Menu


1879-1929


Lata 20-40 XX wieku


Lata 50–80 XX wieku

Wydarzenia w komunikacji w 2008 roku.


Prasa informuje - luty







* * *

Tramwaj potrącił kobietę

Tramwaj nr 8 potrącił kobietę przy przystanku w okolicach Bramy Portowej. Wszystkie tramwaje tej linii są skierowane do pętli przy ul. Potulickiej. Na miejsce dojeżdża pogotowie.

Opracowanie "Jarosław Gowin", "Polskie Radio Szczecin", 29 lutego 2008 roku

* * *

SPA "Dąbie" dostało 4 mln zł

Argumenty największego związku zawodowego w spółce autobusowej z Dąbia przekonały prezydenta i przekazał pieniądze na nowe autobusy. Od 1 marca w spółce będą też podwyżki.
Szczecińskie Przedsiębiorstwo Autobusowe "Dąbie" planuje kupić w tym roku 8 nowych autobusów przegubowych. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie 4 mln zł dofinansowania z kasy miasta. Jeszcze kilkanaście dni temu pieniądze dla "Dąbia" były pewne, jednak tydzień temu prezydent wstrzymał przelew. Poszło o to, że nie wszystkie związki zawodowe porozumiały się z szefem spółki co do wysokości podwyżek.
Największy związek, Solidarność’80, zgodził się na podwyżkę w średniej wysokości 300 zł w tym roku i obietnicę takiej samej w przyszłym roku. Pozostałe związki chciały walczyć o więcej i zorganizowały przegrane referendum w tej sprawie. Brak porozumienia i groźba strajku w spółce spowodowały wstrzymanie pieniędzy.
Janusz Kochanek, przewodniczący Solidarności’80, zasypywał nas korespondencją, by pieniądze wypłacić, bo większość załogi nie może cierpieć za mniejszość - mówi Sebastian Wypych z Urzędu Miasta. Ten i inne argumenty trafiły do prezydenta. Dziś spółka powinna mieć pieniądze na koncie i będzie mogła szykować zakup nowych autobusów. Od 1 marca pracownicy otrzymają średnio 200 zł podwyżki. Kolejne 100 zł do pensji dojdzie im jesienią.
Podwyżki dostaną wszyscy pracownicy zatrudnieni na dzień 29 lutego, niezależnie od przynależności związkowej - zaznacza Włodzimierz Sołtysiak, prezes SPAD.
Druga ze szczecińskich spółek dostała taką samą kwotę już tydzień temu. Tam jednak na proponowane podwyżki zgodzili się wszyscy. W tym roku obaj przewoźnicy mają dostać jeszcze po 2 mln zł.

Opracowanie "Maciej Janiak", "Głos Szczeciński", 29 lutego 2008 roku

* * *

Związkowcy w MZK obniżyli żądania finansowe

Związkowcy z MZK w Szczecinie zaproponowali dziś na spotkaniu z mediatorem i dyrekcją 10-procentową podwyżkę płac mimo, że niedawno chcieli 30-procentowego wzrostu wynagrodzeń.
Wcześniej zapowiadali nawet strajk, gdyby do wzrostu płac miało nie dojść. Aby obliczyć skutki finansowe tej podwyżki dla firmy konieczne jest opracowanie analizy finansowej - mówi Andrzej Durka, mediator sporu zbiorowego w MZK.
MZK zatrudnia 700 osób, podwyżka nawet o kilka złotych w tym zakładzie to duże obciążenia dla budżetu miasta. Miejski Zakład Komunikacji czeka też restrukturyzacja, a to brzmi groźnie dla wielu tam zatrudnionych. Kolejne soptkanie związkowców i dyrekcji z mediatorem odbędzie się za tydzień.

Opracowanie "Barbara Gondek", "Polskie Radio Szczecin", 27 lutego 2008 roku

* * *

Podwyżki na torach

Motorniczowie dostaną po około 180 zł podwyżki, pozostali pracownicy - 140. Płace zmienią się w najbliższych tygodniach, a odpowiednie dokumenty są właśnie przygotowywane. Mimo że związki zawodowe nie porozumiały się jeszcze z dyrekcją i wciąż myślą o strajku.
Podwyżki będą w marcu, by ludzie jeszcze przed świętami mieli więcej pieniędzy. Ponadto do podziału będzie 200 tys. zł na kwartalne premie uznaniowe - tłumaczy Krystian Wawrzyniak, dyr. MZK Szczecin. Warunek jest jeden: nie przerywamy pracy, by zapewnić sobie regularne wpływy.
Propozycję podwyżek w tej wysokości związkowcy usłyszeli w ubiegłym tygodniu. Jak je oceniają, mieli uzgodnić do wczoraj. Stanowiska jednak nie przedstawili, bo spotkanie z dyrekcją i mediatorem trzeba było przesunąć na dziś.
Wierzę w rozsądek, żądania 30-procentowych podwyżek wysuwane przez stronę związkową są po prostu nierealne - mówi K. Wawrzyniak. Proponujemy tyle, na ile firmę stać.
Jeśli przewozy będą wykonywane, stałe wpływy do kasy firmy poprawią jej kondycję. Niewykonanych kursów może być mniej, bo trwa kolejny kurs na motorniczych. To pozwala wierzyć, że za pół roku dyrekcja będzie mogła zaproponować zmianę stawek.
Dziś jest zgoda na podwyżki, mimo że sytuacja w MZK wciąż się nie wyjaśniła - przyznaje Michał Przepiera, dyr. Wydziału Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska UM. Prezydent uznał, że skoro są pieniądze dla pracowników, to należy je im wypłacić. Ale czy będzie więcej, zależy od postawy załogi.
Nie wiadomo jeszcze, jak na propozycje dyrekcji oraz uruchomienie podwyżek zareagują związkowcy. Od piątku nie zabierają głosu, ich telefony milczą. Choć przeciętny motorniczy woli podwyżkę w najbliższym miesiącu i perspektywę kolejnej za pół roku, niż strajk i kłopoty finansowe firmy. Nie wiadomo, jak dziś zakończyłoby się referendum. W ubiegłym tygodniu około 90 procent załogi opowiadało się za strajkiem. Wtedy jednak nie było mowy o wysokości podwyżek, dziś są konkrety.

Opracowanie "Tomasz Tokarzewski", "Kurier Szczeciński", 27 lutego 2008 roku

* * *

Nikt nie chce strajku

Związki zawodowe szczecińskiej komunikacji są zbulwersowane wypowiedziami przedstawiciela miasta na łamach „Głosu". Zapewniają jednak, że nadal chcą negocjować w sprawie podwyżek, a nie strajkować.
W poniedziałek opublikowaliśmy artykuł, w którym przedstawiciel magistratu przedstawiał, zastrzegając sobie anonimowość, zaprezentował scenariusz, jaki miasto może zrealizować, gdyby doszło do strajku w komunikacji miejskiej. Z tych informacji wynika, że strajk może mieć poważne konsekwencje: podzielenie i zmiany w Zarządzie Dróg i Transportu Miejskiego, obcinanie linii tramwajowych i zastępowanie ich autobusami, czy rozwiązanie umowy na przewozy ze Szcze-cińsko-Polickim Przedsiębiorstwem Komunikacyjnym. Przypomnijmy, że miasto wstrzymało 4 min zł dofinansowania dla spółki z Dąbia, wstrzymuje przekazanie 20 min zł do Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego i na razie nie chce słyszeć o dofinansowaniu SPPK.
Nawet nie warto komentować tych informacji - uważa Bogdan Rojek przewodniczący NSZZ Solidarność Pracowników Komunikacji Miejskiej. Przedstawiciele miasta stawiają własne słowa ponad prawem na przykład do strajku i o układach zbiorowych. Informacje, które pojawiły się w poniedziałek spowodowały bardzo duże poruszenie wśród pracowników. Ludzie powtarzają, że miasto jest szantażystą i potrafi tylko straszyć. Pracownicy MZK otrzymali propozycje podwyżek: motorniczy mają dostać 90 zł podwyżki, a administracja 50 zł. Dziś mają być prowadzone kolejne rozmowy między dyrekcją zakładu a pracownikami w towarzystwie mediatora. Być może zostanie podpisany potokół rozbieżności. Strajk to ostateczność - mówi Bogdan Rojek.
Strajk to ostateczność
Bogdan Rojek przewodniczący NSZZ Solidarność Pracowników Komunikacji Miejskiej.
Rozmawiać chcą również związkowcy z SPPK. Spotkanie zaplanowane jest na początek marca. Pracownicy chcą 30 proc. podwyżek, szefostwo zgadza się na 10 proc.
Słowa przedstawiciela miasta pozostawiły niesmak - mówi Remigiusz Falicki, przewodniczący Solidarności'80 w SPPK. Włodarze miasta nie myślą o społeczeństwie i pracownikach komunikacji. To jest próba skłócenia ludzi. Nie zamierzamy jednak zrywać rozmów. Przedstawiciele miasta zapewniają, że nie chcą realizować scenariusza, który jest ostatecznością.
Chcemy rozmawiać i tłumaczymy, by pracownicy byli rozsądni - mówi Sebastian Wypych z urzędu miasta. Pracownicy spółki „Klonowica" pokazali, że można rozmawiać i się porozumieć będą mieli podwyżki. W spółce z Dąbia na warunki szefa zgodziła się większość załogi z jednego związku. Reszta warunków nie przyjęła. Prezes i Solidarność'80 napisali, by uruchomić 4 min dotacji dla spółki, a my się pewnie do tego przychylimy z zaznaczeniem, że pieniądze w chwili strajku zostaną zażone na koncie - wyjaśnia Sebastian Wypych.

Opracowanie "Maciej Janiak", "Głos Szczeciński", 27 lutego 2008 roku

* * *

Szybki tramwaj bez szans

Nie będzie szybkiego tramwaju w Szczecinie. Mamy niewielkie szanse na dofinansowanie tej inwestycji z pieniędzy Unii Europejskiej. Koszt SST przekracza pół miliarda złotych. Miasta nie stać na taki wydatek.
Mamy dwa programy, na które chcielibyśmy pieniądze. Tak naprawdę jednak mamy szanse dostać dofinansowanie tylko na jeden z nich - mówi Piotr Krzystek, prezydent Szczecina.
Na 9 dużych miast posiadających sieć tramwajową zagwarantowanych jest 500 mln euro. Szczecin ma do wyboru - albo remontować stare torowiska, albo budować nowe. Specjaliści używają obrazowego porównania - nie urządza się reprezentacyjnego ogrodu zimowego w domu, kiedy wali się łazienka i kuchnia. Budowa szybkiego tramwaju kosztować ma grubo powyżej 500 mln złotych. Do tego trzeba doliczyć koszt 20 składów tramwajowych, które miałyby obsługiwać linię prowadząca do Kijewa. Nowe, pełne elektroniki tramwaje ulegną zniszczeniu na wybitych, krzywych torach.
Nie może być szybkiego tramwaju, który kończy się na Basenie Górniczym - dodaje prezydent Krzystek. Nie wpuści się do miasta niskopodłogowych tramwajów, bo tu są fatalne tory. Uznaliśmy, że ważniejsze jest dla nas wyremontowanie starych torowisk.
Miasto chce wymienić 26 km torów. Prace rozpoczęłyby się na pl. Kościuszki, przed al. Bohaterów Warszawy do Mickiewicza, a także w stronę Gumieniec. Potem remont m.in. torowiska i sieci trakcyjnej w ul. Żołnierskiej od ul. Somosierry do pętli Krzekowo, w następnym etapie al. Powstańców Wielkopolskich, ul. Kolumba, ul. Łady, ul. 3-go Maja, ul. Piłsudskiego i ul. Jana z Kolna.
Jeżeli się uda, będziemy chcieli także ubiegać się o pieniądze na szybki tramwaj. Oceniamy jednak realnie swoje możliwości - twierdzi Piotr Krzystek.

Opracowanie "Ynona Husaim-Sobecka", "Głos Szczeciński", 25 lutego 2008 roku

* * *

Miasto ostrzega kierowców

Jeżeli w Szczecinie staną tramwaje i autobusy, to najbardziej stracą na tym sami strajkujący. Zamiast podwyżek będzie rewolucja w organizacji komunikacji miejskiej. To wynika z naszych informacji.
W najlepszej sytuacji jest w tej chwili Szczecińskie Przedsiębiorstwo Autobusowe "Klonowica". Tam związkowcy dogadali się z szefostwem i dostaną 10-procentową podwyżkę. Miasto na konto spółki przelało właśnie cztery miliony na nowe autobusy. W ramach poprawki budżetowej SPAK może liczyć w tym roku jeszcze na 2 miliony. "Klonowica", to przykład tego, że można było się dogadać - mówi osoba z otoczenia prezydenta miasta. Stawiamy na tę spółkę, bo obie strony konfliktu wykazały się dojrzałością.
Tak różowo nie jest w SPA "Dąbie". Tam na tej samej wysokości podwyżki zgodził się jeden związek zawodowy, skupiający większą część załogi. Pozostali związkowcy zrobili referendum strajkowe. Przegrali je. SPAD również miał dostać 4 mln dofinansowania. Miasto wypłatę wstrzymało. Czeka, jak rozwinie się sytuacja w Dąbiu.
Podwyżek chcą także pracownicy Zarządu Dróg i Transportu Miejskiego. Tam z pracodawcą dogadały się dwa związki zawodowe skupiające ok. 30 proc. załogi. W tej chwili podwyżka ma wynieść 128 złotych brutto, a miasto gwarantuje, że latem podejmie kolejne rozmowy na temat podwyżek.
Nie zakładamy, że ZDiTM zastrajkuje - mówi nasz rozmówca. Jeżeli jednak pracownicy zdecydują się na ten krok, zrobimy to, o czym mówi się od dawna: podzielimy ZDiTM, odłączymy komunikację od dróg. Za tym pójdzie zmniejszenie zatrudnienia.
W referendum za strajkiem wypowiedziała się załoga Szczecińsko - Polickiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego. Miasto, które ma tam 30 proc. udziałów, zgadza się na 10 proc. podwyżki. Pracownicy chcą 30 proc. Miasto planowało dokapitalizować SPPK kwotą 1 mln zł i przekazać dodatkowe pieniądze w późniejszym terminie. Na razie o tych pieniądzach nie ma mowy.
W przypadku gdy autobusy SPPK staną, przewoźnik będzie miał wypowiedzianą umowę z Zarządem Dróg i Transportu Miejskiego za nie wywiązywanie się z umowy - zapowiada wysoki rangą urzędnik miejski. To oznacza dla spółki kłopoty, bo potem przez trzy lata nie będzie mogła świadczyć usług przewozowych dla miasta. To wynika z prawa zamówień publicznych.
Propozycje podwyżek otrzymali pracownicy Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego. Stała premia 92 zł miałaby być włączona do podstawy wynagrodzenia. Do tego motorniczy dostaliby dodatkowo 90 zł, a pozostali pracownicy 50 zł podwyżki. Szefostwo zakładu nie ukrywa, że żądany wzrost płac o 30 proc. jest nierealny. MZK miało dostać w tym roku 20 mln zł na poprawę stanu sieci i tramwajów. Pewne jest, że na razie te pieniądze do przewoźnika nie trafią. W stosunku do MZK w przypadku strajku też mają być podjęte odpowiednie decyzje.
Gdyby strajk miał potrwać dłużej, to rozważymy wycięcie linii tramwajowych i wprowadzenie zamiast nich autobusów - wyjaśnia nasz informator. Dwadzieścia milionów, które miało trafić do tramwajów, zostanie przekazane nowej spółce transportowej która już istnieje. Można za to kupić dwadzieścia autobusów, a w leasing wziąć nawet setkę. Tak duża spółka zastąpi lukę po SPPK i w części wyręczy MZK. MZK zamienimy w spółkę. Powstanie nowy podmiot bez dotychczasowych obciążeń.
W zabezpieczeniu transportu w mieście w chwili strajku mają pomóc prywatne firmy. Są już nawet przygotowane umowy w tej sprawie. Nie chcemy tego wszystkiego, ale w końcu zmiany w komunikacji idą na lepsze, a ci co dogadać się nie chcą psują to wszystko - wyjaśnia przedstawiciel miasta.

Opracowanie "Maciej Janiak", "Głos Szczeciński", 25 lutego 2008 roku

* * *

Pracownicy SPPK i MZK są za strajkiem!

Zdecydowana większość pracowników Szczecińsko-Polickiego przedsiębiorstwa Komunikacyjnego i Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego opowiedziała się za strajkiem. Tylko w spółce w Dąbiu frekwencja nie dopisała, głosowało zaledwie 25 proc. uprawnionych.
W dużej mierze za sprawą prezesa spółki - twierdzą związkowcy. Torpedował referendum, zwołał wczoraj trzy spotkania z pracownikami, straszył zwolnieniami tych, co będą za strajkiem.
Chcą mniej niż pielęgniarki
W referendum wzięło udział 80 proc. uprawnionych - informuje Remigiusz Falicki, przewodniczący Solidarności 80 w SPPK w Policach. Z głosujących aż 85 procent pracowników opowiedziało się za strajkiem, niespełna 15 procent, było przeciwnych. Jeszcze mamy wyznaczone spotkanie na 3 marca z właścicielem spółki (większość udziałów ma gmina Police). Jeśli się nie dogadamy, będziemy strajkować.
Nasz rozmówca podkreśla, że żądania kierowców nie są wygórowane. Pielęgniarki domagają się 1000 zł podwyżek, my od 400 do 800 zł brutto - wyjaśnia. A nie ujmując nic pielęgniarkom, praca kierowców jest o wiele cięższa, ryzykowna. Kierowca nie może wypić kawy, pójść na papierosa, cały czas w kieracie. Wstaje o 4 rano, kończy późno w nocy.
Motorniczy też za strajkiem
Bogdan Rojek, przewodniczący Międzyzakładowej Organizacji Związkowej NSZZ Solidarność Pracowników MZK, ZDiTM informuje, iż z 709 głosujących pracowników MZK aż 523 osoby opowiedziały się za strajkiem (73,8 proc.).
W czwartek mamy spotkanie z mediatorem - dodaje Rojek. Podejrzewam, że powstanie protokół rozbieżności, po czym ukonstytuuje się komitet strajkowy, który będzie już dalej kierował działaniami.
Jeszcze rozmawiają
Związkowcy z Zarządu Dróg i Transportu Miejskiego jeszcze rozmawiają za pośrednictwem mediatora. Dlatego referendum w tej spółce jeszcze nie było.
Na razie domagamy się podwyżek o 300 zł - mówi Wojciech Szczesnowski, przewodniczący NSZZ Solidarność w ZDiTM i zastępca przewodniczącego organizacji międzyzakładowej. Od 6 lat nie było ani złotówki podwyżki, a inflacja, podwyżki mediów, żywności? Zobaczymy, czy mediacje coś przyniosą. Nie wykluczamy referendum i strajku.
Pracownicy MZK, część z zajezdni z Dąbia (wyłamał się tam jedynie związek "Solidarności 80") oraz SPPK domagają się podwyżek pensji zasadniczej o 30 proc. Najbliższe dni pokażą, czy pracodawcy przyjmą ich żądania, czy też czekają nas strajki kierowców i motorniczych.


Opracowanie "Piotr Jasina", "Głos Szczeciński", 21 lutego 2008 roku

* * *

Potrzebny autobus na ulicy 1 Maja

Mieszkańcy wielotysięcznego osiedla położonego między ulicami 1 Maja a Emilii Plater od kilku lat domagają się lepszego skomunikowania z miastem.
Od wielu lat domagaliśmy się, by przywrócono kursowanie autobusów po ul. 1 Maja - mówi Irena Prażmowska. Słaliśmy pisma do miasta, ale tylko nam to obiecano i na tym się kończyło.
Kiedyś tu kursował autobus
Przed wieloma laty po ul. 1 Maja kursował autobus linii 67. Później specjaliści od ruchu drogowego uznali, że wyjazd autobusu z ul. 1 Maja na ul. Szczanieckiej jest utrudniony, bo nie ma świateł na skrzyżowaniu, należy więc trasę chwilowo zawiesić.
Mieli zawiesić tylko do założenia świateł. Tak wówczas przyrzekali - przypomina dawne obietnice miejskich urzędników Irena Prażmowska. Światła powstały, zrobiono dobre skrzyżowanie, ale autobusy nie powróciły na trasę.
Muszą pokonywać kilometry
Teraz mieszkańcy muszą do najbliższego przystanku chodzić bardzo daleko. Albo na odległy przystanek koło technikum mechanicznego albo koło stoczni. A to już jest trasa, szczególnie dla tych, którzy mieszkają koło ul. 1 Maja niemal dwóch kilometrów.
Jeżeli teoretycznie byśmy rozważali puszczenie autobusu po ul. 1 Maja, to nie linii 67, a raczej 53 lub 60 - zastanawia się nad rozwiązaniem problemu Marek Koszla z ZDiTM. Jeden przystanek musiałby powstać koło kąpieliska Gontynka, drugi przy ul. Hutniczej, dla stoczniowców. Decyzja w tej sprawie nie zależy jednak od ZDiTM, a wydziału gospodarki komunalnej Urzędu Miejskiego.
Emilii Plater - tylko przelotówka
Mieszkańcy chętnie też przywitaliby nowy przystanek przy ul. Emilii Plater. Najlepiej, gdyby powstał w pobliżu placu Matki Teresy z Kalkuty - mówi Bronisław Prażmowski. W pobliżu jest szkoła, obiekt handlowy i kościół, a więc najlepsze miejsce dla wszystkich mieszkańców osiedla.
W tej chwili najbliższy przystanek jest - jak to określają mieszkańcy - "w polu" czyli przy technikum mechanicznym, a drugi dopiero przy stoczni.
Tu jest bardzo dużo miejsca, można by więc bez żadnych kłopotów zrobić przystanek - uważa Maria Sznyt, która codziennie kupuje w sklepie przy ul. Emilii Plater. Co się nachodzę, to szkoda gadać. Mam już prawie 73 lata i za każdym razem zakupy są dla mnie całą wyprawą. Gdybym tak sobie mogła wsiąść przy ul. 1 Maja i podjechać do Emilii Plater, to by było naprawdę cudownie.
Moim zdaniem - Marek Rudnicki
Zadaniem władz miejskich jest ułatwianie życia mieszkańcom. Zrobienie dwóch przystanków w miejscach, gdzie ich dziś nie ma, do takich zadań należy. Jest też uzasadnione ekonomicznie. Wkrótce na dzisiejszym kąpielisku Gontynka powstanie nowe kąpielisko rozbudowane prawdopodobnie o obiekty handlowe. Przychodzący tu ludzie też chętnie skorzystaliby z autobusu.

Opracowanie "Marek Rudnicki", "Głos Szczeciński", 21 lutego 2008 roku

* * *

Mogą stanąć autobusy

Pracownicy firm komunikacyjnych z Polic i Szczecina przeprowadzili wczoraj referenda strajkowe. Dziś poznamy ich wyniki.
Po 15 latach pracy jeszcze nie zdarzyło się, bym na wypłatę przekroczył 2 tys. zł - mówi Mirosław Dołęga, kierowca Szczecińsko-Polickiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego. Mam 2 300 zł brutto, tyle to powinienem brać na rękę.
Przemysław Chochlewicz jest młodym kierowcą, autobusem jeździ od 4 lat. Gdyby nie to, że mam 7-miesięczne dziecko i nie chce zostawiać go tylko z mamą, już by mnie w kraju nie było - przyznaje. Zarabiam 1600 zł, jeśli dorobię niedzielami i świętami. To wystarcza mi na spłatę kredytu i opłaty za mieszkanie. Żona nie pracuje. Gdyby nie pomoc rodziców i teściów, nie mielibyśmy na życie. Podwyżki muszą być.
Są za strajkiem
Referendum zaczęło się o godz. 4 rano w trzech spółkach, jednej z Polic i dwóch ze Szczecina. Głosowanie zakończono o północy, wraz z końcem ostatniej zmiany.
Rozmowy z zarządami spółek w sprawach płacowych nie doprowadziły do porozumienia dlatego wspólnie z kolegami ze Szczecina zdecydowaliśmy się na referenda - wyjaśnia Bogdan Leśniewski, dyspozytor ze Szczecińsko-Polickiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego, szef NSZZ "Solidarność”. Pytanie brzmi: czy jest pan/pani za podjęciem akcji strajkowej w celu spowodowania wzrostu wynagrodzeń pracowniczych? Podejrzewam, że niemal wszyscy opowiedzą się za strajkiem. Znam nastroje ludzi, są zdeterminowani.
Związkowcy z SPPK, MZK i ZDiTM domagają się 30 proc. podwyżek wynagrodzeń od 1 stycznia br. Wyłamali się związkowcy z zajezdni w Dąbiu i Klonowica przystając na podwyżki o 10 proc. przez 3 lata.
Nie mamy pieniędzy
Andrzej Markowski, prezes SPPK w Policach mówi, że spółka nie ma pieniędzy na podwyżki. Ja rozumiem oczekiwania pracowników, ale nie możemy pensji podnieść więcej niż o 10 proc. - stwierdza. Prezes tłumaczy, że jest między młotem a kowadłem. Podniosłem płace w ubiegłym roku o 10 proc. - wyjaśnia. - W tym mogę najwyżej o 10 proc. Więcej nie mam z czego. Chyba, że Szczecin podniesie stawkę do 5 zł za wozokilometr.
Czym grozi strajk
W polickiej spółce wczoraj do godz. 13 w referendum wzięło udział 90 pracowników (ponad połowa). W szczecińskich spółkach było podobnie. By referendum było wiążące, strajk musi poprzeć ponad połowa pracowników każdej ze spółek. Wyniki poznamy dzisiaj. Pięć dni przed strajkiem związki muszą poinformować pracodawców.
Strajk, to igranie z ogniem - przestrzega Markowski. Wystarczy, że 3 dni pod rząd kierowcy nie wyjadą z zajezdni, Szczecin może nam wypowiedzieć wieloletnią umowę, o którą tak walczyliśmy.

Opracowanie "Piotr Jasina", "Głos Szczeciński", 20 lutego 2008 roku

* * *

Kursy autobusowe ze Szczecina do Polic zagrożone

W Szczecińsko Polickim Przedsiębiorstwie Komunikacyjnym trwa referendum strajkowe. Załoga ma zdecydować czy weźmie udział w akcji protestacyjnej.
Pracownicy SPPK domagają się 30-procentowej podwyżki płac dla wszystkich zatrudnionych w zakładzie. Dotychczas głosowało 65 procent załogi. Wyniki referendum będą znane jutro. Na podwyżki dla pracowników SPPK pieniądze muszą wyłożyć zarówno Szczecin jak i Police.
W SPPK pracuje 170 osób, to najmniejsza zajezdnia autobusowa w Szczecinie. SPPK obsługuje połączenia pomiędzy Policami, a Szczecinem. Organizatorami referendum są dwa działające w Szczecińsko Polickim Przedsiębiorstwie Komunikacyjnym związki zawodowe Solidarność i Solidarność'80. Związkowcy mówią, że referendum jest wymagane polskim prawem. Nie wiadomo kiedy będzie strajk. Może go w ogóle nie być - mówią związkowcy.

Opracowanie "Grzegorz Gibas ", "Polskie Radio Szczecin", 20 lutego 2008 roku

* * *

Komunikacyjne referendum strajkowe

We wtorek do północy pracownicy firm komunikacyjnych deklarowali w referendum, czy są gotowi rozpocząć strajk. Chodzi oczywiście o podwyżki płac.
Referendum ogłoszono w trzech firmach: tramwajowym Miejskim Zakładzie Komunikacyjnym oraz dwóch spółkach autobusowych: SPA-Dąbie i SPPK Police.
Jaki będzie wynik, trudno przewidywać - mówił wczoraj po południu Bogdan Rojek, szef Solidarności w MZK. Urny otworzymy dopiero o północy.
Pracownicy odpowiedzieć mieli tylko na jedno pytanie: "Czy jest pan/pani za strajkiem?" Jeśli "tak" odpowie ponad połowa załóg, strajk jest prawie pewny. Do uzgodnienia pozostanie jego forma: czy będzie to protest rotacyjny, okupacyjny, czy np. przestanie kursować komunikacja.
Związki od grudnia są w sporze zbiorowym z pracodawcą (czyli pośrednio miastem). Domagają się wzrostu wynagrodzeń o 30 proc. Ze strony miasta nie było żadnej kontrpropozycji - wyjaśnia Rojek. Dwumiesięczne rozmowy nie dały efektu. Stąd referendum strajkowe. Płace motorniczych nie wzrosły od sześciu lat. W tym czasie miasto dwa razy podniosło ceny biletów.

Opracowanie "mpr", "Gazeta Wyborcza", 19 lutego 2008 roku

* * *

Pijany pirat drogowy staranował przystanek

Policjanci ze szczecińskiej drogówki zatrzymali pijanego kierowcę forda, który nie zatrzymał sie do kontroli drogowej i uderzył w wiatę przystanku tramwajowego. Do zdarzenia doszło dziś w nocy przy Alei Wojska Polskiego.
foto
Kierowca osobowego forda sierry nie zatrzymał sie do kontroli drogowej na pl. Odrodzenia. Kierowca chciał uciec policjantom, więc wjechał na torowisko tramwajowe w Alei Wojska Polskiego. Na wysokości posesji nr 76 samochód nagle zjechał na pas jezdni ruchu przeciwnego a po chwili odbił w prawo i uderzył w wiatę przystanku tramwajowego.
Pogotowie przewiozło kierowcę i pasażera do szpitala przy ulicy Unii Lubelskiej. Pasażer pozostał na obserwacji w szpitalu a badanie lekarskie kierowcy wykazało, iż nie odniósł obrażeń. Policjanci przebadali kierowcę na trzeźwość. Okazało się, że jest nietrzeźwy (0,78 promila alkoholu we krwi ) i nie posiada uprawnień do kierowania.

Opracowanie "aktualności", "gs24.pl", 19 lutego 2008 roku

* * *

Będzie rondo na Sikorskiego i Ku Słońcu

Pięć milionów złotych ma kosztować przebudowa kłopotliwego skrzyżowania
Skrzyżowanie ma być przebudowane w tym roku. Koszt - 5 mln zł. Część pieniędzy miasto dostanie z programu likwidacji miejsc niebezpiecznych.
Obecnie na krzyżówce w najlepszym położeniu są kierowcy poruszający się ul. Ku Słońcu od strony Gumieniec. Jadąc prosto w stronę al. Piastów mają wolną drogę, a skręcając w ul. Sikorskiego mają pierwszeństwo przejazdu. Z kolei kierowcy jadący ul. Ku Słońcu od al. Piastów w kierunku Gumieniec muszą ustąpić pierwszeństwa jadącym z ul. Sikorskiego.
foto Cezary Aszkiełowicz / AG, Jeszcze w tym roku w miejscu skrzyżowania ulic Ku Słońcu i Sikorskiego powstanie rondo
To ewenement w skali kraju, że samochody poruszające się po drodze krajowej muszą ustąpić tym jadącym drogą powiatową. Ta sytuacja została stworzona, by tramwaj miał ułatwiony przejazd - mówi Adam Szefler, specjalista od inżynierii ruchu w szczecińskiej drogówce.
Spory bałagan na skrzyżowaniu wprowadzał także manewr skrętu w lewo z ul. Sikorskiego w Ku Słońcu. Auta stawały dosłownie na środku skrzyżowania, czekając na wolną drogę. Dodatkowo jazdę utrudnia kostka brukowa. Zimą jest śliska, a poza tym nie można na niej wydzielić pasów ruchu - mówi Szefler.
Drogowcy dopuszczali dwie koncepcje zmian na skrzyżowaniu: budowę sygnalizacji świetlnej lub budowę ronda. Zwyciężyła ta druga. Powstanie tam rondo o średnicy zewnętrznej 31 m. Przebudowa nastąpi jeszcze w tym roku - wyjaśnia Sebastian Wypych z biura prasowego Urzędu Miasta. Projekt inwestycji, cała dokumentacja są już gotowe. ZDiTM przygotowuje przetarg, który ma wyłonić wykonawcę.
Koncepcję i projekt wykonała Akademia Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. Miasto jeszcze w 2006 r. poprosiło nas o wytypowanie miejsc niebezpiecznych. A na tej krzyżówce nawet karetki przewracały się na prawy bok [jadąc od Gumieniec w ul. Sikorskiego - red.]. Zaproponowaliśmy koncepcję ronda - mówi Jacek Pok z ABRD. Spowolni ono ruch i udrożni wszystkie kierunki.
Przebudowa samych dróg kosztowałaby 3 mln zł. Inwestycję podraża jednak (o kolejne 2 mln) konieczność przebudowy torowiska i sieci tramwajowej. 1,15 mln zł będzie pochodzić z programu likwidacji miejsc niebezpiecznych, resztę dopłaci Szczecin z budżetu inwestycyjnego i pieniędzy na bieżące utrzymanie dróg.

Opracowanie "Mariusz Rabenda", "Gazeta Wyborcza", 18 lutego 2008 roku.

* * *

A mandaty pójdą w górę

Kontrole biletów w autobusach i tramwajach mają prowadzić osoby zatrudnione przez miasto. Zlecenie usługi firmie zewnętrznej to zły pomysł - tak po tygodniu namysłu i wysłuchaniu Zarządu Dróg i Transportu Miejskiego uznali radni z Komisji Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska szczecińskiej Rady Miasta.
Dziś zatrudniamy 40 osób, kolejne 11 pracuje na zlecenie - informuje Paweł Tarczyński, dyrektor ZDiTM. To za mało, ale efekty pracy są niezaprzeczalne. Gdy kontrolą biletów zajmowała się prywatna firma, ściągalność kar z trudem dochodziła do 18 proc., obecnie osiągnęliśmy 37.
Nie bez znaczenia jest też fakt, że wszystkie środki trafiają do ZDiTM. W czasach prywatnych kontrolerów zasilały kasę ich firmy, a miasto płaciło jeszcze 22 proc. VAT! Dlatego zamiast myśleć o likwidacji działu kontroli biletów, ZDiTM dąży do jego rozbudowy.
Praca tych ludzi finansuje się w 79 proc., to dobry wskaźnik - mówi dyr. Tarczyński. Dlatego prowadzimy rozmowy z prezydentem i skarbnikiem, by liczbę etatów zwiększyć przynajmniej o 20.
Dziś na etacie kontrolerzy dostają 1399 zł brutto i niewielką premię zależną od wyników, a praca jest we wszystkie dni w roku, również w nocy. A w dodatku kontrolerzy narażeni są na agresję ze strony gapowiczów. W ostatnim okresie 2 kontrolerów trafiło na zwolnienie, bo w dniu wolnym od pracy zostali napadnięci i pobici.
Dlatego musimy zadbać o tę grupę - przekonuje dyr. ZDiTM. Chcemy, by kontrolerów było więcej i by lepiej zarabiali. Chodzi o podwyżki płac. Miasto nie musi sięgnąć po kolejne środki w budżecie, może podnieść karę za jazdę bez biletu. Radni poprzedniej kadencji obniżyli ją do niespełna 70 zł, jeśli zostanie uiszczona u kontrolera lub w terminie do 7 dni. Wielu nie bawi się więc w kupowanie sieciówek czy biletów jednorazowych, bo taniej mieć w zanadrzu odliczone 70 zł. Przy rzadkich kontrolach (na częstsze brak kontrolerów), gapowicz wychodzi na swoje. W innych miastach karę za jazdę bez biletu ustanowiono na poziomie ok. 150 zł. Gdyby tak stało się u nas, wpływy zdecydowanie by wzrosły i pozwoliły uzyskać przynajmniej część środków na podwyżki. Radni mają się tym zająć w najbliższym czasie.

Opracowanie "ToT", "Kurier Szczeciński", 18 lutego 2008 roku.

* * *

Więcej kontrolerów

Radni z komisji gospodarki komunalnej chcą, by miasto dało więcej pieniędzy na kontrole biletów i zatrudniło 20 dodatkowych „kanarów". To ma poprawić skuteczność w ściganiu gapowiczów.
Wczorajsze posiedzenie komisji rady miasta prawdopodobnie zakończy dyskusję wokół tego, czy pasażerów powinni sprawdzać: kontrolerzy Zarządu Dróg i Transportu Miejskiego, czy prywatnej firmy. Część radnych taką ewentualność rozważała.
Jesteśmy za tym, żeby rozwijać to co mamy, niż powracać do tego co było - tłumaczy Michał Przepiera; szef wydziału gospodarki komunalnej urzędu miasta. Tym bardziej, że przemawia za tym rachunek ekonomiczny i odczucia pasażerów.
Pasażerom nie trzeba przypominać, że kiedy bilety sprawdzała prywatna Renoma, pod adresem kontrolerów wciąż padały zarzuty m. in. o łapówkarstwo. Radni zobowiąże prezydenta by zwiększył dotacje do komunikacji miejskiej z przeznaczeniem na zatrudnienie 20 nowych kontrolerów. W skali roku może to oznaczać dodatkowy milion złotych. W tej chwili w ZDiTM pracuje 51 kontrolerów.

Opracowanie "Maciej Janiak", "Głos Szczeciński", 15 lutego 2008 roku.

* * *

Co się nam opłaca?

Po czterech latach wraca temat sprawdzania biletów w środkach komunikacji miejskiej i tego, kto powinien się tym zajmować. Radni poważnie się zastanawiają nad oddaniem kontroli prywatnej firmie.
Cztery lata temu sprawdzaniem, czy pasażerowie mają bilety, zajął się Zarząd Dróg i Transportu Miejskiego. Wcześniej robiła to prywatna firma Renoma. W ubiegłym tygodniu na posiedzeniu komisji gospodarki komunalnej rady miasta, z ust naukowca uniwersytetu Szczecińskiego prof. Wojciecha Bąkowskiego padł pomysł, że kontrolą biletów powinna jednak zajmować się prywatna firma. Taka kontrola miałaby być m. in. skuteczniejsza i tańsza. Radni pomysł podchwycili i poważnie się nad nim zastanawiają.
ZDiTM na razie oficjalnie nie mówi o swoim stanowisku wobec pomysłu. Nie chcę teraz tego komentować - powiedział wczoraj w rozmowie z „Głosem" Grzegorz Augustowski, p.o. zastępcy dyrektora ZDiTM odpowiedzialny za komunikację zbiorową. Natomiast wszelkie działania robione naprędce bez rzeczowej analizy nie są rozsądne. W tej chwili analizujemy dane dotyczące tego zagadnienia. Z tego co wiem, Najwyższa Izba Kontroli innym organizatorom przewozów w kraju zarzuciła, że zlecają kontrole na zewnątrz.
Nieoficjalnie wiadomo, że ZDiTM raczej nie będzie chciał oddać kontrolowania biletów prywatnej firmie. Radni chyba zapomnieli, dlaczego od 2004 roku bilety sprawdzają nasi kontrolerzy - usłyszeliśmy w ZDiTM. Działalność "Renomy" podkopała wizerunek całej komunikacji miejskiej. Dziś można śmiało powiedzieć, że nie istnieje już łapówkarstwo. Za nami przemawia też rachunek ekonomiczny. W dodatku mamy sprawdzonych kontrolerów, których sami szkoliliśmy.
Umowa z Renomą była skonstruowana tak, że firma zabierała wszystkie pieniądze ściągnięte od gapowiczów i w dodatku miasto płaciło podatek vat od tej kwoty. W przedostatnim roku swojej działalności wpływy firmy wyniosły około 1,37 mln zł. W zeszłym roku ZDiTM odzyskał prawie 1,53 mln zł od pasażerów złapanych na jeździe bez biletu.
W dużych miastach jest jak u nas
Skuteczność ZDiTM w odzyskiwaniu pieniędzy od gapowiczów wyniosła w ubiegłym roku prawie 37,5 %. Prze 9 miesięcy 2004 roku Renoma ściągnęła kary od 16 % gapowiczów. Z prywatnych firm na rzecz własnych kontrolerów zrezygnował m. in. Poznań, Wrocław i Warszawa. W ZDiTM na umowę o pracę zatrudnionych jest 41 kontrolerów. Kolejnych 10 pracuje na umowę zlecenie.

Opracowanie "Maciej Janiak", "Głos Szczeciński", 13 lutego 2008 roku.

* * *

Jacy kontrolerzy w autobusach?

Rewolucji w systemie kontroli biletów chce część szczecińskich radnych. W czwartek, na Komisji Gospodarki Komunalnej, dyskutować będą o tym, czy gapowiczów w autobusach i tramwajach nie powinna łapać prywatna firma. Część radnych powinna jednak pamiętać, że ten scenariusz już w Szczecinie przerabiano. Okazał się niewypałem.
Ściągalność kar w 2004 r., po przejęciu kontroli przez naszych pracowników, wyniosła 27,51 proc. - mówi Irena Starosta z Zarządu Dróg i Transportu Miejskiego. W firmie „Renoma", która kontrolami zajmowała się do września, ten wskaźnik wynosił 15,98 proc.
A rok wcześniej osiągnął zaledwie 12,37 proc. ZDiTM systematycznie zwiększa efektywność i w ub. roku osiągnął on już 37,45 proc. - jeden z lepszych wskaźników w kraju. Dla kasy miasta nie jest to bez znaczenia, bo z tytułu przejazdów bez biletu wpływa co roku 1,3-1,6 mln zł. Za czasów "Renomy" było nieco mniej i wszystkie środki trafiały do kasy prywatnej firmy. A miasto musiało płacić 22-proc. VAT od ściągniętych należności, przez lata więc na tym traciło. To „Kurier" zresztą przyczynił się do zerwania umowy miasta z „Renomą" po wykryciu kilku afer. Okazało się, że uzyskanie danych osobowych gapowiczów to żaden problem - były np. zakopywane przy budynku, gdzie firma miała siedzibę. Zdarzały się łapówki za odstąpienie od wypisania mandatu, z czego nikt nie robił większej sprawy. W ZDiTM problem korupcji znacznie zmniejszono, a kontrolerzy, którzy chcieli dorobić „na lewo", stanęli przed sądem.
Gdyby radni upierali się przy obcej firmie - powinni sprawdzić, jak sytuacja wygląda w innych miastach. Z informacji, do których dotarł „Kurier", wynika, że własnych kontrolerów zatrudnia m.in. Świnoujście, Poznań, gdzie z prywatnej firmy zrezygnowano w 2003 r., Wrocław, gdzie do 2004 r. było aż pięć spółek, i Warszawa, gdzie zastosowano model mieszany: własne służby i prywatna spółka, ale z jej usług też już zrezygnowano.

Opracowanie "ToT", "Kurier Szczeciński", 13 lutego 2008 roku.

* * *

Strajk się oddala

Kierowcy autobusów i motorniczowie chcą zarabiać więcej. Praca jest ciężka i choć nie najgorzej płatna, podwyżki im się należą. Dlatego rozmawiają z pracodawcami o podniesieniu płac. Związki zawodowe grożą strajkiem, o czym „Kurier" już informował. Na szczęście nie wszyscy chcą konfrontacji.
Jestem skarbnikiem w Komisji Krajowej, umiem liczyć, a jednocześnie znam kondycję naszej spółki - tłumaczy Jan Kochanek, przewodniczący NSZZ „Solidarność '80", ta organizacja skupia ponad połowę załogi w Szczecińskim Przedsiębiorstwie Autobusowym „Dąbie". Nie jest sztuką wywalczyć 1 tys. zł podwyżki i cieszyć się przez kilka miesięcy, bo po takim czasie firma zbankrutuje.
Związek podpisał z prezesem porozumienie. Na jego mocy nie przystępuje do sporu zbiorowego i zgadza się na systematyczne podnoszenie pensji. Zarówno w tym, jak i przyszłym roku o ok. 10 proc.
Można grozić czy strajkować, ale po mediacjach dostaniemy i tak tyle, na ile firmę stać. A podczas strajku straci i spółka, i jej pracownicy, dlatego dążyliśmy do porozumienia - tłumaczy Jan Kochanek. Tym łatwiej będzie negocjować, jeśli kondycja spółki się poprawi.
Takiego podejścia do kwestii płac nie mają dwa inne związki działające w „Dąbiu". Brakuje go też związkowcom z MZK Szczecin i Szczecińsko-Polickiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego. Grożą paraliżem, choć o przystąpieniu do strajku musi się najpierw w referendum wypowiedzieć załoga.
Żądanie jest jasne: 30 proc. podwyżki i żadnych innych możliwości - przyznaje Krystian Wawrzyniak, dyrektor MZK. Mimo że średnia płaca w naszej firmie to ok. 3,4 tys. zł brutto. Jesteśmy postawieni pod ścianą, trudno się rozmawia. Ale związkowcy powinni sobie zdawać sprawę, że ich oczekiwania są nierealne.
Na szczęście spór zdaje się także przygasać w innej szczecińskiej spółce - SPA „Klonowica". Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, tam związki zawodowe są skłonne przystać na propozycje pracodawcy. Zgodzą się na podwyżki systematyczne, podobnie jak to uczyniła większość załogi w „Dąbiu".

Opracowanie "ToT", "Kurier Szczeciński", 7 lutego 2008 roku.

* * *

To nie mój dowód!

Po opublikowaniu artykuły opisującego perypetie Marka Korsaka, od którego ZDiTM domaga się zapłacenia kary za przejazd bez biletu, otrzymaliśmy obszerne wyjaśnienia z tej firmy.
Odpowiedź ZDiTM zaskoczyła nas. Firma nadal uważa, że racja jest po jej stronie.
Kilka słów przypomnienia
Kontrolerzy ZDiTM złapali 23 października ub.r. mężczyznę, który jechał w Szczecinie autobusem bez biletu. Podobno legitymował się dowodem osobistym na nazwisko Marek Korsak.
Sam Marek Korsak pracował w tym czasie w Norwegii, gdzie jest zatrudniony w Fosdalen Industrier AS w systemie 2 tygodnie pracy, 2 tygodnie przerwy. Dostarczył nawet na żądanie ZDiTM dokument stwierdzający, że w tym czasie pracował w Norwegii.
W tym czasie, gdy ponoć jechałem na gapę w Szczecinie, w rzeczywistości pracowałem w Norwegii od 3 do 30 października, co potwierdził mój szefem Ola Kr. Folladal specjalnym pismem - tłumaczy Marek Korsak. Przejazd do Szczecina z miasta Stort, jazda na gapę i powrót do pracy jest fizycznie niemożliwy.
ZDiTM uważa, że ma rację
W dniu 19.12.2007 roku Pan Marek Korsak złożył osobiście odwołanie w Dziale Kontroli Biletów, w którym zakwestionował wystawione w dniu 23.10.2007 roku wezwanie do zapłaty twierdząc, że w tym czasie przebywał poza granicami kraju - wyjaśnia stanowisko ZDiTM Marta Kwiecień-Zwierzyńska, rzecznik prasowy tej firmy. W piśmie umieścił także numer swojego dowodu osobistego, który jest zgodny z numerem dokumentu okazanego kontrolerowi.
W dniu 31.12.2007 roku do tego pana wysłana została odpowiedź, że nie ma podstaw do anulowania nałożonej opłaty dodatkowej. Pan ten spisany został z dokumentu, który nadal jest w jego posiadaniu (nie został skradziony, ani zagubiony), oraz poinformowano go, że nie dostarczył żadnego wiarygodnego dokumentu potwierdzającego fakt przebywania poza granicami kraju.
Pod koniec ubiegłego tygodnia Pan Marek Korsak przyszedł osobiście do Działu Kontroli Biletów w celu okazania zaświadczenia wystawionego przez pracodawcę. Został poinformowany o konieczności ponownego złożenia pisma wraz z załącznikiem (w/w zaświadczeniem). Takie pismo wpłynęło listem poleconym w dniu dzisiejszym, tj. 30.01.2008 roku.
Biorąc pod uwagę, że ponaglenie do zapłaty, informujące o dalszej windykacji należności (tj. skierowaniu sprawy na drogę postępowania sądowego, do egzekucji Komorniczej, czy Krajowego Rejestru Długów) wysłane zostało do Pana Marka Korsaka, o którym mowa 26.11.2007 roku (czyli przeszło miesiąc temu) nie jest prawdą, że pomimo przedstawienia dokumentu potwierdzającego fakt przebywania poza granicami kraju "straszymy Pana komornikiem".
Ponadto przesłane w dniu dzisiejszym zaświadczenie tłumaczone jest pismem odręcznym, prawdopodobnie przez Pana Marka Korsaka i potwierdza jedynie, że był zatrudniony od 03.10.2007 roku do 30.10.2007 roku. Dokument ten jednak nie wyklucza możliwości przebywania w Szczecinie np. na urlopie.
Moim zdaniem
Wyjaśnienia ZDiTM, zazwyczaj bardzo precyzyjne, tym razem wydają się kuriozalne. Tym bardziej, że rozmawiałem na ten temat z wicedyrektorem ZDiTM, Andrzejem Grabcem, który przyznał, że zdarzają się przypadki podrobionych dowodów osobistych. A mimo to ZDiTM nadal twierdzi, że dostarczone przez Marka Korsaka zaświadczenie pracy w Norwegii "nie wyklucza możliwości przebywania w Szczecinie np. na urlopie". Trochę rozsądku, panowie.

Opracowanie "Marek Rudnicki", "Głos Szczeciński", 7 lutego 2008 roku.

* * *

W tym tygodniu wyjadą nowe autobusy

Cztery niskopodłogowe autobusy będą woziły pasażerów na liniach obsługiwanych przez spółkę z Dąbia.
Wczoraj, nowe solarisy Szczecińskiego Przedsiębiorstwa Autobusowego "Dąbie" prezentowane były na Jasnych Błoniach. Do Szczecina trafiły pod koniec ubiegłego tygodnia, w tym trafią już na miejskie trasy.
Zakupy po trzech latach
To są pojazdy trzeciej generacji, dlatego chciałem je zobaczyć. Z kolegami pilnie śledzimy takie wydarzenia - mówi Łukasz Jaśków, miłośnik komunikacji miejskiej, który przyszedł na prezentacje nowych autobusów.
Cztery solarisy, to pierwsze nowe autobusy w Szczecinie od 2005 roku. Kupiła je spółka z Dąbia. Cztery kolejne, niskopodłogowe przegubowce, ma kupić w tym roku SPA "Klonowica". Trwa finalizowanie umowy w tej sprawie. Dostawcą też ma być solaris. Dotychczas w mieście były tylko dwa autobusy tej marki eksploatowane przez SPAD.
Te autobusy kończą epokę zakupów używanych pojazdów dla Szczecina - mówił wczoraj prezydent Piotr Krzystek. Rozpoczynają cykl kupowania nowych autobusów.
Stary tabor
Średni wiek szczecińskich autobusów to 12 lat. Jak mówią szefowie spółek autobusowych, nie wypadamy najgorzej na tle innych miast. Za przyzwoity standard przyjmuje się jednak, kiedy średni wiek taboru wynosi 10 lat.
Przy regularnym zakupie nowych autobusów dogonimy standardy za 4 do 5 lat - uważa Włodzimierz Sołtysiak, prezes SPAD. Natomiast życie pokaże, czy nie będziemy zmuszeni do kupowania autobusów używanych. Jednak one na pewno nie będą podstawą zakupów.
Kolejne zakupy szczecińscy przewoźnicy planują jeszcze w tym roku. Będzie to możliwe dzięki dokapitalizowaniu każdej ze spółek z budżetu miasta kwotą 4 mln zł. To pozwoli jeszcze w tym roku kupić w sumie 10 - 12 nowych autobusów dla Szczecina.
Będą nowe przegubowce
Mamy ostatnie sześć ikarusów i chcemy je wymienić. Następny zakup, to będą autobusy przegubowe - mówi Krzysztof Putiatycki, szef SPAK.
Również przegubowe autobusy będzie kupował SPAD, firma też chce się pozbyć ikarusów. Nie wiadomo, czy wszystkich, bo tylko ikarusy przejeżdżają na razie pod wiaduktem na Wyspie Puckiej.
Przetargi obu spółek powinny być rozstrzygnięte już w połowie roku. Pod koniec tego, lub na początku 2009 roku, nowe autobusy powinny być w Szczecinie. Marka pojazdów będzie znana po rozstrzygnięciu przetargu. Mogą to znów być solarisy, bo firma silnie wchodzi na szczeciński rynek.
To autobusy dobrej klasy za rozsądna cenę - uważa Krzysztof Putiatycki. Spełniają nasze wymagania. Miasto deklaruje co roku pomagać w zakupach nowych pojazdów.
Za chwilę najmniej przyjaznymi dla pasażerów autobusami będą volvo - przewiduje Włodzimierz Sołtysiak. Nie są w końcu niskopodłogowe.

Opracowanie "Maciej Janiak", "Głos Szczeciński", 6 lutego 2008 roku.

* * *

Nowe autobusy i używane tramwaje

Miasto kupiło cztery nowe niskopodłogowe autobusy Solaris. Urzędnicy zapowiadają, że jeszcze w tym roku na ulice Szczecina wyjedzie kolejnych 16 nowych autobusów i 32 zmodernizowane niemieckie tramwaje Tatry.
To pierwsze nowe wozy kupione od trzech lat. Jak oświadczył prezydent Piotr Krzystek, pieniądze znalazły się dzięki ubiegłorocznej podwyżce cen biletów. I właśnie prezydent prezentował autobusy Solaris Urbino 12. Zapowiedział, że skończyła się era kupowania używanych autobusów z innych miast.
Tym zakupem uruchamiamy program wspierania komunikacji miejskiej - mówił Krzystek. Docelowo, w Szczecinie nie będą eksploatowane autobusy starsze niż 10-12 lat. Mieszkańcom należy się podróż w komfortowych warunkach.
Cztery autobusy Solaris, które kosztowały miasto 3,4 mln zł, będą jeździć dla SPA Dąbie. Wozy są niskopodłogowe i przystosowane do przewożenia osób niepełnosprawnych. W każdym jest 29 miejsc siedzących i 68 stojących. Autobusy są wyposażone w silniki firmy Daf, spełniające normy czystości spalin EURO 4. Jeżdżąc po mieście, będą spalać średnio 30 litrów paliwa. Kierowcy przeszli także szkolenie z ,,przyklęku" w fabryce w Bolechowie pod Poznaniem.
Bardzo ładnie się przechyla i nie będzie problemu, by osoba na wózku inwalidzkim sama wjechała do środka - tłumaczy Henryk Bandel, kierowca w SPA Dąbie. To bardzo nowoczesne wozy. Silne i bezpieczne.
Na przełomie czerwca i lipca kolejne cztery nowe autobusy Solaris trafią do SPA Klonowica. Do końca roku obie miejskie spółki komunikacyjne kupią kolejnych 12 wozów - sześć krótkich i sześć przegubowych.
Za 15 mln zł miasto kupiło też sześć doczep do tzw. bulw. W 2008 r. na tory wyjadą także 32 17-letnie Tatry T6 kupione od berlińskiego zakładu komunikacyjnego. Każda z nich kosztowała miasto 93 tys. euro. Wszystkie przeszły modernizację w fabryce Siemensa. Po Szczecinie jeżdżą obecnie 204 tramwaje. Do 2020 r. miasto musi wymienić 144 z nich. Prezydent zapowiedział, że w najbliższych latach zostaną kupione 24 nowe składy niskopodłogowe.

Opracowanie "mur", "Gazeta Wyborcza", 5 lutego 2008 roku.

* * *

Nie jechałem na gapę - byłem w Norwegii

Marek Korsak mieszka i pracuje w Norwegii. Ma zapłacić karę za jazdę na gapę w Szczecinie.
Zarząd Dróg i Transportu Miejskiego w Szczecinie oskarża go o jazdę bez biletu oraz straszy komornikiem i Krajowym Rejestrem Długów.
Jestem bezradny wobec postępowania szczecińskich urzędników z ZDiTM - twierdzi Marek Korsak. Żaden argument do nich nie trafia. Ani logiczny, ani merytoryczny. Oni wiedzą swoje.
Kłania się znajomość geografii
Kontrolerzy ZDiTM złapali 23 października ub.r. o godz. 19.16 mężczyznę, który jechał bez biletu autobusem linii 78. Po tym ZDiTM przysłał na mój domowy adres pismo z nadrukiem Krajowego Rejestru Długów żądające ode mnie uiszczenia kary za jazdę bez ważnego biletu - opowiada Marek Korsak. Wynikało z niego, że niby spisano mnie z mojego dowodu tożsamości, co nie jest możliwe. Pan Marek nie zgubił swojego dowodu osobistego. Nikomu też go nie użyczał. Nosi go przy sobie.
Pracuje w firmie Fosdalen Industrier AS w Norwegii w systemie 2 tygodnie pracy, dwa tygodnie przerwy - wyjaśnia. W tym czasie, gdy ponoć jechałem na gapę w Szczecinie, w rzeczywistości pracowałem w Norwegii od 3 do 30 października. Przejazd z miasta Stort, gdzie mieści się firma, do Polski nie zajmuje chwili. Nie mogłem więc wpaść na godzinę do kraju, przejechać się na gapę i wrócić do Norwegii. To jest fizyczną niemożliwością.
Jak nie kijem go, to pałką
Odwołał się do ZDiTM. Po tym otrzymał kolejne pismo, w którym urzędnik ZDiTM stwierdził, że "nie znajduje podstaw do anulowania nałożonej opłaty". Podczas naszych wyjaśnień w ZDiTM zażądano od męża poświadczenia pracy w Norwegii - mówi zdenerwowana sytuacją żona Marta.
Poszedłem więc do dyrektora personalnego mojej firmy, Ola Kr. Folladala, by wystawił mi dokument stwierdzający, w jakim okresie byłem w pracy - opowiada pan Marek. Ten dokument przedstawiłem w ZDiTM. Myślałem, że to wreszcie załatwi sprawę. Zrobiłem to, co chcieli. Byłem jednak w błędzie, nie doceniając inwencji urzędników.
Nie ma odrzutowca
ZDiTM mimo otrzymanego dokumentu z Norwegii wysunął argument, że pan Marek w dniu kontroli "okazał" kontrolerom ten sam dowód, co podczas późniejszych wyjaśnień w biurze.
Śmieszna jest dla mnie genialne spostrzeżenie jednego z pracowników, który stwierdził, że mogłem sobie wrócić z Norwegii do domu i wówczas mnie złapano - mówi pan Marek. Nie wiem, jakie ci ludzie mają wykształcenie i pojęcie o geografii, ale nie jest to fizycznie możliwe. Chyba, żebym dysponował prywatnym odrzutowcem, a na to mnie nie stać.
Przecież straciłby pracę
Mąż wracając na własną rękę, w terminie nie ustalonym z pracodawcą, od razu straciłby pracę - dodaje pani Marta. Jego powroty do kraju muszą być bowiem uzgadniane z pracodawcą, który zapewnia przeloty do kraju i to tylko w określonym terminie. Do urzędników żaden jednak argument nie trafia. Na pytania wysłane do ZDiTM do chwili oddania materiału do druku nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
Nasz komentarz
Gratuluję pracownikom ZDiTM podejścia do swojej pracy. Mam nadzieję, że prokuratura, która została o wszystkim powiadomiona, wyjaśni element dowodu osobistego. Być może okaże się wówczas, kto tak naprawdę złożył fałszywe oświadczenie. I dlaczego na notatce kontrolerów ZDiTM znalazła się adnotacja o numerze dowodu osobistego pana Marka.

Opracowanie "Marek Rudnicki", "Głos Szczeciński", 4 lutego 2008 roku.

* * *

1/06, 2/06, 3/06, 4/06, 5/06, 6/06, 7/06, 8/06, 9/06, 10/06, 11/06, 12/06
1/07, 2/07, 3/07, 4/07, 5/07, 6/07, 7/07, 8/07, 9/07, 10/07, 11/07, 12/07
1/08, 2/08, 3/08, 4/08,



Lata 90 XX wieku


Wiek XXI


Linki



Copyright © Janusz Światowy, 2002 - 2008.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Optymalizacja pod Internet Explorer 6.0