



|
Wydarzenia w komunikacji w 2009 roku
Prasa informuje - grudzień
  
  
* * *
A tramwaje nadal w polu
Po raz drugi Wydział Gospodarczy Sądu Okręgowego w Szczecinie odroczył wydanie werdyktu w sprawie skargi spółki Tramwaje Szczecińskie na październikowe orzeczenie Krajowej Izby Odwoławczej przy prezesie Urzędu Zamówień Publicznych, którego skutkiem było unieważnienie przetargu na zakup dla Szczecina pierwszych sześciu niskopodłogowych tramwajów. Brak orzeczenia oznacza, że wciąż nie wiadomo, kto pojazdy wyprodukuje i kiedy dostarczy miastu
Powtórzony przetarg wygrała bydgoska spółka PESA, ale rywalizujące w nim także o zamówienie podpoznański Solaris i poznański Cegielski, których oferty nie znalazły uznania komisji przetargowej, nie złożyły broni. Wykorzystują każdą dostępną prawem drogę odwołania od decyzji. Tym samym PESA nie może rozpocząć produkcji, ponieważ przegrani konkurenci od miesięcy protestują, skarżą i odwołują się.
Gra jest warta świeczki - chodzi o kontrakt na niebagatelną sumę 48 min złotych netto. Wczoraj na posiedzeniu sąd oddalił jedynie skargę Solarisa na postanowienie KIO, działającą przy Urzędzie Zamówień Publicznych w Warszawie, która odrzuciła odwołanie spółki. Apelacja nie pomogła, bo - jak stwierdził prowadzący sprawę sędzia - nie znalazł podstaw do podważenia decyzji KIO. Ta była prawidłowa, nie zawierała uchybień, a skarżący przekroczył termin, jaki miał na złożenie odwołania.
Kwestia protestu Cegielskiego, niestety, pozostaje wciąż nierozstrzygnięta. Powody odroczenia wydania orzeczenia nie są znane. Można się tylko domyślać, że sąd uznał, iż nie dość czasu dał sobie po wcześniejszej grudniowej rozprawie na jej rozwikłanie. Tymczasem Spółka Tramwaje Szczecińskie nie chce tramwaju Cegielskiego, bo jako zamawiający nie zamierza ryzykować kupna czegoś, co jeszcze nawet tak naprawdę nie zeszło z produkcyjnej taśmy w jednym egzemplarzu i jest wciąż jedynie na deskach kreślarskich. Przedstawiciele Cegielskiego jednak utrzymują, że brak doświadczenia i gotowych wagonów nie może wykluczać potencjalnego wykonawcy z postępowania.
Pierwotnie, w wyniku pierwszego przetargu, dostawcą sześciu tramwajów niskopodłogowych dla Szczecina miał być z kolei Solaris. Wynik jego jednak po oprotestowaniu przez Cegielskiego, który nawet do rywalizacji wówczas nie stanął, unieważniony został po niekorzystnym dla zamawiającego miasta orzeczeniu KIO i poprzednim werdykcie Sądu Okręgowego w Szczecinie. Tamten wyrok stwierdzał, że zamawiający od potencjalnego wykonawcy nie ma prawa żądać, by ten udokumentował, co i jakiej jakości mu oferuje.
Nowy termin wydania orzeczenia sąd wyznaczył na 8 stycznia. Wtedy okaże się, czy to ostateczny finał prawno-sądowych przepychanek. W każdym razie, jeszcze trochę poczekamy, nim bez przeszkód pierwsze niskopodłogowce do Szczecina w końcu dojadą.
Opracowanie "Mirosław Winconek", "Kurier Szczeciński", 31 grudnia 2009 roku
* * *
Obwodnica bliżej - fundusze na piąty etap
Wczoraj marszałek województwa Władysław Husejko i prezydent miasta Piotr Krzystek podpisali umowę na dofinansowanie piątego etapu budowy obwodnicy śródmieścia Szczecina. Dotacja pokryje dwie trzecie kosztów inwestycji. Prace powinny się rozpocząć w maju 2010 r. i zostać zakończone w grudniu 2012 r
Kolejny odcinek obwodnicy śródmiejskiej będzie przebiegał pomiędzy ulicami Krasińskiego i Arkońską. Przetnie ul. Chopina (na północny zachód od skrzyżowania z ul. Wszystkich Świętych) i dotrze do okolic wiaduktu kolejowego w ciągu ulic Arkońskiej i Niemierzyńskiej. Na ten etap budowy obwodnicy Szczecin dostał ponad 74 min zł dofinansowania. Całkowity koszt tej części inwestycji został zaś oszacowany na prawie 112 min zł. To sporo - ale w piątym etapie budowy obwodnicy powstanie nie tylko kolejny, mający 1200 m długości odcinek dwupasmowej jezdni. Zostaną zbudowane dwa duże skrzyżowania: z ulicami Chopina i Arkońską. Prace przy tym drugim obejmują również przebudowę wjazdu w ul. Papieża Pawła VI z ul. Niemierzyńskiej znajdującego się po przeciwnej stronie wiaduktu, który zresztą też ma być zmodernizowany. W planach są jeszcze m.in. parkingi oraz przejście podziemne w pobliżu ul. Łabędziej.
Zakończenie piątego etapu będzie znaczącym krokiem w budowie obwodnicy. Po oddaniu do użytku tego odcinka trasa zacznie w pewnym stopniu pełnić swoją funkcję. Połączy bowiem północne dzielnice Szczecina z zachodnimi: jadąc w lewo i następnie skręcając w ul. Papieża Pawła VI dotrzemy na Pogodno, zaś skręcając w prawo w ul. Niemierzyńską dojedziemy do ul. Szafera i os. Zawadzkiego. Wymaga to jednak modernizacji ciągu ulic Niemierzyńskiej, Arkońskiej i Spacerowej. Władze miasta przymierzają się do niej już od kilku lat. Powstał nawet wstępny projekt, ale okazało się, że taka inwestycja jest zbyt droga. Została więc podzielona na trzy etapy. Najpierw miałby zostać zrealizowany drugi: remot ul. Arkońskiej od skrzyżowania z ul. Wszystkich Świętych do pętli tramwajowej.
Opracowanie "Jarosław Spirydonowicz", "Kurier Szczeciński", 30 grudnia 2009 roku
* * *
Tramwaje wciąż w zawieszeniu
Wciąż nie wiadomo, kto wyprodukuje niskopodłogowe tramwaje dla Szczecina. Przetarg wygrała bydgoska Pesa, ale uczestniczące w przetargu podpoznański Solaris i poznański Cegielski wykorzystują każdą możliwość odwołania
Skarga Solarisa została oddalona ze względu na przekroczenie terminu, w jakim należało złożyć odwołanie - informuje Marek Goc, członek komisji przetargowej. - Niestety, protest Cegielskiego pozostał nierozstrzygnięty.
Sąd uznał, że sprawa jest złożona. Szczecin nie chce tramwaju tego producenta, bo jest on wciąż na deskach kreślarskich.Firma twierdzi jednak, że brak doświadczenia i gotowych wagonów nie może jej wykluczać z postępowania. Rozstrzsygnięcie ma zapaść 8 stycznia.
Opracowanie "t", "Kurier Szczeciński", 29 grudnia 2009 roku * * *
Autobusowe przewozy do Polic - sąd między swymi
Szczecińsko-Polickie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne sądzi się ze Szczecinem o umowę na przewozy autobusowe. Gminy Szczecin i Police to jedyni udziałowcy spółki
Chodzi o umowę na przewozy w komunikacji miejskiej. SPPK obsługuje trasy pomiędzy Policami i Szczecinem oraz linię 63 (z centrum do Skolwina). Firma powinna na tym zarabiać - a traci.
Ustalone stawki były niższe od kosztów już w momencie podpisywania umowy w 2006 roku - mówi Kazimierz Trzciński, prezes SPPK. Teraz jest jeszcze gorzej, bo od tego czasu ceny paliw znacznie wzrosły. A to one mają decydujący wpływ na nasze koszty. SPPK już dawno próbowało dojść do porozumienia ze Szczecinem.
Bezskutecznie. W kwietniu znajdująca się w bardzo trudnej sytuacji spółka skierowała więc sprawę do sądu.
Wystąpiliśmy o zmianę stawki lub rozwiązanie umowy - mówi Kazimierz Trzciński. W październiku była pierwsza rozprawa. Sąd wyznaczył biegłego, który ma wydać opinię w tej sprawie. Powinna być niedługo gotowa. Nam chodzi o wyższą stawkę i uzależnienie jej od ceny paliwa. Ale zobaczymy, co zdecyduje sąd.
Opracowanie "jps", "Kurier Szczeciński", 29 grudnia 2009 roku
* * *
Co dalej z komunikacją Szczecin-Police?
Szczecińscy radni chcą, by władze miasta wytłumaczyły, jak widzą przyszłość Szczecińsko-Polickiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego. Władze Polic liczą na to, że "Szczecin zachowa się jak współwłaściciel"
Kłopoty należącego do Polic i Szczecina SPPK opisaliśmy w poniedziałek. Autobusowa spółka zapewniająca komunikację między miastami podała do sądu swego współwłaściciela - gminę Szczecin. Domaga się podwyższenia stawek za kursy. Spór może zakończyć się komunikacyjnym paraliżem na liniach między Szczecinem, a Policami. Szczeciński ZDiTM płaci firmie zbyt mało, by mogła ona normalnie funkcjonować i inwestować w tabor.
Co o tym sądzą zainteresowani?
Miasto Szczecin (stanowisko przesłane przez Biuro Prasowe UM)
Gmina Miasto Szczecin obecnie ma blisko 40 proc. udziałów w SPPK i od 2008 r. zwiększyło swój udział w tej spółce o niemalże 10 proc. Zatem cały czas Gmina Miasto Szczecin jest mniejszościowym udziałowcem i co za tym idzie posiada mniej praw i obowiązków niż drugi wspólnik, tj. Gmina Police.
Gmina Miasto Szczecin wnosiła do SPPK podwyższenia kapitału w formie gotówki kilkakrotnie, w roku 2008 była to łącznie kwota 1,5 mln zł, a w roku 2009 łącznie 2 mln zł, co dało sumę 3,5 mln zł. W tym czasie Gmina Police wniosła do SPPK odpowiednio 1,5 mln zł i 1,3 mln zł, czyli w sumie 2,8 mln zł, a więc o 700 tys. zł mniej niż Szczecin.
W uchwalonym na 2010 r. budżecie miasta Szczecin przewiduje podwyższenie kapitału w SPPK o 700 tys. zł [podczas gdy w autobusowych spółkach w stu procentach szczecińskich - czyli SPA Dąbie i SPA Klonowica - żadnego podwyższenia nie planuje], a Gmina Police - o 1 mln zł.
Należy zatem stwierdzić, że nadal na przestrzeni trzech lat Szczecin mocniej dofinansowywać będzie SPPK niż większościowy wspólnik, jakim jest Gmina Police. Politykę, zamierzenia, plany wobec każdej Spółki kreują wspólnie jej udziałowcy, w tym większościowi przede wszystkim.
Gmina Miasto Szczecin toczące się postępowanie sądowe dla jego dobra pozostawia bez komentarza. SPPK wiąże z ZDiTM tzw. dziesięcioletnia umowa, do której zawarcia doszło w wyniku przetargu, gdzie SPPK złożyło najkorzystniejszą ofertę i wygrało.
Jakub Pisański, zastępca burmistrza Polic
Dziś [poniedziałek - red.] rano dostaliśmy od zastępcy prezydenta Szczecina Beniamina Chochulskiego pismo, w którym informuje nas, że w 2010 roku "istnieje możliwość" dokapitalizowania SPPK przez Szczecin. Zabezpieczono na ten cel 700 tys. zł. Mam nadzieję, że tak się ostatecznie stanie. Chcę być dobrej myśli i liczę na to, że Szczecin będzie zachowywał się jak współwłaściciel. Nie mamy jako Police wątpliwości, że spółka jest potrzebna. Podstawowy problem polega jednak na tym, że SPPK nie zarabia na świadczeniu usług tyle, ile te usługi ją kosztują. I tu liczymy na korzystne dla spółki rozstrzygnięcie sądu. Drugim problemem jest tabor. Jako Police chcielibyśmy, żeby SPPK mogła sięgnąć po pieniądze z Regionalnego Programu Operacyjnego. Wnioski można składać w Urzędzie Marszałkowskim tylko do 17 lutego. Spółka potrzebowałaby jednak pieniędzy na wkład własny. Na początku roku chcemy o tej sprawie porozmawiać z władzami Szczecina.
Jerzy Kardziejonek, opozycyjny radny PO w Policach
SPPK powinna być wchłonięta przez jedną ze szczecińskich spółek. Firmy nie pogrąża niska stawka za wozokilometr, ale fakt, że w poprzednich latach przeinwestowała i teraz ma na głowie kredyty. Ta spółka nigdy nie będzie generowała zysków. Jest dla Polic za duża i nie stać nas na nią.
Leszek Duklanowski, radny PiS, szef komisji gospodarki komunalnej szczecińskiej rady miasta
Po nowym roku nasza komisja zajmie się traktowaniem SPPK przez Szczecin. Spółka wykonuje taką samą ilość wozokilometrów w Szczecinie jak i w Policach. Szczecin ma też taki sam wpływ na wybór prezesa. Nie może być więc traktowana po macoszemu. Nie możemy tolerować dorzynania tej spółki poprzez niską stawkę za wozokilometr. I to nie jest tylko moja opinia, podobnie uważa Arkadiusz Pawlak (PO). Od zastępcy prezydenta Beniamina Chochulskiego chcemy usłyszeć, jakie wobec SPPK ma plany i zamierzenia.
Opracowanie "Andrzej Kraśnicki jr", "Gazeta Wyborcza", 29 grudnia 2009 roku
* * *
Tramwaj zwany pożądaniem
Od wyroku Sądu Okręgowego w Szczecinie, który ma zapaść jutro (30.12), zależy, czy tramwaje niskopodłogowe, jakie zdecydowała się zakupić miejska spółka "Tramwaje Szczecińskie", wyjadą na trasy latem 2010 roku. Okaże się, czy to już finał prawno-sądowych przepychanek wokół zamówienia wartego 48 mln zł
Pierwsze nowoczesne tramwaje niskopodłogowe mogły jeździć po mieście na liniach "7" i "8" już od września. Dostawcą ich miała być spółka Solaris, która wygrała pierwszy z przetargów Tramwajów Szczecińskich. Przetarg oprotestowała Fabryka Pojazdów Szynowych Cegielskiego, która, co ciekawe, w ogóle do przetargu nie stanęła. Zamawiający postawił warunek, że oferent musi wykazać się doświadczeniem w postaci dwóch wyprodukowanych przez siebie pojazdów. Sprawa oparła się o Krajową Izbę Odwoławczą i trafiła do Sądu Okręgowego w Szczecinie, który wydał werdykt, że zamawiający nie ma prawa żądać od potencjalnego wykonawcy, by ten spełniał tego rodzaju wymóg dotyczący doświadczenia. Przetarg unieważniono.
To zupełnie tak, jakby nie miało znaczenia, czy i u kogo zamawia się promy, pancerniki, lotniskowce albo żaglowce, wojskowe śmigłowce czy samoloty pasażerskie. W Gdańsku i Krakowie Cegielski przegrał i rozdrapywania szat nie było. Szczeciński sąd dotąd jest jedynym, który wydał orzeczenie, że oferent nie musi spełniać wymogu udokumentowania, co i jakiej jakości produkuje. To ewenement w skali kraju - tak całą sprawę komentuje Krystian Wawrzyniak, prezes Tramwajów Szczecińskich.
Dość powiedzieć, że pojazd, jaki oferował Cegielski to wciąż jeden prototyp i to nie w pełni pojazd niskopodłogowy, testowany w MPK Poznań, który efektywnie jeździ po trasach ledwie przez 30 proc. czasu, tj. około tygodnia w miesiącu, przez resztę dni jest serwisowany i naprawiany. A jeśli chodzi o pojazd, jaki miał Ciegielski oferować, to ani jeden jego egzemplarz nie został dotąd wyprodukowany.
W rozpisanym ponownie przez TS przetargu pojawił się z kolei inny - po modyfikacji - wymóg. Tym razem finansowy. Przy wartości zamówienia 48 mln zł netto oferenci musieli dodatkowo wykazać, że mają środki pieniężne lub zabezpieczenie kredytowe w przypadku realizacji kontraktu na kwotę 25 mln zł. Ten przetarg wygrała bydgoska PESA. I znów pojawiły się protesty, odwołania do Krajowej Izby Odwoławczej, aż w końcu Tramwaje Szczecińskie złożyły skargę do sądu.
Jeśli orzeczenie sądu będzie dla nas korzystne podpisujemy kontrakt i pierwsze pojazdy wyjechałyby na linie w sierpniu. To składy jednobryłowe, bezpieczne, 3- lub 5-członowe zastępują jeden obecny skład podwójny. Bardziej przypominają pociągi niż tramwaje, podnoszą komfort podróżowania, zwłaszcza osób starszych, niepełnosprawnych, matek z małymi dziećmi i wózkami - wylicza prezes Wawrzyniak zalety niskopodłogowców.
Do tanich jednak nie należą. Koszt jednego to 6,5-7 mln zł. Do 2013 roku po ulicach miasta powinno jeździć co najmniej 30 tramwajów niskopodłogowych.
Opracowanie "Mirosław Winconek", "Kurier Szczeciński", 29 grudnia 2009 roku
* * *
Ekologiczna jazda miejska - mniej spalin do wdychania
Po ulicach Szczecina wciąż niewiele jeździ autobusów komunikacji miejskiej spełniających wyśrubowane normy unijne dotyczące emisji spalin. W przyszłym roku nowoczesnych wozów pojawić ma się więcej. Na pewno jednak nie będzie wśród nich pojazdów napędzanych alternatywnymi paliwami, takimi jak bioetanol czy sprężony gaz ziemny. To wciąż odległy śpiew przyszłości
Tak zwanych eko autobusów, spełniających najwyższe normy emisji spalin EEV, w pierwszym kwartale tego roku pojawiło się w Szczecinie 18. Osiem pojazdów 18-metrowych trafiło do Szczecińskiego Przedsiębiorstwa Autobusowego „Dąbie". Po pięć sztuk autobusów z silnikami EEV o długości 12 i 18 m z początkiem roku zasiliło bazę Szczecińskiego Przedsiębiorstwa Autobusowego „Klonowica". Pod koniec października do tej ostatniej dotarły jeszcze cztery 12-metrowce.
To stało się standardem i Szczecin był pierwszym miastem w Polsce, które na taką skalę wprowadziło autobusy z silnikami EEY, czyli normą wyższą niż EURO 5. W momencie tych zakupów obwiązywała jeszcze norma EURO 4 i wiele miast zakupywało EURO 4 póki mogło, Szczecin od razu postawił na ekologię o najwyższym standardzie - zaznacza Tomasz Klęk z biura prasowego urzędu miasta.
Czego nowego i kiedy szczecinianie mogą się spodziewać w tej dziedzinie? WI kwartale 2010 roku powinno dotrzeć kolejnych 20 sztuk autobusów do SPA „Klonowica" i SPA „Dąbie". Zostały one już zakontraktowane, sfinansowane i są produkowane. Do końca czerwca przyszłego roku obie spółki, przy wsparciu miasta, przymierzają się jeszcze do zakupu co najmniej 20 następnych autobusów. Finansowanie jest zapewnione, przetargi na przełomie stycznia i lutego. Do końca 2010 roku powinno być ich w sumie co najmniej 64.
Jeszcze w 2008 roku rozważano hybrydy, biopaliwa oraz gazowce. Ze względów ekonomicznych zakup autobusów napędzanych paliwami alternatywnymi, w tym np. sprężonym gazem ziemnym czy bioetanolem, nie jest planowany - dodaje Tomasz Klęk. Powodem jest nieopłacalność takiego przedsięwzięcia, takie rozwiązania nie są powszechnie stosowane, pociągają za sobą szereg niedogodności, a efekt ekologiczny jest porównywalny z tym, co daje EEY.
Trzecia ze spółek Szczecińsko-Polickie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne nie tylko, że nie inwestuje w tabor ekologiczny, ale nawet nie stać jej - czego nie ukrywa sam prezes - na zakup jakichkolwiek nowych autobusów. To efekt traktowania po macoszemu firmy przez gminę miasto Szczecin, jednego z dwóch - obok gminy Police -jej współwłaścicieli.
Z autobusami ekologicznymi jesteśmy daleko w lesie w sytuacji, kiedy nie ma nawet szans na pieniądze, by odnawiać nasz tradycyjny, napędzany silnikami spalinowymi tabor. Najnowszy z autobusów, którym dysponujemy, to model MAN-a wersja Euro 4 rocznik 2006 - podkreśla Kazimierz Trzciński, prezes SPPK.
W Polsce szlaki przyjaznej środowisku komunikacji miejskiej przecierają m. in. Elbląg, Słupsk i Radom W tym pierwszym do 2007 r. na części linii spotkać można autobusy marki Volvo zasilane sprężonym gazem ziemnym CNG. Radomskie MPK zainwestowało w tym roku w zakup 6 niskopodłogowych solarisów o takim samym napędzie. Podobnie jest w MZK Słupsk, gdzie dodatkowo testowane są w miejskiej jeździe ekoautobusy na etanol E95.
To, co za nieopłacalne uważa się u nas, dla odmiany w Szwecji jest na ryle opłacalne, że staje się normą. Po jej miastach jeździ już ponad 600 autobusów zasilanych etanolem, które produkuje Scania. Zdaniem tamtejszych specjalistów, to opłacalna alternatywa dla autobusów z silnikami wysokoprężnymi, gdy chodzi o koszty eksploatacji i niezawodność. Nie licząc korzyści dla przyrody i zdrowia ludzi. Przedsiębiorstwo Busslink, które obsługuje przewozy w centrum Sztokholmu, inwestuje już w autobusy z silnikami trzeciej generacji zasilane etanolem, które emitują o 90 proc. mniej dwutlenku węgla. Projekt wykorzystania paliw odnawialnych w komunikacji miejskiej, rozpoczęty jeszcze pod koniec lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, sprawił, że teraz w szwedzkiej stolicy i jej okolicach nie uświadczy się pojazdów innych niż napędzane wyłącznie etanolem lub biogazem.
Opracowanie "Mirosław Winconek", "Kurier Szczeciński", 28 grudnia 2009 roku
* * *
SPPK kontra miasto. Ucierpi 50 tys. pasażerów?
Autobusowa spółka SPPK podała do sądu swego współwłaściciela - gminę Szczecin. Domaga się podwyższenia stawek za kursy. Spór może zakończyć się komunikacyjnym paraliżem na liniach między Szczecinem a Policami
Nie możemy dalej jeździć za stawki, które są niższe niż nasze koszty - twierdzi Kazimierz Trzciński, prezes Szczecińsko-Polickiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego. - Nie chcę wojny ze szczecińskim magistratem, ale próby ugodowego załatwienia sprawy nic nie dały. Dlatego skierowaliśmy sprawę do sądu.
SPPK zapewnia połączenia ze Szczecina do Polic i w północnych dzielnicach. Dziennie z autobusów spółki korzysta około 50 tys. pasażerów. Udziałowcami firmy są dwie gminy. Szczecin ma 39,9 proc udziałów, reszta należy do Polic. Ale to szczeciński magistrat ma w praktyce największy wpływ na SPPK. Na mocy porozumienia z Policami zlecaniem obsługi linii zajmuje się Zarząd Dróg i Transportu Miejskiego w Szczecinie. Stawki, na podstawie których ZDiTM płaci SPPK za obsługę linii autobusowych, oparte są na zawartej w sierpniu 2006 r. dziesięcioletniej umowie. Początkowo wydawała się ona korzystna, ale gdy koszty działalności spółki poszybowały w górę (paliwa, podwyżki płac mające powstrzymać odejścia kierowców z firmy) stała się przekleństwem. Koszt przejechania przez policki autobus jednego kilometra (tzw. wozokilometra) to, według wyliczeń SPPK, 4,90 zł.
A dostajemy od ZDiTM 4,82 zł brutto - wylicza Trzciński.
Autobusy jeżdżą, bo w tym roku udziałowcy dokapitalizowali spółkę. Szczecin w ratach dał 2 mln zł, Police 1,285 mln zł. Gdy przeliczy się te pieniądze na wozokilometry, okazuje się, że spółka podbiła stawkę o 88 groszy, czyli do 5,70 zł za kilometr. Według prezesa SPPK spółka powinna otrzymywać jeszcze więcej: 6,12 zł brutto. - Wówczas możemy myśleć realnie o odnowieniu taboru - mówi Trzciński.
Czy 6,12 zł to dużo? Szczecińska spółka SPA Dąbie jeździła w mijającym roku za 5,14 zł (od nowego roku będzie prawdopodobnie jeździć za 5,36). W 2009 r. otrzymała jednak pokaźny zastrzyk gotówki: Szczecin podniósł jej kapitał o 17 mln zł (podobnie jak SPA Klonowica). To w praktyce oznaczało podbicie stawki o ok. 2,40 zł. Kolejne dofinansowanie działalności obu spółek poprzez podniesienie kapitału - po ok. 8,5 mln zł - planowane jest także w 2010 r.
Tymczasem w SPPK zanosi się na katastrofę. W budżecie Szczecina na 2010 r. na dofinansowanie przewoźnika z Polic nie ma ani złotówki. Gmina Police wysupła milion. Na więcej nie zgodzili się będący w opozycji do burmistrza miejscowi radni PO. To oznacza, że w 2010 r. nie uda się odmłodzić floty autobusów SPPK. A jeśli tego nie zrobimy, w 2011 r. średni wiek naszych pojazdów przekroczy 10 lat i nie spełnimy jednego z warunków, jakie przed przewoźnikami stawia ZDiTM - mówi Trzciński.
Coraz starszy tabor oznacza coraz większe koszty (np. z uwagi na naprawy). Już w 2009 r. były one wyższe o 15 proc. niż w 2008 r. Jeśli nic się nie zmieni, spółka może stracić płynność finansową. Trzciński liczy, że SPPK wygra z miastem w sądzie. Chce zmian w wieloletniej umowie albo decyzji o jej rozwiązaniu. Sąd Okręgowy w Szczecinie, przed którym toczy się sprawa, powołał biegłego, który kończy właśnie opracowanie decydującej opinii.
Z uwagi na święta nie udało nam się dowiedzieć, co o sytuacji sądzą władze Polic i Szczecina. Znamy jednak treść pisma zastępcy prezydenta Szczecina Beniamina Chochulskiego do radnego Arkadiusza Pawlaka (PO), który usiłował dociec, co się dzieje w SPPK. "W pierwszej kolejności należy zadbać o przyszłość przewoźników miejskich (SPA Dąbie i SPA Klonowica), w których Gmina Miasto Szczecin jest 100-procentowym udziałowcem" - napisał Chochulski. Brak pieniędzy dla SPPK uzasadnił "warunkami kryzysowymi".
Komentarz
Polityka obu udziałowców, a szczególnie Szczecina, wobec SPPK jest zadziwiająca. Nasuwa się wniosek, że ci, którzy powinni dbać o spółkę, tak naprawdę działają na jej szkodę. Na SPPK "wisi" obecnie cała komunikacja miejska między Policami a Szczecinem i jego północnymi dzielnicami. Dla miasta, które ma ambicje metropolitarne, międzygminna spółka powinna być równie ważna jak SPA Dąbie i SPA Klonowica. Chyba że Szczecin ma jakiś inny pomysł na transport 50 tys. osób dziennie.
Opracowanie "Andrzej Kraśnicki jr", "Gazeta Wyborcza", 28 grudnia 2009 roku
* * *
Muzeum Techniki i Komunikacji: Prace na półmetku
W maju 2010 roku zakończy się przebudowa Muzeum Techniki i Komunikacji Zajezdnia sztuki. W październiku muzeum otworzy swoje drzwi dla zwiedzających
W muzeum przy Niemierzyńskiej prace idą pełną parą. Odnowiona została zabytkowa fasada budynku i zamontowane zostały wielkie, harmonijkowe, przeszklone drzwi. Do renowacji trafiła także zabytkowa tarcza zegara, który zamontowany jest nad głównym wejściem do muzeum. Po prawej stronie muzeum powstał już taras widokowy, na który będzie wychodzić się ze znajdującej się w muzeum kawiarenki.
Podczas prac przy budowie tarasu okazało się, że mamy dodatkową przestrzeń, którą chcemy przeszklić i wykorzystać na przestrzeń wystawienniczą – mówi Stanisław Horoszko, dyrektor muzeum. Po lewej stronie przygotowany jest już budynek portierni oraz metalowa konstrukcja, która zostanie przeszklona i znajdą się w niej te eksponaty, które należy szczególnie wyeksponować.
W środku wielkiej hali zamontowano świetliki, przez które wpada do środka mnóstwo światła. Teraz pomieszczenie pokrywane jest tynkiem akustycznym, który ma tłumić hałas i pogłos.
Wzmocnione zostały już kanały rewizyjne miedzy torami – wyjaśnia dyrektor. Część z nich zostanie przykryta szklanymi płytami, po których będą chodzić zwiedzający. Zostanie suwnica i urządzenie do szlifowania powierzchni kół. Zainstalujemy z powrotem liny zabezpieczające, których używali mechanicy pracujący na dachach tramwajów oraz trakcja elektryczna.
Z tarasu na pierwszym piętrze, który także zostanie udostępniony zwiedzającym, rozciąga się widok na całą halę. Z hali będzie można przejść do trzech sal wystawienniczych.
W pierwszej będą wystawy czasowe, prezentujące nasz zbiory lub eksponaty wypożyczone z innych muzeów. W drugiej sali będzie wystawa Eureka – Ruch prof. Jerzego Stelmacha z Uniwersytetu Szczecińskiego – wylicza dyrektor. W trzeciej sali znajdzie się miejsce na małe eksponaty.
Na parterze znajdzie się szatnia oraz kasy, a obok niej, wejście do kawiarni, z której będzie rozciągał się widok na trzy sale oraz na halę, w której znajdą się największe eksponaty muzeum – autobusy, tramwaje czy samochody. Z hali będzie zejście do podziemi, gdzie kiedyś znajdował się magazyn, schron oraz kotłownia. Tutaj trafią militaria oraz 4 pary drzwi przeciwgazowych, które zostały odnalezione podczas remontu. Osoby niepełnosprawne będą mogły zjechać do wnętrza dzięki specjalnej platformie zamontowanej przy schodach. Pierwsi zwiedzający będą mogli podziwiać odnowione muzeum oraz jego zbiory w październiku.
W maju zakończy się remont, a potem będziemy musieli przenieść wszystkie zbiory – mówi Stanisław Horoszko. Otwarcie muzeum planujemy między 1 a 15 października.
Opracowanie "Magda_Ratajczak", "Moje Miasto", 23 grudnia 2009 roku
* * *
Wiata pancerna
W Policach w niektórych okresach seryjnie wybijane są szyby w wiatach przystankowych. Były pomysły, aby montować w nich szkło pancerne. Ale to nie wystarczy. Wstawione na próbę mocniejsze szyby również zostały zniszczone
Zaczęliśmy delikatnie, od szkła klasy P4 - mówi wiceburmistrz Polic Jakub Pisański. - Zamontowaliśmy takie szyby w wiacie przy ul. Asfaltowej. Niestety, też je wytłukli. Szyba klasy P4 to dwie tafle szkła i cztery warstwy specjalnej folii. Musi wytrzymać trzykrotne uderzenie kuli ważącej nieco ponad 4 kg zrzuconej z wysokości 9 m.
Obecnie w Policach problem wybijania szyb w wiatach przystankowych jest rozwiązywany przez wykup polisy. Gmina co roku płaci składkę, zgłasza ewentualne szkody, a ubezpieczyciel pokrywa koszty napraw.
Jest 27 wiat - mówi radny Jerzy Kardziejonek. Koszty ich ubezpieczenia przez kilka lat to jakieś pół miliona złotych. Za te pieniądze można byłoby wstawić jeszcze mocniejsze szyby, klasy P5 czy P6. Takich to już nawet młotem się nie wybije.
Szyba P5 musi wytrzymać 9 uderzeń takiej samej kuli jak szyba P4. Natomiast P6 utrudnić wycięcie otworu o boku 40 cm przy pomocy młota i dwukilogramowej siekiery. Dla tej klasy szyby musi być do tego potrzebne co najmniej 30 uderzeń.
To nic nie da - przekonuje Jakub Pisański. Do tych szyb potrzebne byłyby zupełnie inne konstrukcje wiat. Bez tego wydatek na takie szkło będzie wyrzucaniem pieniędzy. Bo jeśli wandal nie poradzi sobie ze zbiciem szyby, to ją wykopie, wyrwie wraz z mocowaniem. A na nowe wiaty pieniędzy nie mamy. Dlatego zastanawiamy się nad rezygnacją z szyb. Przynajmniej w tylnych ścianach. Z boków raczej nie, bo jest to kwestia samopoczucia osób czekających na autobus, zwłaszcza po zmroku. Ludzie czują się bezpieczniej, jeśli z daleka widzą, czy ktoś się zbliża.
Opracowanie "jps", "24Kurier.pl", 22 grudnia 2009 roku
* * *
Papierowy opór
W Stargardzie Szczecińskim od paru dni, a w Szczecinie prawie od roku bilet komunikacji miejskiej można kupić za pomocą specjalnej aplikacji w telefonie komórkowym. W tym ostatnim jedynie od kilkunastu do kilkudziesięciu osób płaci jednak codziennie tą drogą za przejazd tramwajem lub autobusem
Od połowy stycznia tego roku liczba klientów korzystających z usługi moBilet w Szczecinie w skali miesiąca wahała się dotąd od 225 do 340. Mimo że jest łatwiejsza i nie wymaga biegania do kiosku czy kupowania biletu u kierowcy, bo wystarczy wysłać esemesa, którym płaci się za przejazd, a na komórkę wraca bilet w formie elektronicznej. Do 15 grudnia sprzedanych zostało za pośrednictwem esemesa 11 267 biletów za kwotę niespełna 24 870 zł.
Pasażerowie, którzy stosują ten sposób płatności, najczęściej zaopatrują się w bilety 20-minutowe, normalne. Praktycznie co drugi ze sprzedanych biletów był właśnie taki. Na drugim miejscu są „dwudziestominutówki” ulgowe na linie zwykle. Ledwie 1200 ze sprzedanej ogółem puli biletów za pomocą esemesów to normalne bilety 60-minutowe. Słabe wzięcie usługa moBilet ma wśród osób korzystających z autobusów linii pośpiesznych. Najtańszych 20-minutówek po 4,40 zł sprzedano dotąd ledwie 431, godzinnych 38, a dwugodzinnych aż trzy. Nikła jest też liczba biletów dobowych nabywanych przy użyciu komórką - miesięczną częstotliwość transakcji można policzyć na palcach obu rąk.
Sprzedaż niewielka, ale taka usługa - jak przekonują w Zarządzie Dróg i Transportu Miejskiego - jest potrzebna i spełnia postulaty pasażerów. Poza tym w założeniu nie chodziło o zwiększanie sprzedaży, a lepszą i powszechniejszą dostępność do miejsc zakupu biletów komunikacji miejskiej.
Żeby płacić za pośrednictwem komórki za przejazd, wystarczy zarejestrować się w systemie moBILET (raz i za darmo) na stronie internetowej www.mobilet.pl. Po zarejestrowaniu użytkownik ma do wyboru dwa sposoby rozliczeń: w formule przedpłaty na rachunek bankowy systemu (tzw. prepaid) pasażer kupuje bilety do wartości wpłaconych środków albo poprzez automatyczne obciążenie swojego konta bankowego.
Otwartym i bez odpowiedzi pozostaje wciąż za to pytanie, kiedy papierowe bilety, także w Szczecinie, zaczną na dobre wychodzić z obiegu, a w ich miejsce pojawią się nowoczesne i estetyczne plastikowe karty z elektronicznym chipem, przypominające te, których używamy tak powszechnie w bankomatach lub płacąc za zakupy w sklepie. E-bilety i elektroniczne karty miejskie doskonale są znane w Gdańsku, Częstochowie, Tychach, Rybniku, Radomsku, Piotrkowie Trybunalskim, Warszawie i Poznaniu.
Opracowanie "Mirosław Winconek", "24Kurier.pl", 22 grudnia 2009 roku
* * *
Czy stać nas na autobusowy monopol?
Po raz pierwszy organizowanym przez Zarząd Dróg i Transportu Miejskiego przetargiem na obsługę dziennych linii autobusowych zainteresowała się prywatna firma
Dolnośląskie Linie Autobusowe (ma 10 proc. rynku przewozów we Wrocławiu) gotowe są przejąć nawet połowę szczecińskich przewozów. Na zainteresowaniu prawdopodobnie się skończy. DLA wytknęły ZDiTM ustawienie przetargu pod dotychczasowych przewoźników, dwie należące do Szczecina spółki autobusowe: SPA Dąbie i SPA Klonowica. Próba oprotestowania specyfikacji przetargu nic nie dała (wrocławianom pozostaje jeszcze droga sądowa). W Polsce jest jeszcze kilku dużych, prywatnych przewoźników, którzy mają wystarczający potencjał, by wyjechać na ulice Szczecina. ZDiTM to skutecznie uniemożliwia, zresztą na ciche życzenie miasta. Zastępca prezydenta Szczecina Beniamin Chochulski w rozmowie z "Gazetą" przyznał, że miasto zamierza skorzystać z nowej, unijnej dyrektywy, która pozwoli ZDiTM-owi wyznaczyć przewoźnika bez organizowania przetargu (prawdopodobnie stanie się to możliwe w 2011 r).
Czy taka ochrona SPA Dąbie i SPA Klonowica jest dla miasta korzystna? Pozornie tak. Miasto pompuje w obie spółki niemałe pieniądze, kupując (poprzez dokapitalizowanie firm) w ciągu ostatnich dwóch lat 30 nowych autobusów (wartych ponad 33 mln zł). Na przyszły rok planowana jest dostawa co najmniej 20 kolejnych. Kopanie dołków pod spółkami poprzez wpuszczenie konkurencji i odebranie obu SPA części rynku wydaje się szkodnictwem.
Rozważmy teraz taki "szkodliwy" scenariusz. W przetargu wygrywa firma z zewnątrz. Czy szczecinianie będą jeździć gorszymi autobusami? Nie. W przetargu można przecież postawić warunek dotyczący maksymalnego wieku autobusów, a nawet obowiązek malowania ich w barwy Floating Garden. Takie rozwiązanie sprawdza się chociażby w Warszawie, Bydgoszczy czy Krakowie. A co z miejskimi spółkami? Na pewno miasto musiałoby, po pierwsze, zdecydować o ich połączeniu w jedną firmę, co zresztą powinno stać się niezależnie od tego, czy miasto utrzyma ich monopol czy też nie (bo po co dwie miejskie spółki, które z nikim ani nawet z sobą konkurować nie muszą?). Jedna, mniejsza spółka oznacza mniejsze niezbędne nakłady w nowy tabor. Nie łudźmy się bowiem, że obecne i zapowiadane zakupy postawią spółki na nogi. Wielkie inwestycje dopiero nadchodzą. Jeśli średnia wieku nie ma znów drastycznie rosnąć powyżej 20 lat, do 2013 trzeba wymienić 39 przegubowców Volvo z SPA Klonowica, a do 2016 czterdzieści sztuk tych wozów z SPA Dąbie. W tym czasie barierę 20 lat przekroczą dziesiątki innych autobusów kupowanych jako używane w ostatnich kilku latach.
Jeśli można odmłodzić tabor wożący szczecinian "rękami" prywatnych firm, to czemu z tego nie skorzystać? Najcenniejszym efektem takiej polityki byłaby możliwość skierowania pieniędzy z budżetu miasta na komunikację tramwajową, gdzie konkurencji nie ma wcale. Póki co brak realnych pod względem finansowym planów rozwoju tej sieci (poza ciągnącym się projektem szybkiego tramwaju) skazuje tramwaje na wegetację. Owszem, remontowane są torowiska, mają nawet pojawić się niskopodłogowe pojazdy. Sześć sztuk. Mniej niż kropla w morzu potrzeb, chociaż wydatek będzie to niemały - większy niż dotychczasowe wydatki na solarisy. Równouprawnienie wydatków na autobusy i tramwaje jest więc tylko pozorne, chociaż ta ostatnia sieć we wszelkich programach i strategiach rozwoju miasta wskazywana jest jako kręgosłup szczecińskiej komunikacji.
Takie przekierowanie miejskiej polityki wymaga nie tylko dobrego przygotowania i kalkulacji, ale przede wszystkim odwagi, by chociaż do takiej opcji się przymierzyć. Na razie spotkałem się jedynie z nieformalnie wyrażoną opinią, żeby nie straszyć związkowców.
Opracowanie "Andrzej Krasicki jr", " Gazeta Wyborcza", 20 grudnia 2009 roku
* * *
Pasażerowie chcą dojechać szybciej na Krzekowo
Czy nie można byłoby poprawić funkcjonowania zastępczej komunikacji autobusowej na ulicy Mickiewicza? – pyta jeden z naszych Czytelników
Pod koniec listopada tego roku tramwaje linii 5 i 7 przestały jeździć przez ulicę Mickiewicza i Żołnierską z powodu remontu torowiska tramwajowego. W zmiana pojawiły się autobusy.
Chodzi o możliwość wykorzystania zamkniętego torowiska przy ulicy Mickiewicza dla ruchu autobusów, na odcinku Wawrzyniaka – Sienkiewicza. Czy taka zmiana organizacji ruchu byłaby możliwa? – pyta za naszym pośrednictwem pan Krzysztof, jeden z naszych Czytelników.
Pomysł przedstawiliśmy w Tramwajach Szczecińskich, które prowadzą remont torowiska.
Organizację ruchu na czas prac opracował wykonawca i została ona zaakceptowana przez zarząd dróg, w celu wprowadzenia zmian trzeba będzie ponownie zwracać się do zarządcy – mówi Krystyna Gawrońska, zastępca dyrektora ds. inwestycji w Tramwajach Szczecińskich. Jeżeli jest taka potrzeba to sprawdzimy taką ewentualność.
O tym, że czasem jest trudno przejechać w godzinach szczytu przez Mickiewicza i Żołnierską przekonała się Maria Pfeiffer. Trzeba się przesiadać z tramwaju na autobus przy alei Bohaterów Warszawy – mówi pani Maria. To trochę trwa, jak jeszcze jedzie się w godzinach szczytu to bywa różnie. Dobrze, ze to nie będzie długo trwać.
Jednak pani Maria musi uzbroić się w cierpliwość. Przedstawiciele urzędu miasta oraz policji wspólnie przeanalizowali propozycję zmian w organizacji ruchu. Stwierdzono, że od momentu częściowego wydzielenia torowisk wyłącznie dla ruchu tramwajowego, spadła liczba ciężkich wypadków na tym odcinku drogi.
Jednocześnie należy zauważyć, że pomimo obecnego wzrostu natężenia ruchu kołowego związanego z czasowym wstrzymaniem ruchu tramwajów, nie stwierdzono aby na ulicy Mickiewicza pomiędzy skrzyżowaniami z ulicami Wawrzyniaka i Sienkiewicza tworzyły się zatory drogowe – wyjaśnia Tomasz Klek z biura prasowego urzędu miasta. - Sytuacja będzie na bieżąco analizowana i w razie potrzeby podjęte zostaną niezbędne zmiany usprawniające ruch drogowy w związku z prowadzoną przez Tramwaje Szczecińskie przebudową torowiska.
Jeżeli sugestia czytelnika się potwierdzi, ZDiTM zwróci się do zarządzającego ruchem o wydanie takiej zgody - mówi Irena Starosta z ZDiTM.
Rzadko korzystam z komunikacja autobusowej przez Mickiewicza i Żołnierską, ale czasami tworzą się korki - mówi Maria Pfeiffer z wnuczka Ksenią. Czy nie można byłoby usprawnić komunikacji?
Opracowanie "Marek Jaszczyński", "Moje Miasto", 20 grudnia 2009 roku
* * *
Ukryty monopol autobusowy
Nie jest dobrym pomysłem, by miejskie spółki wyłączyły się z przewozów autobusowych w naszym mieście - stwierdził zastępca prezydenta Beniamin Chochulski.
Spółka Dolnośląskie Linie Autobusowe z Wrocławia chce przejąć obsługę połowy linii autobusowych w Szczecinie (pisaliśmy o tym w środę). To oznaczałoby krach jednej z miejskich spółek: SPA Dąbie lub SPA Klonowica. DLA oprotestowały specyfikację przetargu na obsługę szczecińskiej komunikacji. Zdaniem wrocławian faworyzuje on miejscowe spółki. Wczoraj ZDiTM protest odrzucił. DLA może się jeszcze odwołać do sądu.
Rozmowa o przetargu
Andrzej Kraśnicki jr: Co pan na to, że DLA chce wozić szczecinian?
Beniamin Chochulski, wiceprezydent Szczecina: Myślę, że ceny, które oferują za przewozy nasze spółki autobusowe, są konkurencyjne. Każdy może jednak próbować wystartować w przetargu.
Może warto wykorzystać to zainteresowanie, wpuścić konkurencję, zmniejszyć rolę miejskich spółek i skupić się na lepszym inwestowaniu w spółkę tramwajową, gdzie na konkurencję i jej tabor nie ma co liczyć?
A czy my nie kierujemy zwiększonych środków dla naszej spółki tramwajowej? Od trzech lat inwestujemy więcej niż w ciągu ostatnich 15 lat. Nie zgodzę się z tym, że Tramwaje Szczecińskie traktowane są gorzej niż spółki autobusowe. Poza tym unijna dyrektywa 13/70 z grudnia tego roku umożliwia organizatorom komunikacji publicznej, czyli m.in. miastu, działania, które zapewnią wysoką jakość usług i jednocześnie niższe, niż wynika z rynkowych uwarunkowań, ceny.
Czyli po przyjęciu przez polski Sejm nowej ustawy o prawie przewozowym, zgodnej z tą dyrektywą, miasto nie będzie musiało organizować przetargów na obsługę linii autobusowych, tylko po prostu zleci to swoim spółkom?
Tak. Dlatego nie jest dobrym pomysłem, by miejskie spółki wyłączyły się z przewozów autobusowych w naszym mieście, czy też ograniczyły swoją działalność.
Ale na razie nowej ustawy nie ma.
Jest pan niezadowolony, że miejskie spółki dobrze funkcjonują. Wolałby pan, żeby funkcjonowały dobrze także inne spółki. Ja tak nie uważam.
Komentarz
Nie nawołuję do zniszczenia miejskich spółek. Irytuje mnie jednak fikcja, jaką są przetargi z ich udziałem. A że z komunikacją w Szczecinie idealnie nie jest, szukam pomysłów na jej poprawę. Niekoniecznie po linii władz miasta.
Opracowanie "Andrzej Krasicki jr", " Gazeta Wyborcza", 18 grudnia 2009 roku
* * *
Draka w autobusie
Niech pani pisze skargę - usłyszała p. Celina od kontrolerów biletów w autobusie komunikacji miejskiej po tym, jak dostała od jednego z nich cios w nerkę. Żadnego "przepraszam". Był środek dnia, w pojeździe tłum ludzi
Poszkodowana ze szczegółami zapamiętała feralny kurs. To był autobus linii 107 jadący z Polic do Szczecina. O godz. 15.12 na wysokości kładki na ul. Wilczej weszło trzech osiłków z jedzeniem rozbryzgującym się na wszystkie strony. Dali znak, żeby zablokować kasowniki. Według mnie, za szybko - niektórzy pasażerowie nie zdążyli jeszcze skasować biletu. Zrobili to młodsi i sprytniejsi, starsi dopiero stali w kolejce. Ale kanarów to nie interesowało, zaczęło się wyżywanie - denerwuje się p. Celina.
Szczególnym obiektem zainteresowania stał się szpakowaty mężczyzna około pięćdziesiątki. Jego wina - przyznaje p. Celina - wprawdzie miał bilet, ale nieważny, przekroczył już czas.
Nic nie uprawnia kontrolerów do agresji. Wystarczyło spisać dane pasażera i dać mu wysiąść na jego przystanku. Niestety to był pretekst do innego zachowania. Mężczyzna dostał kilka ciosów, kierowca autobusu nie reagował - przekonuje kobieta.
Pechowym zbiegiem okoliczności nasza Czytelniczka znalazła się w centrum dramatycznych wydarzeń. W przepełnionym pojeździe nie miała możliwości się przesunąć. Przypadkowo dostała od kontrolera potężny cios w nerkę.
Nie przeprosił. Usłyszałam tylko, żebym pisała skargę, jeśli mi coś nie pasuje. Ci ludzie zachowali się jak ZOMO-wcy. Napadli na mężczyznę w średnim wieku, uderzyli kobietę sześćdziesiątce. Czułam się fatalnie, również fizycznie - skarży się p. Celina. Zarząd Dróg i Transportu Miejskiego przyznaje, ze sprzeczka rzeczywiście była, ale przedstawia nieco inną wersję wydarzeń.
Mężczyzna jadący bez ważnego biletu zachował się impulsywnie - napierał na kontrolera, chciał uciec z autobusu. Kiedy to się nie powiodło, rzucił się z pięściami. Wówczas na pomoc przybył drugi z inspektorów, doszło do szarpaniny. Nie można wykluczyć, że w tłumie ktoś mógł ucierpieć. Podkreślam jednak - powodem był pasażer, uspokoił się dopiero na widok strażników miejskich na pl. Rodła - wyjaśnia Marta Kwiecień-Zwierzyńska.
P. Celina upiera się, że będzie dochodzić sprawiedliwości, bo awanturników eliminować z kontrolerskiej pracy. Jako dowód w sprawie ma posłużyć m.in. obdukcja lekarska, która wykazała uraz nerki. Kolejne badania określą, czy jest on poważny. Poza tym kobieta ma kontakt z dwojgiem pasażerów feralnego kursu, którzy są gotowi poświadczyć w sprawie.
W 2009 r. na 3 tys. zażaleń, jakie wpłynęły do ZDiTM, zaledwie kilkanaście było typowymi skargami na pracę kontrolerów. We wszystkich przypadkach zostały one uznane za bezzasadne.
Opracowanie "Anna Choroszko", "Kurier Szczeciński", 17 grudnia 2009 roku
* * *
Niech zwycięży lepszy, ale nasz?
Koniec monopolu miasta w szczecińskiej komunikacji publicznej? Firma z Wrocławia chce obsługiwać połowę naszych linii autobusowych. Na razie zarzuca ZDiTM-owi ustawienie przetargu na te usługi i wytyka bałagan w dokumentach
Sprawą powinna się zająć komisja rewizyjna rady miasta - stwierdził radny Marek Goc z Platformy Obywatelskiej, kiedy przedstawiliśmy mu kulisy sprawy.
Zniknie SPA Dąbie lub SPA Klonowica?
Przetargi na obsługę linii autobusowych w mieście Zarząd Dróg i Transportu Miejskiego ogłasza co roku. Do wzięcia są dwa pakiety, po 20 dziennych linii. Od lat zwycięzcy są ci sami: SPA Dąbie i SPA Klonowica. Te powstałe w 1999 roku na bazie zajezdni autobusowych spółki dzielą się szczecińskim rynkiem. Stuprocentowym udziałowcem obu spółek jest miasto Szczecin. Przetargi są organizowane, bo tego wymaga prawo. Dotąd były formalnością. Teraz się to zmieniło. Przetargiem na wożenie szczecinian od 1 stycznia 2010 r. oprócz obu SPA zainteresowana jest wrocławska spółka Dolnośląskie Linie Autobusowe.
Jesteśmy gotowi przejąć połowę szczecińskich linii autobusowych - deklaruje Grzegorz Bajorek, który w DLA zajmuje się "naszym" przetargiem. To oznacza, że w przypadku wygranej, DLA wyrzuciłaby ze szczecińskiego rynku jedną z miejskich spółek: SPA Dąbie (obsługuje przede wszystkim prawobrzeże) lub SPA Klonowica (lewobrzeże). Bajorek nie zdradza, którym pakietem linii jest zainteresowana jego spółka.
DLA działa we Wrocławiu i jego ościennych gminach. Na zlecenie wrocławskiego Urzędu Miasta obsługuje dziewięć linii (10 procent) oraz kilka do hipermarketów. Spółka ma ambicje wyjścia w Polskę. Ubiega się m.in. o wożenie pasażerów w Lublinie. Ma 66 autobusów, nie starszych niż 10-letnie. Teraz kupuje zupełnie nowy tabor. Jeśli zdobędziemy kontrakt w Szczecinie, jesteśmy gotowi sprowadzić do miasta odpowiednią liczbę autobusów - zapowiada Bajorek. To żaden kłopot. Kierowcy? Zatrudnienie znaleźliby u nas pracownicy z tej firmy, która przegra.
Co na to szczecińskie spółki autobusowe? Nie chcę się na ten temat wypowiadać - mówi Włodzimierz Sołtysiak, prezes SPA Dąbie.
Wygrywasz i od razu wyjeżdżasz na trasę
Na razie DLA nie złożyły oferty w przetargu. Spółka twierdzi, że Zarząd Dróg i Transportu Miejskiego tak ustawił specyfikację, by ewentualni konkurenci SPA Dąbie i SPA Klonowica nie mieli szans już na starcie. Wrocławska firma oprotestowała specyfikację warunków zamówienia. Najważniejszy zarzut dotyczy terminów. Otwarcie ofert przewidziano na 21 grudnia. Zwycięzca ma być wybrany jeszcze tego samego dnia. Potem jest 10 dni na uprawomocnienie się decyzji (i ewentualne protesty, których w ostatnich latach z braku konkurencji nie było). Umowa może wiec być podpisana najwcześniej 1 stycznia. Jednocześnie ZDiTM żąda, by właśnie od 1 stycznia wybrana firma obsługiwała trasy. "Tak sformułowany warunek praktycznie wyklucza jakąkolwiek konkurencję (...), gdyż jedynie przewoźnik, który do tej pory świadczy [te] usługi, będzie w stanie dalej je świadczyć od 1 stycznia 2010" - czytamy w proteście DLA.
Wrocławianie podkreślają, że oferent z innego miasta musi mieć więcej czasu nie tylko na sprowadzenie do Szczecina autobusów, ale także załatwienie zezwolenia na regularny przewóz osób w naszym mieście. Tylko ta formalność zajmuje miesiąc. Chcemy, by od momentu podpisania umowy zwycięzca miał pięć tygodni na uruchomienie przewozów - mówi Bajorek.
Do tego czasu autobusy mogłyby jeździć po staremu, na podstawie krótkoterminowej umowy z dotychczasowym przewoźnikiem.
Wrocławianie podważają też wymóg, każący oferentowi wykazać doświadczenie w postaci wykonania określonej liczby wozokilometrów w ramach jednej umowy. My wymaganą przez ZDiTM liczbę wozokilometrów wykonujemy w ramach kilku umów z gminami otaczającymi Wrocław - mówi Bajorek. To powinno wystarczyć.
Uwag DLA jest więcej. Z części z nich wynika niechlujstwo układających specyfikację. Pomylone są numery załączników, litery w słowach zmieniające sens całych zdań itp.
ZDiTM nie chciał wczoraj komentować sprawy. Rzecznik Marta Kwiecień-Zwierzyńska poinformowała nas, że odpowiedź na nasze pytania otrzymamy po przygotowaniu odpowiedzi na protest DLA. Termin pływa w piątek.
Opracowanie "Andrzej Kraśnicki jr", "Andrzej Kraśnicki jr", 16 grudnia 2009 roku
* * *
Zbudujmy dodatkowe tory dla tramwajów przy Bramie Portowej!
W specyfikacji przetargu na opracowanie programu przebudowy torowisk tramwajowych przy Bramie Portowej nie ma mowy o rozbudowie układu torowego, a jedynie o odtworzeniu takiej siatki rozjazdów, jaka już istnieje. To błąd, jest jednak szansa na zmiany – pisze nasz Czytelnik
Przetarg na opracowanie programu funkcjonalno-użytkowego przebudowy torowisk tramwajowych wraz z siecią trakcyjną przy Bramie Portowej urzędnicy miejscy ogłosili w listopadzie. W specyfikacji nie ma jednak mowy o rozbudowie układu torowego, a jedynie o odtworzeniu takiej siatki rozjazdów, jaka już istnieje.
Istotnym problemem, jeśli chodzi o układ szczecińskich torowisk tramwajowych jest mała ilość rozjazdów na skrzyżowaniach, co ogranicza tramwajom możliwości skrętu we wszystkich kierunkach. Powoduje to, iż często podczas awarii i wypadków, gdy inne pojazdy muszą ominąć zablokowany odcinek, trzeba jechać naokoło zamiast najkrótszą trasą. Tak samo dzieje się podczas remontów torowisk i trakcji, gdy trzeba wytyczyć trasy objazdowe.
Ciężko jest na przykład dojechać tramwajom z zajezdni Pogodno na pętle Gumieńce, wyjeżdżającym na trasę linii 8 lub pojazdom technicznym potrzebnym w razie awarii. Najkrótsza trasa wiedzie ulicami Wojska Polskiego – Piłsudskiego – Matejki przez pl. Żołnierza, Niepodległości, Wyszyńskiego, Nabrzeże Wieleckie, Dworcową, Bramę Portową, Krzywoustego i Sikorskiego. Gdy ta trasa będzie nieprzejezdna można jechać też przez Wojska Polskiego, Wawrzyniaka, Bohaterów Warszawy, Krzywoustego. Tramwaj nie może jednak, jak samochód, od razu skręcić w ul. Sikorskiego - musi jechać jeszcze blisko 3 km, by zawrócić przez ulicę Dworcową lub pętlę na Potulickiej. Łatwo sobie więc wyobrazić, ile trzeba czekać na przykład na dojazd holownika z zajezdni po zepsuty pojazd na Gumieńcach.
Choć przy okazji przebudowy torowiska na pl. Kościuszki urzędnicy mogli poprawić sytuację, zlecając budowę przejazdu z alei Piastów w Sikorskiego, nie uczynili tego. Nie zrealizowano też alternatywnych koncepcji, np. przedłużenia torowiska w al. Bohaterów Warszawy do ronda Siwka lub budowy torowiska w ul. Pułaskiego.
Okazją na chociaż częściowe poprawienie sytuacji jest planowana przebudowa torowiska na Bramie Portowej, która ma być zrealizowana w ciągu 2 najbliższych lat. Można bowiem zbudować dodatkowe rozjazdy dla tramwajów z Pl. Zwycięstwa w aleję Niepodległości. Urzędnicy z miejskiego Wydziału Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska ogłosili przetarg na opracowanie programu funkcjonalno-użytkowego, który będzie podstawą do stworzenia projektu budowlanego inwestycji. Nie ma tam jednak mowy o budowie takiej relacji dla tramwajów. Finalna inwestycja obejmie swoim zakresem rejon skrzyżowania ul. 3 Maja z ul. Dworcową poprzez przystanki tramwajowe przed dawną Galerią Centrum, środek skrzyżowania i niewielkie odcinki w kierunku al. Niepodległości, Pl. Zwycięstwa i ul. Wyszyńskiego. Zostaną wymienione wszystkie rozjazdy, zwrotnice, trakcja elektryczna i pozostała infrastruktura towarzysząca wraz z przystankami.
Budowa omawianych skrętów torowych z al. Niepodległości w Pl. Zwycięstwa niosłaby za sobą również dodatkowe zalety. Można będzie utworzyć nowe linie tramwajowe, np. połączenie Gumieniec z Placem Rodła lub Niebuszewem. Takie połączenie na stałe może się nie sprawdzić, natomiast na pewno cieszyłoby się dużą popularnością w okolicach 1 listopada, gdy wszyscy mieszkańcy zmierzają na cmentarz. Podczas różnego rodzaju zdarzeń losowych, polegających na uszkodzeniu trakcji, tramwaj zyskałby dodatkową możliwość ominięcia zdarzenia.
Sprawą zainteresowałem dyrektora WGKiOŚ p. Michała Przepierę, przedstawiając w/w argumenty. Okazuje się, że budowa skrętów jest zadaniem całkowicie realnym, jednak uzależnionym od innych czynników.
Wykonawca koncepcji przebudowy będzie miał za zadanie zaproponować różne warianty przebudowy. Uwzględnimy również sugestie społeczeństwa. Myślę, że jeśli będzie to możliwe, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby taki skręt powstał. Brama Portowa to bardzo newralgiczne i trudne miejsce komunikacyjnie. Przeszkodą nie są raczej pieniądze, ale mogą być nią sprawy techniczne. Musimy się zastanowić nad tym, jakie zmiany takie rozwiązanie za sobą pociągnie - powiedział Przepiera.
Również p. Krystian Wawrzyniak, prezes spółki Tramwaje Szczecińskie, zgodził się z moją argumentacją w tej sprawie i wyraził poparcie dla pomysłu. Ważny głos w tej kwestii będzie miał również ZDiTM.
W tej sprawie można więc być dobrej myśli, urzędnicy wezmą pomysł pod uwagę. Gdyby omawiany skręt powstał, byłaby to niewątpliwie jedna z bardziej znaczących zmian w szczecińskiej sieci komunikacji tramwajowej w ostatnich latach. Przyznać trzeba jednak, że takie rozwiązania powinny być od początku przez urzędników i miejskich planistów zaplanowane, a nie wypływać od hobbystów nie związanych zawodowo z takimi problemami. W ostatnim czasie, jeśli chodzi o inwestycje tramwajowe w mieście widać, że urzędnicy przyspieszyli z remontami i odnową taboru, ale jakość prac i poprawa funkcjonalności to już odrębna sprawa i tu niestety w Szczecinie góruje minimalizm. Przykłady można mnożyć.
Np. w przypadku trwającego remontu torowiska na pętli Krzekowo, istniała tam możliwość takiej modyfikacji układu torowego, by dało się zbudować tzw. „wysoki” peron tramwajowy, tzn. by wysokość krawężnika między torem a peronem była na tyle wysoka, by niepełnosprawny na wózku mógł bez problemu wjechać do tramwaju niskopodłogowego bez rozkładania rampy podjazdowej (przypomnijmy, iż takie pojazdy w ilości 6 sztuk zostaną zamówione, a przedstawiciele Urzędu Miejskiego informują nas o „dostosowywaniu” infrastruktury do tych pojazdów), urzędnicy kolejny raz jednak postanowili tylko wyremontować to co jest, bez ingerencji w układ przestrzenny. Tymczasem w zachodniej Europie coś takiego byłoby niedopuszczalne. Zwracałem uwagę na to TS i WGKiOŚ, niestety na zmiany w projektach było za późno, a w Tramwajach Szczecińskich utrzymywano, że wszystko jest w porządku. Efektem tego jest to, iż powierzchnia peronu będzie równa z główką szyny, a osoba niepełnosprawna będzie musiała być wnoszona przez innych, nawet do pojazdu z niską podłogą.
Inny przykład to sama pętla Gumieńce. Istnieją tam dwa tory postojowe, ale tylko jeden z nich może służyć pasażerom i być nazywany peronem. Przy drugim torze nie wiadomo dlaczego nie zbudowano ani chodnika, a na torach leży nie nadający się do chodzenia tłuczeń. Jeszcze inny ciekawy przykład to przejazdy przez torowisko dla samochodów. W Szczecinie najczęściej wykłada się je przestarzałymi technicznie płytami betonowymi typu EPT. Zrobiono tak m.in. przy rondzie Pileckiego. Płyty te bardzo często odpryskują i wypaczają się. Nie są tak trwałe i komfortowe jak nawierzchnie asfaltowe czy gumowane na specjalnej podbudowie (takie jak np. na Placu Kościuszki). W Warszawie właśnie dlatego już ponad 10 lat temu zrezygnowano z tego rozwiązania. Przedstawiciele TS problemu jednak nie widzą. Miejmy jednak nadzieję, że również Szczecin dołączy w końcu do nowoczesnych miast i nowe inwestycje będą wyglądać tak, jak powinny.
Opracowanie "Bartosz Lemke", "stetinum.pl", 15 grudnia 2009 roku
* * *
Były wiceprezydent Szczecina w ZDiTM-ie
Andrzej Gajda, wiceprezydent Szczecina w latach 2001-2002 został zastępcą dyrektora w Zarządzie Dróg i Transportu Miejskiego
Pracę rozpocznie za tydzień. To kolejny, po Andrzeju Grabcu wiceprezydent, który w ZDiTM-ie obejmuje to stanowisko. Andrzej Gajda jest inżynierem, absolwentem Politechniki Szczecińskiej.
Był radnym trzech kadencji Rady Miasta Szczecina. Przez lata związany był z przedsiębiorstwami gospodarki morskiej, pracował m.in. w Polskiej Żegludze Morskiej.
Opracowanie "Magda Nieniewska", "Polskie Radio Szczecin", 14 grudnia 2009 roku
* * *
Budżet i ulica Sezamkowa
Budżet Szczecina na przyszły rok mają dziś przyjąć miejscy radni. Projekt uchwały budżetowej to najważniejszy punkt dzisiejszej sesji. Radni zajmą się również nazwą ulicy Sezamkowej
Według założeń, miasto w 2010 roku zarobi ponad 1 miliard 400 milionów złotych. Wydatki zaplanowano na poziomie niespełna 1 miliarda 900 milionów złotych. Radni zatwierdzą też Wieloletni Program Inwestycyjny do roku 2015. Na liście kluczowych inwestycji znalazły się m.in. utworzenie Akademii Sztuki, budowa Szybkiego Tramwaju i budowa nowej filharmonii.
Radni zdecydują też o przeznaczeniu dodatkowych pieniędzy na Przedsiębiorstwa Autobusowe "Klonowica" i "Dąbie". Spółki dostaną po 8,5 miliona złotych. Za te pieniądze mają kupić 50 nowych autobusów. Radni zdecydują również o nadaniu nazwy jednej z ulic na Pogonie. Na planie dzielnicy pojawi się ulica Sezamkowa.
Opracowanie "Aneta Łuczkowska ", "Polskie Radio Szczecin", 14 grudnia 2009 roku
* * *
Korki na Żołnierskiej z powodu remontu torowiska
Wszyscy martwią się o zmotoryzowanych w związku z remontem ulicy Sczanieckiej, a zapominają o robotach na Żołnierskiej
Pod koniec listopada zaczął się remont kapitalny torowiska tramwajowego na ulicy Żołnierskiej i na pętli Krzekowo. Przestały jeździć tramwaje między ulicą Bohaterów Warszawy/Mickiewicza aż do pętli Krzekowo.
Czemu nikt nie napisze, że tworzą się tu korki, a ponadto jest niebezpiecznie – zadzwonił z tym pytaniem do nas pan Piotr, który mieszka na Krzekowie. Rozpisujecie się tylko o przebudowie Sczanieckiej i od razu larum. Rozumiem, w Policach mieszka kupa ludzi dojeżdżających do Szczecina i płaczą wam w rękaw. Tu jednak też mieszka sporo szczecinian i to oni mają kłopoty.
W miejsce tramwajów pojawiły się autobusy. Na ulicy Żołnierskiej zaczęło być ciasno. Sprawą zainteresował się też radny Adam Ruciński, do którego również dzwonili mieszkańcy. Złożył w tej sprawie nawet interpelację. Zaproponował w niej wprowadzeni czasowej zmiany organizacji ruchu na ulicy Mickiewicza.
Chodziło o wykorzystanie środkowych pasów jezdnych dla samochodów na odcinku od ul. Wawrzyniaka do ul. Sienkiewicza – tłumaczy. Obecnie nie tylko wzrósł tu ruch, ale również pojawiły się utrudnienia ruchu związane z usytuowaniem przystanków. Spytaliśmy Zarząd Dróg i Transportu Miejskiego o możliwość takiego usprawnienia ruchu.
Nie będziemy wprowadzać żadnych zmian do zatwierdzonej czasowej organizacji ruchu – krótko odpowiada Marta Kwiecień-Zwierzyńska odsyłając nas z pytaniem do spółki Tramwaje Szczecińskie.
Przenosimy więc pytanie do tramwajarzy i tu już na wstępie dowiadujemy się, że proponowana przez radnego organizacja ruchu jest technicznie możliwa, gdyż są to torowiska na podbudowie betonowej. Jest jednak pewne "ale”.
Moglibyśmy wyrazić zgodę, ale wprowadzenie takiej organizacji ruchu nie jest racjonalne z kilku powodów – twierdzi Zbigniew Grzeszczuk z działu techniczno-inwestycyjnego Tramwajów Szczecińskich. Niezbędne byłoby opracowanie i uzgodnienie z ZDiTM i policją dokumentacji dla tymczasowej organizacji ruchu, co mogłoby potrwać nawet około 2 miesięcy. W tym celu należałoby przeprowadzić postępowanie w celu wyłonienia projektanta i wykonawcy tymczasowej organizacji ruchu. Zajęłoby to około miesiąca, a w przypadku przetargu, znacznie dłużej, bo dodatkowe 2-4 miesiące.
Opracowanie "Marek Rudnicki ", "gs24.pl", 14 grudnia 2009 roku
* * *
Stara zajezdnia odzyskuje blask
To już widać - obiekt, który przez dziesięciolecia chylił się ku upadkowi, będzie jedną z wizytówek Szczecina
Budowa na co dzień otoczona jest wysokim ogrodzeniem. Niewiele przez nie widać. W czwartek razem z dyrektorem muzeum Stanisławem Horoszko weszliśmy na teren zajezdni przy ul. Niemierzyńskiej, gdzie w październiku otwarte zostanie Muzeum Techniki i Komunikacji.
Przeszklone wrota
Fasada wybudowanej w latach 1911-1912 zajezdni jest już odnowiona. Podobnie jak część wnętrza. Kto pamięta szarą, łuszczącą się farbę będzie wyglądem budynku zachwycony. W czwartek trwał właśnie montaż wielkich, harmonijkowych, przeszklonych wrót. Będzie je można tak otworzyć, że bez problemu na każdy tor w zajezdni wjedzie tramwaj - tłumaczy Stanisław Horoszko.
Na frontowej fasadzie wymienione zostały wszystkie okna układające się w przeszklony trójkąt, na którym zamontowany zostanie zegar (mechanizm ocalał). Na placu przed zajezdnią pełno jeszcze błota i materiałów budowlanych. Efektowna plątanina torów pozostanie. Tylko bruk na czas remontu trzeba było zdemontować, by ułożyć nową kanalizację, linie energetyczne itp.
Po lewej stronie placu stoi już budyneczek portierni, a obok stalowy stelaż, na którym ułożony zostanie dach. Pod nim swoje miejsce znajdzie czołgowa wieża odnaleziona kilka lat temu koło Dziewoklicza. Po prawej stronie placu stoi już betonowa konstrukcja wchodzącego w głąb bocznej hali tarasu przeznaczonego na kawiarnię.
Mnóstwo światła
Wejście do muzeum w prawym skrzydle jest już gotowe. Dyrektor Horoszko pokazuje miejsce, gdzie będzie szatnia i kasy. Wchodzimy na dobudowane piętro, z którego rozciąga się widok w głąb zajezdni. Tu będzie można usiąść przy kawie (lub przejść w stronę tarasu na zewnątrz budynku). Siedząc przy stoliku, zobaczymy z góry trzy sale. Pierwsza będzie przeznaczona na wystawy czasowe. W drugiej ekspozycję przygotuje prof. Jerzy Stelmach z Uniwersytetu Szczecińskiego. To rozwinięcie niezwykle atrakcyjnej wystawy Eureka, na której każdy może wykonać doświadczenie tłumaczące zjawiska fizyczne. Te w zajezdni będą związane z ruchem. W trzeciej sali znajdą się małe eksponaty. Największe - tramwaje, autobusy, samochody, motocykle - umieszczone zostaną w trzynawowej części zajezdni.
Niemal cały gmach wypełnia naturalne światło. To dzięki odsłonięciu i zamontowaniu nowych świetlików, które jeszcze do niedawna w sporej części były zabite dechami. Duża ilość światła odsłoniła przepiękną, żelbetową konstrukcję zajezdni. Maksymalnie zachowamy historyczny wygląd wnętrza - podkreśla Horoszko.
Kanały rewizyjne między torami zostaną pokryte szklanymi płytami (będzie można po nich chodzić). Zostanie suwnica i urządzenia do szlifowania obręczy kół. Na powrót zainstalowana będzie trakcja, a nawet liny zabezpieczające, których używali mechanicy pracujący przy dachach tramwajów.
Z hali schodzimy do podziemi. Stara kotłownia jest połączona ze schronem z zachowanymi stalowymi drzwiami. Tu zaplanowana jest ekspozycja militariów. Nie zmieni się za to rola małej hali z lewej strony zajezdni. Pozostanie warsztatem, w którym eksponaty będą przechodzić renowację i konserwację.
Otwarcie w październiku
Prace budowlane skończą się w maju, potem przystąpimy do przygotowywania ekspozycji - mówi Stanisław Horoszko. Otwarcie muzeum planujemy między 1 a 15 października.
Dyrektor stara się teraz w Ministerstwie Kultury o dotację na zakup wartego 70 tys. zł symulatora jazdy tramwajem. Jeśli pomysł uda się zrealizować, to zwiedzający będą mogli usiąść w oryginalnej kabinie tramwaju typu 105 i mając przed sobą ekran, nacisnąć na pedał i ruszyć w wirtualną przejażdżkę.
Opracowanie "Andrzej Kraśnicki jr.", "Gazeta Wyborcza", 11 grudnia 2009 roku
* * *
Dlaczego nie ma „wahadła”?
Pięć miesięcy trwać będzie remont 700-metrowego odcinka torowiska tramwajowego na ulicy Żołnierskiej: od pętli na Krzekowie do ul. Wernyhory. Na ten czas na odcinku od Bohaterów Warszawy do Krzekowa, zamiast tramwajów numer 5 i 7, kursują autobusy. Pasażerowie muszą wysiąść z tramwaju (lub autobusu), przejść kilkadziesiąt metrów i przesiąść się do autobusu (lub tramwaju). Jest to kłopotliwe i wydłuża czas podróży
Na czas remontu zostały wyłączone z ruchu po jednym pasie odcinki ulicy Żołnierskiej. Zatrzymujące się na przystankach autobusy wstrzymują ruch uliczny, gdyż jadące za nimi samochody muszą poczekać, aż pasażerowie wsiądą do pojazdu. Na Boh. Warszawy można było ujrzeć już gigantyczne korki w kierunku Pogodna. Dwadzieścia kilka lat temu wymieniano już tory na ul. Mickiewicza, a także na Żołnierskiej. Wówczas, zamiast komunikacji autobusowej, jeździły tramwaje, tyle tylko, że po jednym torze. Komunikacja odbywała się wahadłowo, gdyż zamontowano zwrotnice, by tramwaj mógł wjechać na sąsiedni tor i jechał „pod prąd”. Na obu końcach „wahadła” ustawione były budki, w których siedzieli dyspozytorzy kierujący ruchem. Dlaczego dziś nie stosuje się tego sprawdzonego pomysłu?
Remontowany odcinek torowiska ma 700 metrów, a zamknięto dla ruchu tramwajowego 3,4 km. Codziennie kilka autobusów pokonuje tę trasę. Jak nas poinformował Zarząd Dróg i Transportu Miejskiego, w dzień powszedni kursuje 7 autobusów, które wykonują 195 kursów, a w świąteczny - 5 (140). Każdy kurs to 7 km, co daje ok. 1400 km dziennie. Koszt paliwa to ok. 2,3 tys. zł na dzień, przemnożone przez 5 miesięcy ok. 300 tys. zł. Nie liczę innych kosztów, co znacznie podwyższy tę kwotę. Tramwaje, które mogłyby jechać „wahadłem” i tak kursują, ale widocznie miasto ma gest i stać je na te dodatkowe koszty.
* * *
Całkiem innym tematem jest czas wymiany torów - prawie pół roku. Robotnicy pracują na jedną zmianę, a w weekendy odpoczywają. Podobnie jest na ul. Sczanieckiej, gdzie trwa wymiana asfaltu. Jakoś nikt nie pomyślał, by zmusić wykonawcę do szybszego wykonania robót.
Opracowanie "MK", "24Kurier.pl", 11 grudnia 2009 roku
* * *
Kłopot z przetargami
Wygląda na to, że poprawne zorganizowanie przetargu przerasta możliwości Zarządu Dróg i Transportu Miejskiego. Efektem zamieszania przy zlecaniu prowadzenia czterech punktów kasowych jest zmiana wykonawcy jednej umowy, wypowiedzenie drugiej i dwa protesty złożone przez... zwycięzcę. A to i tak lepsze od ubiegłorocznych osiągnięć ZDiTM, kiedy przetargi wygrywały... najdroższe oferty
Z początkiem grudnia zostały zamknięte punkty na pętlach w Podjuchach, Dąbiu, na Głębokim i Zakolu (pisaliśmy o tym w ubiegłym tygodniu). Z końcem listopada dobiegły bowiem końca umowy na ich prowadzenie. W efekcie pasażerowie nie mogli kupić biletów, a kierowcy autobusów na Głębokim i w Podjuchach nie mieli dostępu do toalety i nie mogli skorzystać z pomieszczeń, w których wcześniej mieli miejsce na zjedzenie posiłku.
ZDiTM tłumaczył, że winę ponosi kontrahent, który wygrał przetargi na prowadzenie tych punktów, ale nie podpisał umów na czas. Zamiast tego 30 listopada o godz. 15.03 złożył protesty w postępowaniach na prowadzenie punktu dyspozytorsko-kasowego Podjuchy i punktu kasowego Dąbie (oprotestował wybór... własnej oferty). W przypadku punktów dyspozytorsko-kasowych Głębokie i Zakole nie wniósł wymaganego zabezpieczenia.
To nieprawda - mówi Łukasz Lech ze spółki „Transman”, która wygrała przetargi. Wymagane gwarancje ubezpieczeniowe zostały wniesione i to dwukrotnie. Możemy przedstawić potwierdzenia wpływu. Może ktoś te gwarancje zagubił. Podpisano z nami umowę na punkt Głębokie, przekazując go jednocześnie protokołem, ale w siedzibie ZDiTM. Nie dostaliśmy biletów, więc umowy nie mogliśmy realizować. Kazano nam jednak prowadzić dyspozytornię, a już w czwartek faksem otrzymaliśmy rozwiązanie umowy. Mimo że nie przewiduje ona takiej możliwości. Przekazano nam też punkt Zakole, ale klucze, które nam wydano, nie pasowały. A kilka godzin po przekazaniu obiektu ZDiTM zmienił zamki. Wnieśliśmy więc protesty na pozostałe dwa punkty, bo spodziewaliśmy się podobnych problemów. Dzięki temu ich sprawy są w zawieszeniu.
ZDiTM podjął już decyzję dotyczącą punktu na Zakolu. 3 bm., z powodu braku wymaganego zabezpieczenia oficjalnie odrzucił ofertę spółki „Transman” i wybrał wykonawcę, którego propozycja była na drugim miejscu. Musi go jeszcze o tym zawiadomić i odczekać tydzień z podpisaniem umowy...
To nie są pierwsze kłopoty z zamówieniami publicznymi, jakie ma ZDiTM. W ub. roku przetargi na prowadzenie punktów kasowych zorganizowano tak, że przy najniższej cenie jako jedynym kryterium wygrywały oferty... najdroższe. Potwierdziła to kontrola z magistratu. Natomiast tydzień temu trzeba było unieważnić przetarg na prowadzenie punktu kasowo-dyspozytorskiego na Gocławiu. Tam w jednym miejscu specyfikacji ZDiTM żądał bowiem zabezpieczenia w wysokości 20 tys. zł, a w innym - 50 tys. zł.
Opracowanie "Jarosław Spirydonowicz", "24Kurier.pl", 9 grudnia 2009 roku
* * *
Poślizg kontrolowany?
Rok 2009 miał być dla Szczecina czasem startu wielu ważnych inwestycji. Większości jednak nie udało się zrealizować. Władze Szczecina pocieszają, że przedsięwzięcia te nie przepadły, tylko zostały przesunięte w czasie
Na wszystkie inwestycje współfinansowane z funduszy pomocowych przyjdzie nam poczekać – ostrzega Stanisław Lipiński, skarbnik miasta. Maksymalne wydatkowanie pieniędzy na te zadania myślę, że nastąpi dopiero na początku przyszłej kadencji. Ważne jest jednak to, że udało nam się doprowadzić do sytuacji, w której Szczecin stać na te inwestycje. Mamy dobrą kondycję finansową, wciąż poprawiający się ranking i dostęp atrakcyjnych linii kredytowych, które wzmocnią naszą zdolność do inwestowania. To daje nam szansę rozwoju.
Na razie jednak zamiast rekordowych inwestycji, szczecinianie kolejny raz poznają obiektywne powody przesuwania poszczególnych przedsięwzięć. Dominuje bałagan w obowiązującym prawie bądź zbyt szybkie jego zmiany. Tak jest w wypadku modernizacji ulicy Andrzeja Struga. Miasto musiało zmienić część dokumentacji tej, wycenionej na prawie 200 milionów złotych, inwestycji. Pojawiły się bowiem nowe wymogi prawne, których nie spełniały sporządzone już dokumenty. Dlatego z tegorocznego budżetu zniknęła kwota 5 mln złotych przeznaczona na rozpoczęcie prac.
W wypadku zakupu nowych tramwajów 24 mln złotych pozostanie w tym roku w kasie miasta, ponieważ wyniki przetargu zostały oprotestowane i cała sprawa znalazła się w sądzie.
Z kolei przebudowę układu drogowego al. Niepodległości od ul. Obrońców Stalingradu po Bramę Portową, na którą miasto było gotowe wydać w 2008 roku 8 mln złotych, wstrzymało zawieszenie inwestycji ECE – galerii handlowej „Kaskada”. Inwestor miał dofinansować przebudowę także ośmioma milionami złotych. Przedsięwzięcie przełożono na następny rok.
Poślizgi w prowadzeniu inwestycji dotyczą także V etapu budowy obwodnicy śródmiejskiej: zamiast 5 mln zł wydano zaledwie półtora, ronda Dąbska - Niedźwiedzia i pierwszego etapu Trasy Północnej.
Prezydent Piotr Krzystek zapowiada, że 2010 rok będzie pod względem inwestycji dużo lepszy. Zakończona zostanie modernizacja basenu przy SDS, ruszy budowa nowej siedziby filharmonii i zacznie się budowa hali widowiskowo-sportowej.
Opracowanie "Artur Ratuszyński ", "24Kurier.pl", 9 grudnia 2009 roku
* * *
Autobusy bez dowodów rejestracyjnych
Osiem z czternastu skontrolowanych autobusów Szczecińsko-Polickiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego straciło w ubiegłym tygodniu dowody rejestracyjne
Sprawność autobusów zakwestionowali podczas kontroli inspektorzy Transportu Drogowego i drogówka z Polic.
To prawda, ale w pięciu przypadkach dotyczyło to ogumienia i nie do końca się zgadzamy z taką decyzją - podkreśla kierownik działu przewozów w przedsiębiorstwie Grzegorz Ufniarz. Pojawiły się pewne kontrowersje i uważaliśmy, że część tych autobusów straciła dowody rejestracyjne może nie do końca słusznie.
Szczególnie przy transporcie publicznym opony nie mogą być niesprawne - podkreśla Zofia Byra z Inspekcji Transportu Drogowego w Szczecinie. Trudno się zgodzić z opinią, że zły stan techniczny opon i ich zużycie nie jest elementem wpływającym wprost na bezpieczeństwo.
Pasażerowie polickich linii są zdumieni taką liczbą ujawnionych usterek. Opony wymieniono jeszcze tego samego dnia i autobusy wróciły na trasy. W pozostałych 3 przypadkach trwa usuwanie wykrytych usterek.
Opracowanie "Marek Borowiec ", "Polskie Radio Szczecin", 7 grudnia 2009 roku
* * *
ZDiTM, czyli o co chodzi?
Zarząd Dróg i Transportu Miejskiego przejął kontrolę nad pawilonami, w których kierowcy mogli coś zjeść, a pasażerowie kupić bilety. Z kim ta wojna? Z firmą Transman
Chodzi o tzw. punkty dyspozytorsko-kasowe znajdujące się na pętlach tramwajowych i autobusowych. We wtorek w pawilonach na Głębokim, Zakolu, w Dąbiu i Podjuchach nie było żywego ducha (pisaliśmy o tym wczoraj w tekście "ZDiTM, czyli nikt nic nie wie"). Powód? ZDiTM nie podpisał umów z firmą Transman, która wygrała przetarg na ich prowadzenie. Wyjaśnienia rzeczniczki ZDiTM-u (tradycyjnie wyłącznie drogą mailową) otrzymaliśmy dopiero w środę. Wszystkie punkty od środy prowadzą sprzedaż biletów - czytamy w mailu Marty Kwiecień- Zwierzyńskiej.
Nie prowadzi ich jednak firma Transman. Dlaczego? Wybrany wykonawca 30 listopada złożył protest w postępowaniu na prowadzenie punktu dyspozytorsko - kasowego Podjuchy oraz punktu kasowego Dąbie. Z powyższego wynika, że wybrany wykonawca złożył protest na wybór jego oferty - pisze Marta Kwiecień-Zwierzyńska. I dalej: - Natomiast na punkty dyspozytorsko-kasowe Głębokie i Zakole wybrany wykonawca nie wniósł wymaganego zabezpieczenia w formie gwarancji ubezpieczeniowej na powierzone bilety, znaczki i inne materiały.
Co na to Łukasz Lech, pełnomocnik firmy Transman? Rzeczywiście złożyliśmy protest na dwa przetargi, gdyż firma, która została do niego dopuszczona, nie spełniła wymagań formalnych - mówi, ale na pytanie, po co protest do wygranego przetargu, nie odpowiada. We wtorek podpisaliśmy z ZDiTM umowę na prowadzenie punktu na Głębokim. Problem w tym, że nasz dyspozytor nie otrzymał od nich biletów, a ZDiTM przed pawilonem, który zajęliśmy, postawił przenośny obiekt. Punkt na Zakolu został nam we wtorek przekazany do użytku, ale dzień później okazało się, że w pawilonie zostały wymienione zamki. Nie mamy jak się tam dostać. Wszystko jasne? Nie? Ciąg dalszy na pewno nastąpi.
Opracowanie "jaz", "Gazeta Wyborcza", 3 grudnia 2009 roku
* * *
Police: autobusy zostają w zajezdni
Na trasach autobusowych między Szczecinem a Policami zabrakło dziś 8 autobusów. W piątek nie wyjadą 4 pojazdy. Wszystko przez połączone kontrole Inspekcji Transportu Drogowego i policji
Sprawdziliśmy 14 autobusów należących do SPPK - potwierdza Zofia Byra z Zachodniopomorskiej Wojewódzkiej Inspekcji Transportu Drogowego. W 8 przypadkach byliśmy zmuszeni zatrzymać dowody rejestracyjne.
Dla Szczecińsko-Polickiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego, które na co dzień eksploatuje niespełna 60 pojazdów, to spora strata. Firma nie otrzyma zapłaty za przewidziane umową wozokilometry. Pasażerowie muszą się liczyć z dłuższym oczekiwaniem na przystankach i większym niż zwykle tłokiem w tych autobusach, które wyjadą na trasy.
Najczęstszym zarzutem był niewłaściwy stan ogumienia: nadmierne zużycie opony czy zbyt płytki bieżnik - tłumaczy Z. Byra. Ale zdarzały się też luzy w układzie kierowniczym czy problemy z układem hamulcowym.
Po zmianie ogumienia jeden z dowodów udało się odzyskać już dziś. Kolejne 4 firma chce mieć ponownie jutro. Nie z każdym zarzutem ITD się zgadza, ale dyskutować czy protestować nie zamierza. Szefostwo chce się skupić na odzyskaniu zatrzymanych dokumentów, by unieruchomione pojazdy mogły wrócić na linie.
Opracowanie "t", "Kurier Szczeciński ", 3 grudnia 2009 roku
* * *
Warzymice: brak biletu - lepsza kondycja
Otrzymaliśmy list od naszego Czytelnika z Warzymic, który bezskutecznie usiłował kupić w autobusie bilet o godzinie 8 rano. Okazało się, że musi kupić go wcześniej, albo - jeżeli nie chce jeździć na gapę - przejść się jeden przystanek piechotą
Jadąc do pracy w poniedziałek rano nie miałem przy sobie biletu na autobus (zazwyczaj jeżdżę samochodem, tego dnia musiałem skorzystać z komunikacji miejskiej). W Warzymicach, gdzie znajduje się mój przystanek, nie mogę kupić biletu. Najbliższe punkty sprzedaży znajdują się na Przecławiu lub na Cukrowej. A każdy, kto kiedykolwiek przejeżdżał tę trasę wie, że odległość pomiędzy tymi przystankami jest dosyć spora i ciężko się do nich przejść. Zwłaszcza w mroźny poranek, gdy ktoś usiłuje szybko dostać się do pracy. Kierowca autobusu oznajmił mi, że biletu nie otrzymam, bo nie są to godziny, w jakich może go sprzedać. Zostałem zmuszony do przejechania jednego przystanku „na gapę” i zakupu biletu na ulicy Cukrowej, po czym ponownego czekania na kolejny autobus. Efekt? Stres, spóźnienie i zmarznięcie. Co ZDiTM radzi mieszkańcom Warzymic w tej sytuacji? Czy naprawdę takim problemem jest sprzedanie biletu o innej, niż ustalona pora? - pisze w mailu do redakcji nasz Czytelnik, pan Miłosz.
ZDiTM zapytany o tę sytuację informuje, iż w kierunku Warzymic cztery punkty handlowe prowadzą sprzedaż biletów jednorazowych. Są to: Cukrowa kiosk, Cukrowa 8, Cukrowa – Hala Erokesz – Hurtownia oraz Cukrowa kiosk (rejon przejazdu kolejowego). Ponadto według ZDiTM mieszkańcy Warzymic mogą bilet zakupić również w Przecławiu, gdzie znajduje się siedem punktów prowadzących sprzedaż biletów jednorazowych.
Co do sprzedaży biletów w autobusach, to kierujący pojazdami komunikacji miejskiej prowadzą ją zgodnie z Uchwałą rady Miasta Szczecin, tj. w dni powszednie w godzinach od 18.00 do 6.00 dnia następnego oraz przez całą dobę w soboty i w dni świąteczne i jest to czynność dodatkowa. Głównym zadaniem kierowcy jest prowadzenie pojazdu w sposób zgodny z przepisami i bezpieczny – mówi Marta Kwiecień-Zwierzyńska z ZDiTM. Proponujemy pasażerom, by w bilety komunikacji miejskiej zaopatrzyli się wcześniej, by taki bilet posiadali przed wejściem do pojazdu, a zakup biletu u prowadzącego (w wyznaczonych godzinach) traktowali jako ostateczność. I oczywiście, by korzystali z usługi zakupu biletu za pomocą telefonu komórkowego – dodaje Kwiecień-Zwierzyńska.
Co prawda zakup biletu przez telefon komórkowy jest możliwy w każdym miejscu, 24 godziny na dobę i dostępny dla wszystkich użytkowników telefonii komórkowej, niezależnie od operatora, zarówno dla numerów z abonamentem, jak i na kartę. Ale niezbędnym do jego uruchomienia jest telefon komórkowy z obsługą aplikacji JAVA i dostępem do Internetu. Biletu nie kupimy jednak wtedy, kiedy go potrzebujemy, jeżeli nie zarejestrowaliśmy się wcześniej w systemie moBILET i nie dopełniliśmy kilku formalności z tym związanych.
Biegnącym do pracy mieszkańcom Warzymic, pozostaje więc albo noszenie przy sobie pliku biletów, albo przebiegnięcie się o jeden przystanek dalej. Wymówki o braku czasu na sport nie będą już zasadne. ZDiTM zadbało o kondycję mieszkańców Warzymic.
Opracowanie "kw", "stetinum.pl", 3 grudnia 2009 roku
* * *
ZDiTM, czyli nikt nic nie wie
Dziś na czterech pętlach nieczynne były pawilony, w których pasażerowie mogą kupić bilety, a kierowcy i motorniczy coś zjeść lub skorzystać z toalety. Powód? ZDiTM nie podpisał umowy z firmą, która wygrała przetarg na ich prowadzenie
Punkty dyspozytorsko-kasowe obsługują firmy zewnętrzne wyłaniane na drodze przetargu, który rozpisuje Zarząd Dróg i Transportu Miejskiego. Od wtorku w trzech punktach dyspozytorsko-kasowych (Głębokie, Zakole, Podjuchy) i jednym kasowym (Dąbie), nie ma żywego ducha.
To skandal - oburza się Stanisław Taberski, który wraz z małżonką czekał przed południem na Głębokim na autobus jadący w kierunku Polic. Chciałem kupić bilet i nie mam gdzie. Świetna organizacja, nie ma co.
Okazuje się, że na Głębokim było to jedyne miejsce, gdzie sprzedawano bilety. Kiosk przed wejściem na teren kąpieliska jest nieczynny, znajdujący się obok sklep spożywczy nie prowadzi sprzedaży biletów.
To jakiś horror - mówi pani Emilia. Od rana co druga osoba pyta mnie, czy mam do sprzedania bilety. Cierpliwie tłumaczę, że się takimi rzeczami nie zajmujemy.
Pasażerowie, którzy przyzwyczaili się do tego, że mogli kupić bilety na pętli, mieli nie lada kłopot - musieli jechać na gapę. Można je co prawda kupić u kierowcy, ale tylko od godz. 18 do 6. Oburzeni są również kierowcy i motorniczy. Na pętli Głębokie zatrzymuje się "jedynka", "dziewiątka" oraz autobusy linii 103 i 106. O zamknięciu punktu nikt mnie nie poinformował - mówi pan Jan, kierowca autobusu 103. Dowiedziałem się o tym dopiero, kiedy przeczytałem kartkę z napisem "punkt nieczynny". Coś tu chyba jest nie tak.
Okazało się, że dotychczasowe umowy na prowadzenie tych obiektów wygasły wraz z ostatnim dniem listopada. ZDiTM rozpisał więc przetargi na obsługę tych punktów. Rozstrzygnięcia zapadły 23 listopada. Wygrała je firma Transman. Dlaczego mimo tego nie doszło do podpisania pomiędzy stronami umowy - nie wiadomo. Marta Kwiecień-Zwierzyńska, rzecznik ZDiTM potwierdziła tylko fakt, że punkty są nieczynne. Bliższych informacji ma udzielić dopiero jutro. Nie udało nam się skontaktować z właścicielem firmy Transman, szczątkowej informacji udzieliła nam tylko pracownica. Rzeczywiście umowy nie zostały podpisane. Niestety, nie umiem powiedzieć kiedy to się stanie.
Komentarz
Coraz częściej mam wrażenie, że ZDiTM działa na zasadzie prywatnego folwarku. Tydzień temu rozpoczął się remont torowiska tramwajowego na ul. Żołnierskiej i pętli Krzekowo. Będzie trwał pół roku. O sposobie funkcjonowania tymczasowej organizacji ruchu ZDiTM poinformował na swojej stronie internetowej dzień wcześniej. Problem w tym, że przeciętny pasażer nie ma w zwyczaju codziennie jej wertować. Wielu mieszkańców Pogodna o wprowadzonych zmianach nic nie wiedziało. Teraz jest jeszcze gorzej. Jedyną informacją o czterech nieczynnych miejscach, gdzie można kupić bilety, było wywieszenie kartek z napisem "punkt nieczynny". To chyba za mało.
Opracowanie "Jakub Ziębka", "Gazeta Wyborcza", 1 grudnia 2009 roku
* * *
|



|