabudowa może na nim stanąć. Dokument jeszcze nie powstał, a jego tworzenie zajmie przynajmniej rok.
Zdajemy sobie z tego sprawę, ale mniej więcej tyle czasu potrzebujemy na przygotowanie dokumentacji projektowej - podkreśla Kawecki. Zgłosiliśmy już oczywiście swoje propozycje do planu. Chcielibyśmy, żeby budynek hotelowy był 10-kondygnacyjny, a apartamentowce o dwa piętra niższe.
Koszt inwestycji firma szacuje na 150-200 mln zł. Budowa ruszy, jak tylko plan dla Łasztowni zostanie uchwalony.
Oprócz mieszkań i ekskluzywnego hotelu, SGI Baltis zamierza zainwestować też w kompleks biurowy na Łasztowni. Biurowce mają stanąć na działce o powierzchni jednego hektara, którą firma kupiła po drugiej stronie Mostu Długiego. W tym przypadku też bez planu zagospodarowania nie można przewidzieć szczegółów inwestycji, ale deweloper już pracuje nad koncepcją.
Chcemy, aby część biurowa architektonicznie nawiązywała do starej zabudowy ceglanej - mówi Kawecki. Apartamenty i hotel to będzie architektura nowoczesna. To piękny teren, reprezentacyjny dla Szczecina. Aż żal ściskał serce, kiedy ten potencjał leżał odłogiem.
SGI Baltis to firma deweloperska. Wraz z Invest Komfort oraz Porta Drzwi należy do Grupy Kapitałowej Baltis SA. Buduje na terenie Polski głównie wysokiej jakości apartamenty, kompleksy mieszkaniowe i biurowe. W Szczecinie SGI Baltis stawia m.in. osiedle Stara Cegielnia i Garden House na Warszewie.
Co jeszcze na wyspach?
Śródodrze, a dokładniej wyspy: Łasztownia, Kępa Parnicka i Wyspa Zielona od niedawna cieszą się dużą popularnością wśród inwestorów. Firmy negocjują kupno działek pod inwestycje w tajemnicy przed konkurentami. Do największych graczy, oprócz SGI Baltis, należą specjalizujący się w rewitalizacji terenów poprzemysłowych i nadwodnych irlandzki deweloper Howard Holdings, który chce zainwestować na Śródodrzu kilka miliardów euro (kupił już kilka hektarów gruntu pod budowę) i norweska grupa kapitałowa Genfer. Ta ostatnia zainteresowana jest Kępą Parnicką, na której chce budować domy mieszkalne i biurowce. Wszyscy z niecierpliwością czekają na uchwalenie planu zagospodarowania przestrzennego dla wysp, którego brak blokuje inwestycje.
Opracowanie: "Kinga Konieczny", "Gazeta Wyborcza", 26 lutego 2008 roku
* * *
Rondo za własne - nie czekają na dofinansowanie
Budowa ronda przy ul. Energetyków rozpocznie się za pieniądze gminy Szczecin. Władze miasta postanowiły nie czekać na rozstrzygnięcie konkursów na dofinansowanie unijne infrastrukturalnych przedsięwzięć samorządów. Bez przebudowy układu drogowego na ul. Energetyków nie ma mowy o realnych zmianach na szczecińskiej Łasztowni.
Podjęliśmy śmiałą decyzję i zaczynamy budowę skrzyżowania już w 2008 r, choć projekt ten wypadł z listy indykatywnej - mówi Krzysztof Nowak, wiceprezydent Szczecina. Inwestorzy zainteresowani Śródodrzem wymuszają nasze inwestycje w infrastrukturę. Nie rezygnujemy z unijnego wsparcia dla tego przedsięwzięcia.
O budowie wjazdu z lewej części Szczecina na Łasztownię mówi się od połowy lat 90. Wówczas - przy okazji pierwszych dyskusji fachowców na temat zagospodarowania terenów przy Odrze - większość urbanistów przekonywała, że rewitalizacja tego obszaru będzie nierealna, jeśli nie będzie można swobodnie dotrzeć do Łasztowni z lewobrzeżnego Szczecina. Wraz z kolejnymi przymiarkami do zagospodarowania, kwestia ta stawała się coraz bardziej oczywista.
Dziś, gdy tereny na Łasztowni, Kępie Parnickiej i Wyspie Zielonej mają coraz więcej nowych właścicieli zainteresowanych budową apartamentowców i biurowców, powstanie nowego skrzyżowania na ul. Energetyków jest sprawą palącą.
Po wielu latach miasto przygotowało projekt budowlany zakładający utworzenie ronda z linią tramwajową biegnącą wzdłuż i towarzyszącymi mu zjazdami do poszczególnych ulic. Wartość prac wyceniono na 34,5 min zł.
Rafał Wiechecki (LPR), były minister gospodarki morskiej, wpisał szczecińską inwestycję na listę indykatywną, czyli niemal z gwarantowanym współfinansowaniem. Jego następca z PiS budowę z listy usunął, a nowy rząd PO-PSL jej nie przywrócił. Mimo zabiegów niektórych parlamentarzystów ze Szczecina, na nowej liście indykatywnej ronda nie ma.
W tej sytuacji miasto samo postanowiło rozpocząć budowę. Pytany, skąd pieniądze na ten cel znajdą się w tegorocznym budżecie, wiceprezydent Nowak dokładnie nie wiedział. Zapewnił tylko, że stosowne poprawki do uchwały budżetowej zostaną przygotowane.
W tym roku chcemy wydać 3 min zł - mówi Krystyna Bartnik, wicedyrektor Wydziału Inwestycji Miejskich UM Szczecina. To kwota wystarczająca, bo procedury przy wyborze inżyniera kontraktu i wykonawcy zajmą nam ponad 4 miesiące. Do końca roku będzie można więc przeprowadzić tylko niewielkie prace przygotowujące.
Opracowanie: "Artur Ratuszyński", "Kurier Szczeciński ", 2 lutego 2008 roku
* * *
Gryf sprzeda rzeźnię
Port Rybacki Gryf może sprzedać Starą Rzeźnię, najbardziej atrakcyjną część Łasztowni. Zgodę wyraził minister skarbu. To dobra wiadomość -uważa prezydent Szczecina, Piotr Krzystek.
To oznacza, że będziemy mogli zagospodarować Łasztownię tak, jak na to zasługuje. To bardzo atrakcyjny teren - twierdzi prezydent Szczecina. Na Łasztowni ma powstać nowe serce miasta. Według planistów, to idealne miejsce na budynki użyteczności publicznej, biura, hotele, restauracje, galerie, centra konferencyjne, mariny i luksusowe apartamenty.
Urodę Łasztowni odkryli szczecinianie podczas sierpniowego zlotu żaglowców. To wtedy pojawiła się chęć jak najszybszego zagospodarowania wyspy. Kłopot w tym, że działki mają różnych właścicieli. Najbardziej atrakcyjne należą do Portu Rybackiego Gryf. Rada miasta wyraziła zgodę na zamianę działek. Szczecin w zamian za grunty na Łasztowni oferował ziemię przy ul. Krzywoustego i na os. Kormoranów. Zamiana nie doszła jednak do skutku.
Mamy nowy pomysł na zagospodarowanie Łasztowni. Po prostu miasto razem z portem sprzeda działki. To lepsze niż zamienianie się na grunty - mówi Piotr Krzystek, prezydent Szczecina. Chcemy, by Łasztownię wziął inwestor, który zrealizuje naszą wizję zabudowy. Zastanawiamy się tylko, co chcielibyśmy mieć na pobliskiej Wyspie Grodzkiej.
Zanim działki pójdą pod młotek, miasto chce uchwalić plan zagospodarowania przestrzennego tego terenu. Określi on dokładnie, co może być zbudowane na Łasztowni i jak ma wyglądać. Wstępny plan będzie gotowy do wakacji. Rada miasta powinna projekt zatwierdzić do końca roku - twierdzi Piotr Krzystek. Bardzo ważna w przypadku Łasztowni jest linia zabudowy. Budynki nie mogą być wyższe niż Trasa Zamkowa. Chodzi o to, by nie przesłaniały jadącym w stronę miasta widoku na Wały Chrobrego. Minister skarbu wyrażając zgodę na sprzedaż terenu określił cenę minimalną. Ziemia może być oddana tylko w przetargu, a nabywca musi zapłacić co najmniej 30 mln złotych.
Opracowanie: "IKA", "Głos Szczeciński ", 31 stycznia 2008 roku
* * *
|



|