Menu


1879-1929


Lata 20-40 XX wieku


Lata 50–80 XX wieku

Wydarzenia w komunikacji w 2006 roku.


Prasa informuje - czerwiec.




* * *

Niedziela, Szczecin, "Ogórek" i Ty .

Zabytkowy tramwaj i legendarny Jelcz "ogórek" co niedziela przez całe wakacje będą kursować po Szczecinie.
Liczące sobie ponad pół wieku składy typu N jeżdżą w wakacje na specjalnej, turystycznej linii 0 już od pięciu lat. Kursy zawsze cieszą się wielkim powodzeniem. Żeby nie było monotonnie, na ten sezon przygotowana została zupełnie nowa trasa.
Tramwaje ruszać będą z przystanku przy Bramie Portowej (nie używany peron dla skręcających z ul. Wyszyńskiego w al. Niepodległości). Od tego miejsca tramwaj pojedzie przez place Grunwaldzki i Sprzymierzonych i al. Wojska Polskiego do zajezdni Pogodno. Tam nastąpi objazd torem dookoła zajezdni. To zupełna nowość i jedna z nielicznych w ciągu roku możliwości obejrzenia zajezdni od kuchni. Będzie także możliwość zrobienia pamiątkowych zdjęć. Potem przez centrum, Pomorzany i ulicę Kolumba wróci na Bramę Portową.
Odjazdy z przystanku na Bramie Portowej w każdą niedzielę do 27 sierpnia włącznie o godz. 14.30 i 16.00. Czas przejazdu całej trasy to 74 minuty. Bilety kupuje się w tramwaju. Normalny kosztuje 3 zł, a ulgowy (dla dzieci do lat 10) 2 zł.
Kolejną atrakcją mają być przejazdy historycznymi jelczami, czyli legendarnymi "ogórkami". W tej chwili szczegóły przedsięwzięcia są jeszcze dopinane. Jeśli nic nie stanie na przeszkodzie, to miłośnicy starych pojazdów będą mogli pojeździć po Szczecinie linią 50, a także 100 na trasie Police-Głębokie.
Historyczne pojazdy kursują w Szczecinie dzięki zaangażowaniu Szczecińskiego Towarzystwa Miłośników Komunikacji Miejskiej, Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego i Urzędu Miasta.

Opracowanie akr, "Gazeta Wyborcza" 30 czerwca 2006 roku.

* * *

Zbudujmy w końcu ten tramwaj.

Dopóki nie powstanie Szczeciński Szybki Tramwaj łączący lewo- i prawobrzeże, miasto będzie sztucznie podzielone na dwie części - pisze Mariusz Rabenda
Mam dokładnie tyle lat, ile liczy sobie koncepcja szynowego połączenia obu części Szczecina. Pierwszy pomysł Szybkiej Kolei Miejskiej powstał bowiem w roku 1968. Ileż kampanii samorządowych zostało wygranych m.in. na "szynach" Szczecińskiego Szybkiego Tramwaju! A ludzie z prawobrzeża, jak tracili czas na dojazd autobusami do centrum, tak tracą.
Dotychczas mogliśmy się nie spieszyć z budową szybkiego tramwaju, ale teraz czas zaczyna działać na niekorzyść mieszkańców Słonecznego, Majowego, Bukowego i Kijewa. Po Szczecinie jeździ bowiem coraz więcej samochodów. Dwa lata temu szczecinianie mieli 108 tys. aut, teraz - 140 tys. Jeśli tendencja wzrostowa utrzyma się, ulice Gdańska i Energetyków mogą się zacząć korkować za dwa, trzy lata.
Przypomnijmy sobie sytuację, gdy wiosną na ul. Gdańskiej pękła rura i z ruchu wyłączono jeden pas - korek dosięgnął mostu Pionierów Szczecina już dziesięć minut później. Przejazd ze Zdrojów do Basenu Górniczego trwał 40 min. Kiedy jesienią ubiegłego roku na tydzień wyłączono z ruchu ul. Hangarową, zator w stronę osiedli lewobrzeżnych sięgał do ul. Merkatora. Takie korki niebawem mogą stać się codziennością. Autobusy - nawet te pospieszne - już nie będą szybkim sposobem na dotarcie z prawobrzeża do centrum. Nawet trzypasmowe drogi mają ograniczoną przepustowość. Jedynym sposobem na szybkie dostanie się do centrum może być tramwaj jadący po wydzielonym torowisku. Idea SST, którą obecnie realizuje magistrat - szkoda, że w tak wolnym tempie - zakłada bezkolizyjność torów i dróg.
Chciałbym, abyśmy, budując SST, korzystali z doświadczeń poznańskiej Pestki. Tam nie udało się zrealizować pierwotnego projektu, ale to - paradoksalnie - wyszło miastu na dobre. Pestka nie funkcjonuje bowiem jako wydzielona szybka linia obsługiwana przez wagoniki metra. Dzięki temu po wyjeździe z wykopu włącza się w normalną sieć połączeń, dowożąc ludzi do kilku miejsc.
U nas lansowane są dwie opcje. Jedna - by szybki tramwaj jeździł z prawobrzeża do Basenu Górniczego i tam ludzie mieliby się przesiadać do zwykłych tramwajów. Druga - by tramwaj z prawobrzeża jechał aż na Gumieńce i Krzekowo. Oczywiście - jeśli wraz ze zbudowaniem nowych torów i trakcji zakupimy nowoczesny tabor do obsługi SST, to tory w centrum miasta w obecnym stanie nie są przystosowane do nowych tramwajów. Modernizowana w ostatnich latach linia ósemki jest już bliska tego, by kiedyś ją włączyć do sieci SST. Siódemce jeszcze sporo brakuje (zwłaszcza na al. Boh. Warszawy), jednak szybki tramwaj nie pojedzie ani jutro ani za rok, więc równolegle można inwestować w odbudowę torowisk.
Pisząc przez cały tydzień o SST, pytaliśmy o opinie zwykłych ludzi, ale i polityków. Wszyscy mieszkańcy prawobrzeża twierdzą, że tramwaj powinien być, i to jak najszybciej. Politycy już niekoniecznie. Jacek Piechota chce przeglądać dokumenty i szukać sposobu na utworzenie spółki publiczno-prywatnej. Sławomir Nitras marzy o tramwaju od Stargardu do Polic, obawiając się, że SST w wersji Kijewo - Basen Górniczy będzie deficytowy. Ich opinie nie nastrajają optymistycznie, bo jeśli któryś z tych polityków zostanie jesienią prezydentem, prace nad powstaniem SST znów zostaną wstrzymane.
Słusznie twierdzi jeden z internatów, że gdybyśmy patrzyli na to, czy jakaś miejska inwestycja będzie dochodowa, to nie tylko SST by nie powstał, ale nie zbudowano by w ogóle mostu pionierów Szczecina, bo przecież jego budowa nigdy się nie zwróci. Być może do SST będziemy dopłacali, ale dziś przecież dopłacamy do ósemki i siódemki po 2,5 mln zł, a do autobusowych linii polickich 3 mln. Czy to oznacza, że z dnia na dzień mamy zawiesić ich funkcjonowanie?
Dziś jesteśmy bliżej powstania SST niż kiedykolwiek wcześniej. Mamy projekt wykonawczy. Wiemy dokładnie, którędy tramwaj ma jechać i gdzie się zatrzymywać. Zbudowaliśmy most na Regalicy, po którym ma jeździć. Chcemy złożyć wniosek o dotacje unijne z puli przeznaczonej na rozwój metropolii. Szansa uzyskania dofinansowania jest duża, bo Unia promuje ekologiczne połączenia komunikacji publicznej, a wieloletnia "Polityka transportowa miasta do roku 2015" zakłada, że Szczecin priorytetowo będzie traktował rozwój sieci tramwajowej.
Nie schodźmy więc z obranej drogi. Nie gódźmy się też na etapowanie inwestycji. Opcja zbudowania pierwszego etapu z tymczasową pętlą na ul. Turkusowej będzie służyła jedynie mieszkańcom Zdrojów. Jeśli dodatkowo będą musieli przesiąść się na Basenie Górniczym, to wybiorą pospieszne autobusy, które ich dowiozą do centrum. Okrojony szybki tramwaj będzie jeździł pusty. To będzie argument, by trasy nie przedłużać.
Konkluzja: szybki tramwaj należy zbudować szybko.

Opracowanie Mariusz Rabenda, "Gazeta Wyborcza" 30 czerwca 2006 roku.

* * *

Koszmar mieszkańców się skończy.

Po dziesięciu latach walki o "święty spokój" mieszkańcy Pogodna dopięli swego. Autobusy nie będą jeździły pod ich oknami. Wąska, jednokierunkowa ul. Reduty Ordona, z wąskimi chodnikami, zabudową jednorodzinną, szkołą podstawową, a po niej jeżdżą cztery linie autobusowe (53, 60, 75 i 521), kilka darmowych, ciężarówki i cysterny. Tylko pojazdy komunikacji miejskiej przejeżdżają tędy 285 razy na dobę. Domy stoją w odległości ok. 5 - 8 metrów od jezdni. Prawdziwy koszmar - mówią mieszkańcy.
Hałas, prędkość, koleiny
Koszmar ma się skończyć. Jest już podpisana decyzja, która przenosi linie autobusowe na ul. Grota-Roweckiego. Przez co najmniej dziesięć lat pojedynczo, jako poszczególni mieszkańcy prosiliśmy i przekonywaliśmy Zarządu Dróg i Transportu Miejskiego, m. in. żeby przenieść autobusy na ul. Grota-Roweckiego - wyjaśnia Mirosława Chromińska, mieszkanka ulicy i członek Społecznego Komitetu Protestacyjnego Mieszkańców Reduty Ordona. I nic.
W 2003 roku zawiązał się komitet, który walczył o wyrzucenie autobusów. Pod petycją podpisało się ponad 260 mieszkańców. Huk przejeżdżających autobusów, prędkość samochodów, sąsiedztwo szkoły przy ulicy, którą ciągle przejeżdża autobus, to argumenty mieszkańców. Kluczowe było jednak to, że za "plecami" protestujący mają wielkie osiedle, do którego nie dojeżdża żaden autobus. Stamtąd pasażerowie przychodzą na przystanki Reduty Ordona. Mieszkańcy na własną rękę przez dwa miesiące wypytywali ludzi na przystankach. Dziewięć na dziesięć osób było z osiedla - tłumaczy Mirosława Chromińska.
Byli przeciwni
Sytuacja na lepsze zmieniła się, kiedy zarządzanie ruchem trafiło do Urzędu Miasta. Wiceprezydent Andrzej Grabiec zlecił wykonanie projektu organizacji ruchu, który rozwiąże problemy protestujących i przeniesie autobusy na ul. Grota-Roweckiego. ZDiTM zgłosił uwagi do projektu, głównym zastrzeżeniem był większy koszt przewozów (o 112 tys. zł w skali rocznej) i wąskie ulice, po których nie przejedzie autobus przegubowy dopóki się ich nie przebuduje. ZDiTM wnosił o przejazd próbny autobusem Volvo - mówi Wojciech Ignalewski z Wydziału Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska UM. Przejazd się odbył, nie było problemów na łukach, autobusy mogą jeździć proponowaną trasą, przy niewielkich korektach i kosztach. Za ul. Somosierry jest duże osiedle: wieżowce, TBS-y, zabudowa wielorodzinna, za ul. Taczaka powstaje osiedle, podobnie za obiektami wojskowymi na ul. Łukasińskiego.
Policja zaopiniowała stałą organizację ruchu pozytywnie. ZDiTM musi ją wprowadzić od dnia 1 sierpnia 2006 r. Jeżeli decyzja będzie zgodna z prawem o ruchu drogowym i jeżeli otrzymamy środki zostanie wprowadzona - mówi Marta Kwiecień - Zwierzyńska z ZDiTM. W rejonie pięciu skrzyżowań na trasie poprawione będzie bezpieczeństwo, namalowane zostaną zebry, uzupełnione oznakowanie. Będzie też zmiana pierwszeństwa na skrzyżowaniu ulic Witkiewicza i Grota-Roweckiego, tymi ulicami kierowcy pojadą bez stania. Na ul. Reduty Ordona przy ul. Witkiewicza stanie znak "stop".

Opracowanie Maciej Janiak , "Głos Szczeciński" 30 czerwca 2006 roku.

* * *

Pojedziemy autobusami z Oslo.

Używane, ale w świetnym stanie przegubowce z Norwegii będą woziły pasażerów między Policami a Szczecinem. Są już w zajezdni w Policach.
Cztery przegubowe autobusy kupiło Szczecińsko-Polickie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne. To MAN-y wyprodukowane w 1998 r. Przyjechały kilka dni temu. Na razie nie stać nas na nowe - tłumaczy Andrzej Markowski, prezes SPPK. Policki przewoźnik zapłacił za te cztery autobusy ok. 300 tys. euro. To tyle, ile kosztuje jeden nowy wóz. A jeden nowy nie rozwiązałby naszych problemów, bo pilnie trzeba było zastąpić kilka ponad 20-letnich ikarusów - wyjaśnia Markowski. MAN-y są w świetnym stanie. Chociaż liczą sobie osiem lat, ich przebieg to zaledwie od 270 do 300 tys. km - jak na autobusy, to bardzo mało. Polickie wozy taki przebieg mają po trzech latach eksploatacji. W dodatku pochodzące z Oslo pojazdy są doskonale utrzymane. Powinno w nich też być bezpiecznie, bo wnętrze jest monitorowane przez kamery.
Ze względu na klimat, w jakim woziły pasażerów, mają pewne udogodnienia. Na pewno nie straszne im mrozy, bo są wyposażone w dodatkowe ogrzewanie silnika. We wnętrzu będzie ciepło, bo norweskie MAN-y mają bardzo grube, podwójne szyby. Okna się jednak otwierają, więc w czasie upałów pasażerowie nie będą się dusić, tak jak w zakupionych w Berlinie przegubowcach, w których są tylko małe lufciki. No i przydałaby się klimatyzacja kabiny kierowcy - mówi Markowski. Coś musimy wymyślić.
Teraz nowe nabytki stoją w kącie polickiej zajezdni i czekają na przystosowanie ich do ruchu na naszych trasach. Trzeba zainstalować kasowniki, naklejki z informacjami dla pasażerów, a także przeprogramować wyświetlacze. W połowie lipca powinny wyjechać na trasę. Na razie nie będą przemalowywane i zobaczymy je na ulicach w oryginalnych, czerwonych barwach z Oslo.
W połowie lipca ostatecznie rozstrzygnie się też sprawa długoterminowej umowy na obsługę linii autobusowych między SPPK a Zarządem Dróg i Transportu Miejskiego. Jeśli prezes Urzędu Zamówień Publicznych nie będzie miał zastrzeżeń, zostanie ona jeszcze latem podpisana. Ponieważ ma być ważna przez dziesięć lat, policki przewoźnik na tyle lat będzie mógł wziąć kredyt na zakup fabrycznie nowych pojazdów. Do tej pory umowy podpisywane były tylko na rok, co uniemożliwiało uzyskanie rozłożonej na dłuższy okres pożyczki. Taki kredyt pozwoli SPPK od razu wzbogacić się o 20 fabrycznie nowych wozów i pozbyć się wszystkich wiekowych pojazdów.

Opracowanie Andrzej Kraśnicki jr , "Gazeta Wyborcza" 29 czerwca 2006 roku.

* * *

Poślizg na torach.

Szczecinianie czekają na nowsze tramwaje. I choć od miesięcy są zapewniani, że wkrótce będzie lepiej, nie jest. Przypomnijmy, że chodzi o gruntowną modernizację starych wagonów i zakup używanych przegubowców z Berlina.
Tramwaje, które modernizujemy, będą jak nowe - przypomina Krzysztof Turczyn, z-ca dyrektora MZK Szczecin. Pierwsze 4 wagony powinny wyjechać na trasy do końca wakacji. Niestety, mamy opóźnienie, nie z naszej winy. Tramwaje do modernizacji wytypowano jesienią ub. roku. Trafiły do hali Wydziału Napraw Taboru MZK. Remont na dobre mógł się rozpocząć dopiero wiosną. Pod koniec ub. roku mogliśmy jedynie zdjąć blachy i przygotować wagony - tłumaczy K. Turczyn. Dopiero gdy dostaliśmy pieniądze, można było ogłosić przetargi, a dostawy części zaczęły się pod koniec zimy. Nie wszyscy dostawcy wywiązali się z umów. Stąd poślizg o kolejny miesiąc. Niesolidny dostawca zapłaci karę. Ale pierwsze 4 wagony wyjadą po 9 miesiącach, kolejne 3 - po roku od rozpoczęcia prac.
Nie ma też używanych tramwajów z Berlina. Dostawy miały się rozpocząć pod koniec czerwca lub na początku lipca. Do końca wakacji w Szczecinie miały być już wszystkie 23 wagony. Za kilka dni mamy kolejne spotkanie, na którym powinien być uzgodniony projekt umowy - zapewnia dyr. MZK. Będzie przedstawiony prawnikom i po ich akceptacji można myśleć o złożeniu podpisów. Mamy nadzieję, że nastąpi to do końca lipca. A to znaczy, że pierwsze Tatry pojadą w Szczecinie prawdopodobnie dopiero na początku września. Dostawy 23 wagonów potrwają do grudnia. Na razie nie wiadomo na jakie linie trafią. Wcześniej była mowa o liniach 7 i 8, ale...
Ostateczna decyzja zapadnie, gdy Zarząd Dróg i Transportu Miejskiego opracuje nowy rozkład jazdy - mówi dyr. Turczyn. To nie koniec złych wieści. Niezależnie od MZK, Urząd Miejski ogłosił przetarg na 6 doczep do tramwajów. Byłyby to pierwsze nowe tramwaje od 2001 r. Przetarg miał się rozpocząć na początku czerwca, ale termin dwukrotnie przesuwano. Produkcją tramwajów dla Szczecina jest podobno zainteresowanych 7 firm. Czas na złożenie ofert mają do 19 lipca.

Opracowanie ToT, "Kurier Szczeciński" 29 czerwca 2006 roku.

* * *

Zawrzało w SPPK.

Związkowcy Szczecińsko-Polickiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego zarzucają prezesowi spółki, Andrzejowi Markowskiemu dyktat, poniewieranie układu zbiorowego pracy, butę.
Pisma w tej sprawie skierowali do burmistrza Polic i prezydenta Szczecina. Prezes Markowski zapewnia, że zarzuty wobec niego są bezpodstawne. Twierdzi, że spełnił żądania związków dotyczące waloryzacji i podwyżek z nawiązką. Przed dwoma dniami pismo związkowców NSZZ „S” i „S’80” z żądaniem odwołania prezesa SPPK trafiło na biurka szefów magistratów Polic i Szczecina, udziałowców SPPK.
Spoczął na laurach...
Bogdan Leśniewski, dyspozytor SPPK i przewodniczący NSZZ „S” podkreślał wczoraj w rozmowie z „Głosem”, że stosunki między związkami a zarządem popsuły się. Prezes spoczął na laurach, zadowolony że ma 10-letni kontrakt - twierdził przewodniczący. Myśli, że może poniewierać związki, jest butny. Nie przestrzega porozumień, nie pozwala bronić nam pracowników zastawiając się ustawą o ochronie danych osobowych, na fundusz socjalny nie odprowadza terminowo pieniędzy, kierowcy zbyt długą są za kierownicą... Przewodniczący przekonywał, że prezes nie rozmawiał tylko kazał im słuchać, dlatego czara goryczy się przelała i jest wojna. Decyzja należy do właścicieli spółki, my chcemy tylko zasygnalizować, że nie jest tak pięknie, jak się widzi naszą spółkę - dodał Leśniewski.
Prezes wyjaśnia
Andrzej Markowski, prezes SPPK w Policach odpiera argumenty związkowców. To przecież związki wnioskowały o podwyżki - mówi nie ukrywając zdziwienia. Przystałem na to. Ale nie bez powodu. W ubiegłym roku nie było nawet waloryzacji płac, nie było nas na to stać. Odnotowaliśmy jednak skutki uboczne, absencja chorobowa w pracy wzrosła o ponad 50 proc. Ludziom brakowało najwyraźniej motywacji do pracy. Ustaliliśmy ze związkami waloryzację i podwyżki, łącznie na kwotę ok. 200 tys. zł rocznie. Związki określiły proporcje, odpowiednio 70 i 130 tys. zł. Ustaliliśmy też zasady naliczania waloryzacji. Co do podwyżek motywacyjnych, osoby proponowane były przez kierowników poszczególnych działów. Dlaczego z kwoty 200 zrobiło się 320 tys. zł?
Kiedy księgowe policzyły, że waloryzacja np. w szóstej grupie zaszeregowania (mamy ich 12) wyniesie 14 zł, uznałem to za nieporozumienie - tłumaczy Markowski. Dlatego zleciłem 3-procentową waloryzację na każdą grupę. W efekcie we wspomnianej grupie jest to już nie 14 ale ponad 40 zł na rękę. Też niezbyt dużo, ale jednak. W ogólnym bilansie z 200 zrobiło się 320 tys. zł.
O co więc poszło?
Prezes tłumaczy, że związki zażyczyły sobie indywidualnych zestawień płac pracowników. Nie mogę tego zrobić bez oświadczeń zainteresowanych, że się na to zgadzają - wyjaśnia. Do tajemnicy danych obliguje mnie ustawa. Prezes skorygował też dane dotyczące kosztów powołania zastępców z 30 do 13 tys. zł.
Nie są to pieniądze z puli pracowników - dodał. Kwestie ich powołania określa regulamin. Z oczywistych względów dyrektorzy nie mogą podlegać pod układ zbiorowy pracy. Groziłoby to konfliktem interesów między pracodawcą a związkami. Prezes zapewnił, że zamierza doprowadzić do spotkania stron i wszystko wyjaśnić. Liczy, że spór nie będzie wymagał drogi prawnej.
Owszem, wpłynęło do nas pismo przedstawicieli związków, które domagają się odwołania prezesa SPPK - przyznał Jakub Pisański, zastępca burmistrza Polic, największego udziałowca spółki. Zbadamy sprawę, bo jest poważna. Nie badamy bowiem na bieżąco relacji między zarządem a związkami. Przypomnę tylko, że prezes SPPK otrzymał absolutorium, a jego sprawozdanie za ubiegły rok oceniono pozytywnie mimo problemów spółki. Nie będzie żądnych pochopnych decyzji. Dla nas sprawą nadrzędna jest zapewnienie bezkolizyjnego przewozu pasażerów.

Opracowanie Piotr Jasina, "Głos Szczeciński" 29 czerwca 2006 roku.

* * *

Kamienica nie chce do muzeum - Pat artystyczny.

Sytuacja jest patowa. Artyści, którzy są użytkownikami Kamienicy Artystycznej przy ul. Lenartowicza, nie chcą się zgodzić, by została ona przekazana Muzeum Techniki i Komunikacji "Zajezdnia Sztuki". Chcą, tak jak inni artyści posiadający pracownie, pozostać w administracji Zarządu Budynków i Lokali Komunalnych. Zapewnienia dyrekcji muzeum i urzędników miejskich, że nadal "będą traktowani na dotychczasowych zasadach", nie są dla nich wystarczające. Popiera ich m.in. ZPAMiG "Nadodrze" i Korporacja Twórców Artystów i Dziennikarzy "13 Muz".
Kamienica chce działać jak dotąd, ale nie wiadomo, czy to możliwe, bo znajduje się na tej samej działce co Stowarzyszenie OFFicyna, które swoim Miejscem Sztuki ożywiło dzielnicę Niebuszewo niekonwencjonalną i różnorodną działalnością. OFFicyna ma działać w ramach muzeum. Dlatego w umowie notarialnej, na mocy której nowej placówce przekazane zostaną działki przy Lenartowicza i Niemierzyńskiej, nie da się oddzielić jednego od drugiego. Przynajmniej na razie. W tej chwili wszystko jest gotowe, by tę umowę podpisać. Muzeum czeka na to z niecierpliwością mówi jego dyrektor Stanisław Horoszko. Podpiszemy ją w najbliższym czasie, bo muzeum musi zacząć wypełniać swoją misję. Bez oficjalnego przekazania terenów ma związane ręce. Także od strony finansowej informuje dyrektor Wydziału Kultury UM w Szczecinie, Andrzej Oryl.
Umowa mogłaby być już podpisana, gdyby nie wątpliwości artystów z Kamienicy. Tak twierdzi dyr. Oryl. Teraz już jednak nie można czekać, bo pojawiają się kolejne problemy. Jeden z nich związany jest z OFFicyną, włączoną w strukturę muzeum. Otóż nie może ona uregulować opłat za wodę, ścieki, elektryczność, wywóz śmieci, bo nie ma z czego. Długi rosną. Pieniądze na koncie muzeum są, ale nie można ich uruchomić bez wspomnianej umowy. Błędne koło?
Dyrektorzy Oryl i Horoszko potwierdzają, że przedstawili użytkownikom Kamienicy projekt umowy najmu, który jest identyczny z dotychczasowym. Dołączono do niego punkt, że w "sprawach nieuregulowanych" będą traktowani tak jak najemcy pracowni plastycznych w gminie. Artyści nie chcą jednak żadnych zmian statusu. Urzędnicy zataili fakt włączenia nas do muzeum. Nie chcemy być w tej strukturze mówi fotografik Andrzej Łazowski. Pat trwa. Traci na tym miasto, dzielnica ożywiona działalnością OFFicyny i artyści.

Opracowanie Marek Osajda, "Kurier Szczeciński" 29 czerwca 2006 roku.

* * *

Szczecin może być lepszy. Rozmowa z Ryszardem Tomskim o szybkim tramwaju.

20 lat minęło, odkąd zespół pod kierownictwem Tomskiego opracował koncepcję Szczecińskiego Szybkiego Tramwaju, która dziś - po kosmetycznych zmianach - doczekała się projektu wykonawczego.
W 1985 r. zespół inżynierów Biura Projektów Budownictwa Komunalnego na zlecenie miasta opracował koncepcję Szczecińskiego Szybkiego Tramwaju. Jako dokument wyjściowy określający przebieg trasy SST wykorzystali koncepcję Szybkiej Kolei Miejskiej z lat 70., która przewidywała szynowe połączenie prawobrzeża z centrum i Policami. Szczeciński Szybki Tramwaj miał stanowić pierwszy etap SKM.
Mariusz Rabenda: Koncepcja Szybkiej Kolei Miejskiej miała już kilkanaście lat, gdy Szczeciński Szybki Tramwaj trafił na wasze deski kreślarskie.
Ryszard Tomski (główny projektant SST): Pracę nad SST zaczęliśmy bodaj w 1982 r. Nie można w tym wypadku zapomnieć o kontekście historycznym. Kończył się stan wojenny. Władza chciała coś dać społeczeństwu, by był spokój. Dlatego komunistyczny rząd wymyślił, że w największych miastach będzie budowane metro lub szybki tramwaj. Szczecinowi przydzielono tramwaj i nie można było mówić o metrze, choć nasze opracowanie zakładało w dużej części poprowadzenie tramwaju w otwartym wykopie, z możliwością jego przykrycia. Mówiono też w przypadku takich koncepcji, u nas czy w Poznaniu, że linia będzie obsługiwana takim samym taborem jak metro.
Kto współpracował z Panem przy koncepcji SST?
Wielcy inżynierowie. Tylko zespół współpracowników, którzy cały czas zajmowali się obliczeniami i rysowaniem projektów, liczył 25 osób - wtedy nie było komputerów, wszystko robiliśmy ręcznie. Ponadto cały czas współpracowaliśmy w gronie ekspertów i konsultantów. W tym gronie byli m.in. Zygmunt Nowak, główny projektant poznańskiej "pestki", prof. Jan Bogusławski z Gdańska, prof. Jan Podoski z Politechniki Warszawskiej, inż. Andrzej Sternicki - projektant wielu szczecińskich rozwiązań komunikacyjnych. I oczywiście prof. inż. Piotr Zaremba. Celowo wymieniam go na końcu, bo to był inżynier wybitny. On patrzył tak daleko w przyszłość jak nikt z nas.
Jak szybko miał jeździć ten szybki tramwaj?
Wszystkie rozwiązania techniczne projektowaliśmy na V-90, czyli maksymalną prędkość 90 km na godz. Powtarzam: nie było to metro tylko dlatego, że nie wolno było o nim mówić jako o metrze, bo to określenie władza zarezerwowała dla Warszawy. Gdyby wykopy, w których miał jeździć SST, zostały przykryte, nasza szybka kolej byłaby jak metro.
Wasza koncepcja była gotowa w 1985 r. Co się z nią później stało?
Najpierw została zaopiniowana przez "wszystkich świętych" i zapomniana na kolejne kilka lat. Były jednak też ważne decyzje, które wywołała. Szczeciński Szybki Tramwaj w 1994 r. trafił do miejscowego ogólnego planu zagospodarowania przestrzennego. Dzięki temu zarezerwowano tereny pod jego przebieg. Wprawdzie do tej pory nie zostały one w całości wykupione, ale niczego innego na zaplanowanej trasie nie można było zbudować.
Powstał nawet most tramwajowy jako część przeprawy samochodowej na Regalicy.
To nie do końca taka kolejność. Wszystkie koncepcje SKM, czy potem SST, zakładały poprowadzenie tramwaju od Basenu Górniczego w stronę ul. Leszczynowej. Ten most był wpisany zawsze w miejscu, gdzie dziś jest most Pionierów Szczecina. Kiedy powstawały koncepcje połączenia kolejowego, rozbudowa dróg nie była priorytetem. Polacy mieli jeździć transportem zbiorowym, a nie prywatnymi samochodami. Dopiero po kilkudziesięciu latach rozwój sieci drogowej zyskał na znaczeniu. Historycznie więc biorąc, drogowa przeprawa Pionierów jest dodatkiem do mostu tramwajowego, a nie odwrotnie.
Czym się różni projekt, który - jeśli będą pieniądze na budowę - zostanie wprowadzony w życie, od koncepcji, którą opracowaliście w 1985 r.?
Biorąc pod uwagę przebieg trasy - niczym. Jeśli chodzi o rozwiązania techniczne - jest to krok wstecz. Nasza koncepcja była zbliżona do metra. Obecna to zwykły tramwaj.
Projekt wykonawczy (przygotowany przez Biuro Projektów Budownictwa Komunalnego w Gdańsku) zakłada taki sam przebieg linii szybkiego tramwaju jak w koncepcji Tomskiego, tylko przystanki mają być w nieco innych miejscach. Koszt 321 mln (wraz z zakupem taboru). Szybki tramwaj jest wpisany w plan inwestycyjny Szczecina, jest nawet pozwolenie na budowe pierwszego odcinka z Basenu Górniczego do pętli przy ul. Turkusowej (4,1 km). Miasto stara się o środki unijne na ten cel.

Opracowanie Mariusz Rabenda, "Gazeta Wyborcza" 28 czerwca 2006 roku.

* * *

Prosimy nie kląć w autobusach i tramwajach.

Precz z wulgarnymi osobnikami poruszającymi się szczecińskimi tramwajami i autobusami. Zarząd Dróg i Transportu Miejskiego przy pomocy wierszyka wywieszonego na oknach wozów chce wychować lub przegonić łobuzów.
Oręż w walce z komunikacyjnymi chamami jest właśnie rozwieszany na oknach tramwajów i autobusów. Wygląda niepozornie. To prosty rysunek, wielkości kartki papieru, przedstawiający autobus linii 75 i tramwaj linii nieznanej. Do obu pojazdów pędzą panowie z teczkami w ręku wyglądający na poirytowanych i gdzieś się spieszących. Niewątpliwie kwalifikują się do grupy osobników, którzy w tej sytuacji mogą rzucić niecenzuralnym słowem. Autobus i tramwaj starają się obu panów uspokoić. Nad pojazdami rozwija się dymek wskazujący, że mają coś do powiedzenia. Co? Wierszyk:
„Pasażerów komunikacji miejskiej do wakacyjnej akcji zachęcamy, STOP WULGARYZMOM I PRZEKLEŃSTWOM stawiamy. / Do uprzejmości wzajemnej pasażerów, kierowców, motorniczych i kontrolerów wzywamy. / Na kulturalne zachowanie wszystkich nadzieję mamy. / Bo korzystanie z komunikacji miejskiej jest przecież codziennością i nie może cechować się obelgami, a jedynie grzecznością”.
To właśnie ta częstochowska rymowanka ma zwiększyć poziom kultury w szczecińskich autobusach i tramwajach. Chodzi o to, by pasażerowie nie denerwowali się na motorniczych, gdy tramwaj się spóźni, nie obrzucali obelgami kanarów, czy też nie wysłuchiwali pełnych wulgaryzmów dialogów kolesi w bejsbolówkach. Akcja to ponoć efekt telefonów i pism od pasażerów poirytowanych chamskimi zachowaniami współpasażerów. "Gazeta" dotarła do jednego ze skarżących się. Pan Stanisław Bartosik już rok temu wystosował pismo do zastępcy prezydenta Andrzeja Grabca, żeby zrobić porządek w autobusach i tramwajach.
Nie podobało mi się to, że jadąc z wnukami musiałem wraz z nimi wysłuchiwać "łaciny" - mówi "Gazecie" Stanisław Bartosik. To miłe, że miasto coś z tym problemem chce zrobić. A on wciąż istnieje. Aż przykro słuchać, jak wyrażają się te młode dziewczyny z odkrytymi brzuchami. Może wydaje im się, że są przez to bardziej dorosłe, ale takie wulgarne słownictwo jest w publicznych miejscach niedopuszczalne.
Czy ta niezbyt wyszukana rymowanka zmieni oblicze szczecińskiej komunikacji? Nie możemy wprowadzić zakazu używania wulgaryzmów, zresztą to by chyba niewiele dało - mówi Marta Kwiecień-Zwierzyńska, rzecznik ZDiTM. Zdecydowaliśmy się postawić na humor. Stąd taka krótka rymowanka umieszczona na rysunku. Mamy nadzieję, że w ten sposób przekazana prośba o bardziej kulturalne zachowywanie się w pojeździe poskutkuje. Może chociaż ośmieli pasażerów, by zwracali uwagę chamsko zachowującym się osobom - ma nadzieję pan Bartosik.
ZDiTM nie chce zdradzić, kto jest autorem wierszyka. Rymowankę ułożył jeden z naszych pracowników - mówi Marta Kwiecień-Zwierzyńska. Woli jednak zachować anonimowość. Mogę tylko powiedzieć, że zajmuje się m.in. problemami komunikacyjnymi. Jak udało nam się ustalić, wierszyk "Stop wulgaryzmom" nie jest literackim debiutem urzędnika. Pisze tego typu wierszyki na różne okoliczności - przyznaje rzecznik zarządu.

Opracowanie Andrzej Kraśnicki jr , "Gazeta Wyborcza" 28 czerwca 2006 roku.

* * *

Duszno w autobusach.

Mimo upałów w szczecińskich autobusach nie jest wykorzystywana klimatyzacja. Na domiar złego pojazdy z takim systemem mają tylko małe lufciki. Wewnątrz nie można wytrzymać z gorąca.
Po Szczecinie i Policach jeździ ponad dwadzieścia autobusów wyposażonych w klimatyzację. To używane pojazdy, które przez kilka lat woziły pasażerów w Berlinie. W stolicy Niemiec "klima" w komunikacji miejskiej jest standardem, dlatego szczecińskie spółki autobusowe, kupując berlińskie autobusy, nie musiały za taki luksus dopłacać. A teraz nie robią z niego użytku.
Nie włączę, bo popsuta
Od kilku upalnych dni pasażerowie czują się w autobusach jak w szklarni. Wczoraj po południu przeżyliśmy wraz z nimi katusze, jadąc linią 107 w stronę Polic. "Berliński" przegubowiec z daleka kusił potężnymi klimatyzatorami na dachu. Kiedy do niego wsiedliśmy, okazało się, że wewnątrz jest duszno i wściekle gorąco. Przyłożyłem rękę do kratki, przez którą powinno lecieć zimne powietrze, ale na dłoni pozostała mi jedynie gruba warstwa brudu. Stłoczeni i spoceni pasażerowie nie kryli zdenerwowania. W tych autobusach z niedziałającą klimatyzacją jest najgorzej, starsze osoby mdleją - skarżyła się Sylwia Michalska, na co dzień podróżująca na trasie Szczecin-Police. Już lepiej jeździć starymi rupieciami, bo tam można chociaż otworzyć okna. Nie włączę, bo popsuta - skwitował prośbę o włączenie chłodzenia kierowca.
Podobnie było w innych autobusach z klimatyzacją, którymi wczoraj jechaliśmy. Niezależnie od tego, do której spółki pojazdy należały, było w nich duszno, a pasażerowie byli mokrzy i czerwoni z gorąca. Odetchnęliśmy dopiero w starym, pordzewiałym, ale za to mającym otwierane okna jelczu.
Spóźnili się z przeglądami
Dlaczego właściciele autobusów nie dbają o komfort pasażerów? Większość dopiero teraz wzięła się za sprawdzanie urządzeń, choć autobusy z klimatyzacją jeżdżą w ich barwach od wielu miesięcy. Jesteśmy w czasie przeglądów i może się zdarzyć, że w jakimś autobusie klimatyzacja nie będzie działała - tłumaczy Andrzej Markowski, szef Szczecińsko-Polickiego Przedsiębiorstwa Autobusowego. - Jeśli jednak jest sprawna, kierowca ma obowiązek ją włączyć. Głowy jednak nie dam, że kierowcy stosują się do tego polecenia - asekuruje się prezes.
Z przeglądem klimatyzacji spóźniła się też spółka z Dąbia, która ma pięć wyposażonych w taki system autobusów. Będą przygotowywane do użycia dopiero w przyszłym tygodniu. Roman Szok, zastępca dyrektora ds. technicznych SPA Dąbie, przyznaje, że w pojazdach z klimatyzacją urządzenia muszą działać. Te autobusy nie mają wystarczającej liczby otwieranych okien - potwierdza Szok. Jeśli jest tłok, pasażerom brakuje powietrza.
Duszą się także pasażerowie trzynastu "klimatyzowanych" autobusów kursujących po lewobrzeżu, należących do SPA Klonowica. Ale oni nie mają zbyt wiele szans na lepsze warunki jazdy. Bo klimatyzacja nie sprawdza się - twierdzi Krzysztof Putiatycki, szef SPA Klonowica. Za często mamy przystanki. Klimatyzatory nie nadążają ze schłodzeniem powietrza, które wpada do pojazdu po każdym otwarciu drzwi. Czy to znaczy, że jeśli autobus utknie w korku, pasażerowie mają się rozpłynąć z gorąca? - spytaliśmy. No tak. Jeszcze raz sprawdzimy możliwość włączania klimatyzacji w niektórych sytuacjach - zapewnił Putiatycki.
Bez umów ani rusz?
Zarząd Dróg i Transportu Miejskiego tłumaczy, że nie może zmusić przewoźników do włączania chłodzenia, bo nie przewidują tego umowy między spółkami a ZDiTM. Zarząd wymaga jedynie tego, by odpowiednia temperatura była w pojazdach zimą. Za rok będą podpisywane nowe umowy i znajdzie się w nich zapis o włączaniu klimatyzacji - zapewnia Marta Kwiecień-Zwierzyńska, rzecznik ZDiTM-u. Gdzie indziej klimatyzacja się sprawdza.
Pięćdziesiąt nowych, klimatyzowanych autobusów kupiło właśnie poznańskie MZK. Nie dopłacalibyśmy do klimatyzacji, gdyby były podejrzenia, że urządzenia będą nieefektywne - mówi Iwona Gajdzińska, rzecznik MPK w Poznaniu. Przecież tak wyposażone autobusy jeżdżą w wielu miastach, sprawdzają się, a pasażerowie mają większy komfort. W środę testowaliśmy jeden. Na dworze był upał, ponad 35 st. C, a w autobusie przyjemna temperatura 22 stopni.

Opracowanie Andrzej Kraśnicki jr , "Gazeta Wyborcza" 27 czerwca 2006 roku.

* * *

Tylko "pestka" jeździ szybko.

Kilka miast chciałoby mieć szybki tramwaj łączący odległe dzielnice z centrum. Zbudował go Poznań, zaczął Kraków, a Szczecin z swoim SST jest trzeci w kolejce
W połowie lat 70. poprzedniego stulecia w Polsce wytypowano kilka miast, w których równolegle rozpoczęto prace nad budową tzw. szybkich tramwajów lub szybkich kolei miejskich. Ministerstwo Gospodarki Przestrzennej w rządzie Edwarda Gierka zdecydowało, że do roku 2000 w Warszawie i Łodzi będzie jeździło metro, a w Szczecinie, Poznaniu, Krakowie, Bydgoszczy i Wrocławiu mają być zbudowane szybkie tramwaje. Ruszyło planowanie.
"Pestka" okrojona, ale jest
Najprędzej udało się to w Poznaniu, gdzie PST (Poznański Szybki Tramwaj) projektował mający duże przebicie inż. Zygmunt Nowak. Wydeptywał ścieżki do wszystkich urzędów i jeszcze w poprzednim ustroju rozpoczęto budowę - wspomina Ryszard Tomski, generalny projektant koncepcji Szczecińskiego Szybkiego Tramwaju (SST). Nowak zresztą uczestniczył także w przygotowaniach koncepcji naszego tramwaju. PST, czyli potocznie "pestka" (nazwę wymyślił poznański oddział "Gazety Wyborczej") miała zaczynać trasę na Górczynie i przez Śródmieście, Winogrady, Piątkowo i Morasko jechać aż do Owińska. Planowano zbudowanie specjalnego mostu przez Wartę dla tego połączenia. Mimo że nie wszystkie te plany zrealizowano, PST jest jedyną koncepcją sprzed lat, która przynajmniej w części została zrealizowana.
Budowa rozpoczęła się w 1982 r. Przez siedem lat wykonano 40 proc. prac pomiędzy centrum i Piątkowem. Powstał wykop łączący osiedla Winogrady i Piątkowo. Na dalsze roboty zabrakło pieniędzy. Na początku lat 90. w PST zaangażowała się posłanka Unii Demokratycznej Hanna Suchocka. Gdy została premierem, inwestycję wprowadzono do budżetu centralnego, co pozwoliło znów ruszyć z budową. 31 stycznia 1997 r. "pestka" ruszyła. W porównaniu do pierwotnych założeń - uboższa. Nie są to wagoniki metra ani nawet specjalne wagony przystosowane do obsługi szybkich tras. To zwykły tabor zakupiony w demobilu. Na odcinku 6,4 km kursują cztery linie. Zatrzymują się na sześciu przystankach. W ciągu godziny mogą przewieźć 6 tys. osób. Teraz toczy się w Poznaniu debata nad rozbudową trasy PST do Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza na Morasku.
Turecki zator w Krakowie
Projekt Krakowskiego Szybkiego Tramwaju powstał w latach 1992-1997. Połączenie ma liczyć ponad 20 km i łączyć Kurdwanów na południowo-wschodnim krańcu miasta z Krowodrzą Górką na północnym-zachodzie. Po wykonaniu dokumentacji władze Krakowa wiedziały, że budowa będzie kosztowna. Postanowiły zaciągnąć 300 mln zł kredytu. Inwestycję podzielono na trzy etapy. Pierwszy (wart 52 mln zł) wykonano w 2000 r. Tramwaje jeżdżą z Kurdwanowa na Podgórze, ale nie jest to żaden szybki tramwaj - torowisko planowane dla KST dostosowano do zwykłego taboru.
Potem zaczęły się problemy. Przetarg na najbardziej kosztowny etap (szacowany na 260 mln zł) prowadzący przez centrum i tunelem pod torami kolejowymi wygrała turecka firma Gueris. Tyle że Turcy, którzy zaproponowali w przetargu niską cenę, rozgrzebali robotę i szybko się przekonali, że nie są w stanie za te pieniądze wykonać zadania. Umowę zerwano, a budowę wstrzymano. Rozpisano kolejny przetarg - tym razem na dokończenie inwestycji. Zgłosił się do niego jedynie Budimex-Dromex. Zaoferował zakończenie inwestycji, ale za 360 mln zł, podczas gdy w budżecie miasta zapisano o 100 mln zł mniej. W końcu strony się dogadały. Budimex-Dromex za 260 mln zrobi tyle, ile może, a na dokończenie budowy miasto rozpisze kolejny przetarg. Szacuje się, że KST może pojechać w 2008 r.
Szczecin liczy na dotacje
W Bydgoszczy szybki tramwaj według dyskusji znanej jeszcze z czasów gierkowskich miał łączyć centrum z dzielnicą Fordon. Dyskusje trwają do dziś. Obecne władze zakładają, że budowa torów do Fordonu (już nawet nie mówi się o szybkim tramwaju) mogłaby dzięki funduszom europejskim ruszyć w 2009 r.
We Wrocławiu o szybkim tramwaju na wiele lat zapomniano. Koncepcja zaczyna odżywać w tym roku. W magistracie powołano zespół pracujący nad pomysłem nazwanym "tramwaj plus". Ma on opracować sieć kilku połączeń krzyżujących się w centrum i dowożących ludzi z dzielnic mieszkaniowych po wydzielonych torowiskach, w niektórych miejscach prowadzonych pod ziemią.
Szczecin ma już gotowy projekt, wyliczenie finansowe, etapowanie inwestycji. Ma też gotowy most tramwajowy przez Parnicę dla przyszłego torowiska. Zbudowanie torowiska z Basenu Górniczego do pętli w Kijewie wraz z zakupem taboru ma kosztować ponad 321 mln zł. I właśnie pieniędzy nam brakuje. Bez dofinansowania zewnętrznego nie stać nas na to - przekonany jest Tadeusz Żabiński z wydziału inwestycji miejskich UM.
W rozdaniu funduszy europejskich na lata 2007-2013 możemy skorzystać z dwóch sposobów finansowania: albo centralnie rozdzielanych pieniędzy na rozwój transportu w dużych aglomeracjach miejskich, albo z dzielonych przez marszałka województwa dotacji przeznaczonych na rozwój regionu.

Opracowanie Mariusz Rabenda , "Gazeta Wyborcza" 27 czerwca 2006 roku.

* * *

Politycy o szybkim tramwaju.

Sławomir Nitras, szef szczecińskiej Platformy Obywatelskiej (nieoficjalny kandydat na prezydenta Szczecina)
Jestem zwolennikiem budowy szybkiego tramwaju, ale niekoniecznie według koncepcji lansowanej przez miasto. Problem polega na tym, że chociaż pytałem o to wielokrotnie, nikt nie był w stanie odpowiedzieć mi ile będzie kosztować eksploatacja tego tramwaju. Obawiam się, że może to być połączenie deficytowe. Być może lepiej byłoby zbudować zwykłe połączenie tramwajowe na prawobrzeże, nowoczesne, a znacznie tańsze. Mój pomysł na tramwaj jest jednak dużo szerszy. Uważam, że połączenie tramwajowe powinno przebiegać od Polic przez prawobrzeże do Stargardu, a nie do Kijewa. Musimy myśleć o Szczecinie jako aglomeracji, a tereny pomiędzy Kijewem i Stargardem są bardzo atrakcyjne zarówno dla inwestycji przemysłowych, jak i budownictwa mieszkaniowego. Będą się rozwijały, jeśli zostaną skomunikowane.
Jacek Piechota, lider zachodniopomorskiego SLD, kandydat zjednoczonej lewicy na prezydenta
Problem skomunikowania obu części miasta jest bardzo ważny. Mam jednak wątpliwości, czy obecna koncepcja jest najlepszą z możliwych. Trzeba przeanalizować kilka koncepcji, a dotychczas takiej analizy nikt nie zrobił. Uważam, że szybki tramwaj należałoby realizować dzięki partnerstwu publiczno-prywatnemu. Można byłoby zrobić to poprzez znalezienie inwestora w postaci przyszłego przewoźnika lub wspomóc finansowo przewoźników, których mamy. Nie szukałbym wsparcia na tę inwestycję ze środków unijnych, bo apetyty na te fundusze są większe niż pula środków, jakie będą do podziału. Nie wiem też, dlaczego miasto ma pozwolenie na budowę, jeśli nie dopięło finansowania SST. Nie można angażować się w realizację inwestycji, na którą nie mamy pieniędzy, bo potem będzie nam trudniej o pozyskanie ich na takie zadanie.

Opracowanie mpr , "Gazeta Wyborcza" 26 czerwca 2006 roku.

* * *

Mieszkańcy prawobrzeża o Szczecińskim Szybkim Tramwaju.

1504 osoby, wypełniając ankietę "Szczecin może być lepszy", uznały konieczność budowy połączenia tramwajowego między prawobrzeżem a centrum miasta za priorytet. Co o tym sądzą mieszkańcy os. Słonecznego?
O ocenę koncepcji Szczecińskiego Szybkiego Tramwaju spytaliśmy szczecinian spotkanych wczoraj przy tzw. Heliosach przy ul. Struga.
Małgorzata Kostkowska - wychowuje dziecko
Nie wiem, czy moje dzieci będą jeździć tramwajem na lewobrzeże, ja już nie liczę na jego powstanie. Od dziecka słyszę, że ma być budowany i nic z tego nie wychodzi. Bywa że rezygnujemy z wyjazdu np. na Dni Morza, bo powrót do domu z centrum jest dla nas kłopotliwy. Kiedyś musieliśmy czekać na autobus nocny dwie godziny. W zwykły dzień mieszkańcy tej części Szczecina jeżdżący komunikacją miejską też tracą dwie godziny na wyjazd i powrót z centrum.
Jadwiga Spilis - emerytka
Tramwaj stąd do centrum jest już w planie i niebawem ma być budowany. Przyda się i to bardzo, bo przecież tylu nas tu, na lewobrzeżu, już mieszka. Autobusy wprawdzie jeżdżą, ale są zapchane i w południe stają w korkach. Jedzie się bardzo długo. Jeśli pętla będzie przy ul. Turkusowej [na zapleczu hal MTS-u - red.], nikt nie będzie tam specjalnie chodził, by przejechać kawałek do Basenu Górniczego. Ja też będę wolała jechać autobusem z centrum Słonecznego. Przystanek tramwaju musi być koniecznie w okolicy ul. Wiosennej.
Zbigniew Zawal - rencista
Szybki tramwaj? Był kiedyś taki pomysł i nic z niego nie wyszło. Ja jeżdżę samochodem i przyznaję, że to jest makabra. Drogi na prawobrzeże coraz bardziej się zapychają. Autobusy jeżdżą coraz wolniej, korki robią się coraz częściej. Drogi nie są przystosowane do tak dużego ruch. Tramwaj mógłby ten ruch zmniejszyć. Gdyby ludzie mogli szybko dojechać do centrum, zastanawialiby się, czy warto wsiadać do samochodu. Przystanków powinno być niewiele. Pierwszy w Zdrojach, potem po jednym na Słonecznym, Bukowym i ostatni w Kijewie. To ma być przecież szybki tramwaj.
Paweł Bak - student
Słyszałem, że most Pionierów jest przystosowany do budowy szybkiego tramwaju. Ja jeżdżę na uczelnię na ul. Cukrową i nie narzekam na połączenie ze Zdrojów. Do centrum też dojeżdżam autobusem i tramwajem i nie jest źle. Oczywiście gdyby szybki tramwaj powstał, byłoby jeszcze lepiej. Nie trzeba byłoby przesiadać się na Basenie Górniczym, tylko jechałoby się bezpośrednio ze Zdrojów czy Słonecznego do centrum miasta. Korzystałbym z tramwaju, nawet gdyby pętla była przy ul. Turkusowej, bo mieszkam blisko.

Opracowanie Mariusz Rabenda , "Gazeta Wyborcza" 26 czerwca 2006 roku.

* * *

Spór o Kamienicę Artystyczną rozstrzygnie Rada Miasta.

Chodzi o konflikt między twórcami zajmującymi pracownie w kamienicy przy Lenartowicza 3 a dyrekcją Muzeum Techniki i Komunikacji, które ma je zająć.
Konflikt wybuchł, kiedy artyści dowiedzieli się, że na mocy miejskiej uchwały o powołaniu muzeum zajmowane przez nich pracownie staną się częścią nowej placówki. A ich administratorem będzie teraz dyrekcja muzeum, a nie, jak dotychczas, ZBiLK. Znaleźliśmy dla siebie miejsce w budynku-ruinie, którego nikt nie chciał - wspomina Leon Niedochodowicz. Wyremontowaliśmy je własnym sumptem, tworząc Kamienicę Artystyczną z pracowniami i teraz staliśmy się łakomym kąskiem.
Spór chcieli rozwiązać radni z komisji kultury. Z ich inicjatywy dyrekcja muzeum i wydziału kultury UM przygotowała dla artystów umowy z gwarancją zachowania ich pracowni. Ale artyści nie chcą się na to zgodzić. Nam zależy, byśmy mogli korzystać z tych pracowni na takich samych zasadach, jak pozostałych stu artystów w tym mieście - tłumaczy Przemysław Biryło. A tak pozostaniemy już tylko tymi indywidualnymi podmiotami, z którymi dyrektor zawiera umowę i w każdej chwili może ją zmienić.
z3434614G.jpg Radna Małgorzata Jacyna-Witt zaproponowała więc, by wyłączyć Kamienicę Artystyczną z terenu muzeum. To jednak byłoby możliwe dopiero po uchwaleniu planu przestrzennego dla tego terenu. W efekcie wstrzymano podpisanie przez miasto umowy notarialnej o przekazaniu terenów przy Lenartowicza na własność muzeum. Jego dyrektor Stanisław Horoszko nawołuje: W ten sposób blokowany jest rozwój muzeum i nasze starania o pieniądze zewnętrzne.
Stan zawieszenia pogarsza też sytuację zadłużającego się stowarzyszenia Miejsce Sztuki OFFicyna (12 tys. zł długu), które również zajmuje lokal przy Lenartowicza, ale w przeciwieństwie do artystów z pracowni chce być włączone do muzeum, bo wtedy na muzeum spadłby ciężar płacenia rachunków za użytkowane przez nią pomieszczenia. W innym wypadku OFFicyna istnieje tylko do końca roku, do czasu wywiązania się z naszych kontraktów - stwierdza sekretarz stowarzyszenia Małgorzata Frymus.
Radni z komisji kultury nie podpisują się pod pomysłem Jacyny-Witt. Wczoraj odrzucili jej projekt uchwały o wydzieleniu kamienicy z muzeum. Skierujemy to na sesję jako klub - zapowiada jednak Jacyna-Witt. Chciałabym, żebyśmy naprawili ten błąd, który nieświadomie popełniliśmy. Jesteśmy to artystom winni.

Opracowanie Ewa Podgajna , foto: Cezary Aszkiełowicz / AG "Gazeta Wyborcza" 22 czerwca 2006 roku.

* * *

Będą wyburzać?.

Właściciel domu handlowego Rondo domaga się przedłużenia umowy na dzierżawę działki. Podpisanie umowy może narazić Szczecin na wypłatę dużych odszkodowań.
Właściciel Ronda pierwszą umowę z miastem podpisał na 3 lata. Kiedy tylko rozpoczął budowę sklepów, natychmiast wystąpił o jej przedłużenie. Zarząd miasta zgodził się, aby trwała ona do 2012 roku. Już teraz jednak właściciel domaga się przedłużenia jej do 30 lat.
Ten sklep może być jeszcze przez 6 lat? - dziwił się radny Bogdan Trzos. Nie ma pośpiechu. Gdyby miała wygasnąć za rok, to moglibyśmy się zastanowić. Jak się okazało, właściciel Ronda nie bez powodu chce już teraz mieć umowę na znacznie dłuższy czas. W tej chwili nie ma planu zagospodarowania przestrzennego tego terenu. Radni właśnie zdecydowali o jego przygotowaniu. Według starych rozwiązań, Rondo stoi w miejscu planowanej ulicy. Miało to być przedłużenie ul. 1 Maja, która w tym rejonie powinna łączyć się z rondem Giedroycia. Wszystko wskazuje na to, że w nowym planie taka koncepcja pozostanie. Wtedy nie będzie mowy, by dom handlowy nadal istniał. Właściciel nie będzie mógł nawet pomarzyć o przedłużeniu umowy, czyli za 6 lat Rondo musiałby rozebrać.
rondo_1.jpg To będzie znowu pusty, zaniedbany plac z dzikim targowiskiem - argumentował Mirosław Jezierski, pełnomocnik właściciela Ronda. W tym budynku są kasy biletowe, dyspozytornia oraz toalety, które udostępniamy miastu za darmo.
Stanisław Kozłowski, prawnik reprezentujący Zarząd Dróg i Transportu Miejskiego twierdzi, że pas drogowy jest po to, by na nim budować drogi a nie sklepy. Poza tym właściciel Ronda i tak zyskał dużo podpisując 10-letnią umowę dzierżawy. Dzięki temu płaci o połowę mniejszą stawkę za zajęcie gruntu.
Budujemy kładkę nad ulicą Staszica, kupcy rozpoczęli modernizacje Manhattanu, a tylko Rondo będzie kolidowało z nową drogą? - zastanawia się radny Andrzej Mickiewicz.
ZDiTM twierdzi, że ich plany są trzyletnie. Z takim wyprzedzeniem wiedzą, czy droga będzie budowana, czy też nie. Na razie nie ma na nią pieniędzy i nie wiadomo, czy w ogóle kiedykolwiek będą. Ale podpisanie umowy na 30 lat uważają za ryzykowne. Może okazać się w tym czasie, że arteria jest niezbędna i trzeba właścicielowi Ronda wypłacić ogromne odszkodowanie.
Jesteśmy gotowi podpisać umowę, że opuścimy w każdej chwili ten teren, jak tylko się okaże, że drogę w tym miejscu trzeba będzie budować - zarzeka się Mirosław Jezierski. Nie będziemy chcieli wówczas żadnego odszkodowania.
Na razie radni mają sprawdzić, czy nowa droga będzie w ogóle potrzebna. Być może po wybudowaniu zachodniej obwodnicy zniknie w ogóle z planów.

Opracowanie Ynona Husaim-Sobecka, foto: Andrzej Szkocki "Głos Szczeciński" 22 czerwca 2006 roku.

* * *

Trudno wejść do tramwaju.

Tylko człowiek niepełnosprawny potrafi zrozumieć, po co są poręcze w tramwajach - mówi Andrzej Kamiński. Ten, kto te poręcze zakładał, o naszych potrzebach nie ma pojęcia. Andrzej Kamiński od ponad 40 lat jest osobą niepełnosprawną. Wie, co to jest śliski chodnik czy wyłożone kafelkami schody do apteki. Niejeden raz rozjechały się jego dwie kule, a on sam padał na ziemię. Teraz w jego życiu pojawiły się kolejne utrudnienia.
Prawdziwy koszmar, to tramwaje z rozsuwanymi drzwiami i takie, które mają źle zamocowane poręcze - mówi Andrzej Kamiński. Wchodząc do tramwaju, muszę jak najdłużej trzymać się poręczy, a często się tak nie da. Poręcz jest w nieodpowiednim miejscu albo umieszcza się ją pod niewłaściwym kątem. Zdarza się, że pan Andrzej przepuszcza na przystanku kilka tramwajów. Z nadzieją czeka na taki, do którego będzie mógł wsiąść bez problemu. Traci przez to dużo czasu.
Bez odpowiedzi
Kiedy już panu Andrzejowi uda się wejść do tramwaju, gdy chce złapać poręcz, natrafia na śmietnik. Te utrudnienia dotyczą nie tylko niepełnosprawnych, ale i starszych, schorowanych osób - mówi szczecinianin. Zaproponowałem MZK, że mogę być ich konsultantem. Zrobię to za darmo. Nagrałem się w MZK na automatycznej sekretarce. Nie dostałem jednak żadnej odpowiedzi.
Sprawdzą przepisy
Propozycji tego pana możemy się przyjrzeć - mówi Krzysztof Turczyn, zastępca dyrektora ds. eksploatacji Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego. Najpierw sprawdzę jednak, jak wygląda sprawa poręczy pod względem prawnym. Poręcze są częścią konstrukcyjną pojazdu. Ktoś je dopuszcza do użycia. Zdarza się oczywiście, że coś w praktyce się nie sprawdza. Dowiem się, co, jako przewoźnik, możemy zrobić w tej sprawie.

Opracowanie Anna Miszczyk, "Głos Szczeciński" 21 czerwca 2006 roku.

* * *

Kładka w tym roku.

Dwie firmy chcą budować kładkę w okolicy ronda Giedroycia w Szczecinie. Ceny są wyższe niż kwota, jaką przekazali na kładkę radni.
Kładka nad ulicą Staszica jest potrzebna i co do tego nikt wątpliwości nie ma. Ten temat pojawiał się regularnie, od kiedy rondo ochrzczono mianem „rondem Leppera”. Wcześniej w tym miejscu było bardzo niebezpieczne i skomplikowane skrzyżowanie.
Obecny układ komunikacyjny paraliżują przede wszystkim piesi na przejściach przez al. Wyzwolenia i przez ul. Staszica. W kładce i związanych z nią zmianach w układzie komunikacyjnym pokładana jest nadzieja, że ruch pieszych w ciągu od przystanku tramwajowego na al. Wyzwolenia do pętli na Kołłątaja zostanie skutecznie oddzielony od samochodów.
Wczoraj minął termin składania ofert do przetargu na budowę kładki. Chętne były dwie firmy: Stalmont (z ceną brutto ok. 2 mln 713 tys.) oraz Energopol (ok. 2 mln. 918 tys.). Obie oferty przewyższają kwotę, jaką na budowę kładki przeznaczyli radni. Znalezienie pieniędzy na podpisanie umowy, jak twierdzi Piotr Landowski z biura prezydenta miasta, jest możliwe, bo odpowiednie przesunięcia finansowe można zrobić w ramach budżetu Wydziału Inwestycji Miejskich. Potrzebna jest na to zgoda kolegium prezydenckiego.
Nie można przesądzać, że zostanie wybrana oferta firmy, która zaproponowała mniejszą kwotę, choć kryterium oceny oferty to właśnie cena. Teraz oferty będą sprawdzane pod kątem formalnym - zastrzega Piotr Landowski. Po podpisaniu umowy wykonawca przedstawi harmonogram robót z warunkiem, że konstrukcja kładki stanie w tym roku.
Budowę małej architektury i nasadzenia zieleni będzie można zostawić na wiosnę przyszłego roku. Kładka stanie ok. 60 metrów od wlotu z ronda w ul. Staszica. Z jednej strony będzie się na nią wchodziło z chodnika, z drugiej schodami lub podjazdem. Przejścia przez jezdnię nie będzie. Na al. Wyzwolenia przeniesione będą pasy, stanie sygnalizacja. Na wylocie z ronda jezdnia będzie poszerzona do dwóch pasów.

Opracowanie Maciej Janiak, "Głos Szczeciński" 21 czerwca 2006 roku.

* * *

Kolorowa reklama.

W warsztatach Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego w Szczecinie przygotowywany jest wagon tramwajowy, który będzie promował Muzeum Techniki i Komunikacji Zajezdnia Sztuki.
Na początku czerwca, przy okazji przekazywania eksponatów dla MTiKZS, przedstawiciele zakładu komunikacyjnego zapowiadali, że taki wagon wyjedzie na szczecińskie tory.
Wagon muzealny jest na warsztacie - mówi Krzysztof Turczyn, zastępca dyrektora MZK. Trwa rewitalizacja powłoki, remont blacharki. Nie będziemy kładli nowej farby na starą blachę. To będzie żywa reklama komunikacji i muzeum techniki. Wagon pojawi się na mieście prawdopodobnie w połowie lipca. Będzie oczywiście woził pasażerów. Ponieważ ma jeździć solo, trafi na linie 1 i 9, które szczególnie w wakacje cieszą się dużą popularnością. Wagon będzie kolorowy, wyróżniający się spośród innych.
Będzie jedyny, malowany ręcznie w abstrakcyjne, techniczne wzory, nie będą to typowe barwy szczecińskie - zapowiada Krzysztof Turczyn. To będzie efekt współpracy między zakładem napraw, a artystą związanym ze Stowarzyszeniem Officyna.

Opracowanie mago, "Głos Szczeciński" 21 czerwca 2006 roku.

* * *

Porządnie czerwone.

Kierowcy z Polic są zachwyceni używanymi autobusami MAN z Norwegii. W pojazdach nie ma niestety klimatyzacji.
Jest natomiast monitoring, podgląd z kamery na odległe od kierowcy trzecie drzwi i kamera pomocna przy cofaniu. Są uchylne okna i cztery szyberdachy, z czego trzy unoszone mechanicznie. To powinno zapewnić w upalne dni cyrkulację powietrza. Klimatyzacji niestety nie ma, pojazdy jeździły w innym klimacie w Oslo. Mają przebieg w granicach trzystu tysięcy, ok. 8 lat oraz wnętrze jak nowe.man_1.jpg Przejechały 700 km, wysłuchałem opinii kierowców i bardzo pozytywnie oceniają pracę silnika i wnętrze - tłumaczy Andrzej Markowski, prezes Szczecińsko - Polickiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego. Kierowcy twierdzą, że są lepsze od tych kupionych w Berlinie.
Many z Oslo mają po 18 metrów długości. Ich charaktrystyczną cechą, którą będą wyróżniać się spośród innych pojazdów, jest jaskrawoczerwony kolor.

Opracowanie mago, foto: Tomasz Łój, "Głos Szczeciński" 21 czerwca 2006 roku.

* * *

Ulica Krzywoustego - Zapłacili, nie odebrali.

Po raz kolejny komisja z Urzędu Miejskiego nie odebrała prac wykonanych w ul. Krzywoustego. Zastrzeżenia są wciąż tylko drobne, ale nadal są! Jest to o tyle dziwne, że po raz kolejny wskazane usterki miały być usunięte do 31 maja. Odbiór prac wyznaczono tym razem na 19 czerwca. Wykonawca jednak nie podołał.
Będziemy sprawdzać do skutku zapewnia Piotr Landowski z biura prasowego UM. Prace są wykonywane w ramach gwarancji, a ich koszt ponosi wykonawca. Nie zmienia to faktu, że za wykonane prace już mu zapłacono ok. 18 mln zł. Kolejny termin, który miasto wyznaczyło, to 26 czerwca. Nas jednak dziwi fakt, że miasto spokojnie toleruje kolejne fuszerki, przedstawiane przez firmę NCC Roads, jako zakończone prace. Wszak wysłanie ekipy, która ma dokonać odbioru prac, też musi kosztować. I nie ma znaczenia, że zarówno jezdnia, jak i torowisko tramwajowe przygotowano zgodnie z planem. Nadal należy poprawić wjazdy do posesji i uzupełnić brakującą kostkę brukową. Szkoda tylko że firmie już zapłacono. Może wtedy bardziej by się postarała?

Opracowanie ToT, "Kurier Szczeciński" 21 czerwca 2006 roku.

* * *

Jadą czerwone many.

Prawdopodobnie dziś Szczecińsko-Polickie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne wzbogaci się o cztery używane, przegubowe autobusy z Norwegii.
Jest szansa, że już w przyszłym tygodniu pasażerowie ze Szczecina i Polic wsiądą do bardzo... czerwonych autobusów, które do niedawna jeździły w Oslo. Ich kolor sprawi, że będą się rzucały w oczy, przynajmniej do czasu przemalowania w „polickie” barwy. Autobusy mają po osiem lat, ale ich przebieg jest niewielki - 280 - 300 tys. kilometrów.
Jak na autobusy, to bardzo mało - tłumaczy Andrzej Markowski, prezes SPPK. - Mamy cztery używane w cenie jednego nowego. Zastąpią dwudziestoletnie autobusy, które już dawno nie powinny jeździć. Czerwone autobusy man są wyposażone w monitoring, kierowca w kabinie widzi wszystko, co dzieje się za jego plecami, nawet na tyle pojazdu. Wczoraj ekipa SPPK była w Niemczech odbierać autobusy, pojechali m. in. kierowcy i diagności.

Opracowanie mago, "Głos Szczeciński" 20 czerwca 2006 roku.

* * *

Podczas upałów - Ulice płyną.

Niektóre świeżo remontowane ulice w Szczecinie i regionie płyną. Konserwowane za pomocą emulsji asfaltowej i gresu dosłownie "pocą się" podczas letnich upałów. Wielu kierowców nie szczędzi cierpkich słów pod adresem drogowców. Do opon bowiem przykleja się asfalt, wydając przy okazji dziwne dźwięki podobne do mlaskania. Także obcasy pań na przejściach dla pieszych grzęzną w lepkiej mazi.
Zjawisko jest zauważone przez drogowców i płynące odcinki dróg... podsypuje się piachem. Widoki takie są na al. Wojska Polskiego w Szczecinie oraz na ul. Grudziądzkiej w Kołobrzegu. Taką metodę konserwacji zastosowano na wielu szczecińskich ulicach, m.in. Salomei, Tczewskiej, Łubinowej, Przelotowej, Budziszyńskiej, Chopina, Autostradzie Poznańskiej, Jana z Kolna, al. Wyzwolenia. Laik dostrzeże, że nawierzchnia nie jest jednolita ani w barwie, ani w strukturze. Miejsca, po których jeżdżą koła, są gładkie i szkliste, pod wpływem słońca stają się lepkie. Wykonawca prac w ramach gwarancji posypuje konserwowane nawierzchnie piaskiem, który wchłania pojawiającą się na powierzchni emulsję asfaltową.
Teraz to nic. Pamiętam, co się działo, jak ten gres musieliśmy kołami własnych samochodów ubić. Wolno trzeba było jechać, bo kamyczki oblepione ciekłym asfaltem lubiły "punktować" karoserie aut. Nie jest to według mnie efektywna czy estetyczna metoda łatania drógĘ twierdzi Andrzej Pawelczyk z Osowa, który al. Wojska Polskiego jeździ przynajmniej cztery razy dziennie.
Na taką, a nie inną, metodę konserwacji dróg Zarząd Dróg i Transportu Miejskiego w Szczecinie zdecydował się ze względu na notoryczną mizerię budżetową. Takie odświeżenie kosztuje 10 razy mniej niż całkowity remont nawierzchni. Metodę konserwacji nawierzchni ulic zastosowaliśmy ze względu na nasze ograniczone możliwości finansowe tłumaczy Marta Kwiecień-Zwierzyńska z ZDiTM-u. Dzięki temu udało nam się uratować bardzo wiele ulic w Szczecinie, które były w fatalnym stanie, a nie mieliśmy pieniędzy na kompleksowy remont.
Przykładem pozytywnym może być ul. Chopina, swego czasu regularnie nawiedzana przez ekipy drogowców, które co rusz łatały asfalt. Po zakonserwowaniu przed czterema laty problemy się skończyły. Nikt złego słowa nie mówi także na al. Wyzwolenia pomiędzy pl. Rodła a pl. Żołnierza.
Problem "pocenia się" zależy od nasłonecznienia, od tego kiedy była robiona konserwacja oraz od rodzaju podbudowy słyszymy w ZDiTM. Wobec powtarzających się przypadków jesteśmy zmuszeni do zaprzestania stosowania tej metody konserwowania nawierzchni. Podobne uwagi usłyszeliśmy od Mirosława Kielnika z Zarządu Dróg Powiatowych w Kołobrzegu. Mamy nadzieję, że koszty utwardzenia płynących dróg pokryje wykonawca w ramach gwarancji...

Opracowanie G.Hatylak, "Kurier Szczeciński" 20 czerwca 2006 roku.

* * *

Miasto podpisze umowę z SPPK.

Przez dziesięć lat autobusy Szczecińsko-Polickiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego będą obsługiwać linie między Szczecinem a Policami.
Umowa w tej sprawie jest efektem przetargu, który odbył się jeszcze w listopadzie ub. roku. SPPK złożyło wtedy ofertę, proponując 3,93 zł za kilometr przejechany przez autobus. Kwota ta mieściła się w widełkach cenowych określonych przez ZDiTM. Miasto mogło więc podpisać umowę ze spółką, ale mimo to unieważniono przetarg.
Zgodnie ze znowelizowaną ustawą o finansach publicznych nie możemy zaciągać zobowiązań na dłużej niż dwa lata - wyjaśniał powód unieważnienia przetargu Andrzej Grabiec, wiceprezydent Szczecina odpowiedzialny za komunikację. Z tymi argumentami nie zgadzał się Andrzej Markowski, prezes SPPK. Oddał sprawę do arbitrażu i wygrał. Sąd nakazał miastu podpisać umowę.
W ubiegłym tygodniu po ponownym przeliczeniu kosztów komisja przetargowa w ZDiTM-ie skierowała umowę do zawarcia (gdyby ponownie ją odrzuciła, SPPK domagałoby się odszkodowania). Teraz ofertę SPPK musi sprawdzić Urząd Zamówień Publicznych.
Sądzę, że umowa będzie gotowa do podpisu w lipcu - spodziewa się Markowski.
Tymczasem w maju odbył się kolejny przetarg na funkcjonowanie dziennych linii autobusowych w Szczecinie, tym razem na rok od lipca 2006 do lipca 2007. Zanim go rozstrzygnięto, miasto dołożyło do komunikacji miejskiej 1,5 mln zł i pozostałe dwie spółki autobusowe - SPA Dąbie i SPA Klonowica mogły zaproponować wyższe stawki i wygrać przetargi na obsługiwane przez siebie linie. SPPK przekonane, że ZDiTM będzie musiał podpisać z nim umowę dziesięcioletnią, w majowym przetargu zaproponowało zaporową cenę ponad 5 zł za kilometr.
25 maja ZDiTM podpisał roczne umowy ze spółkami z Klonowica i Dąbia, zatwierdzając stawki korzystniejsze niż SPPK oferowało w listopadowym przetargu dziesięcioletnim. Po podpisaniu umowy SPPK będzie dostawać 3,93 zł za kilometr do końca tego roku. W latach 2007 i 2008 stawka będzie zwiększać się o 20 gr za kilometr, a potem co roku wzrost będzie równy inflacji.
Może kwota tegoroczna jest mniej korzystna, niż byśmy mogli wylicytować w przetargu majowym, ale wartością samą w sobie jest dla nas umowa dziesięcioletnia - mówi Markowski. Możemy teraz nasze inwestycje rozłożyć w czasie, by nie były dla nas zbyt dużym obciążeniem. SPPK już planuje wymianę taboru. W przyszłym roku chce kupić aż 20 nowych autobusów. Leasing moglibyśmy rozłożyć na 96 rat - wylicza Markowski. Czekamy, co nam zaproponują producenci autobusów. Dla miasta cena za kilometr z umowy z SPPK jest korzystna. Minusem jest jednak to, że do 2016 r. linie autobusowe na trasie Szczecin - Police nie ulegną żadnej modyfikacji. Nie będzie też można wprowadzić na nie konkurencyjnego przewoźnika.
Zmiany na liniach są dopuszczalne w granicach dwóch procent wartości umowy - potwierdza Grabiec. Będziemy mogli na jednych liniach zmniejszać ilość taboru, na innych zwiększać, byle saldo kwot się zgadzało.

Opracowanie Mariusz Rabenda, "Gazeta Wyborcza" 18 czerwca 2006 roku.

* * *

Pół miliona co dzień.

Sieć tramwajowa nie przystaje do potrzeb mieszkańców, a kilka linii autobusowych można by zamknąć. To niektóre informacje i wnioski wynikające z badań komunikacji w Szczecinie.
Na zlecenie Zarządu Dróg i Transportu Miejskiego za 180 tys. zł wykonali je krakowscy fachowcy ze Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Komunikacji oraz Uniwersytet Szczeciński. Najpierw liczeni byli pasażerowie (w dzień powszedni, sobotę i niedzielę), a później odpowiadali na pytania ankietowe m. in. o jakość komunikacji, bilety.
Podstawa do zmian
Wynik badań, to pięć opasłych tomów o liczbie pasażerów, obsłudze komunikacyjnej miasta, biletach oraz jakości komunikacji. Nie będąc fachowcem można wyniki badań bardzo różnie odczytywać, również błędnie - mówi Michał Przepiera, dyrektor Wydziału Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska. Same badania nie mogą być podstawą do zmian układu sieci komunikacji, ale na pewno do racjonalizacji tego, co dziś w Szczecinie mamy, do oszczędności. By zmieniać sieć, trzeba mieć jeszcze dodatkowe badania. Chcemy je zlecić.
Rzadziej tramwajem
Co z badań wynika? Wiadomo, że w dzień roboczy pół miliona pasażerów jeździ komunikacją miejską (w sobotę 295 tys., a w niedzielę 206 tys.), co daje prawie 154 mln w roku. Częściej wybierają autobusy niż tramwaje (14 proc. różnicy). Może to wynikać z tego, co twierdzą fachowcy, że sieć tramwajowa nie odpowiada potrzebom pasażerów. Sugestia jest taka, że trzeba tworzyć trasy do wielu osiedli lub ograniczyć ruch tramwajów. Teraz pasażerowie narzekają na przesiadki.
Skrócić lub zlikwidować
Do komunikacji autobusowej również są zastrzeżenia. Po pierwsze, należałoby zrezygnować z eksploatacji niektórych odcinków tras, bo jeździ nimi zbyt mało pasażerów. Przykłady, to skrócenie trasy autobusu 55 (do Klucza lub Żydowiec), 56 (do dworca w Dąbiu), 75 (do Reduty Ordona), 84 (w szczycie tylko do Bukowego, przez resztę dnia zlikwidować). Kilka linii, zdaniem fachowców, można „skasować” m. in. 55 - bis, 77 - bis, C - bis. Zlikwidować albo utrzymać tylko w szczycie radzą fachowcy linie 109, 111, G. Badania pokazują pory, w których pojazdy komunikacji jeżdżą zbyt puste lub zbyt często. „Ósemka” powinna jeździć rzadziej, ale trójwagonowym składem, 12 tylko rzadziej, za to 11 częściej rano.
Zdaniem badających zbyt dużo jeździ autobusów przegubowych, to może być wskazówka dla przewoźników, jakie pojazdy kupować - tłumaczy Przepiera.
Nowa linia tramwajowa?
Jest też propozycja nowego tramwaju - nr 10 - ale po innej niż kiedyś trasie, od Dworcowej do Krzekowa. Wiadomo również, że sporo kosztują ulgi w przejazdach i uprawnieni do przejazdów bezpłatnych (tych w Szczecinie jest najwięcej w Polsce) - kolejno 19 i 9,2 mln. zł. Z dokumentem mają się zapoznać radni przy udziale tych, którzy badania wykonywali.

Opracowanie Maciej Janiak, "Głos Szczeciński" 17 czerwca 2006 roku.

* * *

Dziura w mostach.

Według Renaty Zaremby, szczecińskiej radnej PO, miasto nie ma szans wywiązać się w terminie ze zobowiązań dotyczących modernizacji Autostrady Poznańskiej. To oznacza, że Szczecin może stracić nawet kilkanaście milionów złotych, które przeznaczyła na ten cel Unia Europejska. Przedstawiciele magistratu zapewniają, że inwestycja nie jest zagrożona.

mosty.jpg W wypadku tak ważnej i kosztownej inwestycji prezydent i jego współpracownicy powinni uczciwie przedstawiać radnym całą sytuację - mówi radna Zaremba. Tymczasem na nasze wielokrotne zapytania w sprawie modernizacji Autostrady Poznańskiej i budowy dwóch mostów słyszeliśmy, że wszystko jest w porządku. Ale to nieprawda. Z prostego spojrzenia w kalendarz widać, że miasto nie ma szans zmieścić się w terminach zawartych w umowie na dofinansowanie inwestycji. Przebudowa arterii łączącej lewo i prawobrzeżny Szczecin jest współfinansowana z pieniędzy Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego. Unia daje na ten cel 44,3 min zł, Szczecin musi dopłacić 14,75 min. Przewlekła procedura przetargowa spowodowała, że wykonawca zgodnie z kontraktem później zakończy prace, niż powinno nastąpić rozliczenie inwestycji. Miasto w tej kwestii jest niewinne - prawo o zamówieniach publicznych doprowadziło do sytuacji, w której niezadowoleni z wyników przetargu mogą na wiele miesięcy odwlec ich zatwierdzenie. W tym wypadku postępowanie było na tyle skomplikowane, że sądy wydawały nawet sprzeczne orzeczenia, a prawidłowość wszystkich działań była badana przez prezesa Urzędu Zamówień Publicznych w Warszawie.
Niemniej zwyczajnie nas ludzie prezydenta oszukali - twierdzi radna PO. Całe przedsięwzięcie musi być rozliczone do końca czerwca 2008 r. A wykonawca, który ma 27 miesięcy na przeprowadzenie inwestycji, zejdzie z placu budowy 2 miesiące później. Usłyszeliśmy zapewnienia o złożonym aneksie do umowy, ale ten dokument dopiero będzie zatwierdzony. Konsekwencje z nierozliczenia w terminie inwestycji współfinasowanej przez Unię są kosztowne.
Możemy stracić 2,2 min zł lub nawet ponad 11 - uważa R. Zaremba. Wszystko zależy, jak władza wdrażająca potraktuje kwestię rozliczania się miasta. W porównaniu z wartością przedsięwzięcia warto zaryzykować te pieniądze. Ale prezydent powinien grać z nami fair, skoro chce naszej zgody na wydanie funduszy z budżetu Szczecina. Przedstawiciele Mariana Jurczyka zapewniają, że nic nie zagraża modernizacji Autostrady Poznańskiej. Umowa z wykonawcą została podpisana, plac budowy przekazany - mówi Piotr Landowski z Biura Prasowego UM w Szczecinie. Nie widzimy zagrożenia dla realizacji tej inwestycji.

Opracowanie i foto Artur Ratuszyński, "Kurier Szczeciński" 16 czerwca 2006 roku.

* * *

Utrapienie dla kierowców.

Będą korki w rejonie skrzyżowania ulic Ku Słońcu - Derdowskiego - Europejska. Przez kilkanaście miesięcy będzie tam budowane rondo. Prace mają ruszyć w lipcu.
Tydzień temu została podpisana umowa z firmą, która ma 14 miesięcy na zbudowanie ronda. Na 19 czerwca planujemy przekazanie placu budowy - zapowiada Tadeusz Żabiński, dyrektor Wydziału Inwestycji Miejskich Urzędu Miasta. Harmonogram prac, czyli m. in. terminy wykonywania poszczególnych robót oraz płatności powinien być znany za ok. 2-3 tygodnie.
Sądzę, że pierwsze prace rozpoczną się w lipcu, a wraz z nimi utrudnienia w ruchu, które będziemy musieli przeżyć. Najcięższe będą pierwsze dni - przewiduje Zabiński. Urzędnicy zakładają, że w sezonie urlopowym, przy mniejszej ilości aut, utrudnienia będą mniejsze. Policja podkreśla, że będzie ciężko.
Już dziś z Europejskiej i Derdowskiego są kłopoty z włączaniem się do ruchu - ocenia podkomisarz Dariusz Zajdlewicz, szef szczecińskiej drogówki. Skrzyżowanie jest w ogóle elementem, który uniemożliwia sprawną, płynną jazdę w tym rejonie. Policja wyklucza możliwość, by na czas budowy ronda skrzyżowanie zamknąć dla ruchu. Musi być przejezdne mimo prowadzonych prac budowlanych.
Stopień utrudnień będzie zależał w dużej mierze od objazdów. Będziemy opiniowali tymczasową organizację ruchu i zapewne jak zawsze będziemy mieli do niej własne wnioski - przyznaje Zajdlewicz.
Rondo będzie kosztowało ok. 10 mln zł. W tym roku miasto wyda na nie 6,5 mln zł. Wyspa centralna ronda będzie miała 60 metrów średnicy, a jezdnia 10 m i dwa pasy ruchu. Przez środek pojedzie tylko tramwaj.

Opracowanie mago, "Kurier Szczeciński" 16 czerwca 2006 roku.

* * *

Chcemy nowych autobusów - Police dostaną szansę?.

Być może spółka z Polic jako jedyna dokona niebawem zakupu nowych autobusów. Toczący się od grudnia spór może się wreszcie zakończyć. Jeśli tak się stanie, w przyszłym roku zakupi ok. 20 nowoczesnych i - co chyba najważniejsze - nowych autobusów.
Szczecińsko-Polickie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne, podobnie jak szczecińskie podmioty, stawało do 5 przetargów na obsługę dziennych linii. Unieważniano je z różnych powodów, najczęściej z braku pieniędzy w miejskiej kasie. Spółki nie chciały obniżać cen, bo jednocześnie wymagano od nich wymiany taboru. Kompromisem okazało się sprowadzanie autobusów z Niemiec - nowoczesnych, ale używanych. Z powodzeniem zastępują na liniach jelcze i ikarusy, ale mają już swoje lata. Szczecińskie spółki po raz kolejny podpisały umowy na rok. W efekcie o zakupie nowych pojazdów na większą skalę nie mogą myśleć.
W innej sytuacji znalazło się SPPK. W grudniu przetarg ogłoszony (i unieważniony) przez Zarząd Dróg i Transportu Miejskiego zakładał podpisanie umów na 10 lat SPPK się odwołało. Zarówno Urząd Zamówień Publicznych, jak i później sąd nakazały ZDiTM ponowne rozpatrzenie oferty. Ostatecznie komisja przetargowa uznała, że oferta, którą SPPK złożyło w grudniu, jest do przyjęcia. Czy zostanie podpisana? Nie wiadomo. Może się bowiem okazać, że dyrektor ZDiTM nie jest do tego upoważniony, a prezydent Szczecina potrzebuje zgody radnych. Gra jednak toczy się o dużą stawkę. Pasażerowie z pewnością by to docenili, bo dość mają „pełnoletnich" pojazdów remontowanych w nieskończoność, które oferują wątpliwy komfort jazdy.
Planujemy zakup kolejnych używanych autobusów - przyznaje Andrzej Markowski, prezes SPPK. Będą to 4 pojazdy z Oslo, które trafią do nas być może już w przyszłym tygodniu. Ale po podpisaniu umowy na 10 lat otwierają się przed nami nowe możliwości.
W tym roku spółka już niewiele zdąży zrobić. Ale w kolejnym mogłaby ogłosić przetarg na dostawę ok. 20 nowoczesnych i fabrycznie nowych pojazdów. A to dla pasażerów prezent, jakiego dawno nie otrzymali. Wszystko zależy jednak od tego, czy władze Szczecina zdecydują się na podpisanie umowy...

Opracowanie ToT, "Kurier Szczeciński" 14 czerwca 2006 roku.

* * *

Droga płynie!.

Dwa lata po naprawie i kolejny rok z rzędu asfalt na ul. Przelotowej topi się pod wpływem słońca. - Na ulicach, gdzie nie ma słońca, nic takiego się nie dzieje - broni się Zarząd Dróg i Transportu Miejskiego.
W 2004 roku na zlecenie ZDiTM konserwowane były niektóre ulice w Szczecinie. W szczeliny wtryskiwana była najpierw emulsja asfaltowa, później sypano na to grysik. Dwa lata po naprawie, kolejny rok z rzędu w upały mieszkańcy os. Słonecznego i kierowcy mają ten sam problem: Znów zwija się gorący asfalt - mówi pani Marta (nazwisko do wiadomości redakcji). W poniedziałek po południu po ul. Przelotowej jeździły piaskarki i zasypywały jezdnię piachem. Asfalt klei się do butów, pływa.
Podobna sytuacja była w ubiegłym roku, myślałem, że to zostało naprawione - dziwi się asp. Janusz Mila, inżynier ruchu drogowego z Komendy Miejskiej Policji. Taka sytuacja jest niedopuszczalna, nie do przyjęcia. Trudno zrozumieć, że coś takiego się dzieje. Nie trzeba być fachowcem, żeby wiedzieć, że na roztopionej nawierzchni auta inaczej się zachowują. Zwijanie się asfaltu ZDiTM tłumaczy pogodą. Wysoka temperatura powoduje „pocenie się” konserwowanej nawierzchni - mówi Marta Kwiecień - Zwierzyńska z ZDiTM. Wykonawca w ramach gwarancji posypuje jezdnie piaskiem, który wchłania emulsję.
„My za to nie płacimy”, uspokajają w ZDiTM i zrzucają winę na słońce.
Tą samą techniką konserwowane były ulice Salomei i Kupczyka, tam nie ma nasłonecznienia i z nawierzchnią nic się nie dzieje - mówi Kwiecień - Zwierzyńska.
Za rok kończy się gwarancja na roboty. W biegłym roku ZDiTM zapewniał, że w tym sezonie asfalt zwijać się nie powinien. Co dalej z Przelotową? Do końca gwarancji, czerwca 2007, wszelkie koszty napraw ponosi wykonawca - tłumaczy ZDiTM.
Cena „odświeżenia” dwa lata temu Przelotowej, to 90 tys. zł. Gdyby nie konserwacja, na ciągłe łatanie dziur wydalibyśmy więcej pieniędzy - zapewnia Kwiecień - Zwierzyńska. - Do końca gwarancji nie planujemy na Przelotowej żadnych prac, które pociągałyby za sobą dodatkowe koszty. Ulica wymaga gruntownej przebudowy, to leży w gestii wydziału inwestycji miejskich.

Opracowanie Maciej Janiak, "Głos Szczeciński" 14 czerwca 2006 roku.

* * *

Znowu obiecanki - Przystanek to nie parking.

O problemach kierowców i pasażerów korzystających z autobusu linii 70 pisaliśmy wielokrotnie. Z autobusu korzysta wiele osób starszych, poruszających się o kulach. Mają problemy z dostaniem się do pojazdu lub jego opuszczeniem. Przystanki obok przychodni na uL Pilsudskiego czy ul. Starzyńskiego niemal zawsze są zastawione przez samochody.
Tam gdzie można, wystawiamy wezwania lub zakładamy blokady na koła - zapewnia Krzysztof Spirydowicz ze straży miejskiej. W czym problem? W powolnym działaniu Zarządu Dróg i Transportu Miejskiego. Przystanek wyznaczono w miejscu, w którym byty także tzw. koperty dla inwalidów. Kierowców bez uprawnień strażnicy miejscy mogą karać. Ale pojazdy, które za szybą mają kartę inwalidy, stają legalnie. Nawet jeśli stoją tam przez cały dzień. W styczniu ZDiTM obiecał problem rozwiązać. Koperty miały być przesunięte, by autobus mógł podjechać do krawężnika i wysadzić pacjentów przychodni. I rzeczywiście - ekipa odświeżająca oznakowanie poziome w tym roku kopert nie wymalowała.
Pojawił się za to „zygzak", który oznacza, że w odległości 15 m od słupka nie wolno parkować. Jest to przystanek komunikacji miejskiej, równoznaczny z zakazem postoju. Autobusy nadal jednak zatrzymują się na środkowym pasie ul. Piłsudskiego lub kilkadziesiąt metrów za przystankiem. Dla pasażerów o kulach to spore utrudnienie. O interwencję poprosiliśmy straż miejską. Bezskutecznie.
Kilku kierowców otrzymało mandaty - zapewnia Krzysztof Spirydowicz. Ale większości nadal nie możemy nic zrobić. ZDiTM zapomniał bowiem o usunięciu znaków, które nadal informują, że 6 aut z kartą inwalidy może w tym miejscu parkować. Blokowanie przystanku jest więc nagminne. Już niedługo - mówi po raz kolejny Marta Kwiecień-Zwierzyńska z ZDiTM. Zapewniono mnie, że wkrótce ta sprawa będzie uporządkowana. To samo słyszeliśmy w styczniu. Może czas, by ktoś z dyrekcji ZDiTM poświęcii dzień na objazd tej linii.

Opracowanie ToT, "Kurier Szczeciński" 13 czerwca 2006 roku.

* * *

Kasa malowana - Brak biletów w Policach.

W kasie Zarządu Dróg i Transportu Miejskiego w Policach często nie ma biletów. Skarżą się pasażerowie, skarżą się kioskarze. ZDiTM obiecał kontrolę, kioskarzom zaś proponuje dowożenie biletów bezpośrednio do kiosków.
Kasę w Policach prowadzi prywatna firma, z którą mamy umowę - mówi Marta Kwiecień-Zwierzyńska z ZDiTM. Ostatnia kontrola była tam w maju i nie wykazała braków. Ale przeprowadzimy kolejną. Robimy je dosyć często i przynoszą efekty. Zrywamy np. umowę na prowadzenie kasy na Krzekowie, właśnie z powodu braku biletów i znaczków. Od jutra już będzie tam nasza obsługa.
W Policach wczoraj rano nie było biletów z czterech podstawowych nominałów, czyli za 0,95 zł, 1,45 zł, 1,90 zł i 2,90 zł. Nie było też znaczków do sieciówek (normalnych na jedną linię oraz na wszystkie linie: zwykłych i ulgowych). Ale ZDiTM do tej pory nie wiedział, że kasa w Policach działa źle. Nie mamy skarg od pasażerów - mówi Marta Kwiecień-Zwierzyńska.
Jest jedna skarga od ajenta, który nie może kupić dosyć biletów. Proponowaliśmy, że będziemy mu je dowozić, ale nie chciał. Powiedział, że sobie sam poradzi.
ZDiTM obiecuje, że może dowozić bilety wszystkim kioskarzom, niezależnie od zamawianych ilości. Trzeba tylko złożyć zamówienie do godz. 9 rano, dzwoniąc pod nr 48-00-484. Bilety zostaną dostarczone jeszcze tego samego dnia. Zgodnie z umową z ZDiTM, również detaliści mają obowiązek mieć bilety w ciągłej sprzedaży. Jeśli na dostawę będzie trzeba czekać kilka godzin, będą musieli robić większe zapasy. Na to zaś potrzeba pieniędzy. Kasa na miejscu jest lepszym rozwiązaniem - jeśli działa jak należy.
Oni trzymają po kilkanaście biletów z każdego nominału, właśnie na taki wypadek - mówią. Tymczasem braki są notorycznie, ostatnio po kilka razy w miesiącu. Kiedy kasę prowadziła poprzednia firma, nie było tego. Od września ubiegłego roku jest nowa, a od kilku miesięcy są problemy.

Opracowanie jps, "Kurier Szczeciński" 13 czerwca 2006 roku.

* * *

Umowa na 10 lat.

Komisja przetargowa wybrała ofertę Szczecińsko-Polickiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego na wożenie pasażerów autobusami przez 10 lat.
Dla SPPK wynik pracy komisji przetargowej, to bardzo dobra wiadomość. Przypomnijmy, że trzeci z kolei przetarg na obsługę komunikacji autobusowej (tym razem na 10 lat) w Szczecinie i Policach został unieważniony w połowie grudnia. SPPK nie zaakceptowało takiej decyzji i szukało pomocy w Urzędzie Zamówień Publicznych. Tamtejsi arbitrzy wydali wyrok uchylający unieważnienie, jednocześnie zobowiązywali ZDiTM do do ponownej oceny ofert i wybrania najlepszej. man.jpgZłożona przez SPPK oferta była jedyną na tzw. linie polickie. Z arbitrami z kolei nie zgodził się ZDiTM. Sprawa miała finał w sądzie, który podtrzymał orzeczenie arbitrów UZP. Wynikiem tego wyroku było powołanie specjalnej komisji przetargowej, która pracowała kilka tygodni.
Komisja zakończyła pracę i wybrała ofertę Szczecińsko - Polickiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego - informuje Marta Kwiecień - Zwierzyńska z ZDiTM. Komisja wnioskuje o przyjęcie tej oferty.
Szef firmy z Polic nie kryje radości, choć, jak mówi, teraz decyzja komisji musi trafić do prezesa UZP, bo wartość zamówienia przekracza 5 mln euro i ten musi ją zaakceptować.
Spodziewam się mieć ten kontrakt najdalej do końca lipca - mówi Andrzej Markowski, prezes SPPK. Ale uwierzę w to dopiero, gdy będę miał go na biurku. Jedno jest pewne, taka umowa, to jedyny sposób, by przy niedużych pieniądzach odnawiać tabor. Na razie do Polic przyjadą kupione właśnie w Oslo używane autobusy MAN. Jednak kiedy 10-letnia umowa na biurku prezesa już będzie, SPPK kupi ok. 20 autobusów spod igły.
Pozbędę się wszystkich staroci - zapowiada Markowski. Kilkuletni okres płatności za nowe autobusy pozwoli mi zachować płynność finansową. Autobusy pojawią się najwcześniej w 2007 roku. Kolejny plus tej umowy, to lepsze pieniądze dla SPPK za wożenie pasażerów. Projekt umowy do przetargu zakładał, że przez dwa kolejne lata cena wozokilometra będzie rosła co roku o 5 proc., czyli ok. 20 gr za kilometr, a potem cena będzie rosła o inflację. Z możliwości, jaką miało SPPK, nie mogły skorzystać dwie pozostałe spółki autobusowe "Dąbie” i "Klonowica”.

Opracowanie Maciej Janiak, "Głos Szczeciński" 13 czerwca 2006 roku, foto: Andrzej Szkocki.

* * *

Powstanie nowe rondo.

W poniedziałek będzie wiadomo, która firma zbuduje w ciągu 14 miesięcy rondo u zbiegu ulic Ku Słońcu i Derdowskiego w Szczecinie.
Inwestycja warta jest 10 mln zł. W tym roku z budżetu ma być wydane 6,5 mln zł. W ciągu miesiąca musi nastąpić przekazanie placu budowy - zapowiada Tadeusz Żabiński, dyrektor Wydziału Inwestycji Miejskich Urzędu Miasta. Ale nastąpi to o wiele szybciej.
W miejscu, gdzie ma powstać rondo jest skrzyżowanie, na które wjeżdża się aż z pięciu kierunków. Wyspa centralna drogowej nowości ma mieć 60 m średnicy, jezdnia będzie miała 10 m i dwa pasy ruchu. Przez wyspę będzie jechał tylko tramwaj. Plac ma być zagospodarowany zielenią i elementami małej architektury. Oprócz ronda przebudowane zostaną ulice przy wlotach i torowisko, w sumie ok. 1,4 km jezdni, powstanie ok. 1,2 km ścieżek rowerowych i 1,4 km chodników.
W tym roku będzie zrobiona większa część robót - tłumaczy Tadeusz Żabiński. Najtrudniejsze jest przekładanie instalacji. Niestety będą duże utrudnienia w ruchu, roboty będą prowadzone z jego zachowaniem. To dlatego prace będą prowadzone tak długo. Prace budowlane rozpoczną się prawdopodobnie w lipcu.

Opracowanie Maciej Janiak, "Głos Szczeciński" 10 czerwca 2006 roku.

* * *

Tylko rewolucja uzdrowi komunikację.

Badania komunikacji miejskiej wykazały, że szczecińskie autobusy i tramwaje nie jeżdżą tam, gdzie trzeba. Co z tego wynika? Przynajmniej przez rok - nic.
ZDiTM podpisał nowe umowy na obsługę linii autobusowych, więc żadnych zmian nie można przez rok wprowadzić. A linie tramwajowe trudno poprawiać, skoro sieć trakcyjna nie jest rozbudowywana.
z3407223G.jpg Badania tzw. potoków ruchu na wszystkich liniach autobusowych i tramwajowych były przeprowadzone w listopadzie ub.r. Zarząd Dróg i Transportu Miejskiego zapłacił za nie 180 tys. zł Stowarzyszeniu Inżynierów i Techników Komunikacji i Uniwersytetowi Szczecińskiemu. 400 studentów liczyło pasażerów wsiadających i wysiadających na poszczególnych przystankach, dodatkowe informacje uzyskano z ankiet. Efekty badań miały być znane pod koniec lutego, później w połowie maja. Oba terminy ZDiTM zawalił.
Dopiero w czerwcu wiceprezydent Szczecina Andrzej Grabiec mógł zapoznać się z syntetycznym opracowaniem wyników. Ciekawe opracowanie - ocenia wiceprezydent. Z punktu widzenia racjonalizacji kosztów powinniśmy wprowadzić rewolucyjne zmiany na liniach.
Badania dowiodły, że do przewozów autobusowych i tramwajowych trzeba rocznie dopłacać 24 mln zł! Rentowne jest tylko 11 linii, pozostałe 52 przynoszą straty. Autorzy opracowania piszą wręcz, że komunikacja autobusowa w Szczecinie sprawia wrażenie rozrzutnej, z kolei sieć tramwajowa nie przystaje do potrzeb.
O konieczności dostosowania komunikacji miejskiej do obecnych potrzeb mieszkańców miasta "Gazeta" pisze od lat. W październiku 2005 r. zaproponowaliśmy np., nowe połączenie tramwajowe pl. Rodła z Basenem Górniczym. Odpowiedź ZDiTM-u była zawsze taka sama: - Jak będziemy mieć wyniki badań, będziemy mogli podejmować decyzje o zmianach.
Teraz wyniki wreszcie są, ale... żadnych istotnych zmian przynajmniej przez rok nie da się wprowadzić. Wprawdzie Marta Kwiecień-Zwierzyńska, rzecznik ZDiTM-u, obiecuje, że wyniki badań będą uwzględnione przy opracowaniu wakacyjnych rozkładów jazdy tramwajów, ale będzie to polegać na zmniejszeniu składów [tj. puszczaniu na trasy jednego wagonu - red.] na liniach, gdzie jest mało pasażerów. Będziemy też chcieli ograniczyć wielkość autobusów, tam gdzie frekwencja jest mała - mówi Zwierzyńska.
Przetargi na linie autobusowe niedawno były rozstrzygnięte, umowy są podpisane [z różnymi spółkami autobusowymi miasto zawarło je w dniach 23-24 maja - red.], więc do lipca przyszłego roku ZDiTM nie może wprowadzać zmian - kontruje Włodzimierz Sołtysiak, prezes spółki SPA Dąbie. Na liniach autobusowych zmian nie będzie, bo przetarg dopuszcza zmiany do dwóch proc. wartości umowy - potwierdza Grabiec. Kursowanie tramwajów po wakacjach powinno jednak uwzględniać wyniki badań.
Siłą rzeczy zmiany będą tylko kosmetyczne, bo sieć trakcyjna od kilkudziesięciu lat nie ulega zmianie, nie nadążając za rozwojem miasta. "Drogą do poprawy efektywności linii tramwajowych może być rozbudowa tras do nowych osiedli i przejęcie znacznej części pasażerów z autobusów albo stopniowe ograniczanie ruchu tramwajów, które w końcu doprowadzi do [zamknięcia] niektórych odcinków" - piszą autorzy opracowania. Ich zdaniem teraz należałoby przeprowadzić kolejne badania ustalające, skąd i dokąd ludzie jeżdżą - dopiero to ostatecznie pozwoliłoby zracjonalizować siatkę połączeń.

Opracowanie Mariusz Rabenda, "Gazeta Wyborcza" 9 czerwca 2006 roku. Foto: Cezary Aszkiełowicz.
Komentarz redakcyjny
Ostatnią większą zmianą w szczecińskiej komunikacji była (kontrowersyjna) likwidacja linii tramwajowej na ul. Obrońców Stalingradu i śródmiejskiej części al. Wojska Polskiego w latach 70. XX w. Od tego czasu miasto się zmieniło - powstał uniwersytecki kompleks na Redzie, rozrosło się prawobrzeże, Gumieńce, Bezrzecze, Warszewo. Tymczasem komunikacja trwa w prawie niezmienionym kształcie. Nic dziwnego, że nie przystaje do potrzeb.
A w ZDiTM-ie nie ma woli prawdziwych zmian. Aż siedem miesięcy zajęło zbadanie tego, co i tak powszechnie wiadomo - że jedne autobusy są przepełnione, a inne jeżdżą puste. Z diagnozą guzdrano się tak długo, że nowe umowy ze spółkami autobusowymi trzeba było podpisać na stare linie. Efekt - kolejny rok "planowych" strat. Przebąkiwanie o tym, że na nierentowne trasy puści się pojedyncze tramwaje i mniejsze autobusy to nieporozumienie. Tu potrzeba rewolucji, a nie kosmetyki.

Opracowanie Jerzy Połowniak, "Gazeta Wyborcza" 9 czerwca 2006 roku.

* * *

To co ocalało.

Powstające w Szczecinie Muzeum Techniki i Komunikacji Zajezdnia Sztuki, otrzymało od MZK kawał historii szczecińskich tramwajów: elementy wyposażenia wagonów, sieci trakcyjnej, podstacji zasilających oraz historyczne wagony, m. in. techniczne.
eksponat.jpg Mam przed oczami urządzenia, które były, i z których nie wszystko zostało uratowane. Szkoda. Czuję się temu współwinny - mówi Kazimierz Bogacki, wieloletni dyrektor ds. eksploatacji w szczecińskiej firmie tramwajowej.
Do zbiorów muzealnych trafił też zabytkowy mebel, biurko, przy którym urzędował ostatni niemiecki szef tramwajów, a po wojnie pierwszy dyrektor komunikacji już w polskim Szczecinie. Zdaniem miłośników, powinny tam też trafić wspomnienia emerytowanych pracowników komunikacji.
Zacząłem pracować w sierpniu 1945 roku. Na początku, na działkach, szukaliśmy części, młotków, różnych narzędzi - przypomina Tadeusz Mandes, wieloletni motorniczy i dyspozytor. Nie było niczego. W tramwajach nie było szyb, jak zaczynało padać, trzeba było zjeżdżać do zajezdni. Pierwszą wypłatę dostałem na Boże Narodzenie. Pracowaliśmy za zupę z kapusty, marmoladę z buraków i czerstwy chleb. Eksponaty, które wczoraj można było dotknąć, ocalili miłośnicy komunikacji miejskiej oraz pracownicy MZK.
To było zbierane latami - mówi Jerzy Manduk, dyrektor MZK. Jest to co jest, ale to dobry początek dla muzeum. W dawnej zajezdni na Niemierzyńkiej, gdzie działa MTiKZS, stanie 10 tramwajów historycznych (część w depozycie, bo na nich MZK zarabia). Będą trafiały też kolejne.
Współpraca z MZK jest wzorem do współpracy z innymi przedsiębiorstwami w Szczecinie - zapewnia Stanisław Horoszko, dyrektor muzeum. Pierwsze kroki już zrobiliśmy, nawiązaliśmy kontakty z firmami autobusowymi. W kręgu zainteresowań są też PKP i największe przedsiębiorstwa w mieście, które mają długą tradycję. Wczoraj MZK zapowiedziało, że za kilka tygodni na ulice wyjedzie specjalnie wyszykowany muzealny tramwaj.

Opracowanie Maciej Janiak, "Głos Szczeciński" 8 czerwca 2006 roku. Foto: Marcin Bielecki.

* * *

Pasażerowie narzekają na sąsiedztwo.

Przystanki znajdujące się przed dworcem kolejowym w Szczecinie są oblegane nie tylko przez pasażerów. Pod wiatami odbywają się również libacje. Takie zachowanie nie wszystkim odpowiada.
Przystanki linii 3 i 6 znajdują się w bezpośrednim sąsiedztwie dworca. Codziennie korzysta z nich setki osób. Problem w tym, że nie sposób oczekiwać spokojnie na przyjazd tramwaju. Wszystko przez bezdomnych przesiadujących pod wiatami.
Brud i smród
Oczekiwanie na przystanku nie należy do najprzyjemniejszych rzeczy - mówi pan Stanisław, nasz Czytelnik. Nie można usiąść. Czuć przykry zapach, jak pada deszcz, to strach wejść od wnętrza. W pobliżu przystanków jest też sporo śmieci. Ludzie, którzy wysiadają z pociągu, mają niezbyt zachęcający widok do odwiedzin naszego miasta - dodaje pan Stanisław. To negatywna wizytówka dla naszego miasta.
Nasz Czytelnik był nagabywany o pieniądze, podobnie jak wielu innych oczekujących. Kiedy proponował, że kupi coś do jedzenia, spotykał się z odmową. Stąd przypuszcza, że pieniądze były zbierane na alkohol. Według Czytelnika zdarza się również, że w tym miejscu bezdomni nocują, a policja nie reaguje.
Kontrolują przystanki
Policja odrzuca zarzut, że lekceważy sytuację na przystanku. Codziennie w rejonie dworca kolejowego wspólnie ze strażą ochrony kolei patrolujemy teren - mówi komisarz Artur Marciniak z Komendy Miejskiej Policji w Szczecinie. W razie potrzeby zawsze reagujemy. Wiata to miejsce publiczne, tak więc nie można tam spożywać alkoholu. Przedstawiciel Straży Ochrony Kolei nie chciał się wypowiadać na ten temat, tłumacząc, że teren wokół przystanków nie podlega ich kontroli.
Nie otrzymujemy sygnałów dotyczących tego miejsca - mówi Włodzimierz Ganczar, naczelnik oddziału operacyjno - dyspozytorskiego Straży Ochrony Kolei w Szczecinie. We wspólnych patrolach z policją występujemy jako asysta. To teren, który należy do policji.
A oni zniechęcają
Straż Miejska zna sytuację przed dworcem kolejowym. Przystanki są sukcesywnie patrolowane. Od początku czerwca mieliśmy już jedno zgłoszenie - mówi Krzysztof Spirydowicz ze szczecińskiej straży miejskiej. Zabraliśmy stąd bezdomnego inwalidę. Bezdomni chętnie tam przesiadują, bo przy okazji mogą nagabywać przyjezdnych o pieniądze. Staramy się ich zniechęcić do koczowania. Zwróciliśmy się też do firmy sprzątającej ten teren, aby częściej odwiedzała przystanki i robiła porządek.

Opracowanie Marek Jaszczyński, "Głos Szczeciński" 8 czerwca 2006 roku.

* * *

Dar dla muzeum.

Koncert orkiestry dętej ze szczecińskiego "ekonomika" towarzyszył niecodziennemu wydarzeniu. W hali.

11497200731_d.jpg Punktem kulminacyjnym było podpisanie aktu przekazania. Dokonano go na historycznym biurku korzystał z niego ostatni dyrektor firmy komunikacyjnej w przedwojennym Szczecinie i pierwszy Polak, stojący w 1945 r. na czele "Autobusów i Tramwajów Miasta Szczecina". Do muzeum trafił także tłok pieczęci z 1945 r. z nazwą firmy. Sam mebel cudem chyba tylko ocalał. Podobnie jak wiele innych eksponatów izolatory, bezpieczniki czy elementy tramwajowych silników, spoczywały w pomieszczeniach jednej ze stacji zasilających trakcję tramwajową. Do muzeum oficjalnie przekazano też kilka poniemieckich wagonów. Dołączyły do polskich tramwajów, które w siedzibie muzeum przy ul. Niemierzyńskiej stacjonują od kilku miesięcy.

Opracowanie ToT, "Kurier Szczeciński" 8 czerwca 2006 roku. Foto: Janowski

* * *

"Enki" jadą do muzeum .

Dziesięć starych tramwajów przekazał do Muzeum Techniki i Komunikacji Miejski Zakład Komunikacyjny.
Teraz najmłodsze szczecińskie muzeum mieszczące się w dawnej zajezdni przy ulicy Niemierzyńskiej ma już 13 kilkudziesięcioletnich wagonów.
Skromną uroczystość przekazania zabytków techniki zorganizowano w hali zajezdni Pogodno, gdzie na torach stanęły wszystkie nowe eksponaty: przedwojenny, pięknie odrestaurowany Bremen, kilka innych poniemieckich wagonów przerobionych kiedyś na wozy techniczne oraz powojenne wozy typu N. Dyrektor MZK Jerzy Manduk i dyrektor muzeum Stanisław Horoszko podpisali odpowiednie dokumenty na wiekowym biurku, przy którym urzędował ostatni niemiecki i pierwszy polski dyrektor szczecińskiego zakładu komunikacyjnego. Horoszko otrzymał także pieczęć lakową z 1945 r. z napisem "Tramwaje i Autobusy Miasta Szczecina" oraz pamiątkowy album z 1929 r. wydany z okazji 50-lecia komunikacji tramwajowej w Szczecinie.
Liczące ponad pół wieku tramwaje przetrwały dzięki zaangażowaniu Szczecińskiego Towarzystwa Miłośników Komunikacji Miejskiej, które przy wsparciu MZK uchroniło przed złomowaniem najstarsze pojazdy, a część z nich gruntownie odnowiło. To właśnie członkom towarzystwa wczoraj wszyscy dziękowali: dyrektorzy, wiceprezydent Anna Nowak, a także pionierzy szczecińskiej komunikacji przybyli na uroczystość.
Teraz te stare tramwaje będą na stałe stacjonować w zajezdni Niemierzyn - mówi Stanisław Horoszko, dyrektor Muzeum Techniki i Komunikacji - Zajezdnia Sztuki.
Po wycofaniu jesienią z eksploatacji przegubowych wozów 102 jeden z nich również przekażemy muzeum - zapewnia Jerzy Manduk, dyrektor MZK. Tramwajów na razie nie można w muzeum zwiedzać. Dostępne będą jedynie podczas okolicznościowych imprez organizowanych przez STMKM. Samo muzeum ma być otwarte po remoncie, w 2009 r. Warunkiem jest zdobycie unijnego dofinansowania. Chodzi o 11 mln zł. Jesienią złożony zostanie wniosek o przyznanie funduszy z Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Jeśli się nie uda (już raz muzealny wniosek przepadł), miasto będzie się starało o pieniądze z Regionalnego Programu Operacyjnego na lata 2007-2013.

Opracowanie Andrzej Kraśnicki jr, "Gazeta Wyborcza" 7 czerwca 2006 roku.

* * *

Będzie kontrola wydatków ZDiTM.

Zapowiadane przez wiceprezydenta miasta prześwietlenie finansów Zarządu Dróg i Transportu Miejskiego to efekt naszych publikacji.
18 maja w artykule "Nietykalny z ZDiTM" napisaliśmy o tym, iż dyrektor tej firmy Paweł Tarczyński trwa na stanowisku mimo wielu zastrzeżeń do jego metod zarządzania.
Rozmawiałem z dyrektorem Tarczyńskim o wszystkich argumentach, jakie zostały zawarte w artykule - zapewnia wiceprezydent Andrzej Grabiec (jemu właśnie podlega ZDiTM). Trudno z nimi polemizować, bo mają uzasadnienie. Spora część zastrzeżeń do pracy dyrektora, o których pisaliśmy (m.in. o tym, że w listopadzie ub.r. wydał 180 tys. zł na badania komunikacji miejskiej, z których nic do tej pory nie wynikło), wcześniej zgłaszana była wiceprezydentowi przez przedstawicieli związków zawodowych.
Udało nam się wspólnie załagodzić spór ze związkami - mówi Grabiec. Dyrektor Tarczyński zobowiązał się, że na comiesięcznych spotkaniach będzie przekazywał związkowcom informacje na temat bieżącej sytuacji firmy.
W najbliższych dniach wydział kontroli i audytu wewnętrznego magistratu ma rozpocząć kontrolę finansów w ZDiTM-ie. Chodzi przede wszystkim o dwie sprawy: konieczności płacenia odsetek za nieterminowe regulowanie faktur wystawionych przez przewoźników - mówi Grabiec. Kontrola ma też zbadać finansowanie remontu ul. Pokoju. Chodzi o remont chodnika i wzmocnienie skarpy przy ogródkach działkowych, gdzie mieszka prezydent Marian Jurczyk. Przypomnijmy: część robót została wykonana zgodnie z wcześniej przeprowadzonym przetargiem. Jednak w trakcie prac ZDiTM rozszerzył zakres robót, tłumacząc że skarpa zaczęła się obsuwać i groziła zawaleniem.

Opracowanie Mariusz Rabenda, "Gazeta Wyborcza" 7 czerwca 2006 roku.

* * *

Trzeba uważać.

Chociaż uprzedzaliśmy wcześniej, wczoraj kierowców zaskoczyły zmiany w organizacji ruchu na pl. Dziecka w Szczecinie.
Jedna z ważniejszych zmian, to dwukierunkowy odcinek ul. Kopernika wzdłuż pl. Dziecka. Teraz przez ten odcinek prowadzi krajowa "dziesiątka. Z ul. Kopernika wjeżdża się wyprofilowanym łukiem w Narutowicza do Piastów. Ta zmiana pokazała wczoraj, że kierowcy nie zwracają uwagi na znaki. Jadąc od pl. Zwycięstwa skręcali w prawo w Langiewicza i dalej w lewo w Bogusława, czyli jeździli po staremu, bo teraz ten odcinek Bogusława jest głównie ulicą parkingową. Aby z niego wyjechać, trzeba poczekać na "stopie” i przepuścić ruch od Kopernika i od Potulickiej.
Ruch puściliśmy w nocy - mówi Marek Hańko z Zarządu Dróg i Transportu Miejskiego. Musimy jeszcze trochę tam popracować, bo nie wszystko dało się pomalować. Brakuje np. linii segregacyjnych na ul. Narutowicza, znaków informacyjnych na ul. Kopernika.
Zauważyłem zmiany, ale chyba najlepiej jeździło mi się, kiedy Narutowicza miała pierwszeństwo, czyli przed przebudową Krzywoustego - uważa Janusz Korżak, kierowca. Trzeba się przestawić, a niektórzy, niestety, jeżdżą na pamięć.
Było kilka powodów, dla których wprowadzono zmiany. Po pierwsze tak ułatwić przejazd tirów, by pozbyć się ich z ul. Krzywoustego i pl. Kościuszki. Po drugie uczynić drogę krajową z pierwszeństwem przejazdu. Poprawione jest też bezpieczeństwo pieszych, bo ruch oddzielają bariery. Dobrze, że nie ma "dzikiego” przejścia od Kusocińskiego do placu - uważa Mirosław, kierowca. Bariery wymuszają wejście na pasy. To jest bezpieczniejsze dla kierowców i dla pieszych.
Z tym zgadza się policja.
Piesi, najmniej chronieni uczestnicy ruchu, są dla nas priorytetem, najważniejsza jest ich ochrona - mówi podkomisarz Dariusz Zajdlewicz, szef szczecińskiej drogówki. Policjanci przez najbliższe dni mają bacznie zwracać uwagę, jak kierowcy poruszają się w nowej organizacji ruchu.

Opracowanie Maciej Janiak, "Głos Szczeciński" 7 czerwca 2006 roku.

* * *

Święto polskiego harleya.

Kilkuset miłośników junaków spotkało się w sobotę w Szczecinie na dorocznym zlocie "polskiego harleya".
Atrakcją dla mieszkańców był przejazd junaków przez miasto. Mimo kilkunastominutowego zablokowania ruchu, kierowcy innych aut z przyjemnością patrzyli na kawalkadę maszyn.
Junaka dostałem od taty. On jeździł, a teraz ja kontynuuję tę tradycję. Nie wyobrażam sobie życia bez tego motoru - mówił Jacek Rupnowski.
Junak produkowany był w Szczecinie przez 10 lat, od 1956 r. Popularność zdobył także w USA i na Kubie. Fani motocykla chcą stworzyć w naszym mieście muzeum "polskiego harleya”.

Opracowanie mp, "Głos Szczeciński" 5 czerwca 2006 roku.

* * *

Junak bezdomny.

Sala pamięci słynnych szczecińskich motocykli została zamknięta.
W miniony weekend już po raz ósmy w podszczecińskiej Grzepnicy odbyło się święto junaka. To jedyny na świecie zlot miłośników motocykli tej marki. Spotykają się w okolicach Szczecina, bo tu po wojnie produkowano te kultowe modele. Co roku zjeżdża do nas dobrze ponad setka junaków. Jedne dopieszczone, tuningowane, dostosowane do obecnych wymogów kodeksu drogowego, inne poskładane tylko z oryginalnych części. Sprawiają wrażenie zaniedbanych, ale tylko dlatego, że ich właściciele nie wyobrażają sobie ingerencji w konstrukcję motocykla.
Tradycją, której hołdowano przez sześć pierwszych zlotów junaka, był postój parady motocyklowej przy al. Wojska Polskiego. Tam uczestnicy parady odwiedzali salę tradycji fabryki Polmo, gdzie oglądali motocykle wyprodukowane pół wieku wcześniej. Tam mieli okazję obejrzeć modele M07 i M10, a także prototypowego junaka M14 Iskra, który nigdy nie trafił do produkcji seryjnej. Tu też znajdował się model samochodu Smyk zbudowany na bazie junaka.
Z tradycją odwiedzin zerwano już przed rokiem.
Byliśmy wtedy umówieni, że jak zwykle zatrzymamy się przy Polmo i zwiedzimy salę tradycji - mówi Darek Kajszczarek z klubu Cuiser Szczecin organizującego święto junaka. Niestety sala była zamknięta, nikt nie chciał nam jej otworzyć. W tym roku nawet nie próbowaliśmy się umawiać. Nie byłoby po co. Obecny prezes Polmo Grzegorz Walkiewic powiedział nam: Sala nie istnieje. Przebudowujemy zakład, chcemy tam zrobić dział promocji.
Eksponaty nadal są w zakładzie, choć z obserwacji uczestników poprzednich zlotów wynika, że z roku na rok muzeum ubożało. Czy tego, co zostało, nie można byłoby przekazać do tworzonego właśnie Muzeum Techniki i Komunikacji - Zajezdnia Sztuki? Możemy przejąć te pamiątki choćby i dziś - zapewnia Stanisław Horoszko, dyrektor muzeum. Wprawdzie remont obiektów zajezdni, którą przejmujemy, zakończy się dopiero w 2009 r., ale eksponaty trzeba zabezpieczyć jak najszybciej. Muzeum jeszcze nie zwracało się do fabryki o przekazanie pamiątek. Prezes Polmo pytany, czy mógłby przekazać to, co mu obecnie zawadza przy tworzeniu biur promocji, ucina: To nie jest rozmowa na telefon.
Komentarz
Junak ma w całym kraju rzesze wielbicieli. Stukot jego silnika zawładnął sercami pokoleń motocyklistów. Kilkaset dopieszczanych junaków jest ciągle na chodzie. Nie ma kierowcy, który na drodze mijałby taki motor z obojętnością. Dlatego właśnie szczecinianie nie mogą pozwolić na zmarnowanie tego, co po tych niezwykłych motocyklach w naszym mieście zostało. Nie tylko ze względów sentymentalnych, ale też czysto marketingowych. Junakami możemy, a nawet powinniśmy się przecież chwalić. Przekazanie pamiątek Zajezdni Sztuki to doskonały pomysł. Mam nadzieję, że szefowie Polmo zdecydują się na ten gest.
Historia Junaka
Prototyp motocykla z silnikiem czterosuwowym powstał w Warszawie. W 1955 r. zdecydowano, że produkcja motocykla, którego nazwano Junak M07 będzie odbywać się w dawnych zakładach Stoewera w Szczecinie. Model M07 produkowany był przez cztery lata. Po ulepszeniach dokonanych już w biurze konstrukcyjnym Szczecińskiej Fabryki Motocykli w 1960 r. po raz pierwszy z taśmy zjechał Junak M10. Ten model stał się najpopularniejszym. Do roku 1965 wyprodukowano prawie 78 tys. sztuk tego motocykla. Od 1965 r. w fabryce porzucono produkcję motocykli na rzecz wytwarzania wałów korbowych do silników.

Opracowanie Mariusz Rabenda, "Gazeta Wyborcza" 4 czerwca 2006 roku.

* * *

Przystanek do naprawy - Dziury znikną.

Przystanek autobusowy, "Kaliny" przy ul. Witkiewicza wygląda jak tor przeszkód. Kierowcy autobusów skarżą się, że wjeżdżając w zatokę niszczą pojazdy, a pasażerowie narzekają na drgania i wątpliwy komfort jazdy.
Dziurawych przystanków w mieście jest wiele, ale ten szczególnie daje się nam we znaki - mówi kierowca, który często jeździ na linii 75. Od co najmniej 4 miesięcy prosimy Zarząd Dróg i Transportu Miejskiego o naprawę nawierzchni w tym miejscu. Kierowcy dzwonią indywidualnie, ich firma powiadamiała także ZDiTM na piśmie. ZDiTM o sprawie wie, ale...
Uszkodzoną nawierzchnię zauważyliśmy w ramach prowadzonych przez nas przeglądów - zapewnia Marta Kwiecień-Zwierzyńska z ZDiTM. Remont zatoki nie był jednak możliwy ze względu na niesprzyjającą aurę. Na pewno jednak będzie przeprowadzony. Być może nawet dziś. I na to liczymy, bez względu na to, kto problem zauważył czy zgłosił. Ważniejsze jest, by dziury wreszcie zniknęły. A swoją drogą - ciekawe, jakich materiałów użyto przy budowie feralnej zatoki. Pozimowe dziury na zwykłych asfaltowych ulicach łatane są od dawna. Przystanek zaś miesiącami czeka na naprawę...

Opracowanie ToT, "Kurier Szczeciński" 3 czerwca 2006 roku.

* * *

Nad Autostradą Poznańską - Budujemy mosty.

Rusza przebudowa Autostrady Poznańskiej w Szczecinie. W piątek podpisano umowę z wykonawcą Płockim Przedsiębiorstwem Robót Mostowych S.A. W I i II etapie mają powstać mosty nad Odrą i Regalicą wraz z wiaduktami dojazdowymi. Inwestycja jest dofinansowana w ramach unijnego Sektorowego Programu Operacyjnego Transport. Otrzymaliśmy na ten cel 44 mln zł informuje Piotr Landowski z biura prasowego UM.
Pierwsze dwa etapy to budowa mostu nad Odrą, długości 206 m, wraz z wiaduktami dojazdowymi o łącznej długości 256 m oraz budowa mostu nad Regalicą o długości 228 m wraz z wiaduktami dojazdowymi o łącznej długości 230 m.
Szacunkowa wartość inwestycji to 80 mln zł. W tegorocznym budżecie miasta Szczecina zarezerwowano na ten cel 39,58 mln zł. Resztę przewidziano na rok przyszły. Dopiero po wykonaniu całości przepraw, z funduszy unijnych Szczecin odzyska około 44 mln zł. Płockie Przedsiębiorstwo Robót Mostowych S.A., które wygrało przetarg na wykonanie tej inwestycji, ma 27 miesięcy na zakończenie prac.

Opracowanie ToT, "Kurier Szczeciński" 3 czerwca 2006 roku.

* * *

Nie na pamięć.

Najprawdopodobniej od poniedziałku przez pl. Dziecka pojedziemy inaczej niż dotychczas.
Zamiany miały być wprowadzone równocześnie z zakończeniem przebudowy ul. Krzywoustego. Plany pokrzyżowała pogoda. Drogowcy robią teraz wszystko, by zdążyć z nową organizacją ruchu na poniedziałek.
Przeszkody ze strony pogody zniknęły, więc wszystko jest przygotowywane, żeby w jednym czasie wprowadzić nowe oznakowanie pionowe i poziome - mówi Marek Hańko z Zarządu Dróg i Transportu Miejskiego. Te prace będą wykonywane głównie wieczorem i pewnie w nocy, kiedy ruch jest mniejszy.
Zmieni się wiele rzeczy. Na ul. Kopernika wzdłuż placu Dziecka nie będzie możliwości parkowania. Kosztem parkingu powstanie pas do jazdy od pl. Zwycięstwa w ul. Narutowicza, czyli placu nie będzie trzeba okrążać przez ul. Bogusława. Ta ulica będzie miała charakter parkingowy z miejscami dla aut po obu stronach jezdni. Będzie można włączyć się w Narutowicza, ale po zatrzymaniu się na "stopie”. Pozostaje również obowiązek zatrzymania się przed pl. Dziecka dla jadących ul. Narutowicza od ul. Potulickiej do al. Piastów.
Trzema pasami ruchu będziemy jechali od al. Piastów do ul. Potulickiej na odcinku do ul. Kopernika. Z prawego pasa pojedziemy w ul. Kusocińskiego (wyjazd z Kusocińskiego tylko w prawo!), ze środkowego na wprost do ul. Potulickiej, z lewego tylko w ul. Kopernika. Krajowa "dziesiątka” na stałe będzie miała pierwszeństwo przejazdu. Teraz pl. Dziecka auta objeżdżają z czterech stron. Po zmianach będzie właściwie jeden ciąg z dużym natężeniem ruchu, ogrodzony barierkami. Te mają również zapobiec przechodzeniu przez jezdnie w miejscu zlikwidowanych przejść dla pieszych.
Kierowcy muszą zachować ostrożność - tłumaczy asp. Janusz Mila ze szczecińskiej drogówki. My jeszcze zmiany skontrolujemy, czy są zgodne z projektami i literą prawa.

Opracowanie Maciej Janiak, "Głos Szczeciński" 3 czerwca 2006 roku.

* * *

"Słupy" zamiast autobusów.

Policja i prokuratura chcą sprawdzić, czy w miejskiej spółce autobusowej nie dochodzi do nadużyć finansowych. Doniesienie złożył jeden z kierowców, który ma własną działalność gospodarczą. Problem dotyczy Szczecińskiego Przedsiębiorstwa Autobusowego "Klonowica", ale podobne zasady obowiązują także w "Dąbiu".
Dostaję 11 zł za godz., ale są koledzy, którzy też mają firmy i dostają 10, 14 albo i 8 zł - mówi jeden z kierowców. Rozumiem, że stawki mogą być różne. Problem w tym, że zleceń nie dostajemy od SPA "Klonowica". Spółka ma trzech pośredników. Każdy z nich ma swoją "stajnię". Raz w miesiącu odbierają grafik pracy i zbiorcze rozliczenie. To jest ich jedyne zadanie. Oba dokumenty przygotowują etatowi pracownicy SPA "Klonowica". Autobusy, ich obsługa, paliwo i naprawy to problem SPAK. Każdy z pracujących na własny rachunek miesięcznie przepracowuje nawet 220-240 godzin. W sumie kierowców-podmiotów jest ok. 100.
SPAK płaci pośrednikowi 14-15 zł. My dostajemy 8-11 za godz. - twierdzą kierowcy. Wolelibyśmy, by ich zysk był podzielony między nas i księgową, która i tak robi nasze rozliczenia, a w kasie firmy też by jeszcze coś zostało. Prezes spółki nie ukrywa, że taki mechanizm tu działa. Nie on go zresztą wymyślił, bo kierowców z własną działalnością gospodarczą zatrudnia się niemal od początku istnienia spółki.
Jak wiem, zaczęło się od tego, że nasi etatowi kierowcy zaczęli sobie dorabiać w innych firmach - wyjaśnia Krzysztof Putiatycki. Zarząd firmy doszedł do wniosku, że lepiej, by w wolnym czasie pracowali w naszej firmie. Z czasem jednak do spółki dotarli także kierowcy, którzy nie mają etatu, a tylko własną firmę. Prezes twierdzi, że pośrednicy są niezbędni. Nie musimy z każdym kierowcą osobno podpisywać umowy, nie musimy się z nim indywidualnie rozliczać - tłumaczy. A mając pośredników, mamy gwarancję, że nie zabraknie nam ludzi do pracy.
Czy te tłumaczenia przyjmie prokuratura? Na razie poprosiła o dokumenty. Niewątpliwie kierowcy z własną działalnością są tańsi, niż etatowi. Wielu kierowców uważa jednak, że sytuacja nie jest poprawna i chętnie złożą wyjaśnienia. Ich zdaniem pośrednicy to "słupy", do pobierania z miejskiej spółki wynagrodzenia. Chodzi o duże sumy, tylko ze SPAK do pośredników co roku wypływa kwota, za którą można kupić przynajmniej jeden nowy autobus.

Opracowanie Tomasz Tokarzewski, "Kurier Szczeciński" 2 czerwca 2006 roku.

* * *

Kto ma zwrócić 400 tysięcy? Bubel nad Parnicą.

Miasto domagać się będzie zwrotu pieniędzy wydanych na naprawę mostu nad Parnicą. Od kogo? Na razie nie wiadomo. Jak się wydaje, nie ma winnych tego, że mająca zaledwie 4 lata przeprawa już się sypie. Dwuprzęsłowa przeprawa nad Parnicą powstała w 2002 r. Łączy ul. Gdańską z portem i stocznią remontową. Zgodnie z projektem, mogą po niej jeździć samochody ważące nawet 50 ton. Ale długo nie wytrzymała tego obciążenia. Pod koniec lutego br. trzeba ją było zamknąć na ważącej 175 ton skrzyni balastowej pojawiły się rysy i pęknięcia. Obawiano się, że balast po prostu się urwie. To z kolei groziło odkształceniem się całej konstrukcji.
Naprawa mostu trwała trzy miesiące został oddany do eksploatacji w ubiegły poniedziałek. Całkowity koszt usuwania usterek (łącznie z dokumentacją) wyniósł 400 tys. zł. Jak się dowiedzieliśmy, zarząd miasta domaga się jednak zwrotu wydanych na naprawę pieniędzy. Wydaje się bowiem nienormalne, by mający niespełna cztery lata most już się popsuł. Kto jest za to odpowiedzialny? Na razie nie wiadomo.
Prokuratura cały czas kompletuje dokumentację (jeszcze nie wiadomo, czy zostanie wszczęte postępowanie w tej sprawie). Z ekspertyzy wykonanej przez Politechnikę Szczecińską wynika jedynie, że konstrukcja mostu jest tymczasowa. Właśnie z tego powodu jedno z przęseł jest zbyt lekkie i dlatego zostało dociążone balastem. Jak wynika z opracowania, balast zaczął pękać m.in. z powodu drgań powstałych przy przejeździe przez dylatację.
Problem w tym, że most został uszkodzony już po okresie gwarancji i dlatego koszt naprawy musiało wziąć na siebie miasto. Wiemy jednak, że pracownicy Zarządu Dróg i Transportu Miejskiego pierwsze pęknięcia zauważyli już w 2002 r. czyli zaraz po jego uruchomieniu. Zgłosili to wykonawcy, który wykonał prowizoryczną naprawę. Nie pomogła. Po czterech latach użytkowania most trzeba było zamknąć i wykonać remont generalny.
Prezydent Andrzej Grabiec wystąpi do ZDiTM, by na podstawie faktur odzyskało zwrot kosztów naprawy. Pismo w tej sprawie zostanie przekazane szczecińskiemu oddziałowi Generalnej Dyrekcji Dróg Publicznych i Autostrad (inwestorowi zastępczemu inwestycji przyp. red.).

Opracowanie lw, "Kurier Szczeciński" 2 czerwca 2006 roku.

* * *

1/06, 2/06, 3/06, 4/06, 5/06, 7/06, 8/06, 9/06, 10/06, 11/06, 12/06
1/07, 2/07, 3/07, 4/07, 5/07, 7/07, 8/07, 9/07, 10/07, 11/07, 12/07



Lata 90 XX wieku


Wiek XXI


Linki