Menu


1879-1929


Lata 20-40 XX wieku


Lata 50–80 XX wieku

Wydarzenia w komunikacji w 2006 roku.


Prasa informuje - listopad.




* * *

Policjanci w autobusach komunikacji miejskiej

Wywiadowcy szczecińskiej policji jeżdżą autobusami komunikacji miejskiej. Nie jest to związane z brakiem paliwa do radiowozów a z poprawą bezpieczeństwa pasażerów. Nieumundurowani policjanci najczęściej wsiadają do autobusów, których trasy kończą się w obrzeżnych częściach Szczecina. Zawsze asystuje im nieoznakowany radiowóz. Są już pierwsze efekty akcji. Policjanci zatrzymali awanturującego się nietrzeźwego mężczyznę. Marcin T. rzucił się na funkcjonariuszy, gdy zwrócili mu uwagę. Dwudziestolatek trafił do Miejskiej Izby Wytrzeźwień – jego badanie wykazało blisko 1,5 promila alkoholu we krwi. Przedstawiono mu zarzut znieważenia funkcjonariuszy.

Opracowanie "Magdalena Nieniewska ", "Polskie Radio Szczecin" 30 listopada 2006 roku.

* * *

Wiertło wychodzi na ostatnią prostą

Już ponad 150 metrów kanału deszczowego przewiercono na Niebuszewie. We wtorek wiertło minęło rondo Giedroycia.
Na szczęście od momentu wznowienia prac nie napotkaliśmy żadnych niespodzianek - cieszy się Witold Majorek, przedstawiciel wykonującej roboty Hydrobudowy-9. Mam nadzieję, że tak będzie do końca. Hydrobudowa-9 wykonuje metodą bezwykopową kolektor deszczowy pomiędzy targowiskiem Manhattan i skrzyżowaniem ul. Długosza i Wyzwolenia. Tunel ma mieć 250 metrów długości.
Prace są o tyle nietypowe, że wiertło sterowane komputerowo najpierw wierciło kanał po prostej, teraz drąży 130-metrowy odcinek po łuku, by przez ostatnie kilkadziesiąt metrów znów wykonać prosty fragment kanału.
Przypomnijmy. We wrześniu, po przewierceniu kilkunastu metrów tunelu pod ul. Staszica, głowica utknęła, zatrzymując się na potężnym granitowym kamieniu. Trzeba było zamknąć dla aut wlot z ronda w ul. Staszica, gdzie robotnicy wykonali tzw. komorę ratunkową, by wyjąć głowicę wiertła i feralny kamień. Przeszkodę usunięto 3 listopada. Dziesięć dni później wznowiono wiercenie. Codziennie przybywa kilka metrów kanału.
Szacujemy, że w tym tempie do końca tygodnia powinniśmy zakończyć wiercenie - mówi Majorek. Nie oznacza to jednak udrożnienia zamkniętych ulic Słowackiego i Staszica. Miejsca, gdzie budowlańcy wykonali komory, muszą być zasypane i zagęszczone tak, aby w przyszłości jezdnie nie osiadały. Ulica Słowackiego być może będzie otwarta w połowie grudnia, ale Staszica raczej pozostanie zamknięta do końca roku.

Opracowanie "Mariusz Rabenda", "Gazeta Wyborcza" 28 listopada 2006 roku.

* * *

Na razie zostanie bez zmian

Niemal do rogatek miasta można dojechać po równym, pięknym asfalcie. Niemal, bo dobra droga kończy się w ul. Łukasińskiego, przy siedzibie Eurokorpusu. Do domów położonych dalej prowadzą już tylko wertepy. W dodatku osoby bez samochodu brną po dziurach i kałużach, bo na miejską komunikację też za bardzo nie mogą liczyć. I wszystko wskazuje na to, że sytuacja nieprędko się zmieni.
Miasto planuje kompleksową przebudowę ul. Łukasińskiego. Mają w końcu powstać przyzwoite chodniki, odwodnienia, równa jezdnia i oświetlenie, co w XXI w. nie powinno chyba nikogo dziwić. Problem w tym, że nie wiadomo kiedy zjawi się tam jakaś ekipa. Na razie Zarząd Dróg i Transportu Miejskiego posiada projekt przebudowy. Niestety - nieaktualny. Zanim zatem wyłoni firmę, która naniesie poprawki, minie jeszcze trochę czasu. Dopiero wtedy będzie się można starać o środki na przebudowę lub odpowiedni wniosek przekazać do UM. A to oznacza, że okoliczni mieszkańcy dotychczasowy stan ulicy będą mieli jeszcze długo...
Niestety, nic nie wskazuje także na to, by ci, którzy korzystają z miejskiej komunikacji, mieli mniej powodów do narzekań. Do ich dyspozycji pozostają dwie linie autobusowe, kursujące rzadko. Żadna z nich nie dociera do centrum miasta, obie też - zdaniem mieszkańców - zbyt często się spóźniają. A rozkłady to nie wiem kto układał - denerwuje się pani Krystyna. Autobusy jadą jeden po drugim, a potem przez pół godziny nie ma nic! ZDiTM potwierdza, że do takich sytuacji dochodzi i... tak ma być.
Linie 74 i 80 kursują z różnymi częstotliwościami. Zdarza się więc, że w niektórych godzinach autobusy jadą w krótkim odstępie czasu - wyjaśnia przedstawicielka firmy. Równe odstępy między kursami byłyby korzystne tylko dla grupy pasażerów, dla których obojętne jest, którą z linii podróżują. Ale nie pozwalałyby pozostałym docierać na czas w konkretne miejsca. Zwłaszcza jeśli przesiadają się na inne linie.
Na zmiany w komunikacji można jednak liczyć szybciej, niż na przebudowę ulicy i zamontowanie oświetlenia. Pod warunkiem, że nowe władze podejmą rozmowy z mieszkańcami tego rejonu Szczecina. Do 6 listopada mieli oni uzgodnić propozycję zmiany tras niektórych linii autobusowych kursujących w pobliżu. Propozycji było jednak kilka, bo zmiany mają zadowolić nie tylko mieszkańców ul. Łukasińskiego, ale także ulic Reduty Ordona, Sadowskiego oraz osiedli Somosierry i Horeszków. Spotkanie jednak w ostatniej chwili na prośbę mieszkańców odwołano. Prezydent Marian Jurczyk problemu już raczej nie rozwiąże. Wszystko zatem w rękach jego następcy. Wiadomo jednak, że ZDiTM większe zmiany w komunikacji będzie wprowadzał najwcześniej w połowie przyszłego roku. Zostało więc jeszcze trochę czasu, by projekt, dotyczący tej części miasta, przygotować solidnie.

Opracowanie "ToT", "Kurier Szczeciński" 28 listopada 2006 roku.

* * *

W oczekiwaniu na tragedię? - sygnalizacja z poślizgiem

Jest całkiem prawdopodobne, że do 5 grudnia nie będzie sygnalizacji świetlnej na skrzyżowaniu ul. Ku Słońcu z al. Bohaterów Warszawy. Oznacza to, że już drugi termin zakończenia tej inwestycji nie zostanie dotrzymany. Kto tym razem zawinił? Oczywiście nikt.
Pierwotnie światła na krzyżówce miały błysnąć już 13 listopada. Nie udało się. Jak się dowiedzieliśmy, winę za to ponosi projektant, który zbyt długo przetrzymywał dokumentację. Urząd Miejski wyznaczył więc drugi termin ukończenia tu prac - 5 grudnia. Jak się wydaje, i tym razem nie zostanie dotrzymany.
Założenie sygnalizacji świetlnej na tym skrzyżowaniu władze miejskie obiecywały jeszcze w trakcie remontu al. Bohaterów Warszawy (odcinka pomiędzy akademikami a rondem Szyrockiego). Kiedy po kilku latach wykonawca wreszcie przystąpił do ich montażu, okazało się, że są kłopoty z wylaniem fundamentów - pod ziemią w tym rejonie jest ponoć masa kabli i rurociągów. Dokumentacja wróciła więc do projektanta, który miał nanieść poprawki. Robił to prawie dwa miesiące. Termin 13 listopada minął.
Jak się okazuje, teraz są kłopoty z dotrzymaniem kolejnego - 5 grudnia. Choć urzędnicy miejscy obiecywali, że założenie sygnalizacji na skrzyżowaniu potraktują "priorytetowo", od początku listopada, nie udało im się przesłać wykonawcy poprawionej dokumentacji. Bez niej Elmontex nie ma danych, według których ma zaprogramować sterownik sygnalizacji. Drogowcy czekają. A firma potrzebuje minimum dziesięciu dni na wykonanie zleconych jej prac. Nawet jeśli otrzyma projekt już dziś, nie zdąży zamontować urządzeń na czas.
Przypomnijmy, że światła nie palą się również na dwóch pozostałych skrzyżowaniach. Budowa sygnalizacji przy ul. Ku Słońcu jest tylko częścią większej inwestycji. W jej ramach Elmontex ma zamontować światła też na skrzyżowaniu ul. Sikorskiego z ul. Pułaskiego i na krzyżówce ul. Okulickiego z Wrocławską i Spiską. Tam opóźnienia są jeszcze większe.
Komentarz
Trudno zrozumieć opieszałość urzędników odpowiedzialnych za realizację inwestycji. Prawdopodobnie mają „obiektywne powody". Przypomnijmy jednak, że miejsca, w których budowana jest sygnalizacja nie są wyznaczone przypadkowo. Na dwóch skrzyżowaniach doszło już do tragedii. W każdej chwili może dojść do kolejnej.

Opracowanie "Leszek Wójcik", "Kurier Szczeciński" 28 listopada 2006 roku.

* * *

Atrakcja zlotu żaglowców

W przyszłym roku miłośnicy komunikacji chcą zaskoczyć turystów. Bo stare pojazdy mają stanowić ciekawą i wyjątkową część zlotu żaglowców. Chodzi o to by turyści mogli zwiedzać miasto w stylu retro. Chcemy by tych atrakcji było jak najwięcej, a takie pojazdy historyczne, których nie ma nigdzie indziej do obejrzenia, są ciekawe, żeby je gdzieś pokazać, żeby można się było nimi przejechać - mówi Robert Łubiński, prezes Szczecińskiego Towarzystwa Miłośników Komunikacji Miejskiej.
Miłośnicy remontują już m.in. jedyny w Szczecinie dwustronny wagon doczepny 4ND z 1963 r., za kilka miesięcy konstrukcja zostanie zabudowana. Potem kosmetyce poddane zostaną: SAN H-100 z 1968 r. - są tylko dwa takie egzemplarze w Polsce i o 5 lat starsza Nysa 501. Wiosną odbędą się jazdy testowe z pasażerami.

Opracowanie "Mariusz Wałęga", "TVP3 Szczecin" 26 listopada 2006 roku.

* * *

Przystanki w śmieciach?

Nie wiadomo, czy przystanki szczecińskiej komunikacji będą nadal sprzątane. W piątek pisaliśmy, że Zarząd Dróg i Transportu Miejskiego szuka firmy, która zajmie się tym do końca przyszłego roku. Niestety, choć wpłynęła jedna oferta, przetarg prawdopodobnie zostanie unieważniony.
Kłopoty ZDiTM to żadne zaskoczenie. Już w październiku pisaliśmy, że kończą się umowy na sprzątanie przystanków. Niemal w ostatniej chwili ZDiTM zapytał 5 firm, czy nie podjęłyby się tego zadania do końca 2006 r. Miał jednak spore oczekiwania, a niewiele pieniędzy. Odpowiedział tylko jeden podmiot, ale i tak skalkulował swoje usługi niemal dwa razy drożej, niż ZDiTM mógł zapłacić. Strony doszły do porozumienia i firma zadania się podjęła za znacznie niższą cenę, ale tylko przez miesiąc. W tym czasie udało się ogłosić przetarg, który miał wyłonić wykonawcę prac na 13 miesięcy. Niestety, wygląda na to, że od 1 grudnia znów trzeba będzie stosować rozwiązania awaryjne. Na przetarg wpłynęła oferta "Wir-Maru", który sprząta przystanki w listopadzie. Ale firma znów skalkulowała swoje usługi na poziomie, na który ZDiTM-u nie stać. W kasie miejskiej firmy jest na sprzątanie o kilkaset tysięcy złotych mniej. Komisja przetargowa nie podjęła jeszcze decyzji i zgodnie z procedurą ocenia ofertę.

Opracowanie "ToT", "Kurier Szczeciński" 22 listopada 2006 roku.

* * *

Zaraz zawieszą

Pasażerowie nie wiedzą, o której godzinie odjeżdża ich autobus z przystanku przy ul. Emilii Plater. Ktoś chyba ukradł rozkłady - alarmują szczecinianie.
W poniedziałek wieczorem chciałem skorzystać z autobusu linii 53. Nie mogłem się dowiedzieć, o której godzinie powinienem wyjść na przystanek, bo na słupie nie było rozkładu jazdy - skarży się pan Mariusz. Na przystanku "E. Plater" zatrzymuje się kilka autobusów, a były tylko dwie tabliczki z rozkładami.Rzeczywiście na przystanku wskazanym przez Czytelnika brakuje dwóch tablic z rozkładami autobusów 53 i 60. Pasażerowie obchodzą przystankowy słupek, ale nie znajdują informacji, która ich interesuje. Uwagę pana Mariusza przekazaliśmy do Zarządu Dróg i Transportu Miejskiego.
Dziękujemy za ten sygnał - mówi Marta Kwiecień - Zwierzyńska z ZDiTM. W ciągu 24 godzin rozkłady zostaną uzupełnione. Tyle czasu potrzeba na wykonanie nowych rozkładów, bo zapasowych ZDiTM nie ma. Musi je najpierw wydrukować i przekazać firmie, która je oprawia, zabezpiecza i montuje na słupach przystankowych. Koszt jednej tabliczki to 12,2 zł. Nie wiadomo, ile ich ginie w ciągu miesiąca, bo takiego rejestru nie ma.

Opracowanie "mago", "Głos Szczeciński" 22 listopada 2006 roku.

* * *

600 metrów nowej obwodnicy

Główne prace przy przebudowie ul. Przyjaciół Żołnierza w Szczecinie mają być zakończone do końca roku, choć to nie oznacza końca robót.
Budowa ruszyła pod koniec kwietnia. Od tego czasu powstała kanalizacja sanitarna i deszczowa. Przygotowany został teren pod nową drogę. Jest już przejezdna nitka północna ulicy. Nie ma na niej jeszcze warstwy asfaltu, po której docelowo będą jeździły auta. Do końca roku mają być zakończone prace budowlane, czyli obie jezdnie, chodniki i ścieżki rowerowe. Niestety, wszystkiego skończyć się nie da.Ul. Przyjaciół Żołnierza po przebudowie to dwie jezdnie jednokierunkowe po dwa pasy ruchu w każdym kierunku, z lewoskrętami w ul. Ks. Anastazji i Czcibora. Żeby ruch nie był blokowany, będą dwie zatoki autobusowe. Wszystkie drogi boczne, od Wilczej do Warcisława będą podporządkowane wobec obwodnicy. Ścieżki rowerowe i chodniki po obu stronach będą dwukierunkowe. Trwają prace nad budową oświetlenia ulicznego. Z obu stron ulicy staną ekrany akustyczne. Foto: Marcin Bielecki Obecnie trwają prace nad ułożeniem podbudowy na jezdni południowej, prace związane z budową chodników i ścieżek rowerowych - wyjaśnia Piotr Landowski z Urzędu Miejskiego. W najbliższym czasie rozpoczną się także prace bitumiczne. Do zakończenia w roku 2007 pozostanie zieleń, zagospodarowanie terenu.
Koszt budowy 600 metrów obwodnicy śródmiejskiej to ponad 11,6 mln zł. Ponad 8,7 mln zł daje na ten cel Unia Europejska. Miasto zapewnia, że zgodnie ze Zintegrowanym Programem Operacyjnym Rozwoju Regionalnego czas wydania unijnych pieniędzy kończy się w roku 2008 i nie ma obaw, że w związku z przedłużeniem się prac pieniądze przepadną. Opóźnienie, to głównie wina kłopotów wykonawcy robót, czyli Energopolu, z istniejącym pod ziemią uzbrojeniem, które nie było zinwentaryzowane na mapach. Dlatego między innymi były tam uszkodzenia gazociągu i wodociągów.
Jezdnia północna, po której odbywa się ruch, została zbudowana od podstaw. Na południowej, która przebiega po starej jezdni, trwa układanie podbudowy. Później trzeba będzie na obu jezdniach położyć warstwę ścieralną asfaltu i przebudować skrzyżowanie z ul. Warcisława. Są już plany dotyczące kolejnego odcinka obwodnicy.
Projekt budżetu na 2007 rok przewiduje rozpoczęcie realizacji IV etapu z zakończeniem w roku 2008. W projekcie są środki na realizację, które pochodzić będą z budżetu miasta. Z chwilą ogłoszenia przez marszałka województwa zachodniopomorskiego naboru wniosków do dofinansowania, Szczecin jest przygotowany, aby taki wniosek złożyć - zapewnia Piotr Landowski.

Opracowanie "Maciej Janiak", foto Marcin Bielecki "Głos Szczeciński" 21 listopada 2006 roku.

* * *

Miłośnicy Szczecina przekonują: warto uratować stare słupy reklamowe

Liczącym sobie nawet sto lat stylowym słupom reklamowym grozi unicestwienie. Budowle się rozpadają, a urzędnicy podrzucają je sobie jak kukułcze jajo. Szczecinianie apelują o ich uratowanie.
W czwartkowej "Gazecie" przedstawiliśmy smutny los przedwojennego słupa reklamowego stojącego u zbiegu ulic Obrońców Stalingradu i św. Wojciecha. Stylowy daszek nad konstrukcją rozpadł się, a i cała konstrukcja wygląda, jakby trzymały ją tylko wiszące na niej plakaty. W fatalnym stanie jest też identyczny słup stojący przy ul. Emilii Plater (tuż przy supersamie). Jaki czeka je los?
W piątek otrzymaliśmy na ten temat informację z Zarządu Dróg i Transportu Miejskiego (zarządza tzw. pasem drogowym - na jego terenie właśnie stoją budowle). W chwili obecnej z uwagi na to, że dotychczasowy dzierżawca zrezygnował z korzystania ze słupów ogłoszeniowych, trwa procedura zmierzająca do ustalenia jednostki odpowiedzialnej za sprawowanie zarządu wszystkimi przedwojennymi słupami znajdującymi się w pasie drogowym - poinformowała Marta Kwiecień-Zwierzyńska, rzecznik ZDiTM.
Sam zarząd słupami zajmować się nie chce, bo nie ma pieniędzy na ich remont i utrzymanie. Nie wiadomo jednak, dlaczego przez lata dopuszczano do tego, że dzierżawiąca słupy spółka (już nie istnieje) nie zrobiła nic, by zapobiec niszczeniu budowli. Gorzej. Istnieje groźba, że słupy zupełnie znikną. ZDiTM zwrócił się bowiem do Wydziału Kultury i Dziedzictwa Kulturowego szczecińskiego magistratu z prośbą o opinię "co do możliwości ich usunięcia lub zmiany lokalizacji". Jeśli więc urzędnicy się zgodzą, słupy zostaną rozebrane. Nie jest to skomplikowane, bo obiekty nie są wpisane do rejestru zabytków. Mimo to kluczowe będzie stanowisko miejskiego konserwatora zabytków (działa w strukturach wspomnianego wydziału). Nie znamy tej opinii - z Małgorzatą Jankowską nie udało nam się skontaktować.
Tymczasem szczecinianie za pośrednictwem "Gazety" apelują o uratowanie słupów. Stare pompy, słupy ogłoszeniowe i inne detale tworzą koloryt miasta - napisał na portalu sedina.pl RychO. Kolejny sedinowicz, Waldi, zaproponował wpisanie ich do rejestru zabytków. Na Pogodnie są cztery i raczej byłoby sporą startą dla dzielnicy gdyby uległy zniszczeniu - napisał na forum portalu.
Dla Gazety
Arkadiusz Bis - Administrator Portalu Miłośników Dawnego Szczecina sedina.pl
Po raz kolejny ze smutkiem obserwuję, jak na naszych oczach odchodzi coś, co przy niewielkim nakładzie kosztów mogłoby stać się ciekawym, "żywym" zabytkiem codziennie mijanym przez mieszkańców. Z jednej strony obiekty te wpisały się tak mocno w krajobraz, że ich nie zauważamy. Kiedy jednak któregoś zaczyna brakować, szybko zauważamy pustkę. A przecież oprócz swego historycznego charakteru słupy ciągle zachowują swoją funkcję, co według mnie jest bardzo praktycznym argumentem za tym, by o nie zadbać np. przy współpracy z którąś z agencji reklamowych.
Jednak najsmutniejsze jest to, że po raz kolejny w takiej sytuacji wszystkie służby zawodzą. Mówią, że im na takich obiektach zależy, a kiedy dochodzi do konkretów, stają się one dla wszystkich problemem. Marzyłoby mi się, aby zajął się nimi miejski konserwator zabytków, ale doświadczenie pokazuje, że poza deklaracjami nic się nie dzieje (patrz wiata na ul. Arkońskiej, dystrybutor paliwa przy ul. Pocztowej, średniowieczna baszta na ul. Świętego Ducha itd., itd.). Czasami zastanawiam się, jak to jest, że można odrestaurować wielką aulę I LO, a z kilkoma prostymi betonowymi obiektami jest taki problem. Ale ja jestem tylko miłośnikiem Szczecina.

Opracowanie "Andrzej Kraśnicki jr ", "Gazeta Wyborcza" 19 listopada 2006 roku.

* * *

Ciemności jeszcze się nie skończą

Na ciemności panujące na al. Wojska Polskiego skarżą się przede wszystkim kierowcy. Niestety, ten stan jeszcze potrwa.
Chodzi o odcinek jezdni od jednostek wojskowych do pętli tramwajowej na Głębokim. Przy drodze nie ma ani jednej latami. Kilkanaście dni temu opisywaliśmy sytuację, która przydarzyła się naszemu czytelnikowi, panu Waldkowi. Jechałem wieczorem po alei Wojska Polskiego w okolicach pętli tramwajowej - opowiadał pan Waldek. Nagle usłyszałem huk i zarzuciło mi samochód. Zatrzymałem auto nie wiedząc, co się dzieje. Patrzę, a tu flak z opony.
Przyczyną była pokryta wodą dziura w jezdni jak stodoła. Stan jezdni na tym odcinku jest coraz gorszy. Brak oświetlenia powoduje, że kierowcy nie widzą dziur. Może się zdarzyć, że kierowca, który w ostatniej chwili zauważy niebezpieczeństwo, wykona nagły manewr. Nietrudno więc o poważniejszy wypadek. Do tego tutaj jest ścieżka rowerowa - dodaje pan Jacek, kierowca, który trasę tę pokonuje codziennie. Rowerzystów, ani pieszych w ogóle nie widać. Oświetlenie jest potrzebne natychmiast.
Zarząd Dróg i Transportu Miejskiego ogłosił przetarg na rozbudowę sieci latarni ulicznych i poprawę oświetlenia na al. Wojska Polskiego na odcinku od toru kolarskiego do ul. Miodowej. Przetarg jednak unieważniono. Wpłynęła jedna oferta, która nie spełniała wymogów formalnych. Wykonawca mógł przystąpić do przetargu pod warunkiem, że posiada przynajmniej 300 tys. złotych lub ma taką zdolność kredytową. Oferent nie przedstawił dokumentów potwierdzających, że spełnia to wymaganie. ZDiTM jest na etapie przygotowywania następnej procedury przetargowej - informuje Marta Kwiecień--Zwierzyńska, rzecznik ZDiTM. Trudno teraz określić termin rozpoczęcia prac. Na razie nie wiadomo nawet jak długo potrwa przygotowywanie nowego przetargu.

Opracowanie "paw", "Głos Szczeciński" 18 listopada 2006 roku.

* * *

Tatra stanęła na Basenie Górniczym

Motorniczy nie potrafił jej zrestartować. Tramwaj utknął na Basenie Górniczym, powodując spory korek
Liczące sobie po 20 lat żółte tatry Szczecin kupił od berlińskiej firmy BVG. Każdy z 21 wagonów kosztował pół miliona złotych. Na razie po naszych torach kursują dwa takie dwuwagonowe tramwaje, na liniach 7 i 8. W piątek po godz. 7 rano na Basenie Górniczym kierujący "ósemką" motorniczy stwierdził nagle, że nie jest w stanie sterować elektroniką w drugim wagonie.
To była drobna usterka, nawet nie awaria - uspokaja zastępca dyrektora MZK Krzysztof Turczyn. Na początku wyglądało to poważnie, ale okazało się, że wystąpił po prostu błąd komputera, nie było połączenia między pierwszym i drugim wagonem. Motorniczy - korzystając z istniejącego na Basenie Górniczym toru technicznego - zamienił kolejność wagonów (ten drugi stał się pierwszym sterującym całością). Zadziałało - po kilkudziesięciu minutach tramwaj ruszył do zajezdni. Po południu tatra znów normalnie kursowała.
Trzeba było po prostu zresetować komputer, czego nie potrafił zrobić motorniczy, dopiero uczymy się obsługi tych wagonów - wyjaśnia Turczyn. Przypuszcza, że błąd komputera wystąpił dlatego, że nasze torowiska nie są tak równe, jak berlińskie: Trzęsie i doszło do rozprzężenia oprogramowania - komentuje. Torowisko na Basenie Górniczym należy do tych lepszych w mieście. Czy to oznacza, że takich awarii należy się spodziewać częściej? Jeśli nawet taka sytuacja się powtórzy, obsługa tramwaju będzie wiedziała już, co zrobić - odpowiada Turczyn.

Opracowanie "marc", "Gazeta Wyborcza" 17 listopada 2006 roku.

* * *

Bez śniegu i z ładną trawą - ma być czysto!

Szczecińskie przystanki mają świecić czystością. Niektóre powinny być sprzątane kilka razy dziennie, inne 4 razy w tygodniu. Rosnąca trawa ma mieć nie więcej niż 6 cm, a pasażerowie nie mogą się ślizgać nawet podczas padającego śniegu. Takie wymogi stawia Zarząd Dróg i Transportu Miejskiego firmom, które chcą zająć się utrzymaniem przystanków do końca 2007 r. Do 30 bm. zajmuje się tym Wir-Mar.
Miasto podzieliliśmy na kilka stref - tłumaczy Marta Kwiecień-Zwierzyńska. Strefa zero obejmuje przystanki w ścisłym centrum. Przystanki na tym obszarze mają być sprzątane 3 razy dziennie, a stojące na nich kosze opróżniane 4 razy dziennie. W pozostałych strefach częstotliwość jest różna. Szczegółowy zakres i częstotliwość określają załączniki. Wyznaczają nawet godziny, w których ma się odbywać sprzątanie i opróżnianie koszy. W przypadku innych przystanków wykonawca ma z góry narzucone dni, kiedy powinien wysłać swoją ekipę.
Co więcej - sprzątanie ma obejmować cały przystanek, także pod wiatą i poza nią. To ważne, bo dotychczas zdarzało się, że sprzątano zaledwie kilka metrów chodnika. Było to uciążliwe zwłaszcza zimą. W nowej umowie ZDiTM chce wymóc usuwanie śniegu i gołoledzi na całym przystanku, w dodatku ma być na nich bezpiecznie najpóźniej w ciągu 3 godzin po rym, jak przestanie sypać śnieg. Wiosną i latem nie będzie służbom porządkowym lżej, bo przynajmniej raz w miesiącu mają być grabione i koszone trawniki przylegające do przystanków. Trawa na nich nie może być wyższa niż 6 cm.
Na ile te wymogi są możliwe do zrealizowania, przekonamy się dość szybko. Dziś ZDiTM chce otworzyć oferty. Wiadomo będzie, czy są firmy zainteresowane świadczeniem takich usług, a jeśli tak - za jaką cenę. Kiedy w październiku ZDiTM rozpaczliwie szukał podmiotu, który zajmie się sprzątaniem do końca roku, do dyspozycji miał 87 tys. Jedyna oferta, która wpłynęła, została skalkulowana na ok. 140 tys. zł. Dopiero po negocjacjach Wir-Mar znacznie zszedł z ceny, ale zadania się pod jął jedynie na miesiąc.

Opracowanie "ToT", "Kurier Szczeciński" 17 listopada 2006 roku.

* * *

Zasypują dziurę.

Hydrobudowa 9, która układa kanalizację pod rondem Giedroycia, już zasypuje wykop na ul. Staszica.
Przypomnijmy, że głęboki wykop powstał po tym, jak pod ul. Staszica, na głębokości 8 metrów, została uwięziona warta ponad milion euro maszyna, która drążyła tunel. W nim ma w przyszłości znajdować się rurociąg kanalizacji deszczowej. Po kilku tygodniach robotnicy dokopali się do maszyny, wymienili tarczę wiercąca tunel i wyciągnęli głaz, który zatrzymał urządzenie. Teraz wykop jest zasypywany, a grunt zagęszczany.
Z wierceniem na nowo ruszymy być może w środę lub czwartek - tłumaczy Witold Majorek z HBO 9. To jednak nie oznacza, że ul. Staszica szybko zostanie otwarta dla ruchu pojazdów. Po zasypaniu wykopu Hydrobudowa musi odtworzyć nawierzchnie jezdni. Niewykluczone, że na początek będzie trzeba do tego wykorzystać kostkę brukową.
Ciężko znaleźć asfalt. To obecnie materiał deficytowy, z powodu ilości inwestycji - ocenia Majorek. Jeżeli nam się uda, a pogoda dopisze, to zrobimy asfalt. W najgorszym wypadku przez zimę będzie leżała na tym fragmencie ulicy kostka brukowa.
Ponadto Hydrobudowa musi włączyć się z nową rurą w istniejącą kanalizację. Na ich styku trzeba wykopać kolejną komorę. Do tego również potrzebne jest zamknięcie ul. Staszica. Roboty można by zrobić przy obecnej organizacji ruchu. Do tego potrzebne są jednak ustalenia z odpowiednimi służbami i ich zgoda.

Opracowanie "Maciej Janiak", "Głos Szczeciński" 15 listopada 2006 roku.

* * *

Tramwaje podobają się.

Nie było żadnych kłopotów technicznych po pierwszych dniach jazdy berlińskich tramwajów w Szczecinie. Niestety wandale za nowe wagony wzięli się od razu.
W zajezdni na Pogodnie jest już osiem tatr. Jeden podwójny skład woził szczecinian przez cały weekend. Wagony przejechały tysiąc kilometrów i w poniedziałek trafiły na przegląd.
Agacie Pilipczuk pierwsza podróż tatrą sprawiła przyjemność: - Żłóty kolor też mi się podoba - stwierdziła. Foto: Marcin Bielecki Dokumentacja techniczna tego nie wymaga, ale to był debiut i chcieliśmy wszystko dokładnie sprawdzić - mówi Ryszard Tamm, kierownik zajezdni Pogodno. Wagony sprawdziły się bardzo dobrze, nie było żadnych problemów technicznych. Pasażerowie tatry sobie chwalą, nie mieliśmy uwag negatywnych, pewnie dlatego, że w porównaniu ze "stopiątkami” i przegubowcami tatry są o wiele bardziej komfortowe.
Odczuwają to pasażerowie, którzy tatrami mieli już okazje jeździć. Jechałam pierwszy raz i podróż mi się podobała. Wystrój jest ładny, fotele nowe, we wnętrzu cicho, drzwi nie trzaskają - wylicza zalety Agata Pilipczuk, pasażerka "berlińczyka”. Tramwajami jeżdżę często i chciałabym żeby wszystkie były takie. Niestety, kilka dni wystarczyło, żeby o wagonami zajęli się wandale. Zniszczony został jeden z przycisków otwierania drzwi. Z kolei w niedzielę rano zaraz po wyjeździe z zajezdni w kabinę motorniczego poleciał śmietnik uliczny. Uszkodzona została boczna wycieraczka.
Wczoraj, na próbne jazdy wyjechały kolejne dwa wagony. Być może dziś lub w czwartek wyjadą na trasę "ósemki” lub "siódemki”. Na stałe do rozkładu wejdą być może z końcem listopada.
Po zgłoszeniu przez MZK, że tramwaje są gotowe, zostaną przypisane do rozkładu jazdy linii i do konkretnych brygad, do regularnej obsługi pasażerskiej - wyjaśnia Marta Kwiecień - Zwierzyńska z Zarządu Dróg i Transportu Miejskiego.

Opracowanie "Maciej Janiak", "foto Marcin Bielecki" "Głos Szczeciński" 15 listopada 2006 roku.

* * *

Wysokie premie w ZDiTM.

Osiem tys. zł nagrody dostanie dyrektor Paweł Tarczyński, jego zastępcy po 6 tys., a kierownicy po 3,6 zł. Szeregowi pracownicy dostali po tysiąc złotych.
Razem wychodzi około 300 tys. zł. To nagrody roczne przyznane przez prezydenta Szczecina dla Zarządu Dróg i Transportu Miejskiego, który w tym roku stracił płynność finansową. Wysokość nagród poznaliśmy nieoficjalnie. Andrzej Grabiec, zastępca prezydenta Szczecina, mimo że chodzi o pieniądze publiczne, nie chciał ich ujawnić.
Nie potwierdzam, ani nie zaprzeczam wysokości premii dla dyr. Tarczyńskiego - mówi Grabiec. Przyznaję, że wniosek o przyznanie mu nagrody podpisałem. Nie jest to jakaś nagroda ekstra, tylko zwyczajowa z funduszu nagród zaplanowanego w ZDiTM jeszcze w tamtym roku. Zastępca prezydenta nie twierdzi, że zostały przyznane za dobrą pracę. Były w planie tegorocznym i dlatego zostały przyznane - tłumaczy Grabiec.
ZDiTM w tym roku stracił płynność finansową. Nie płaci terminowo za zlecone usługi. Za tym idą naliczane odsetki. Mimo to wiceprezydent Grabiec nie widzi problemu. Wyniki finansowe ZDiTM będą na koniec roku lepsze od planowanych - zapewnia. Zdaniem wiceprezydenta na koniec roku miasto zaplanowało, że strata ZDiTM wynosić będzie prawie osiem mln zł. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że będzie się wahać w okolicy pięciu mln zł. Zwiększyły się o prawie milion złotych przychody ze sprzedaży biletów komunikacji miejskiej - tłumaczy Grabiec.
Prawda jednak jest taka, że na poprawę wyników miały wpływ dwie "nadprogramowe" dotacje przyznane w ciągu roku dla ZDiTM z budżetu miasta. W czerwcu dołożono 1,5 mln zł na funkcjonowanie komunikacji autobusowej, we wrześniu 1 mln na komunikację tramwajową.
Nagrody w ZDiTM oburzają szefów spółek autobusowych. Ja zarządzam spółką prawa handlowego i nie mogę zrozumieć tego, jak mógłbym sobie przyznać nagrodę, kiedy firma jest w tak fatalnej kondycji finansowej - dziwi się Włodzimierz Sołtysiak, prezes SPA Dąbie. Przecież oni regularnie płacą mi po terminie za usługi, za co im naliczamy odsetki, które przecież pogarszają także sytuację budżetu miasta. W czerwcu przysłali do nas pismo, że stracili płynność finansową, a tu słyszę o nagrodach.
Główne grzechy dyrektora Tarczyńskiego
O "dokonaniach" dyrektora Tarczyńskiego "Gazeta" pisała już kilkakrotnie. Oto kilka z nich:
- pięć razy nie potrafił skutecznie przeprowadzić przetargu na funkcjonowanie linii autobusowych;
- przegrał z SPPK Police sprawę o bezpodstawne unieważnienie 10-letniego przetargu;
- wydał 180 tys. zł na badania komunikacji, z których nic nie wynikło siatka połączeń nie została zmieniona;
- zlecił remont ul. Pokoju (przy której są działki, gdzie mieszka Marian Jurczyk). Remont miał kosztować 181 tys. zł, ale w trakcie wykonano prace dodatkowe, wydając wbrew przepisom dodatkowe 88,8 tys zł.
Dla Gazety
Piotr Krzystek - kandydat PO na prezydenta Szczecina
Coś, co tak dużo kosztuje, powinno pomagać nam żyć, a nie być kulą u nogi. Uważam, że trzeba doprowadzić do rozdziału komunikacji miejskiej od zarządzania drogami. Nie wiem, skąd u urzędników z ZDiTM bierze się strach, który powoduje przyznanie premii właśnie teraz. Przecież jak ktoś dobrze pracuje, to nic mu się nie stanie, jeśli zostanę prezydentem. Zapewniam, że nie skrzywdzę żadnego dobrego urzędnika. Wolałbym jednak, by decyzja o premiach rocznych w roku, który się nie skończył, była skonsultowana z nowym prezydentem. Jeśli zostanę prezydentem, będę urząd i każdy zakład budżetowy traktował jak firmę. Każde zadanie powinno być wykonane najszybciej, najlepiej i najtaniej.
Jacek Piechota - kandydat centrolewicy na prezydenta Szczecina
Wydaje mi się dziwne, że w zakładzie, który stracił płynność finansową, wypłaca się premie. A jeszcze bardziej dziwne, jeśli robi się to właśnie w tym okresie. Kiedyś w ministerstwie wstrzymałem wypłatę premii i to takich, które wynosiły setki złotych, a nie szły w tysiące. Uważam, że jeśli kierownictwo zakładu uznało, że ludzie pracowali dobrze i zasłużyli na nagrody, to powinni im je wypłacić. Jednak decyzja o przyznaniu premii dyrektorom powinna zapaść dopiero w porozumieniu z nowym gospodarzem miasta po przeanalizowaniu, czy takie nagrody są uzasadnione. Tymczasem ja słyszałem wiele negatywnych uwag dotyczących tego zakładu.

Opracowanie "Mariusz Rabenda", "Gazeta Wyborcza" 14 listopada 2006 roku.

* * *

Osiada planowo?

Nowy, zbudowany za ciężkie pieniądze Most Pionierów trzeba znów naprawiać. Już po raz trzeci trzeba usuwać skutki osiadania konstrukcji, bo zagrażają bezpieczeństwu kierowców.
Most ma trzy lata, kosztował ok. 420 mln zł, była to jedna z największych inwestycji w powojennym Szczecinie, a kolejne fragmenty przeprawy były otwierane z wielką pompą.
Uwaga, zagrożenie!
Tymczasem, co pewien czas konstrukcja zagraża bezpieczeństwu kierowców. Tak jak teraz. Na nitce powstał garb, szeroki na trzy pasy. Powstał kilka metrów od miejsca, gdzie zaczyna się przęsło mostu. Na asfalcie są też poprzeczne szczeliny. Przez garb musi przejechać każde auto.
Taka sytuacja powoduje realne zagrożenie dla kierowców. Jest tam podwyższenie prędkości, na mokrej nawierzchni może być bardzo niebezpiecznie - ocenia Jacek Pok, szef Akademii Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego i biegły sądowy. Przy najechaniu na garb działają potężne siły, auto zostaje podbite, prowadzi to do utraty przyczepności albo jej zmniejszenia. Skutkiem tego może być obrócenie auta.
Ziemia osiada
Asfaltowy garb ma już swoją historię. W ciągu trzech lat pojawił się po raz trzeci. Jezdnia na nowym moście była już dwukrotnie naprawiana. Miejscy urzędnicy mają na to wytłumaczenie.
Nie osiada konstrukcja mostu, lecz nasyp. Jest to zjawisko normalne, występujące przy wszystkich tego typu obiektach - informuje Piotr Landowski z Urzędu Miejskiego. Chodzi o styk tzw. konstrukcji stałej, sztywnej, w tym przypadku mostu a konstrukcji luźnej nasypu. Projektując i budując przeprawę przez Regalicę zdawano sobie z tego sprawę, tym bardziej, że inwestycja była wykonywana w tzw. trudnym terenie, czyli m.in. na podłożu torfowym. W związku z tym zastosowano specjalną technologię, dzięki której nieuniknione osiadanie gruntu ograniczono. Były to tzw. zastrzyki cementowo-wapienne, a więc specjalny rodzaj palowania gruntu.
Natychmiast naprawić
Zarząd Dróg i Transportu Miejskiego, który teraz odpowiada za utrzymanie konstrukcji, informuje, że konstrukcja Mostu Pionierów jest bezpieczna, a nasyp kiedyś osiadać przestanie. Co dalej z garbem? Natychmiast trzeba nawierzchnię naprawić - mówi Jacek Pok. - Zanim dojdzie do tragedii. Tym bardziej, że można śmiało założyć, że dużo kierowców przekracza w tym miejscu prędkość. Tymczasem ZDiTM nie podaje dokładnego terminu naprawy. Nierówność zostanie usunięta przy sprzyjających warunkach atmosferycznych - odpowiada Marta Kwiecień - Zwierzyńska z ZDiTM.

Opracowanie "Maciej Janiak", "Głos Szczeciński" 14 listopada 2006 roku.

* * *

Tramwaje prosto z Berlina - żółte,ciche, wygodne.

Niespodzianka spotkała w piątek pasażerów linii 8: na trasę wyjechały sprowadzone z Berlina tramwaje, które - jak wcześniej zapowiadano - miały zadebiutować z końcem listopada.
Nowy tramwaj na Bramie Portowej. Foto: R.Pakieser Oby więcej takich niespodzianek - mówiła pani Jolanta, która przed godz. 7 czekała na tramwaj przy ul. Ku Słońcu. Mam wrażenie, że przeniosłam się w czasie. I nic dziwnego, bo sprowadzone z Niemiec tramwaje są ciche, wygodne i ciepłe. W niczym nie przypominają wagonów, którymi dotychczas podróżowaliśmy. W Szczecinie jest już 6 takich żółtych pojazdów. W sumie MZK kupiło ich 21. Wszystkie mają być dostarczone do końca roku. Na trasy będą wyjeżdżać sukcesywnie. Wyprą wcale nie najstarsze, ale będące w najgorszym stanie polskie przeguby z lat 70. Jest szansa, że posłużą nam przynajmniej kilkanaście lat. Za jeden wagon płacimy ok. 500 tys. zł. Fabrycznie nowy niskopodłogowiec kosztuje przynajmniej 5-7 min zł. Na takie zakupy dla miasta jest jeszcze za wcześnie.

Opracowanie "ToT", foto R.Pakieser "Kurier Szczeciński" 13 listopada 2006 roku.

* * *

Berlińskie tatry już jeżdżą po Szczecinie.

W piątek po raz pierwszy tramwaje zakupione od BVG jeździły na trasie "ósemki".
Nowy tramwaj na ul. Dworcowej. Foto: Cezary Aszkiełowicz / AG Nie ma porównania z naszymi 30-letnimi tramwajami - mówił Michał Margoński, motorniczy na popołudniowej zmianie "ósemki". Komfort prowadzenia, kabiny motorniczego i przestrzeni dla pasażerów jest dużo większy.
Pani Joanna z Gumieniec potwierdza: - Pierwszy raz jadę takim tramwajem. Czuję się jakbym była w metrze. Wagony są długie, w środku jest ciszej. Pierwsze z 21 Tatr KT4Dt przyjechały do Szczecina 27 października. Teraz jest ich już sześć. Kolejne dojadą do końca stycznia. Nie możemy ich od razu puszczać na trasy, bo trzeba dostosować system informacji pasażerskiej do naszych wymogów - mówi zastępca dyrektora MZK Krzysztof Turczyn. Koszt przezbrojenia każdego wozu szacujemy na 8-10 tys. zł.
Berlin sprzedaje używany tabor, bo wymienia go na wagony niskopodłogowe. Tatry zostały wyprodukowane w latach 1983-88, a potem zmodernizowane w zakładach Siemensa w latach 1993-96. Za 21 wozów Szczecin zapłacił ponad 10 mln zł. Wagony przyjeżdżają do nas na lawetach. Mają one zastąpić 20 wagonów przegubowych 102N, kupionych w latach 1969-74, które są w fatalnym stanie. Umowa z BVG przewiduje, że niemiecka firma będzie pośredniczyć w dostawie części zamiennych do tych tramwajów oraz współpracy przy szkoleniu motorniczych i mechaników.
Zakup używanych tatr tylko częściowo poprawi stan szczecińskiej komunikacji tramwajowej. Średni wiek wagonów wynosi obecnie 25 lat. Na wymianę czeka przynajmniej 30 km torowisk. Tylko w tym roku w centrum miasta wozy kilkakrotnie wypadły z szyn.

Opracowanie "Mariusz Rabenda", foto Cezary Aszkiełowicz A/G "Gazeta Wyborcza" 12 listopada 2006 roku.

* * *

Jak z ciszą wyborczą było.

Tramwajowa spółka Miejski Zakład Komunikacyjny złamała ciszę wyborczą. W sobotę tramwaje pełne były plakatów wyborczych. Były to m.in. materiały komitetu "Czas" Jerzego Manduka, dyrektora... MZK
Sobota, godz. 17. Plakat Jerzego Manduka w tramwaju przejeżdżającym przez pl. Rodła. Foto: Cezary Aszkiełowicz / AG Tramwajarzom trudno zasłaniać się niewiedzą. O tym, że taka agitacja jest zakazana, rozmawialiśmy z nimi już w czwartek.
"Czasowi" zabrakło czasu?
Nie wiem, do kiedy będą wisiały plakaty w tramwajach - mówił w czwartek po południu Krzysztof Turczyn, zastępca dyrektora MZK i jednocześnie kandydat "Czasu" do sejmiku zachodniopomorskiego. Umowy podpisywał nasz dział marketingu. W spółkach autobusowych wyborcze reklamy też miały jeździć do wyborczej niedzieli. A niektóre nawet dłużej, bo o ile partie wykupiły u nas reklamy do 12 listopada, to komitety kandydatów na burmistrzów i prezydentów aż do 26 listopada, czyli do drugiej tury - przyznaje Andrzej Markowski, prezes SPPK w Policach.
Wykładnia Państwowej Komisji Wyborczej jest jednak jasna: ruchome plakaty to aktywna agitacja, która w ciszy wyborczej jest zakazana. W nocy z piątku na sobotę w zajezdniach autobusowych trwało wielkie zdzieranie reklam. Tramwaje się do zakazu nie zastosowały. W sobotę widzieliśmy w nich m.in. reklamy Manduka i Mateusza Piskorskiego (kandydata Samoobrony na prezydenta Szczecina, który w piątek zrezygnował i razem z Andrzejem Lepperem namawiał do głosowania na Teresę Lubińską).
Inne incydenty
Do wczorajszego popołudnia policja informowała o kilku innych wypadkach łamania ciszy wyborczej. W sobotę przed południem przed jednym ze sklepów w Stargardzie Szczecińskim mężczyzna rozdawał ulotki wyborcze. Zatrzymany przez funkcjonariuszy tłumaczył, że sporo mu zostało i chciał rozdać do końca. Ulotki w ciszy wyborczej trafiły również pod drzwi mieszkańców Białogardu. W Szczecinie, na chodniku przed lokalem wyborczym na Pogodnie, w którym głosowała m.in. Teresa Lubińska, w niedzielny poranek pojawiło się wymalowane na chodniku nazwisko kandydata Kowalskiego z LPR. Po Gryfinie jeździł natomiast samochód obklejony plakatami wyborczymi jednego z kandydatów.
Informacje o drobnych naruszeniach ciszy spływają do nas cały czas - mówi komisarz wyborczy - sędzia Marian Szabo. Ale są to niewielkie incydenty. Większym problemem okazała się mała pojemność urn wyborczych. Już o godz. 12 otrzymałem telefon z Krzęcina z informacją, że zagłosowało dopiero ok. 20 proc. uprawnionych, a urna już się dopełnia - mówi komisarz wyborczy. O godz. 14 podobne sygnały zaczęły docierać ze Szczecina. Członkowie niektórych komisji wyborczych próbowali radzić sobie, ugniatając karty wyborcze np. kijami.
Do redakcji "Gazety" dzwonili wyborcy, którzy nie mogli znaleźć lokali wyborczych. Od lat głosowałam w urzędzie stanu cywilnego na Pogonie - mówiła 79-letnia pani Zofia. Ale tam teraz jest PiS. Nie było żadnej informacji, gdzie lokal przeniesiono.

Opracowanie "mpr, lat", foto Cezary Aszkiełowicz A/G "Gazeta Wyborcza" 12 listopada 2006 roku.

* * *

Pierwsza jazda żółtymi tatrami.

W końcu można sprawdzić, na ile poprawi się komfort podróżowania szczecińskimi tramwajami. Na „ósemce” mają pojawić się dziś kupione w Berlinie wagony.
Na Pogodnie jest ich już sześć. Wszystkie mają już pozwolenie na wożenie pasażerów. Dwa kolejne wagony przyjadą na dniach. Te, które w Szczecinie były pierwsze, mają dziś wozić pasażerów na linii nr 8. Miejski Zakład Komunikacyjny zakupił w Berlinie 21 wagonów tatra. Mają po około 20 lat, ale wszystkie przeszły kapitalne remonty wykonane przez Siemensa. Jeden wagon kosztował około 500 tysięcy złotych, w tej cenie sprzedający zagwarantował szkolenie motorniczych i mechaników oraz części zamienne.

Opracowanie "mago", "Głos Szczeciński" 10 listopada 2006 roku.

* * *

Cztery many za cenę trzech.

Szczecińsko-Polickie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne dobrze rozejrzało się na rynku autobusowym i zrobiło złoty interes. Do końca listopada do firmy trafią cztery nowe, przegubowe many.
Dzięki temu na przysłowiowe „żyletki” zostaną pocięte cztery ostatnie ikarusy, które eksploatuje SPPK. Najstarszy ma 20 lat.
Dobry interes
Od sierpnia SPPK ma umowę ze Szczecinem na obsługę komunikacji miejskiej na tzw. liniach polickich przez 10 lat. Dopiero podpisanie umowy pozwoliło rozpocząć poważne rozmowy z partnerami handlowymi - wyjaśnia Andrzej Markowski, szef SPPK. Oczywiście wcześniej robiliśmy przymiarki do zakupu, sprawdzanie rynku.
I udało się. Pojawiła się dobra okazja: cztery nowe, przegubowe many, które stoją i czekają na południu Polski na nowego właściciela. Zostały wyprodukowane w 2005 roku w Turcji, ale nigdy nie były nawet zarejestrowane. Takich okazji trzeba po prostu dobrze szukać - cieszy się Andrzej Markowski. Cena jest niższa niż zupełnie nowego o 30 procent, czyli w cenie trzech dostajemy cztery. Koszt transakcji to niecałe 2,8 mln zł. Autobusy będą w leasingu na 5 lat.
Patrzą dalej
Firma komunikacyjna z Polic juz planuje kolejne zakupy. W ciągu dwóch lat wymienione powinno być 11 jelczy, z których najstarszy ma 20 lat. To wynika bardziej z pilnej potrzeby, niż z normalnej polityki wymiany taboru - uprzedza Markowski. Robiąc tę wymianę chcielibyśmy wprowadzić do firmy drugą markę, żeby nie być uzależnionym od jednego producenta.
Oferta na dostawę nowych pojazdów powinna pojawić się w przyszłym roku. Jeżeli SPPK wymieni jelcze, to najstarszy z autobusów firmy wożących pasażerów na miejskich liniach będzie miał 11 lat. Wtedy dopiero będzie możliwość prowadzenia normalnej odnowy taboru, czyli kupowania co roku 5 - 6 nowych autobusów - zapewnia szef SPPK.

Opracowanie "Maciej Janiak", "Głos Szczeciński" 10 listopada 2006 roku.

* * *

Tramwajowa figa.

Od wielu miesięcy Szczecin stara się o zakup sześciu tramwajów. Nie chodzi o nowoczesne składy ani nawet używane niskopodłogowce. Ma to być zaledwie sześć fabrycznie nowych doczep do wagonów kursujących po naszych torach od 2001 roku. Mimo to zakupy się ślimaczą, a zawiłe procedury prowadzą do tego, że nie wiadomo, kiedy nowe tramwaje w Szczecinie w końcu się pojawią.
Ponad rok temu okazało się, że przygotowany z mozołem wniosek zyskał akceptację i szczecińscy urzędnicy zdobyli środki unijne. Jednak podpisanie wniosku się odwlokło, bo mógł to zrobić wyłącznie wojewoda, a władza właśnie się zmieniała. Potem szczeciński magistrat ogłosił przetarg, którego termin kilkakrotnie przesuwano. Gdy w końcu miasto wybrało ofertę jednej z poznańskich firm, pojawiły się protesty. Uznano je za słuszne i za zwycięską uznano inną - złożoną również przez producenta z Poznania. Tramwaje dla Szczecina miała wyprodukować firma "Cegielski. Fabryka Pojazdów Szynowych".
Ale i tę decyzję oprotestowano - usłyszeliśmy w UM. Protest złożył po raz kolejny wrocławski "Protram", którego oferta była najdroższa, jak i poznański "Modertrans", którego wybrano pierwotnie.
Teraz decyzja należy do tzw. arbitrażu, który rozpatruje skargi składane do Urzędu Zamówień Publicznych. Wyrok powinien zapaść w ciągu najbliższych trzech tygodni. Nie oznacza to jednak końca starań o nowe tramwaje, a tym bardziej podpisania umowy. Prawdopodobnie decyzja arbitrażu także zostanie zaskarżona przez firmy, których oferty znów zostaną odrzucone. Sprawę ostatecznie rozstrzygnie sąd. I niezależnie od tego, kiedy umowa zostanie podpisana, stracimy na tym wszyscy. Nowe wagony trzeba będzie bowiem kupić prawdopodobnie za miejskie pieniądze. Kilka milionów złotych z UE może do czasu rozstrzygnięcia sporu po prostu przepaść...

Opracowanie "ToT", "Kurier Szczeciński" 9 listopada 2006 roku.

* * *

Darmowy tramwaj Lewicy i Demokratów.

Na Pogodno, Niebuszewo czy Basen Górniczy można było dziś pojechać tramwajem za darmo. Warunek - trzeba było trafić na specjalny wyborczy tramwaj wynajęty przez Lewicę i Demokratów. W środku na pasażerów czekali kandydaci Lewicy i Demokratów do rady miasta, sejmiku, a także Jacek Piechota - kandydat na prezydenta Szczecina. Jacek Piechota powiedział, że to najlepsza forma dotarcia do mieszkańców. Piechota przyznaje, że tramwajem jeździ rzadko, jednak uważa, że stan taboru jest fatalny i wymaga poprawy. Darmowy tramwaj będzie jeździł do piątku w godzinach między 14-tą, a 17-tą. Rano kandydaci Lewicy i Demokratów rozdawali też na Basenie Górniczym gorącą herbatę.

Opracowanie "Ryszard Brodziński", "Polskie Radio Szczecin" 8 listopada 2006 roku.

* * *

Wyremontują Struga.

Około 60 mln złotych Ministerstwo Gospodarki Morskiej zamierza przekazać na przebudowę ulicy Struga w Szczecinie - zapowiedział minister Rafał Wiechecki. Miasto będzie musiało dołożyć nieco ponad 9 mln złotych.
Ministerstwo ma środki na rozwój infrastruktury poprawiającej dostęp do portu, a przecież ulica Struga jest główną drogą dojazdową - twierdzi Rafał Wiechecki, minister gospodarki morskiej. - To są pieniądze z Unii Europejskiej.
Miasto wykonało już I etap prac. Wybudowano po bokach dwie jezdnie wspomagające oraz wiadukt. Minister twierdzi, że już w przyszłym roku Szczecin może dostać 7 mln euro na II etap prac. Jestem po uzgodnieniach z urzędem miejskim - zapewnia Wiechecki. - W II kwartale przyszłego roku chciałbym dostać wniosek o dofinansowanie.
W ramach II etapu miasto miałoby przebudować trzy pasy ruchu w obu kierunkach poprzez zagłębienie obecnej jezdni aż za skrzyżowanie z ulicą Wiosenną i Łubinową. Zbudowane zostaną też trzy wiadukty: na przedłużeniu ulicy Jasnej oraz dwa w ciągu ulicy Wiosennej i Łubinowej. Będą to bezkolizyjne skrzyżowania. Zakończenie prac przewidziane jest na 2009 rok. Rok wcześniej mogłyby ruszyć prace przy III etapie, na który ministerstwo może wyłożyć 8 mln euro.
Ministerstwo zapewnia tylko pieniądze z Unii Europejskiej. Miasto musiałoby dołożyć 15 proc. - dodaje minister Wiechecki. Władze Szczecina w rozmowach z nami twierdzą, że są w stanie zagwarantować brakującą kwotę. Koniec prac byłby w 2010 roku.
Wiechecki zapewnia, że nie jest to kiełbasa wyborcza. Jego resort dla naszego regionu przygotował 1,5 mld złotych. O szczegółach jednak poinformuje po kampanii wyborczej.

Opracowanie "ika", "Głos Szczeciński" 7 listopada 2006 roku.

* * *

Mieszkańcy Pogodna odwołali spotkanie z A.Grabcem.

Przedstawiciele komitetów protestacyjnych szczecińskiego Pogodna odwołali zaplanowane na dziś spotkanie z wiceprezydentem Andrzejem Grabcem. Kolejny termin rozmów w sprawie uporządkowania tras autobusowych odbędzie się po wyborach samorządowych.

Opracowanie "Magdalena Nieniewska ", "Polskie Radio Szczecin" 6 listopada 2006 roku.

* * *

Przełom w pracach przy rondzie Giedroycia.

Usunięto kamień, który pod ul. Staszica uwięził wiertło warte milion euro. Być może już w tym tygodniu uda się wznowić wiercenie tunelu w tym miejscu.
Cenna głowica wiertła o średnicy ponad metra pod koniec września utknęła pod ziemią podczas drążenia kanału pod rurę kanalizacyjną. Od poniedziałku będą prowadzone prace, których celem jest wznowienie wiercenia tunelu. Najpierw wymieniona zostanie tarcza wiercąca, ponieważ ta, która zatrzymała się na kamieniu, trochę się zniszczyła. Następnie ośmiometrowy wykop zostanie zasypany, a grunt zagęszczony. Dopiero potem wiertło ponownie zacznie pracować.
Do wiertła i granitowego kamienia, z powodu której utknęło ono pod ul. Staszica, robotnicy z poznańskiej Hydrobudowy 9 dokopali się w czwartek po południu. Głaz okazał się na tyle duży i pechowo ułożony, że głowica, która go zaczęła kruszyć, zbaczała z wyznaczonego toru, uciekając w górę (a przy tego typu pracach wymagana jest wręcz milimetrowa precyzja).
Zanim dokopano się do kamienia, planowane było usunięcie go za pomocą jednego z czterech sposobów: wyciągnięcia w całości na zewnątrz, rozkucia, rozwiercenia bądź wysadzenia mikroładunkami. Na nasze szczęście głaz udało się wyciągnąć za pomocą chwytaka koparki - mówi Witold Majorek, przedstawiciel Hydrobudowy 9.
Do tej pory udało się wykopać zaledwie kilkadziesiąt metrów tunelu pod kanalizację. Przed incydentem wierciliśmy 10 metrów na dobę, gdy utknęliśmy, tempo spadło do sześciu centymetrów na dobę - wyjaśnia Jerzy Najda, kierownik z Hydrobudowy 9.
Do wykopania jest 250-metrowy kanał, łączący komory znajdujące się przy wejściu na targowisko Manhattan i przy krzyżówce al. Wyzwolenia i ul. Długosza. Pracownicy z Hydrobudowy 9 szacują, że jeśli po wznowieniu prac głowica nie natrafi na kolejne przeszkody, kanał będzie gotowy w połowie grudnia.
Budowa kanalizacji deszczowej pod rondem Giedroycia to część kontraktu "Budowa sieci kanalizacyjnej i wodociągowej lewobrzeżnego Szczecina" wartego prawie 43 mln euro. Kanalizacja jest budowana dzięki współfinansowanemu przez fundusz ISPA (obecnie Fundusz Spójności) "Programu poprawy jakości wody w Szczecinie".

Opracowanie "mpr", "Gazeta Wyborcza" 5 listopada 2006 roku.

* * *

Wymienić, zasypać i kopać dalej.

Tarcza świdra, który utknął pod rondem Giedroycia w Szczecinie jest zupełnie zużyta. Może uda się ją zastąpić już w poniedziałek.
W czwartek ekipy Hydrobudowy 9, która buduje kanalizację deszczową na Niebuszewie, dokopali się do urządzenia drążącego podziemny tunel. Maszyna, warta ponad 1 milion euro, utknęła na głębokości kilku metrów po napotkaniu na granitowy głaz. Głaz nie był duży. Wyjęła go koparka - tłumaczy Witold Majorek z Hydrobudowy 9. Niestety był osadzony w glinie, taki jest tu teren. Pod naporem wiertnicy nie przesunął się, choć w innych warunkach maszyna jest w stanie przesunąć głaz tej wielkości. Głowica jest już odkopana. Znajduje się na głębokości kilku metrów. Czeka na nową tarczę wiercącą. Foto: Marcin Bielecki Urządzenie metodą bezwykopową ma wydrążyć pod Niebuszewem otwór o średnicy ponad metra. W nim pobiegnie kanalizacja deszczowa. Maszyna na razie nie będzie wiercić. Przynajmniej do poniedziałku. Być może wtedy przyjedzie nowa tarcza, która zastąpi starą, kompletnie zużytą. Ta jest do wymiany. Później zasypiemy komorę i do przodu. Drążymy dalej - zapewnia Witold Majorek.
Niewykluczone, że gdyby pogoda pozwoliła, już w przyszłym tygodniu byłoby możliwe puszczenie ruchu po zamkniętej dla aut ulicy Staszica. Po zasypaniu dziury wykonawca musi przywrócić nawierzchnie do stanu poprzedniego. Do tego potrzebne są odpowiednie temperatury, żeby można było kłaść asfalt. Przypomnijmy, że Hydrobudowe spotkały na Niebuszewie już dwie niemiłe niespodzianki. Najpierw utknęło wiertło pod rondem, a kilka dni później identyczne urządzenie trzeba było zatrzymać pod targowiskiem Manhattan. Maszyna trafiła w podziemne piwnice.

Opracowanie "Maciej Janiak", "Głos Szczeciński" 4 listopada 2006 roku. Foto: Marcin Bielecki

* * *

Uwaga dziury!

Kierowcy wyjścia nie mają, na ulicy Struga w Szczecinie muszą jeździć bardzo ostrożnie, bo jezdnia ma koleiny i poprzeczne garby. Zarządca drogi w tym roku nic z nimi nie zrobi, a przebudowa ulicy nie ruszy szybko.
Struga, to ulica o największym natężeniu ruchu. Głębokie koleiny uprzykrzają jazdę szczególnie na nitce wyjazdowej z miasta. Drugi kierunek też pozostawia wiele do życzenia. Asfalt rozjeżdżają przede wszystkim tiry i autobusy. Szczególnie fatalnie jest w rejonie sygnalizacji świetlnych, to m. in. wynik hamowania ciężkich pojazdów.
Jest niebezpiecznie
Obecny stan techniczny ulicy Struga pozostawia wiele do życzenia. Jedyny równy odcinek jezdni ma ok. 300 metrów i został zrobiony rok temu. Foto: Marcin Bielecki Najbardziej zniszczony jest prawy pas. Na Struga nawierzchnia jest zdegradowana, koleiny podłużne, poprzeczne i pęknięcia - ocenia nadkomisarz Maciej Kordziński, zastępca szefa szczecińskiej drogówki. - Stan nawierzchni ma wpływ na bezpieczeństwo ruchu. Każdy wybój sprawia, że auto może się zachowywać inaczej niż spodziewa się kierowca. Struga jest ulicą niebezpieczną, to wina natężenia i stanu nawierzchni. Jedyna metoda jaką obecnie stosuje Zarząd Dróg i Transportu Miejskiego żeby ulżyć kierowcom, to frezowanie zwałkowanego asfaltu, czyli zdzieranie kolejnych warstw i bieżące remonty. Na nitce do centrum asfalt był wyrównywany frezarką w październiku. Na większe roboty szans nie ma. Tych kolein nie sfrezujemy w tym roku. Zrobimy to na pewno w przyszłym, o ile nie rozpocznie się przebudowa - nie ukrywa Marta Kwiecień - Zwierzyńska z ZDiTM.
Liczą na unijne pieniadze
Tymczasem miasto zapewnia, że podjęło już starania o dofinansowanie budowy kolejnego etapu ulicy ze środków Unii Europejskiej, ale termin składania wniosków nie został jeszcze wyznaczony. Prawdopodobnie będzie to drugi kwartał 2007 roku. Teraz Wydział Inwestycji Miejskich Urzędu Miejskiego aktualizuje dokumentację projektowo - kosztorysową. Kiedy budowa ruszy? Na razie nie wiadomo. W budżecie miasta na 2007 rok zostały zarezerwowane środki na aktualizację dokumentacji budowlanej, wykonawczej oraz przygotowanie wniosków. Dokładne koszty przebudowy będą znane po wykonaniu aktualizacji dokumentacji - wyjaśnia Elżbieta Turska, zastępca dyrektora WIM. Rozpoczęcie prac budowlanych będzie zależało od pozyskania środków zewnętrznych.
Ma być pięknie
Drugi etap przebudowy zakłada obniżenie o około 4 do 5 m głównych jezdni ulicy na odcinku od nowego wiaduktu do wyjścia za skrzyżowaniem z ulicami Łubinową i Wiosenną. Zbudowane zostaną też trzy wiadukty drogowe na poziomie istniejących dróg dojazdowych: na przedłużeniu ul. Jasnej oraz dwa na przedłużeniu ulic Wiosennej i Łubinowej.
W ten sposób powstaną bezkolizyjne skrzyżowania drogi krajowej nr 10 z ulicami poprzecznymi. Rok temu zakończono pierwszy etap robót obejmujący budowę jezdni wspomagającej południowej do ul.Łubinowej, jezdni wspomagającej północnej do ul.Pomorskiej oraz budowę pierwszego wiaduktu.

Opracowanie "Maciej Janiak", "Głos Szczeciński" 4 listopada 2006 roku. Foto: Marcin Bielecki

* * *

Nowe wiadukty na A6.

Za tydzień pojedziemy nowym wiaduktem koło hotelu Panorama.
Zima nie przeszkodziła w przebudowie autostrady A6. Kilka stopni mrozu w nocy i dodatnia temperatura w dzień mają nawet dobry wpływ na to, co robimy - zapewnia Witold Buczyński, inżynier kontraktu na budowie. Beton wiąże wolniej, a przez to będzie mocniejszy.
Przebudowa niespełna ośmiokilometrowego odcinka autostrady położonej w obrębie miasta rozpoczęła się dokładnie rok temu. Firma Budimex Dromex ma do czerwca przyszłego roku zakończyć inwestycję (całkowity koszt - 114 mln 219 tys. zł).
W tej chwili trwa remont północnej jezdni autostrady (w kierunku przejścia granicznego w Kołbaskowie). Ruch w obu kierunkach odbywa się po jezdni południowej, która jest już na ukończeniu. Zwolnić musimy przy trzech starych wiaduktach nad ulicami: Morwową, Smoczą i Chłopską. Na nitce południowej wiadukty jeszcze nie są gotowe. Pierwszy z nich 20 listopada powinien być gotowy - mówi Witold Buczyński. Dwa największe wiadukty nad Smoczą i Chłopską planujemy oddać do użytku w drugiej połowie grudnia. Wtedy też rozpocznie się rozbiórka starych wiaduktów na nitce północnej, po których obecnie odbywa się ruch. Ten nad Smoczą zostanie wysadzony, a nad Chłopską pocięty na kawałki.
Autostrada A6 to fragment dawnej "berlinki", zbudowanej przez III Rzeszę z betonowych płyt. Odcinek z Berlina do Szczecina powstał w latach 1934-1936. Dalej droga miała wieść do Gdańska, Elbląga i Królewca, ale projekt nie został zrealizowany. W ciągu 70 lat eksploatacji płyty popękały i powypaczały się. W najgorszym stanie jest kilkunastokilometrowy fragment tuż przed granicą. Szczeciński Oddział Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad już zlecił projekt przebudowy kolejnego etapu od Kijewa do węzła Rzęśnica (rozjazd na Chociwel i Świnoujście). Także po niemieckiej stronie od kilkunastu lat "berlinka" przechodzi generalny remont.

Opracowanie "Mariusz Rabenda", "Gazeta Wyborcza" 3 listopada 2006 roku.

* * *

Na Staszica dokopali się do wiertła.

To wiertło drąży tunel pod targowiskiem Manhattan. Takie samo utknęło pod rondem GiedroyciaJest drogocenna głowica, a obok niej wielki, twardy kamień. Trzeba go usunąć, żeby wznowić wiercenie kanału pod rondem Giedroycia.
Dochodzi godz. 13 w czwartek. Do głębokiej dziury przy wjeździe z ul. Staszica na rondo Giedroycia zagląda trzech pracowników poznańskiej Hydrobudowy 9. Czwarty, operator koparki, wybiera urobek. Stojący przy krawędzi podpowiadają, jak ma kierować łyżką, by dokopać się do głowicy wiertła, które utknęło miesiąc temu na głębokości ok. siedmiu metrów pod ziemią.
W lewo, w lewo. Trochę do siebie. Stój. Opuszczaj - pokrzykuje jeden z mężczyzn. Operator wykonuje polecenia. W pewnej chwili przy próbie zamknięcia łyżki coś pod jej zębami zazgrzytało. Jest kamień, albo głowica - zgodnie uznali robotnicy. Po usunięciu ziemi w lewym rogu komory pojawiła się część wielkiego głazu, na którym utknęło wiertło. To przez niego nie można było dalej drążyć pod rondem metrowej średnicy tunelu pod kanalizację deszczową.
Granitowa przeszkoda
Tunel miał iść najpierw po prostej, potem łukiem i znów po prostej, aż do skrzyżowania z al. Wyzwolenia i ul. Długosza - mówi Jerzy Najda, kierownik z Hydrobudowy 9.
Pech chciał, że już po wydrążeniu kilkunastu metrów (wiertło wystartowało z komory zbudowanej przy wejściu na Manhattan) głowica natrafiła na przeszkodę. Gdyby głowica wiercąca miała średnicę 1,2 metra, można byłoby dojść do niej przez tunel, który sama wydrążyła - mówi Dymitr Petrov-Ganev z firmy Herrenknecht, produkującej sprzęt do mikrotunelingu. Przy mniejszej średnicy nie ma takiej możliwości. Dlatego żeby odzyskać głowicę, trzeba było dokopać się do niej od góry. Po dotarciu na miejsce zaczęły się oględziny.
To granitowy kamień - mówi Najda. Świadczą o tym wydobyte z ziemi ułamki. Wiertło nie dość, że nie mogło rozkruszyć głazu, to zaczęło się ześlizgiwać do góry po jego powierzchni. A tunel musi być wydrążony precyzyjne według planów. Na całej 250-metrowej długości odchylenie nie powinno być większe niż 1,5 cm.
Co dalej?
Musimy usunąć przeszkodę - tłumaczy Najda. Są różne sposoby: rozkucie, wykopanie, rozwiercenie, bądź rozsadzenie mikroładunkami. Decyzję podejmiemy, gdy będziemy widzieć cały kamień.
Sama głowica nie będzie wyjmowana. Zacznie dalej drążyć tunel, gdy droga będzie wolna. Żeby w przyszłości uniknąć niespodzianek w postaci kolejnych głazów, na całej długości zaplanowanego kanału wykonano odwierty geologiczne. Nie znaleźliśmy żadnych dodatkowych przeszkód - mówi kierownik Najda. Ale stuprocentowej pewności, że nie będzie niespodzianek, nie mamy.
Taką niespodzianką może być np. jakaś rura lub kabel, do którego nikt się nie przyzna. Na taki bezpański kabel, którego średnica sugerowała, że może w nim być napięcie nawet 15 kV, już raz w trakcie budowy natrafiono. Udało się go podwiesić bez konieczności przecinania.
Po usunięciu granitowego głazu dziurę na wjeździe na rondo trzeba będzie zasypać, a grunt zagęścić do stanu takiego, jak przed rozkopaniem (żeby jezdnia się nie zapadała). Potem wiercenie będzie wznowione. Cały kanał ma być wydrążony w połowie grudnia.
Co to za wiertło
Wiertło, które kopie tunel pod rondem Giedroycia, ma średnicę zewnętrzną 1099 mm. Na końcu zainstalowana jest tzw. tarcza mix, która jest w stanie przewiercić zarówno piasek, jak i litą skałę (głazu pod rondem nie rozkruszyła, bo ślizgała się po jego powierzchni). Tarcza zbudowana jest z węglików spiekanych i hartowanych dysków mogących skruszyć kamienie. Napęd tylko obraca tarczę. Posuwanie się naprzód odbywa się za pomocą rur przeciskowych. Rury zapewniają też wypompowanie urobku na zewnątrz. Po wykonaniu tunelu rury przeciskowe zostają pod ziemią, tworząc przyszły kolektor ściekowy.
Szybkość wiercenia tunelu zależy od gruntu, w jakim powstaje tunel, i wytrzymałości rur przeciskowych. Rury są dociskane za pomocą siłowników hydraulicznych. Siła docisku może wynosić nawet 300 ton. Naprowadzanie wiertła jest sterowane systemem laserowym i żyroskopowym. Zapewnia to idealną precyzję. Sama tarcza kosztuje ok. pół mln euro. Przynajmniej drugie tyle warty jest sprzęt uzupełniający: hydraulika, systemy naprowadzania itd.

Opracowanie "Mariusz Rabenda", "Gazeta Wyborcza" 2 listopada 2006 roku. Foto: Cezary Aszkiełowicz

* * *

1/06, 2/06, 3/06, 4/06, 5/06, 6/06, 7/06, 8/06, 9/06, 10/06, 12/06
1/07, 2/07, 3/07, 4/07, 5/07, 6/07, 7/07, 8/07, 9/07, 10/07, 11/07, 12/07



Lata 90 XX wieku


Wiek XXI


Linki



Copyright © Janusz Światowy, 2002.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Optymalizacja pod Internet Explorer 8.0